Autor Wątek: Literatura  (Przeczytany 54902 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #30 dnia: Styczeń 31, 2014, 20:30:04 »
Obecnie czytam Obłęd 44. Grube to trochę :D
Ja obecnie czytam kilka książek, ale jakoś nie jestem zachwycona żadną z nich. Dosłownie.
"Milcząca dziewczyna" Tess Gerritsen. Chyba miałam za długą przerwę... Jakkolwiek pierwsze ileś tam mnie zachwycało, tak ta książka mnie męczy. I nie w tym rzecz, że jest kiepska, czy mało ciekawa... Chyba wypadłam z rytmu... Albo nie wiem. Skończyć skończę, już jestem gdzieś tam w połowie, ale żebym to pochłaniała jak poprzednie, to na pewno nie.
"Blagierka" Izabeli Sowy. Było mi zimno, musiałam czekać 20 minut na Asię, to wlazłam do biblioteki. Obeszłam raz, drugi, trzeci i na chybił-trafił wyciągnęłam ten twór. I tu następuje takie dość nietypowe zjawisko, bo czyta się sprawnie i szybko, a zarazem jest mało ciekawe, zbyt młodzieżowe i ma okropny styl. Chyba wyrosłam z takich książek. Chociaż ciężko wyrosnąć z czegoś, czego się nigdy nie czytywało.. Tak, czy inaczej, przeczytałam połowę, więc już pewnie skończę, ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś po panią Sowę wyciągnę łapkę. Może tylko po to, żeby się upewnić, że jest niestrawna... Chociaż nie wykluczam, że inne książki może mieć lepsze... może po prostu chwyciłam najsłabszą?
"Anna Karenina" :D Tak, poszłam za ciosem i chwyciłam kolejną wolną lekturę. Za dużo jej nie przeczytałam, raptem kilka rozdziałów, więc nie powinnam zaliczać do grona tych, którymi nie jestem zachwycona. Wydaje się nijaka co prawda, ale wprowadzenia zazwyczaj są nijakie, więc dam szansę. To akurat poczytajka autobusowo-tramwajowo-nocna, czyli wszędzie tam, gdzie z telefonu najwygodniej, a nie przynudza i nie zamyka powiek, więc czemu nie. Zobaczymy, co straciłam w młodości. :)

Cytuj
Powiem Ci, że to nie jest zły pomysł. Jak się było dzieciakiem to zawsze się nie miało czasu, bo oczywiście było coś ważniejszego.
Ja w zasadzie miałam czas. Gorzej u mnie było z ochotą. Znaczy czytałam mnóstwo, naprawdę mnóstwo, ale jakoś starannie omijałam klasykę... W ogóle lektury starannie omijałam. Ewentualnie czytałam je po swojemu. Tym samym "Antygonę" z pierwszej klasy przeczytałam w czwartej, zamiast omawianego "Kordiana" czytałam sobie "Ojca Goriot" z lektur dodatkowych, a "Pana Tadeusza" czytałam dla rozrywki w różnych momentach życia, ale akurat nie wtedy, kiedy go omawialiśmy. Poza tym w domu większość książek miałam, rodzice zadbali o to, żebyśmy mieli bogatą biblioteczkę, ale jakoś... przechodziło mi się obojętnie obok Tołstoja, Słowackiego, czy Sienkiewicza. Sięgałam po inne rzeczy... i jakoś tak wyszło, że nie znam wszystkiego, co chciałabym znać. No ale... teraz dużo podróżuję, mam dłuższe noce, więc ponadrabiam :D

Offline Karisma

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 12
Odp: Literatura
« Odpowiedź #31 dnia: Styczeń 31, 2014, 23:13:28 »
"Anna Karenina" :D Tak, poszłam za ciosem i chwyciłam kolejną wolną lekturę. Za dużo jej nie przeczytałam, raptem kilka rozdziałów, więc nie powinnam zaliczać do grona tych, którymi nie jestem zachwycona. Wydaje się nijaka co prawda, ale wprowadzenia zazwyczaj są nijakie, więc dam szansę. To akurat poczytajka autobusowo-tramwajowo-nocna, czyli wszędzie tam, gdzie z telefonu najwygodniej, a nie przynudza i nie zamyka powiek, więc czemu nie. Zobaczymy, co straciłam w młodości. :)

To jest książka, którą męczę od  dobrych kilku miesięcyi :P Wprowadzenie jest bardzo długie. Nie wiem, do której strony dotarłaś, ale przeczytałam coś koło 100 stron i wciąż niewiele się dzieje. I w sumie tak jakoś od września, ta książka sobie leży w szufladzie. Kiedyś ją skończę.

