Właśnie Andrzej podwiózł Baśkę do tego domu rencisty, gdzie przebywa Kazanowicz. Nagła komitywa tych dwojga jest po prostu niesmaczna, biorąc pod uwagę jak się rozstawali kilka lat wcześniej 
No widzisz, na wszystko są odpowiedzi. Teraz sama znalazłaś odpowiedź na swoje pytanie

Ja się cieszę, że teraz oglądam tak spokojnie, całe odcinki a nie tak z doskoku. Wiele rzeczy mi się rozjaśnia, wiele rzeczy potrafię zrozumieć. Wcześniej oglądałam raczej z doskoku, jak była okazja. Dobrze, że zdecydowałam się oglądać tak na spokojnie.
Pogrzeb Jasińskiego - komedia. Pogrzeb na koszt państwa, ale bez księdza. Wdowa chce księdza aż do miejsca pochówku to nie będzie orkiestry, sztandarów i przemówienia...które było toćka w toćkę jak na pogrzebie Bronka (zresztą ten sam mówca...i jeszcze się nie nauczył
). Mówi nam to coś?
O tym pogrzebie Jasińskiego, to Ty z tą "komedią" to tak na poważnie, czy to raczej ironia z Twojej strony? Wolę się upewnić...
Mówi nam to coś... Jak z księdzem to bez żadnych dodatków, nici z pogrzebu na koszt państwa. Jasińska jednak stanowczo stwierdza, że "obejdzie się". I ma rację. Brakowało mi tylko, żeby Mundek do swojego "schrzaniaj stąd" dał temu facetowi porządnego kopniaka w tyłek. Do tego jeszcze stwierdzenie, że szarfy "Stanisławowi Jasińskiemu - Rada Zakładowa FSO" można zdjąć a wieńce wykorzystać na innym pogrzebie, to już przegięcie. Całą sytuację z orkiestrą uratował Andrzej:
Andrzej: "Panowie, komu Wy macie zagrać ten ostatni raz? Towarzyszowi czy koledze, no?"
Orkiestra: "Koledze!"
I znów wszyscy lokatorzy stali murem za Jasińskim, chcieli, żeby jego ostatnia droga była taka, jaką zażyczyła sobie wdowa. Czasem się ze Stanisławem nie zgadzali, ale jak trzeba było poprzeć Jasińską, to każdy się tego trzymał. Dla mnie sceny z pogrzebu Stanisława, to kolejny wyciskacz łez. No nie umiem nie płakać

DO tego scena kłótni Mietka z dziadkiem i telefon do Lidki z informacją o jego śmierci. Sceny kłótni zostały posklejane. Zabrano sceny nagrane przy realizacji poprzedniej serii i domontowano do tego sceny z "nowym" Mietkiem, bo w 1996 pan Wirgiliusz Gryń niestety już nie żył. Zmarł jeszcze przed premierą 12 odcinka. Także, żeby zakończyć wątek Jasińskiego, trzeba było zmontować sceny.
Zastanawia mnie tylko fakt, że Jasiński poszedł na emeryturę bo miał 65 lat. Urodził się w marcu 1903 roku a zmarł 10 marca 1968 roku. Czyli faktycznie żył 65 lat. Tylko, że te 65 to kończył w tym roku co zmarł, więc jak rok wcześniej miał już 65, jak przechodził na emeryturę? Nie wspomnę już, że na trumnie było napisane: "Żył 62 lata". Ktoś albo nie umiał liczyć, albo pomylił piątkę z dwójką.

Cieszę się, że przede mną dopiero odcinek 10, bo jeszcze przez 3 odcinki mogę sobie pooglądać Jasińskiego.
