Tomusia to mi jest akurat żal choć mógł przełożyć swój wyjazd w poszukiwaniu zaginionej jednak na inny dzień. W końcu Zosia miała urodziny.
A potem przespanie się z Paulinką - ależ było w tym Tomaszu dużo żalu, zrobić Gośce na złość, niech ją też zaboli, że ją zdradziłem. Chwilka zapomnienia i doszedł kac moralny, że jest taki sam jak jego niewierna żona.
Kolejny mężczyzna, na którego widok serce się kraje to Wiktor. I jeszcze jak to zwykle bywa, zrządzenie losu - do windy wpaść musiał akurat Marszałek, dziękujący Bogu, że jego córcia przeżyła. I cały w skowronkach się zachwyca, a nagle się orientuje, ze towarzysz skory do rozmowy nie jest, więc bąka tylko wesołe "przepraszam".
Kinia, ciąża, upity Piotruś - ani to mnie ziębi, ani pali i rację Ci przyznam Jean, że też myślałam, że po tym "słuchajcie" nastąpi jakiś sensowny ciąg dalszy. Zawiodłam się.
A o reszcie odcinka chyba nie ma co pisać - Ala pogodziła się z Pawełkiem więc znowu będziemy skazani na oglądanie małej, wszędobylskiej dziołchy z tym jej "Pawełku, Pawełku".
Madzia zagroziła zabraniem Pawełka, ale sprawiła, że dwie osoby się pogodziły chociaż... No nie wiem czy ja byłabym zdolna wybaczyć ukochanemu chęć ożenku z inną kobietą. Nie mam jak widać w sobie tyle szlachetności.