Obecnie czytam też "Niemiecki bękart" Camilli Lackberg. O ile wcześniejsze książki tej autorki czytało mi się łatwo, szybko i przyjemnie, o tyle z tą, idzie mi wolniej. Pierwszym tego powodem zapewne jest fakt, że obejrzałam film nakręcony na podstawie tej książki. Przez to, wiem o czym będzie, wiem jak się skończy. Drugim powodem jest to, że tematyka tego kryminału jest dość ciężka. Sprawa dotyka II wojny światowej, obozów koncentracyjnych, walki i współpracy z Niemcami.

Zawsze jest trochę prawdy w każdym "żartowałem", trochę wiedzy w każdym "nie wiem",
trochę emocji w każdym "nic mnie to nie obchodzi" i trochę bólu w każdym "u mnie w porządku".

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #32 dnia: Luty 02, 2014, 21:12:31 »
Obecnie czytam też "Niemiecki bękart" Camilli Lackberg. O ile wcześniejsze książki tej autorki czytało mi się łatwo, szybko i przyjemnie, o tyle z tą, idzie mi wolniej. Pierwszym tego powodem zapewne jest fakt, że obejrzałam film nakręcony na podstawie tej książki. Przez to, wiem o czym będzie, wiem jak się skończy. Drugim powodem jest to, że tematyka tego kryminału jest dość ciężka. Sprawa dotyka II wojny światowej, obozów koncentracyjnych, walki i współpracy z Niemcami.

Dla mnie ta część kryminalnej sagi Lackberg należy do najlepszych. Film też obejrzałam, ale byłam już po książce, więc średnio na jeża mi się podobał. Książka bardziej wciągająca. A historia z przed lat, na której oparte było śledztwo (u tej pisarki to tradycja, wszystkie zbrodnie u niej mają początek w przeszłości dalszej lub bliższej) była niesamowita <usmiech>

A ja właśnie skończyłam Rodziewiczównę...


Zaczytani we współczesnej literaturze sięgnijcie czasami po słowo na papier przelane przed wiekiem. Parsknie niektóry: po Rodziewiczównę?! Toż to romanse same, archaiczne na dodatek, zbyt sentymentalne, zakurzone, słabe, bez polotu. A to wierutna bzdura.

Jak nawet o miłości pisarka wspomni to tak pięknie, że aż sercu tęskno za taką miłością.

"My na to już sądzeni, ni imienia, ni stanu, ni metryki nie mieć. Ale my przecie ludzie, nie zwierzęta, my chcemy przed Bogiem sobie ślubować, w Jego kościele, przed wami ojcze. Miłowaliśmy się w spokoju i dostatku, miłujemy się jeszcze silniej teraz w takim boju. Nie odstąpimy siebie do śmierci, ale po śmierci chcemy, by nas Bóg za prawych katolików i małżonków przyjął i nie rozdzielił."

Podstawową rzeczą, na której opierają się książki Rodziewiczówny jest umiłowanie do ojcowizny, do polskiej ziemi. Bohaterowie jej powieści są w stanie wszytko dla niej poświęcić: ukrywać się latami w leśnych norach o głodzie i chłodzie, cierpieć z powodu rozłąki z najbliższymi, pozbyć się wszystkich kosztowności, zbytków, ale nigdy ziemi rodowej. Jakże piękne i prawdziwe zarazem są słowa ojca jednego z bohaterów o świętości ojcowej ziemi:

"Dobro i wszystko, co jest, twoje. Trzymaj w garści i pilnuj, ano się w dostatku nie kochaj. Jedno zdechnie, drugie się spali, nie trza się o to turbować. Ale ziemi to nie puść, pazurami, zębami dzierż. Ziemia się nazywa grunt, w niej wszelkie korzenie tkwią, i trawy, i drzewa, i człowieka. Puścisz ziemię, będzie cię wiatr nosił po świecie, suchą łomakę! A uchowasz ziemię - to choćby cię sto razy od niej oderwali, to wrócisz i zakorzenisz się znowu".

