Autor Wątek: Aborcja  (Przeczytany 10747 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Klaudia

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2494
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Aborcja
« dnia: Maj 25, 2012, 23:42:15 »
Temat bardzo kontrowersyjny, jedni są za aborcją, drudzy przeciw. A Wy jakie macie zdanie na ten temat?
Czy uważacie, że aborcja to zabójstwo nienarodzonego dziecka, bądź jak inni określają zarodka/płodu czy też jest to po prostu zabieg, który lekarze czy pacjenci porównują do wyrwania zęba?

Zapraszam do dyskusji!

Offline Justek

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2302
  • Płeć: Kobieta
  • we are only the sun
  • Wyróżnienia:
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 26, 2012, 11:59:17 »
Moim zdaniem zabieg aborcji jest zabiegiem bardzo, bardzo trudnym. Chyba najtrudniejszym jaki przychodzi mi do głowy. To podjęcie decyzji o istnieniu drugiego człowieka, to nie może być porównywane do wyrwania zęba. Kiedyś byłam "na tak" (oczywiście w określonych warunkach, nie jako kaprys przyszłej matki), bo myślałam, że lepiej byłoby usunąć to Życie, gdy jeszcze nie przypomina człowieka, nie ma tak rozbudowanych funkcji odczuwania, myślenia...niż potem co rusz czytać o niemowlakach porzuconych na śmietnikach lub w innych tragicznych miejscach. Tylko czy to rozwiązałoby ten problem? Chyba nie...
Teraz nie mogę powiedzieć, że jestem zdecydowaną przeciwniczką, ale mam coraz więcej wątpliwości, coraz mniej argumentów przemawiających za tym, aby popierać wykonywanie aborcji. A co sprawiło, że nabrałam wielkich wątpliwości? Tekst, na który natknęłam się kiedyś w sieci. Wstawię go tu, ale ostrzegam- bardzo wzruszający.

Mamusiu... Coś się stało, ja żyję, ja naprawdę żyję.
Dar życia otrzymałam. O, braciszka z boku poznałam. On też prawdziwie się raduje, i świata oczekuje. Dzięki ci mamusiu i kochany tatusiu. Braciszku! Patrz, coś się stało, jakieś światło się tu dostało.

Jakieś narzędzie błyszczące. Ała! Jakieś kujące. Braciszku co oni ci robią? Dlaczego dziurę w brzuszku ci skrobią? Mamusiu! Braciszka rozrywają, rączki mu wyrywają! Właśnie wykuli mu oko i serduszko rozdarli głęboko. Jestem krwią braciszka zbryzgana. Mamusiu moja kochana, już nie ma nas dwoje - zostałam sama. Jak ja się mamusiu boję, pocę się w kolorze krwi. Mamusiu nie pozwól umrzeć mi!
 
Mamusiu! Ten potwór paluszki mi obcina, już jest kaleką twoja dziecina. Mamusiu co ja takiego zrobiłam? Ja tylko życiem się cieszyłam...
 
Mamusiu! Ja jestem miłością Boga dla ciebie. On naprawdę chce mieć nas w niebie? Jego miłość nigdy się nie kończy nawet po śmierci się sączy. Ratunku mamo! On urwał mi już kolano. Tatusiu ja będę twoim skarbeczkiem, będę twoim aniołeczkiem, ale pomóż mi niech nie wyrywa mi drugiej rączki !
 
Mamusiu! Tatusiu! ja mogę być głodna, nie potrzebuję pieniędzy kochani! Ja mogę żyć w nędzy. Nie pozwólcie aby mnie zamordowali i życie mi zabrali. Mamusiu, ja jestem jeszcze mała, ja będę zawsze cię kochała. W twojej starości będę promyczkiem słońca, będę miłością cię obdarzała do dni twoich końca ! Mamusiu! Jakiś błyszczący nóż gardło podrzyna mi już ! Nawet nie wiem jak wy wyglądacie i dlaczego mnie nie kochacie?
 
 Mamusiu! Czy ja umieram dlatego, że tatuś cię dręczy? Że cię nie kocha i męczy? Ja cię tysiąc razy mocniej będę kochała ja - twoja córunia mała. Ja będę ci buzi na dobranoc dawała. Ja się będę z tobą bawiła i śmiała. Nie pozwól żebym została zmasakrowana!
 
Mamusiu! On teraz szczypcami oczy mi rozdusi. Nie będę widziała mojej mamusi. A ty mnie mamusiu będziesz widziała spójrz do śmietnika, tam będę leżała !
 
Mamusiu! Dlaczego życie mi dałaś? I tak okrutnie je odebrałaś?
 
