Autor Wątek: O serialach ogólnie - CAŁA PRAWDA  (Przeczytany 6751 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: O serialach ogólnie - CAŁA PRAWDA
« Odpowiedź #15 dnia: Sierpień 10, 2013, 21:58:23 »
Bo masz widocznie normalną pracę, która nie wykańcza Cię psychicznie i masz inne potrzeby. Każdy relaksuje się inaczej.
 Film jednak trwa więcej niż 40 minut, ponadto zawsze cośkolwiek musisz nad nim pomyśleć, skupić się. Telenowela, serial trwają krócej. Nie trzeba jakoś bardzo się skupiać na tym co się ogląda a miłe kolory, ładne mieszkania i ładni ludzie oraz wygodna pozycja w fotelu sprawiają, że odpoczywasz.
Ja się w zasadzie z tym zgadzam. Znaczy tak - posiadając całkiem małe dziecko zdarzało mi się wrzucać coś serialowego w tło, bo wtedy mogłam jednym okiem sobie coś oglądać, drugim zajmować się, albo tylko pilnować malucha. Na filmie się trzeba skupić, a seriale.. można obejrzeć co drugą scenę, co trzecią 'wziąć na słuch', a i tak wiadomo o co chodzi. Jeśli mam oglądać film, to wolę usiąść - tylko ja generalnie mało czasu spędzam w pozycji siedzącej... czasami do sprzątania/gotowania/prasowania/innych wrzucam w tło muzykę, ale najlepiej mi się takie rzeczy robiło przy "Wszystko przed nami" :D Potrafiłam co drugi tydzień w sobotę nadrabiać po 8 odcinków, ogarniając kuchnię, gotując i prasując. Nie przywiązywałam się do historii, do wydarzeń, nie utożsamiałam... po prostu miałam coś luźnego w tło. :)

Cytuj
Są też seriale na których trzeba się skupiać. Np. "Grę o Tron" czy "Once Upon a Time" musiałam oglądać będąc wypoczętą. Inaczej gubiłam wątki.
Ja mam to samo. "Gra o tron" mnie strasznie wciągnęła, podobnie jak "Rodzina Borgiów", "Demony da Vinci", "Once upon a time"... ale te seriale nie nadają na oglądanie 'na odpoczynek' - przynajmniej dla mnie. Ja żeby do nich usiąść muszę mieć święty spokój (czyli muszę być sama), nie może mnie nic rozpraszać, muszę mieć siły - a najlepiej nastrój i ciepłą herbatkę w łapce. Podobnie mam z wieloma filmami - jak już siadam do filmu, to muszę być w formie, inaczej on już się kończy, a ja dalej nie ogarniam akcji. Niestety mam problemy z koncentracją i dość niespokojne życie ostatnio... no i jakoś tak mi się nie składa na spokojne oglądanie. :)

Za to potrafię oglądać kilka razy to samo. Np. niektóre odcinki "Kości", "Castle", kupiłam sobie ostatnio 3 sezony "Prywatnej praktyki" nawet... To nie są jakieś wybitne seriale na najwyższym poziomie, ale znam je na tyle dobrze, że nie muszę się strasznie skupiać na akcji i nawet jeśli prasuję, to łatwo mi brać na słuch akcję :D A czasem też potrzebuję wzrokowo się zająć, bo chociaż generalnie mam mieszkanie bardziej muzyczne, to przy słuchaniu muzyki szaleje mi wyobraźnia, przychodzą głupie myśli, a tak to się poskupiam na miłości Bones i Bootha, na zwłokach na drzewie, czy na romansach pani Shepard i odpoczywam od swojego życia i swoich problemów. :)

A telenowele... są to są, nie ma, to nie ma... większość odpuściłam, do niektórych wracam na np. 10 odcinków, po czym więcej nie chce mi się, albo nie mogę i robię z pół roku przerwy. :) Nie czuję jednak, że mnie ogłupiają, albo, że dzieci, które je oglądają, są w jakiś sposób ogłupione. Jeśli w rodzinie są normalne problemy, ojciec nie może znaleźć pracy, rodziców stać na jedne nowe spodnie rocznie i nie stać zarówno na angielski, jak i na kurs tańca, boks i inne, to raczej nie uwierzą, że realia są takie, jak w serialach, gdzie nie trzeba pracować i ma się 3-pokojowe mieszkanie i nowe BMW. Tak samo, jeśli idzie o kwestie moralne... jeśli rodzice się kochają, dziadkowie są 50 lat po ślubie i nikt się nie rozwodzi, to dziecko serial potraktuje jako serial, a jeśli rodzina przypomina taką typową serialową... no to cóż... :) Tylko wtedy i tak będzie wina rodziców, a nie seriali jako takich :)

Offline Nieprzenikniona

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 138
  • Płeć: Kobieta
Odp: O serialach ogólnie - CAŁA PRAWDA
« Odpowiedź #16 dnia: Wrzesień 11, 2013, 16:53:38 »
Cytuj
Serialowa nauka życia
Obejrzałem ostatnio kilka odcinków pewnego serialu. Był tam taki motyw. Młoda rodzinka, ona, on i małe dziecko. Mieszkają w wynajętym mieszkaniu. Ona całkiem atrakcyjna ? ale jakby trochę po przejściach, bezrobotna, opiekuje się domem i dzieckiem. On taki trochę jakby otępiały, robi karierę, po pracy oddaje się rodzinie.  Któregoś razu ona dowiaduje się przypadkiem, że jej partner spotkał na ulicy swoją byłą. Nic nadzwyczajnego, tak o się spotkali, zamienili kilka zdań. Robi mu karczemną awanturę.

Zapewne każdy myśli sobie: głupia ?cipa?, o co ona się tak awanturuje? To, że ktoś spotkał kogoś na ulicy, to nie znaczy przecież, że zaraz zdradzi z nim kogoś innego. Taki sam jest też przekaz z obrazu telewizyjnego. On podchodzi do jej pretensji z zażenowaniem. Niestety za drugim razem kiedy on spotyka swoją byłą, spotkanie kończy się w łóżku u tamtej dziewczyny. Nie chciało mi się dalej oglądać serialu. Sprawdziłem na Telemagazynie co będzie dalej. Dalej to ona się o wszystkim dowie i wyprowadzi się z dzieckiem od niego.

Jaki z tego morał? Że każde przypadkowe spotkanie partnera ze swoją byłą, oznacza od razu romans i zdradę. I że wściekła zazdrość o nic, jest jak najbardziej słuszna, bo to się musi tak skończyć. Najlepiej od razu zacząć inwigilować partnera gdy ten tylko spojrzy na jakąś inną. To sugerują nam twórcy serialu ? najpierw pokazując awanturującą się kobietę jako naturalnie coś nienormalnego, a potem udowadniają, że jednak ona miała rację.

Jestem wręcz przekonana, że autorowi notki chodziło o Na wspólnej :P. Tu muszę przyznać mu rację - jest to absurdalne i głupie. Jeśli tego typu wątki mają być drogowskazem dla Polaków - niechaj lepiej tak nie będzie.

Co można tu więcej napisać, już wszystko zostało napisane.