Jej powieści to rewelacyjne lekcje historii podane w tak ciekawej oprawie, że czytając je człowiek wręcz zatraca się w czasach, o których opowiadają. Gdy pochłaniałam "Byli i będą" nie przeszkadzał mi archaiczny styl, charakterystyczne kresowe słownictwo (słowniczek terminów jest na końcu książki), dawne formy nazwisk i nazw miejscowości, wręcz przeciwnie. To właśnie słowo oraz po mistrzowsku konstruowana fabuła sprawiły, że przed moimi oczami przesuwały się realne sceny opowiadające o doli tych, którzy walczyli w imię wolności ojczyzny i ginęli, po więzieniach siedzieli albo na Sybirze los swój pędzili, tych, których Bóg przy życiu zostawił, by następnemu pokoleniu znaczenie dewizy "Bóg, honor i ojczyzna" przekazywali, ale też i o tych, którzy własną ambicję, chęć zysku nad powyższe wartości przekładali.
Każda kolejna strona powieści wciągała mnie w tamten świat. Cierpiałam z tymi ludźmi. Nie raz i nie dwa łza spłynęła po policzku.
Wszystko w tej powieści ze sobą współgra. Tytuł, fabuła wspaniale go rozwijająca i zakończenie stanowiące swoisty apel dla potomnych.

"Mogiła Stefana Hrehorowicza, zmarłego w roku 1863, a żyjącego, aż tej ziemi stanie".
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #33 dnia: Luty 04, 2014, 12:17:02 »
Ja tam lubię archaiczne romanse, więc mnie Rodziewiczówna raczej nie odrzuca w żadnym stopniu.

Czytam "Magnetyzera", o którym wspominałam gdzieś powyżej. Jest niezły...dla mnie...El będzie zachwycona. I przez język i przez dość szeroki i ciekawy obraz międzywojennej Warszawy. Co wtedy wypadało a co nie. A główny bohater prowadza się po rożnych knajpach, w których można spotkać różnych ludzi. Słonimski, Leśmian, Wieniawa - te nazwiska padają nader często.
Mnie bardziej wciągnęły podróże w przeszłość, do początków XIX wieku, i sama postać magnetyzera tamtejszego. Sama myśl, że ktoś umiałby mnie tak bezwiednie zmanipulować samym słowem okazuje się dla mnie straszna. Ciarki.
No ale tymczasem wróciłam do wieku XX i czekam jak sobie komisarz Drwęcki z tymi zagadkami poradzi.  ;D

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #34 dnia: Luty 09, 2014, 19:54:45 »
Dalej czytam sobie "Annę Kareninę". I dalej nie wiem, co mam o niej myśleć. Złapała mnie i raczej dobrniemy do końca. Chwilami się dłuży, ale generalnie bardzo przyjemna lektura :)

W zasadzie jednak przyszłam napisać o czymś innym. W ramach poznawania twórczości Agnieszki Osieckiej, wyjęłam z półki "Białą bluzkę i inne opowiadania" i sobie czytam. Na pierwszy ogień poszła tytułowa "Biała bluzka", później jej kontynuacja, czyli "Ćma", a aktualnie jestem w połowie "Zabiłam ptaka w locie". Im bardziej zagłębiam się w te opowiadania, tym bardziej przeraża mnie postać autorki. Wystarczy pomyśleć, że mogła to pisać z życia, na dodatek swojego... Bohaterkami są bardzo zagubione i skrzywdzone kobiety - skrzywdzone emocjonalnie, pozbawione uczuć i serdeczności. Same średnio sobie radzą w świecie, chociaż są innego zdania. "Bluzka..." chwyta, "Ćma" jest moim zdaniem jeszcze lepsza, "Zabiłam ptaka..." czyta mi się najlepiej. Ciekawa jestem pozostałych, jak również ciekawa jestem innych Agnieszkowych tworów. Zdecydowanie bardzo dobry wybór na dłuuuuugie zimowe wieczory :)

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #35 dnia: Luty 15, 2014, 21:50:22 »

Czytam "Magnetyzera", o którym wspominałam gdzieś powyżej. Jest niezły...dla mnie...El będzie zachwycona. I przez język i przez dość szeroki i ciekawy obraz międzywojennej Warszawy. Co wtedy wypadało a co nie. A główny bohater prowadza się po rożnych knajpach, w których można spotkać różnych ludzi. Słonimski, Leśmian, Wieniawa - te nazwiska padają nader często.
Mnie bardziej wciągnęły podróże w przeszłość, do początków XIX wieku, i sama postać magnetyzera tamtejszego. Sama myśl, że ktoś umiałby mnie tak bezwiednie zmanipulować samym słowem okazuje się dla mnie straszna. Ciarki.

Wygląda na to, że będzie ;D

Międzywojenne czasy, symbole ówczesnego życia, rozrywka, kultura, ludzie, trochę sensacji, tajemnice i zagadki. Zapowiada się na świetną czytelniczą rozrywkę.

