Ja zdążyłam już, dzięki Bogu, obejrzeć całość i mam w związku z tym pytanie: kim jest ta nowa nauczycielka, którą widać i o której mówią chłopcy, w ostatniej scenie filmu?
Bo albo to się dzieje niedługo po tych ślubach i po prostu pani komendant znalazła sobie takie powołanie życiowe. Albo rzecz dzieje się kilka lat później, dzieci w ostatniej cenie to dzieci tychże wspomnianych par...a nauczycielka? Hmmm...no właśnie
Trudno, ja w każdym seansie czegoś nie wiem, nie rozumiem, nie zakumałam
Taka moja uroda
Bo, owszem, film sam w sobie niezły 
Nauczycielka to jedna z tych żołnierek (Pola Raksa) kilka lat później. Przedtem miała krótkie włosy, teraz długie. Dziewczyny mają swoje rodziny, swoje domy, swoje zajęcia, już nie pracują na wspólne dobro - ona jest nauczycielką, taką kobiecą, "dziewczeńską", nie w mundurze, normalną

Dzieci to może i następne pokolenie tych żołnierskich par, ale niekoniecznie. A scena to chyba pokazuje z jednej strony zachowanie tradycji - faceci zawsze będą podglądać (interesować się) dziewczyny, dziewczyny zawsze będą figlować, będą radosne, jak napisałam wyżej "dziewczęce". Lata wojny się skończyły. Z drugiej strony nabrzeże będzie kojarzyło się nauczycielce z "początkiem", od niego wszystko się zaczęło. Po prostu sentyment. Ot, taka moja interpretacja

A pod tymi sprawami ideologicznymi co rozumiesz? Na coś konkretnego powinnam zwrócić uwagę, jakieś fragmenty, czy ogólnie chodzi o obraz ludowej ojczyzny jako najlepszej z ojczyzn, gdzie wszyscy wspólnymi siłami przyczyniamy się do naszego wspólnego dobra? 
No i trafiłaś w sedno
Zwłaszcza porucznik Krystyna byłą taka najbardziej "ideowa".
A i na męskiej części, szczególnie kapitanie Staszku - można zawiesić oko 
To komendant kozłów?

Kozłów czy wręcz "capów" było użyte? 
Jeśli o niego chodzi to owszem, bardzo przystojny 
"Kozły" były wtedy, gdy zbyt znarowili się chłopy, za bardzo buńczuczni byli, za bardzo "bodli", gdy na przykład do piwniczki z winem chcieli sie dobrać. "Ciapciaki" byli wtedy, gdy dawali się w trąbę zrobić, do niewoli wziąć, na sznurku prowadzić

Ta prezentacja narzeczonych to jak maturalny egzamin:
"- I co?
- Jakoś poszło."
