Kiedy jeszcze nie oglądałam "Czasu honoru" wydawało mi się, że postać Wandy wzbudza głównie pozytywne emocje, że jest bardzo lubiana przez fanów, szczególnie w duecie z Bronkiem. W tym momencie, po obejrzeniu wszystkich pięciu sezonów...chyba coś musiało mi się wtedy pomylić

nie wierzę, że bohaterka ta może być bardziej lubiana niż np. Ruda czy Celina. Wanda pomimo tylu lat wojny, tylu przejść - wydaje się żyć jakby w innym świecie. Ruda, Celina, a nawet Lena angażowały się jakoś w działania konspiracyjne, naprawdę ryzykowały swoim życiem, a Wanda? O nią wiecznie ktoś dba. Jak nie matka, to Bronek, jak nie Bronek to nawet Karol. A jej ciągle źle

Ma pretensje do Bronka, że się ukrywał. Kręci nosem jak chcą odbić Rudą (bo jak ją odbijali to było wszystko okej...), że niby za bardzo ryzykują - choć ona właściwie nie ryzykuje w ogóle. Raz nie chce wyjeżdżać, bo przecież teatr, bo nikt jej nie rozumie, a kilka odcinków później proponuje Bronkowi:
może byśmy gdzieś wyjechali? 
To jest to o czym pisała Maleńka. Ostatni odcinek to dopiero porażka jeżeli chodzi o ten wątek. No i ta scena końcowa... Na samą myśl o niej robi mi się niedobrze. Także teraz cieszę się, że nie muszę śledzić serialu w telewizji, bo tak przynajmniej mogę sobie pominąć sceny z Wandą i Bronkiem, a w tv nie było by takiej możliwości. 
Ostatnia scena jest taka, jakby to Wanda i Bronek byli najważniejsi w tym sezonie. Te prawa, ten słodki pocałunek...rzeczywiście mdłości gwarantowane

Szczególnie szkoda mi było w tym momencie Władka, który tak naprawdę nigdy nie miał takiego słodkiego życia jak oni, a w momencie, gdy Bronek wraz z ukochaną całowali się na oczach wszystkich, jego ukochana - Ruda - z trudem wracała do zdrowia setki kilometrów od niego, a jemu towarzyszyła obawa o jej życie, bezpieczeństwo. Szkoda że tej pary nigdy nikt w tym serialu jakoś nie wyróżniał.
Dlatego podobnie jak Ty, Koniczynka, najbardziej lubię Marię oraz parę: Maria i Otto

Niby czytałam, że mają ich połączyć wspólne przejścia, ale nie spodziewałam się, że tyle pięknych scen między nimi zobaczę w 5 sezonie. Nie sądziłam również, że Otto okaże się być takim ciepłym, troskliwym człowiekiem i że tak bardzo zacznie mu na Marii zależeć. Dlatego jeśli chodzi i doktor Marię to najbardziej lubię pierwszy sezon, gdy troszczy się o synów, jej ukradkowe spotkania z Czesławem oraz sezon piąty, gdy tuła się wraz z Ottem. I te piękne odcinki, gdy żona Otta źle traktuje Marysię, a ten na każdym kroku ją wspiera, a potem decyduje się zostać i wraz z nią pojechać do Polski. Niby nic, niby tylko spojrzenia...a tak pięknie zagrane

w ich oczach widać wtedy każde uczucie, każdą wątpliwość, niepewność, obawę i...szczęście.
No i oczywiście odcinek finałowy, pocałunek, ale przede wszystkim wyznanie:
Nie pozwolę żebyś mnie zostawił...nigdy... Po finałowym odcinku oczywiście najbardziej szkoda Janka

Tylko znowu...nie wiem co ja mam z tymi kobietami w CH, ale znów wydaje mi się, że gdyby nie Lenka, która jest taką absorbującą bohaterką, to Janek miałby lepszy refleks, a może nawet nie musiałoby dojść do jego starcia z tym mężczyzną. Może po prostu zdążyłby uciec stamtąd. Oczywiście wiem, że tak by się nie stało, bo fabuła jest taka, a nie inna, ale to nie zmienia faktu, że odniosłam takie a nie inne wrażenie. Za Leną też nie przepadam

Dziś już nie mogę się doczekać kolejnego odcinka 
Teraz i ja dołączam do tego grona

Co prawda czas oczekiwania będzie krótszy niż po finale sezonu, ale jednak. Tyle się naczytałam ostatnio newsów, szczególnie dotyczących Marii i Otta, że znów jakieś zawirowania, emocje, kłopoty. Dlatego zaraz szybciutko prześledzę odcinek 6x01, a później będzie wypatrywała kolejnych.