U mnie też ten okres, ale raczej na poważnie. No i prawdziwie.


Anais Nin - amerykańska pisarka pochodzenia duńsko-francuskiego po matce i kubańsko-katalońskiego po ojcu. Najbardziej znana ze swojego Dziennika, który obejmuje ponad 60 lat. Pisała również powieści, opowiadania i literaturę erotyczną. Wiele jej prac, w tym "Delta Wenus" i "Małe ptaszki", zostało opublikowanych pośmiertnie.

"Dziennik 1931-1934" (t.1) to książka dla tych, których fascynuje wnętrze człowieka, jego złożona osobowość, kontrasty zachowań. Dla tych, których interesuje zjawisko przyciągania się charakterologicznych przeciwieństw, mające z jednej strony moc niszczycielską, z drugiej zaś twórczą.
Dla tych, którzy pragną zagłębić się w świat przedwojennej bohemy ale nie na zasadzie szukania pudelkowych ciekawostek.
Ten dziennik to psychologiczne portrety ludzi, wyłaniające się ze zdarzeń, rozmów, jakichkolwiek związków z autorką, która przy okazji próbuje odnaleźć i określić samą siebie, "kobietę Anais, rzeczywistą i symboliczną, która balansuje pomiędzy działaniem a kontemplacją, zaangażowaniem a nakazami instynktu samozachowawczego, uczuciem a intelektem, marzeniami a rzeczywistością i która czasami traci wiarę w jakąkolwiek możliwość pogodzenia tych zasadniczo odmiennych czynników". (s,11)
Pisarka gościła w swoim domu wiele znanych osób, a szczególnie mocne więzi łączyły ją z Henrym Millerem (autor "Zwrotnika raka" i "Zwrotnika koziorożca") oraz jego żoną June.

"Dziennik..." czyta się dobrze. Język plastyczny, zrozumiały. Całość nie nudzi, nie odrzuca. Jednak trzeba mieć na uwadze, że to nie powieść, a osobiste spostrzeżenia, przemyślenia, dylematy pisarki.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #36 dnia: Luty 26, 2014, 19:00:11 »
Sorry, że to znów ja <jezyk>

Jak kiedyś czytałam tylko w wakacje (więcej czasu), tak teraz wpadłam w czytelniczy nałóg i nie potrafię wytrzymać do urlopu.
Ciągnie do książek jak... hmmm ;D


Andres Faulques, były fotoreporter wojenny, świadek najkrwawszych konfliktów ostatnich trzydziestu lat, tworzy w swej samotni ogromną panoramę bitewną, mającą być malarską kwintesencją wszystkich bitew, których był świadkiem. Samotność i sztuka nie ochronią go jednak przed światem.
Pewnego dnia w wieży zjawia się Ivo Markovic, by oznajmić fotoreporterowi. że przybywa, by go zabić. Obaj mają przed sobą cztery dni niezwykłej wędrówki po okrucieństwach wojny i sztuki, miłości i pamięci, po zbrodni i karze.
(z notki na okładce)

Rewelacyjna powieść pod wieloma względami.

Po pierwsze - porażające swym realizmem obrazy współczesnych wojen (Liban, Bałkany, Somalia, Palestyna, itd) obserwowanych z punktu widzenia fotoreportera wojennego. Proces utrwalania na kliszy wstrząsających scen został tak przedstawiony, że czytelnik ma wrażenie, iż on sam "chwyta" właściwą chwilę, szybko przygotowuje aparat, przystawia obiektyw do oka. Klik.Klik. Klik.
Emocje opadają, czas na pytanie: jak taki fotoreporter daje sobie radę z sumieniem ("fotografowanie ludzi jest rodzajem gwałtu na nich"), skoro mnie, tylko czytającej o tych wydarzeniach, takie sceny wbijają się cierniem w duszę?.
Autor powieści Perez-Reverte, który w swoim życiorysie ma kartę pod tytułem "reporter wojenny" próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

Po drugie - duża ilość nawiązań do dzieł malarskich, tak umiejętnie wplecionych w fabułę powieści i tak ciekawie przeanalizowanych, że sięgając po tę książkę otwierałam równocześnie laptop. Musiałam, po porostu musiałam widzieć obrazy, na których opierał się Faulques tworząc na ścianach nadmorskiej wieży fresk życia, będący syntezą kadrów widzianych przez obiektyw aparatu. Bitwa nad bitwami.
Po trzecie - ogromna umiejętność pisarza w tworzeniu niezwykłej literackiej rzeczywistości. Akcji mamy tu jak na lekarstwo. Ta, którą autor misternie konstruuje jest oparta jedynie na rozmowach dwóch, prawdę mówiąc, jedynych bohaterów powieści: fotoreportera wojennego oraz Serba Markovicia, uczestnika wojny na Bałkanach. Pomimo tej teatralnej kameralności książka bardzo wciąga, intryguje.