Mamusiu patrz! Twoją córunię w krematorium spalili, a duszy jej nie zabili. Ja w twoim umyśle będę żyła, będę po nocach ci się śniła. I będę po nocach do ciebie wołała ja - twoja córunia mała. Mamusiu! Dlaczego zatykasz uszy? Przecież nikt cię nie ogłuszy. To przecież ja, twój skarbek kochany. Ten, co miał brzuszek rozerwany. Mamusiu pamiętasz jak się bałam? Jak o pomoc do ciebie wołałam? A pamiętasz mamusiu oczy tego lekarza? Co śmiercią dzieci obdarza? Kto mu dał prawo, by zabił twoją dziecinę? Twoją niewinną kruszynę mamo... Czy ta powolnej śmierci porcja, nazywa się aborcja? Zapytaj rządzących o nazwiska, poznaj tych ludzi z bliska. Sprawdź, czy oni też swoje dzieci zabijają, czy tylko ciebie w pogardzie mają.
 
Mamusiu! W twoim sumieniu będę ciągle żyła i będę za tobą bardzo tęskniła, że twoja córeczka najbardziej by cię kochała. Mamusiu moja, ja nawet teraz jestem twoja...

Offline Inka

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 158
  • Płeć: Kobieta
  • Rizzoli& Isles, NCIS, CSI:NY, Lekarze ?
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 26, 2012, 15:56:42 »
Ostatnio w szkole mieliśmy pogadankę o aborcji. Z tego, co wiem, można ją przeprowadzić, kiedy życie matki jest zagrożone, kiedy życie dziecka jest zagrożone i w przypadku, kiedy matka była ofiarą gwałtu.
W tej chwili nie mam bladego pojęcia, co zrobiłabym, gdybym miała decydować w takiej sprawie. Jeśli się dokona aborcji, zostanie to na całe życie. Rany fizyczne się z czasem zagoją, ale psychiczne-nigdy. Wydaje mi się, że aborcji nie powinno się dokonywać, chociaż by z tego powodu, że odebranie życia nienarodzonemu dziecku spowoduje traumę na całe życie. Być może potem matka, która dokonała zabiegu, będzie żałować, że mogła jednak zadecydować inaczej. Jeśli chce już koniecznie, użyję brzydkiego słowa, 'pozbyć się' dziecka, niech chociaż pozwoli mu się urodzić. Zawsze są inne rozwiązania, np. oddanie dziecka do adopcji.
Czytałam również kiedyś tekst, trochę dłuższy, również bardzo wzruszający. Losy dziecka nazwanego przez rodziców TOTKIEM, poczętego z anencephalią (bezczaszkowiec). Powstał w głównej mierze na podstawie relacji matki.

