Moim zdaniem scena na parkingu nie była zła (choć mało wylewna) i dobrze naprawdę wróży na przyszłość
A moim zdaniem ta scena była pięknym podsumowaniem całej ich relacji - zwłaszcza w obliczu wcześniejszych komplikacji. Elżbieta to ciężki przypadek. Bardzo ciężki. Przebojowa pani kapitan na szpitalnym okręcie, ale całkowicie zagubiona w relacjach damsko-męskich. Całkiem niedawno było: "ja i faceci, to się nigdy nie udawało". Wie, że przesadziła, wie, że Krzysztof nie był winny, wie, że powinna przeprosić, ale nie wie, jak to zrobić. Nie wiedziała, jak się zbliżyć, nie wiedziała, czy Florczykowi pozwolić na więcej. Byli razem, kochali się, jedli razem śniadanie, a i tak rzucało się w oczy, że w każdej chwili może zrobić w tył zwrot. Ona długo dojrzewa i długo się oswaja... A skoro on ją kocha, to musi ją brać taką jaka jest - z jej lękiem, z jej podejściem. I Krzysztof radzi sobie z tym świetnie. Ja nie odnoszę wrażenia, że on jest jak piesek, który na ochłap merda ogonem. On raczej cieszy się, że mimo kilku kroków w tył, Ela potrafi zrobić też kilka do przodu. I, że idzie to opornie, ale idzie. Nie odczułam też tego, żeby teraz miało być jakoś bardzo źle, żeby znowu się sezon schodzili. "Prorok, cholera" - to był najlepszy tekst odcinka, a zachowanie Elki było tak wymowne, tak jasne, że nie wiem skąd u Was miejsce na wątpliwości

Nie umiała tego rozegrać tak, jak każdy normalny człowiek "Sorry, pomyliłam się, wybacz mi, nie powinnam", rozegrała to po swojemu, w centralnym momencie robiąc piękny odwrót, ale... rozegrała. I ja w ogóle nie widzę problemu. Jest ok, idzie ku lepszemu, będzie znowu ciepło, przyjacielsko, bardzo przyjacielsko, związkowo...