Po czwarte i chyba najważniejsze - interesujący zestaw rozważań na temat znaczenia "technicznego chłodu", który pozwala fotoreporterowi na zrobienie idealnego zdjęcia z pola walki, znaczenia tej fotografii w kontekście zjawiska "efektu motyla", wpływu przypadku na ludzkie losy. Bohaterowie "Batalisty" zastanawiają się także w swoich rozmowach nad granicami człowieczeństwa: na co stać człowieka, który chce wydostać się z piekła.
"Godność człowieka i tak dalej. Ale nie wszyscy giną z godnością, prawda? Właściwie tylko nieliczni tak umierają. Raczej płaczą, błagają, czołgają się... Pojawia się nikczemność, o której rozmawialiśmy. Wszystko, żeby tylko przeżyć."

Przeżyć piekło zgotowane mu przez drugiego człowieka.
"Mówię, że jesteśmy źli i nie możemy tego uniknąć. Takie są reguły gry. Wysoka inteligencja sprawia, że nasze okrucieństwo jest doskonalsze i bardziej pociągające... Człowiek rodzi się drapieżnikiem, jak większość zwierząt. To nieodparty instynkt. Wracając do terminologii naukowej, to cechy stabilne człowieka. Ale w odróżnieniu od reszty zwierząt, skomplikowana inteligencja skłania nas do zagarniania dóbr, luksusów, kobiet, mężczyzn, przyjemności, zaszczytów... Popęd ten jest przyczyną naszych zawiści, frustracji, żalu. Przez niego stajemy się jeszcze bardziej tym, czym jesteśmy."

"Batalista" niepokoi, szarpie człowiekiem, zmusza do refleksji.
Polecam.

No to sobie nieźle popisałam <haha>
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #37 dnia: Marzec 03, 2014, 21:21:45 »
A ja z taką informacyjką tym razem. Wydawnictwo Amber z okazji 25 urodzin przygotowało dla klientów zamawiających online zniżki.
Do końca miesiąca, tj. marca, wszystkie książki można kupić za połowę ceny. :) <jupi>

http://www.amber.sm.pl/

Sama powoli budzę się ze snu zimowego i wracam do książek. Niestety ostatnimi czasy pogoda daje mi okrutnie w kość, ale mam nadzieję, że skoro marzec nastał, to będę miała siły na robienie różnych rzeczy, w tym czytanie. :)

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #38 dnia: Marzec 13, 2014, 19:51:03 »
Książeczki... Czytuję sobie książki, ale jakoś tak ciężko mi się zebrać, żeby podzielić się wrażeniami. I to nie, że tu, ale generalnie.

Poczęstowałam ostatnio moje dziewczyny newsem, że czytam coś wybitnie krwawego. Sięgnęłam ponownie po pana Mastertona. Tym razem książka nosi uroczy tytuł "Krew Manitou". I tak, zdecydowanie jest w niej sporo krwi. Ogromna ilość krwi. Chwilami mam wrażenie, że tylko krew. Aż dziwię się, że od takiej treści strony nie zrobiły się czerwone. :P Generalnie... miasto zapada na jakiś rodzaj epidemii, która polega właśnie na piciu cudzej krwi. Aktualnie jestem w 1/3 książki i już jest ponad 120 krwiopijców i ponad 140 ich ofiar z poderżniętymi gardłami. Myślę, że jeśli w ogóle skończę tę zacną pozycję, to do pana Mastertona więcej nie wrócę. Istnieje jednak też ryzyko, że jej nie skończę, bo chwilami mocno obrzydza. Tylko ciekawi mnie, jak się skończy i taka mocno rozdarta jestem.

