A mnie podobał się wątek sądowy

Postawa Łukasza nie dziwiła. Młody w strachu był więc do głowy wpadł mu głupi pomysł. Dobrze, że się otrząsnął po telefonie dziadka. W ogóle Lucek to jest fajny gość. Nie wtrąca się prawie nigdy w sprawy dzieci, ale jak już trzeba coś zrobić, to prawi mądre rzeczy. Inni też pocieszali chłopaka. No właśnie pocieszali "będzie dobrze, nie martw się, wszystko skończy się dobrze", a dziadek wszedł Młodemu na ambicję, powołał się na jego honor, postawił do pionu jednym zdaniem "Mostowiakowie nie tchórzą". I to był strzał w dziesiątkę

.
To że sprawa pozytywnie się zakończy, to było do przewidzenia (ja bym się jednak nie upierała, że w realu zakończyłoby się paką: matka sędzia nie siedziałaby z założonymi rękami i czekała na cud, nie mówię, że też wzięłaby się za przekupywanie świadków, ale raczej dopilnowałaby policję, aby ta RZETELNIE przeprowadziła śledztwo, bo to policja w tym wątku zawaliła na całego: do niej należało zdobycie nagrania, sprawdzenie śladów hamowania, pozycji pojazdów po wypadku, innych czynników). Jednak ważniejsze było napięcie, oczekiwanie, a trochę tego ja na przykład doświadczyłam

Chociaż zgadzam się, że sprawa kopii nagrania dużo naciągana, ale w tym serialu są tak bzdurne wątki, że jeszcze jeden mu "nie zaszkodzi"

Bardzo podobało mi się zaangażowanie Andrzeja w całą sprawę. Jako jedyny Coś robił. "Coś" przez duże "c". "Coś" tak dużego formatu, że Łukasz nazwał go "ojcem". Powiem szczerze, że trochę się wzruszyłam przy tej scenie z smsem od chłopaka. Umierająca Madzia i poświęcający się dla niej Pawełek to pikuś przy tym

.
O dziwo podobał mi się też ?mecenas? Piotruś

. Choć do pewnego momentu tylko. Moim zdaniem bardzo dobrze zagrał strach na wieść, że ma być obrońcą. Uwierzyłam jego nerwom, przerażeniu. Widać było ogromną niepewność, obawę, stres. Chłopak rzucony był przecież na głęboką wodę: to był jego pierwszy raz, miał bronić bliską mu osobę, nie miał czym bronić.
To, że ględził bez ładu i składu wcale nie było tak rażące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, co miało spowodować to ględzenie. Trzeba było bowiem grać na zwłokę, czyli gadać byle co (a o czym miał gadać, jak chłopak nie miał na czym się oprzeć).
Nie podobała mi się jednak jego postawa, gdy tę mowę wygłaszał. Jak za dotknięciem różdżki zniknęło przerażenie, zniknął stres, Zduński uśmiechał się od ucha do ucha, jakby był starym adwokackim wygą. A przecież nadal był ?tym niedoświadczonym?.
Marta po raz enty udowodniła, że jest ciamciaramcią i nadal ja nie mogę zrozumieć jak ona sprawowała do tej pory sędziowski urząd. Toż to rozchwiana emocjonalnie kobieta. I nie ma znaczenia, że sprawa dotyczyła jej syna. Babka nic nie robiła, kompletnie nic. Oprócz narzekania.
Najpierw zostawiła syna sobie samemu i poleciała pocieszać kogoś innego. Potem się dziwiła, że chłopak nie chce z nią gadać. Potem, że uciekł (Luckowi wystarczył jeden telefon), potem, że Andrzej się niczym nie przejmuje, że jej nie wspiera (a to jemu sama powierzyła opiekę nad Łukaszem, gdy sama wspierała Wiktora, a to przecież Andrzej zrezygnował ze spotkania z własnym synem, aby być z rodziną w trudnych chwilach). Po prostu słaba kobieta. Jak to się ma do jej pracy zawodowej? Przecież ludzie już na powitanie zjedliby ją bez popitki.
Jak zwykle perypetie Pawełka, Mareczka, Tomeczka ? nuuuuudy na pudy. Chłopaki bez ikry, bez polotu, bez pomysłu. I czym oni tak te kobiety czarują, że lecą do nich jak do miodu, to ja nie wiem

. Chociaż jak się tak zastanowić, to te babki też nieciekawe. Ala bezpłciowa, kamienna, niemrawa. Ewa infantylna, cukierkowata, beztroska. U Agnieszki te same ?objawy? jak u Marty ? słaba psychicznie pani prokurator, której ktoś, kto miał nieźle w czubie dał przydomek ?Żyleta?.
Czyli co? Swój ciągnie do swego?

Swoją drogą jakąś absurdalną postacią jest sam ten Krupski - jakoś nie boi się dzwonić do wziętego adwokata i mówić "Zniszczę cię", nie mając przecież pewności czy ten np. nie nagrywa tego i nie zrobi z tego użytku - bo wystarczy, że Jędruś składa doniesienie o groźbach karalnych i Krupski ma jeszcze bardziej "pozamiatane" niż teraz, a jeszcze wiadomo, że ma potem zastraszać Łukasza, który może mu też taki sam numer z nagrywaniem wywinąć. Jakieś takie to dla mnie niewiarygodne.
Andrzej wszystkich rozmów nie musi nagrywać. A skąd może wiedzieć, że do niego dzwoni Krupski? To samo z rozmową z Łukaszem. Jeśli nie spodziewasz się takiej rozmowy, nie wiesz, o czym ona będzie, to nie nagrywasz. Poza tym tacy szemrani, bardzo głęboko szemrani ludzie mają przekonanie, że nikt im nie podskoczy.
A jak myślisz, czemu niektórzy godzą się na płacenie haraczy za ?ochronę? na przykład lokalu? Przecież wystarczy założyć monitoring i dowód jak się patrzy w sądzie mamy. Tylko ludzie boją się, że po zapłatę, i to w gorszym wydaniu, przyjdą kumple ?tamtych?.
Kurczę, coś mi się w klawiaturze poprzestawiało i nie zapisują mi się niektóre znaki
