Dobrze. To Ty teraz obejrzyj ten 10 a potem go ładnie tutaj podsumuj. Ja będę wiedzieć co jest na topie i sobie pogadamy 
Z "małym" opóźnienie, ale jestem. Nie wiem czy umiem ładnie podsumować, jednak się postaram.
W dziesiątym odcinku akcja przesuwa się już dalej. W pierwszej chwili można myśleć, że Andrzej czeka na przyjście na świat swojego pierwszego dziecka, a tu taka niespodzianka. Rodzi się drugi syn. Tak jak pierwszy dostał imię po dziadku - Kajetan, tak przy drugim Ewa chce postawić na swoim: Krzysztof, choć Andrzej upiera się na Bronisława. Jaki padł wybór wiadomo, w sumie chyba nawet lepiej. Po co miał by mały codziennie przypominać rodzicom to co było...
Powszechnie wiadomo, że jak się ktoś rodzi, to i ktoś umrzeć musi, to i tu nie jest inaczej. Ledwie Ewa wróciła do domu z małym, przychodzi telegram o śmierci starego Talara. Swoją drogą w scenie z telegramem, gdzie Andrzej maluje pokój, znów irytuje mnie Karol. Ok, może jestem do niego uprzedzona, ale jak go słyszę: "Nie za grubo?" "Ja bym kładł cieniej..." to mnie normalnie krew zalewa.

Wszędzie swoje trzy grosze musiał wtrącić, zawsze pokazać, że on by zrobił "tak". Wracając jednak do rzeczy. Wiadomo, że jak ojca zabrakło, to będzie trzeba zrobić coś z ojcowizną. Jeszcze dobrze Talar nie spoczął na cmentarzu, to już się kupiec wokół domu kręcił. A Ewunia niby nie chce mu nic powiedzieć, ale podpytać ile można by na gospodarstwie zarobić, to nie zapomniała. Sprawy późniejszej wykłócania się całej trójki o to, co "zrobić" z matką, komentować nie muszę, bo ładnie to już podsumowaliście. Ewa oczywiście, że oni nie mają warunków. Leszek by zabrał, ale nie ma gdzie, mieszkanie by kupił za 100 tys., ale tyle nie dostanie, bo Ewa już wiedziała, że 50 tys. im się należy. Dołożyć do mieszkania to nie. Mogła się tak przy kasie nie upierać. Poświęcić trochę, dołożyć do mieszkania i miała by święty spokój. Uparła się i przywiozła sobie ten "gnój" do domu ( pisząc o gnoju nie mam na myśli Talarowej, generalizuję sprawę). Źle to sobie wymyśliła. Najbardziej szkoda mi starej Talarowej, co ta kobieta przeszła. Jej pytanie: "Co ze mną będzie" mam wrażenie obrazuje wszystko. Nie chciała być ciężarem dla nikogo, ale też wiedziała, że sama zostać nie może. Scena wyjazdu, obchodzenie gospodarstwa i ten biegnący pies za samochodem - nie umiem nie płakać. Po raz kolejny te sceny wywołały u mnie tę samą reakcję.

A to co się działo później w Warszawie, to już nawet się opowiadać nie chce. Tu też właściwie wszystko powiedzieliście. Ja dodam od siebie tylko słowa Talarowej odnośnie syna i synowej: "Oni ze mną nie rozmawiają, oni do mnie mówią..." Smutne, ale jakże prawdziwe.
A Danusia? Cóż, lubię to dziewczę 
I generalnie w szoku byłam, że to córka Wiktora i że, uwaga, Andrzej chrzestnym jest
Pi razy oko licząc, dziewczyna urodziła się po wojnie (na pewno jest młodsza od Mietka) a wtedy Andrzej i Wiktor...powiedzmy, że nie znajdowali wspólnego języka... 
Zakręcona jest ta sprawa. Jeżeli jest tak jak piszesz i urodziła się chwilę po wojnie, to nic tu się nie układa, bo wtedy Andrzej nie mógł być chrzestnym, bo zanim by nim został, to by go Wiktor skrócił o głowę. W 10 odcinku, na pogrzebie Kajetana jest obecna również Jadźka z małą dziewczynką. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jej córka. Myślę sobie jednak, że skoro Jadźka taka w Andrzeju zakochana, z nikim później być nie chciała, ale widać jakoś sobie życie ułożyła. Teraz sobie myślę, że przecież mogła stać właśnie z Danusią. Musiała by się urodzić gdzieś w okolicach 56' roku, bo jakoś w tych okolicach Wiktor wyszedł z więzienia. Tyle, że o żadnej żonie czy tam partnerce Wiktora w czasach więzienia mowy nie było, sama Jadźka do niego jeździła. Poplątane to wszystko. Nie wiem czy moja wersja jest prawdziwa, bo nie wiem, w którym roku przyjeżdża ona na Złotą (w celu pójścia do szkoły, dobrze pamiętam?). Jak dojdę do tych odcinków, to sprawdzę czy moja wersja jest możliwa. Jest całkiem prawdopodobna, tylko wtedy jak wielka byłaby różnica wieku między nią a Heniem? Z 30 lat?

Zaczyna wychodzić już sprawa chłopaków z lasu. To będzie jednak motyw przewodni następnego odcinka.
Ula Siekierko - ta mała wiolonczelistka - to trafić gorzej nie mogła. Biedna się zakochała, ale wiadomo, Talar sobie wymyślił inaczej i tak musiało być. Rozpiła się później przez niego, ale całe szczęście jakoś im się później ułożyło. To wszystko jednak przede mną.
Śmiać mi się chciało w tym odcinku, jak Andrzej puścił nagranie Mazowsza i mówi: "Posłuchaj Kajtek, mama śpiewa" a tam Irenka Santor

No chyba, że chodziło mu, że mama śpiewa, ale te chórki z tyłu...
No i Andrzej ledwo nie wyleciał z pracy przez słynną akcję z oponami. Jednak wszystko poszło po jego myśli, sam Jasiński bardzo się cieszył, że udało się sprawę załatwić. Jednak tylko pozornie, bo z pracy nie wyleciał, ale go przenieśli do BKD (Biura Konstrukcji doświadczalnych) gdzie "nie robi się nic". "Wpadł do dołka"...
Uwielbiam ten serial 
Ja też
Może jeszcze uda mi się dziś opisać odcinek 11?