Przeczytałam też wiedźminkowe opowiadania zebrane w "Ostatnim życzeniu" Sapkowskiego. Bardzo dobra książka! Żałuję, że nie wzięłam się za to wcześniej, a także, że jeszcze nie zaczęłam kontynuacji. Jest szansa, że lada chwila zacznę, bo "Miecz przeznaczenia" dzielnie stoi na półce i cierpliwie czeka na swoją kolejkę. Sapkowskiego czyta się szybko, a opowiadania wciągają. Sam Wiedźmin jest naprawdę fajnie stworzoną postacią. Myślę, że złapałam bakcyla i przebrnę przez to 8 tomów. Znaczy jeszcze 7. :D

Wypożyczyłam też sobie ostatnio "Chichot losu" Lemańskiej. Serial tak bardzo lubiłam i byłam ciekawa, na ile wiernie odtworzyli. Okazało się, że książka mocno odbiega od serialu, ale czyta się ją naprawdę przyjemnie. Początek wydawał się podobny, do pewnego momentu myślałam, że nic mnie nie zaskoczy. A jednak mnie zaskoczyło i to sporo. O tyle ciężko mi się czytało, że za wszelką cenę umysł podsuwał mi Martę Żmudę Trzebiatowską i Mateusza Damięckiego, ale poza tym miła lektura. Taka lekka i przyjemna opowieść, która nie wymagała ogromnego skupienia. No i nie rozumiem oburzenia ludzi na końcówkę książki. Madzia mówiła mi, że naród zawiedziony, że liczyli na coś innego, na rozwinięcie serialowej końcówki etc. Uważam to za dziwne, bo jednak to zakończenie w książce powinno bardziej zadowolić fanów "Chichotu...", a nie serialowe, ale ok. :P Dla mnie oba zakończenia były dobrze zrobione - chociaż totalnie, totalnie różne.

"Milcząca dziewczyna" Tess Gerritsen. Po świętach zaczęłam to czytać, potem porzuciłam. A niedawno doszłam do wniosku, że wrócę i skończę. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. I w zasadzie jestem zadowolona z tej książki. Moja początkowa niechęć spowodowana była prawdopodobnie umieszczeniem akcji w specyficznym klimacie Chinatown, ale w końcu się przemogłam. Poza tym miałam długą przerwę, więc brnęłam przez pierwsze ileś tam, ale potem było lepiej i lepiej. W drugiej połowie książki trafiłam na ładnie poprowadzone wątki, już nie dłużyło mi się nic. Jedynie Madzia miała rację, co do zakończenia. Jeśli ktoś najpierw czytał Larssona, to zdecydowanie ma małe ksero. Wiadomo, że nie dokładnie to samo, ale mocno podobne i nasuwa skojarzenie. To jest taki mały minusik tej książki. Poza tym raczej na plus. No i bardzo miły motyw z odwiedzinami Szczurka i Miśka. Swoją drogą... już jakiś czas temu znalazłam dla Maury nowego kawalera i jakoś nie bardzo po mojej myśli prowadzi Tess ten wątek. Znaczy.. pewnie w końcu ich połączy, on chce, ona będzie chciała, ale niemrawo to idzie, kolejną książkę już... A ja chciałabym poczytać, że i ona jest szczęśliwa.

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #39 dnia: Marzec 13, 2014, 22:02:19 »
Przeczytałam "Pół życia" Jodi Picoult.
Jak zwykle w książkach tej autorki to nie może być radosna, zabawna, beztroska tematyka z happy endem... ale jej powieści mają to coś. Mimo, że człowiek mówi sobie "nie więcej nie przeczytam, bo się dołuję", to jednak powraca się. Autorka bowiem podchodzi do trudnych, dyskusyjnych tematów w dość przystępny sposób. Każdy może opowiedzieć się po którejś ze stron, każdy ma szansę zostać wysłuchany..., a życie i tak pisze swój scenariusz.

"Pół życia" porusza temat odłączenia od respiratora... Kiedy to powinno nastąpić... Kiedy w zasadzie następuje śmierć? A może jednak są szanse na wyjście z beznadziejnej sytuacji.
Luke Warren wieloletni badacz wilków... Mieszkający z wilkami, żyjący z wilkami w wyniku wypadku znajduje się w stanie śpiączki. O jego życiu/śmierci muszą zadecydować jego dzieci. W zasadzie rozbita rodzina, bo podczas gdy bohater umiał żyć z wilkami, tak rodzinę zaniedbał.
Rodzeństwo ściera się, toczy pojedynek..., by w końcu to jakoś rozstrzygnąć i gdy już jak zwykle wydaje się, że to koniec, następuje nieoczekiwane dopowiedzenie... Epilog... Jak zwykle zaskakujący. :)

Książkę czytało mi się dobrze. Autorka ma specyficzny styl pisania, momentami irytujący, ale za każdym razem nie potrafię odłożyć książki.
Ciekawa lektura.
W kolejce czeka następna powieść Picoult. Tym razem stworzona z córką. Ponoć słabsza, no ale zobaczymy. :)

Offline Karisma

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 12
Odp: Literatura
« Odpowiedź #40 dnia: Marzec 16, 2014, 12:04:31 »
Przeczytałam też wiedźminkowe opowiadania zebrane w "Ostatnim życzeniu" Sapkowskiego. Bardzo dobra książka! Żałuję, że nie wzięłam się za to wcześniej, a także, że jeszcze nie zaczęłam kontynuacji. Jest szansa, że lada chwila zacznę, bo "Miecz przeznaczenia" dzielnie stoi na półce i cierpliwie czeka na swoją kolejkę. Sapkowskiego czyta się szybko, a opowiadania wciągają. Sam Wiedźmin jest naprawdę fajnie stworzoną postacią. Myślę, że złapałam bakcyla i przebrnę przez to 8 tomów. Znaczy jeszcze 7. :D

Opowiadania o Wiedźminie należą do moich ulubionych książek. <serce>  Dzięki temu, że posiadam książki Sapkowskiego, mogę nich wraca tak często, jak mi się zachce, co też czynię. W sumie mam 8 książeczek napisanych przez tego pana. Brakuje mi jedynie najnowszej, wydanej w listopadzie ubiegłego roku. Trochę obawiam się po nią sięgnąć, bo może się okazać, ze to już nie to.

Mindreader, pisząc o 8 tomach, masz pewnie na myśli książki: "Ostatnie życzenie", "Miecz przeznaczenia", "Krew elfów", "Czas pogardy", "Chrzest ognia", "Wieża Jaskółki", "Pani Jeziora", "Sezon burz", ale... Ukazał się jeszcze zbiór "Coś się kończy, coś się zaczyna", który, wśród ośmiu opowiadań, zawiera dwa wiedźmińskie. Te niewiedźmińskie już mi nie podzeszły.


Skończyłam czytać "Niemiecki bękart" Camilli Lackberg i choć początkowo czytanie tej książki szło mi opornie, tak jak już przysiadłam, to nim się zorientowałam, już był koniec. Kolejna dobra pozycja Camilli  <ok> Teraz mam przerwę od Lacberg do czasu, aż dokupię "Latarnika" i "Syrenkę".

Przeczytałam "Obłęd" napisany przez duet kryjący się pod pseudonimem Erik Axl Sund. Całkiem niezła pozycja pośród kryminałów z plusem za psychologiczne tło. Niesztampowa, choć początek nie napawa optymizmem. Trochę zawiedziona byłam, bo wydawało mi się, że szybko odgadłam kto jest zabójcą, że autorzy podali nam tą wiadomość jakby na tacy, że nic mnie już nie zaskoczy... Jakże się myliłam :P Jeśli ktoś jest wrażliwy, mogą odrzucać go opisy, które są dość mocne, odpychające, czasem chciałoby się powiedzieć, chore. Autorzy nie cackają się z czytelnikiem. Tytuł jest bardzo adekwatny dla tej powieści. Pozostaje mi czekać na kolejne książki tego szwedzkiego duetu, bowiem "Obłęd" jest 1 tomem trylogii.
Zawsze jest trochę prawdy w każdym "żartowałem", trochę wiedzy w każdym "nie wiem",
trochę emocji w każdym "nic mnie to nie obchodzi" i trochę bólu w każdym "u mnie w porządku".

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #41 dnia: Marzec 20, 2014, 18:18:28 »
Po literaturze z tzw. wyższej półki nadszedł czas na coś lżejszego <usmiech>


Massachusetts, rok 1879. W czasie letniego wypoczynku Libby Sawyer dowiaduje się, że do willi należącej od dziesięcioleci do jej rodziny wprowadził się rumuński imigrant, Michael, wraz z dwoma synami i przyrodnią siostrą. Na domiar złego Michael twierdzi, że rodzinny dom Libby dostał w spadku i przedstawia odpowiednie dokumenty. Wkrótce Libby odkryje, że zapach rosnących wokół jej domu róż odsłania niejeden sekret. Najbardziej niesamowite tajemnice dotyczą jednak Michaela. (z notki na okładce)

Już sama okładka zachęca do sięgnięcia po książkę. I rzeczywiście czas poświęcony jej lekturze raczej nie będzie stracony. Przynajmniej dla mnie, bo całkiem przyjemnie czytało się ten romans. A wątek miłosny urozmaicony został o dramaty: jeden związany z historią Rumuni, drugi z dziwną "ułomnością" głównej bohaterki. Wszystkie fakty intrygująco wprowadzone i ciekawie rozwinięte. Powieść o poświęceniu, o odrzuceniu, o pokonywaniu barier.


Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #42 dnia: Kwiecień 13, 2014, 19:21:49 »
"Jedenaście godzin" nie mylić z książką Jedenaście minut ;)

Opowieść o Didi, która w upalne popołudnie zostaje uprowadzona z centrum handlowego przez młodego mężczyznę.
I się zaczyna... Wystarczy przebrnąć przez początek i nie można się od książki oderwać. Aż byłam zła na rozdziałach z opisami co w tym czasie robi mąż i policja, bo bardzo mnie interesowało co się dzieje z ciężarną (!) porwaną. I to w dziewiątym miesiącu ciąży.
Marzę, by ktoś nakręcił film na podstawie tej książki. I żeby był równie dobry, jak papierowa wersja.
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #43 dnia: Kwiecień 21, 2014, 22:37:52 »

Eric "Dutch" Heinrichs w swoim czasie był w Stanach Zjednoczonych sławnym jazzowym pianistą. Grał z Charlim Parkerem i Milesem Davisem, upijał się z Theloniousem Monkiem i przyjaźnił z Billie Holiday. Od dziesięciu lat nie usiadł do fortepianu i przemierza świat jak Latający Holender, ukrywając się w szemranych hotelach i imając się przypadkowych fizycznych prac, takich jak pomywacz, czy tragarz na statkach handlowych. Ucieka przed Nicolą ?Moby Nickiem" Pappalardem, włoskim gangsterem z Nowego Jorku, którego był jego przyjacielem i który, w zemście za wyrządzoną mu przez Dutcha zniewagę, przybił go gwoździami do fortepianu. Holendrowi udaje się uciec kosztem bezpowrotnego zniszczenia rąk, ale mafioso Pappalardo wyznaczył nagrodę za jego głowę.

To była uczta dla mojej duszy. Trzy uwielbiane przeze mnie dania na jednym stole: iberyjskie klimaty, jazz i noir. Na dodatek podane w wyśmienitym stylu, w którym na szczególną uwagę zasługują niebanalne metafory, którymi raczy nas główny bohater, narrator historii.

Mamy więc Barcelonę z przełomu lat 50-tych i 60-tych. Tę piękną - z architekturą Gaudi, Domenecha, z zapierającymi dech parkami, ogrodami i fontannami, z cudownymi świątyniami, z fanatyczną miłością do piłki nożnej. I tę brzydką - z policyjnym terrorem, z fałszywie pojętą moralnością, z podrzędnymi barami, kabaretami, hotelikami z recepcjonistami o wyglądzie mumii.

Do tego opowieść toczy się w rytmie jazzu, wyznaczonego rozdziałami, którym autor nadał tytuły standardów tego gatunku: "Take the A Train" Billy Strayhorna, "Ornithology" Charlie Parkera, "Sophisticated Lady" Duke Ellingtona, i paru innych. Tak naprawdę to muzyka obecna jest niemal na każdej karcie powieści. Niczym idealnie dobrana ścieżka dźwiękowa, wyrażająca uczucia i emocje bohaterów. Słychać ją w stukocie pędzącego pociągu, w serii z karabinu, w uderzeniach młoteczka wbijającego gwoździe w dłonie, w trelach wróbli - współautorach tworzącej się w umyśle "Dutcha" suity barcelońskiej.

Jazz, miasto nocnych cieni, bohaterzy osnuci mgłą tajemniczości, świat, w którym nie ma jasnego podziału na czerń i biel, niedopowiedzenia oraz porachunki mafijne to składniki wprowadzające wspomniany na samym początku trzeci element literackiej uczty - noir.

A nad wszystkim unosi się miłość - do kobiety, do mężczyzny, miłość braterska i siostrzana. I związane z nią poświęcenie.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #44 dnia: Kwiecień 22, 2014, 16:58:32 »
Ja ostatnio czytałam tyle, że już chyba z połowę tytułów mi uleciało.
Przeczytałam w końcu "Ojca chrzestnego"  <serduszko> i "Planetę małp" i było to nieziemskie przeżycie. Nie mogę zrozumieć dlaczego nigdy nie byłam w stanie obejrzeć filmów w całości <mysli> Pewnie takie było moje przeznaczenie (żeby zakochać się w książkach) a to, jak wiadomo, człowiek ma tylko jedno.   ;D