Wyrosła i wychowała się w domu, w którym w sposób szczególny zwracano uwagę na wartości chrześcijańskie i humanitarne. Matka lekarz, aktywna w wielu dziedzinach życia, zwłaszcza w obronie życia nie narodzonych ruchu w ?pro-life?, oraz nauczyciel naturalnego planowania rodziny - znana w Polsce, w Anglii, na Litwie, Rosji, Niemczech - nadawała ton, którym brzmiała cała rodzina. Jej ojciec, inżynier, wykładowca na lokalnym uniwersytecie, oprócz tego, że żyje sprawami żony, angażuje się w różnego rodzaju akcje katolicko-społeczne. Atmosferą otwarcia się na innych, tworzoną przez jej rodziców oddychał cały dom: młodsza siostra i jeszcze dwaj młodsi bracia.
Już jako studentka medycyny zainteresowała się etyczną stroną inżynierii genetycznej, dzieląc się swoimi przemyśleniami na różnego rodzaju konferencjach, sympozjach narodowych i światowych, w grupach studenckich na uniwersytecie, w szkołach. Wzorem swojej matki zaangażowała się w ?pro-life? i kobiece organizacje katolickie. (Dzisiaj, gdy piszę artykuł, poleciała do Canberry na Światowy Kongres Kobiet Katolickich). Ukończyła medycynę ze specjalizacją pediatrii, kierując swoją uwagę naukową na neonatologię (gałąź pediatrii, która zajmuje się utrzymaniem przy życiu i ochroną dzieci urodzonych od 23 tygodnia ciąży).
Choć podjęła pracę zawodową w szpitalu, angażowała się dalej w różne prace społeczne, niekoniecznie ?pro-life?, jak np. czynny udział w Zrzeszeniu Studentów Polskich w Wielkiej Brytanii. Tam poznała swojego męża.
Zaszła w ciążę, którą wspólnie z mężem dokładnie zaplanowali. I od tego właśnie momentu zaczyna się historia życia Totka, poczętego dziecka, które ze względu na niewiadomą jeszcze dokładnie płeć, nazwali rodzice Totkiem, czyli To-to, co się ma narodzić.
W pierwszych miesiącach ciąży, choć dokuczały jej nudności i trudno było pracować, czuła się szczęśliwa. On pragnął doświadczyć ojcostwa. Myślał, jak to będzie, gdy ujmie główkę dziecka w swoją dłoń, oprze jego ciało na swoim przedramieniu. Będzie uczył Totka jazdy na nartach. Trzeba się będzie przenieść bliżej szkoły. Pamięta kartkę napisaną mężowi w Dniu Ojca, którą włożyła mu pod poduszkę. Śmiali się potem, komentując, jaki Totek jest już mądry.
Pojechali na pierwsze badanie. Zastanawiała się, czy nie będzie dwóch Totków, bo była większa niż kobieta powinna być w tym okresie ciąży. Były bliźniaki w rodzinie, więc przypuszczała, że tak może być w jej przypadku. Spotkali się w szpitalu. Wziął aparat fotograficzny, chciał zrobić żonie niespodziankę z USG, nie wiedząc, że z tego badania nie może otrzymać zdjęcia.
Był to 14 tydzień ciąży. Zobaczyli na USG rączki, nóżki, kręgosłup, żebra, bijące serce. Dosyć dużo płynów. Jest buzia. Prosiła, aby Pani od USG pokazała jej resztę głowy. Mówiła, że nie widzi. Matka rzekła błyskawicznie- anencephalia (bezczaszkowiec). Pani odpowiedziała, że zgadła sama. Zawołała radiologa, który potwierdził: nie ma uformowanej kości czaszki, a przez to mózg nie rośnie. Anomalia, z którą dziecko nie może żyć. Mąż nie wiedział, dlaczego zaczęła gwałtownie szlochać. Wyjaśniła o co chodzi. Był wstrząśnięty. Próbował ją podtrzymać, ale oboje byli ogłupiali.
Potem spotkania z lekarzami. Powiedzieli, że są dwie opcje. Większość wybierała najłatwiejszą, bo pozbycie się ciąży z anomalią. Inni, że może ciążę kontynuować. Było to w środę. W piątek byli gotowi ją przyjąć, aby Totka usunąć. Powtarzała cicho: ja nie chcę w piątek, ja nie chcę przyjść w piątek.
Ale papiery zostały przygotowane. Jak się rozmyśli - mówili lekarze - może odwołać. Idź, przemyśl wszystko, jesteś dziś zdezorientowana.
Zadzwonili do rodziców obojga. Reakcja - żarliwa modlitwa. Oni też. Mąż bał się o żonę, nastraszony przez lekarzy perspektywą komplikacji w czasie ciąży. Ale też nie pragnął śmierci Totka. Sprzeciwiało się to religijnym przekonaniom wyniesionym z rodzinnego domu. Jaka nieszczęśliwa byłaby jego ukochana babcia! Nie chcieli tego oboje. Rozmowa z księdzem umocniła ich. Nie mogła skrzywdzić własnego dziecka. Na ekranie widziała przecież, jak ruszają się jego nóżki, rączki, uderza serduszko. To jest dziecko, ono żyje. Gdybym je zabiła - powiedziała - sama nie potrafiłaby żyć!
Następnego dnia, ogłuszona bolesną wiadomością, poszła do pracy. Powiedziała kolegom - pediatrom, co się stało. W odpowiedzi odrzekli: weź półtora tygodnia i ?wysortuj się?. Zrozumiała jednoznacznie radę. Myśleli, że wróci bez ciąży. Byli zaskoczeni, gdy wróciła w tym samym stanie. Wysłali ją na ultrasonografię, która potwierdziła raz jeszcze ciężką anencephalię. Od brwi wzwyż nic się nie wytworzyło. Rozmawiała z konsultantką, która powiedziała, że przyjmuje ją do szpitala na usunięcie. Była przekonana o jej ?tak?. Odrzekła, że się nie zgadza. Usłyszała wówczas: nie wygłupiaj się, nie rób z siebie trumny. Broniła się, że dziecko żyje, a jeśli obumrze, przyjdzie, by wywołać poród. Nieustępliwa lekarka zadzwoniła do specjalisty od rozwoju płodu, aby on doprowadził matkę Totka do decyzji, która zdaniem konsultantki była słuszna. Znów USG, bardziej złowieszcze: tkanka mózgowa pływa w strzępach wokół twarzy. Profesor też demonizował. Będzie miała dużo wód, nie zacznie rodzić sama, bo przysadka mózgowa u dziecka nie wytworzy się, by produkować hormony stymulujące poród. Trzeba będzie robić cesarkę, co z taką ilością wód jest niebezpieczne, grozi embolią, a w konsekwencji śmiercią na stole operacyjnym. Odpowiedziała, że będzie przychodziła regularnie na odprowadzanie płynów, by móc dalej kontynuować ciążę. Specjalista swoje: ma pamiętać o swoim zdrowiu na przyszłość. Zrozumiała, że podobnie jak koledzy, radził jej operację. Opanował ją lęk.
Szukała innych opinii. Znalazła ją u ginekologów ?pro-life?. Jeden z nich powiedział, że tylko w 50 % przypadków jest za dużo płynu, czasem takie dzieci rodzą się bez cesarskiego cięcia. Jeśli nie ma szansy uratować dziecka, ginekolog powinien zrobić wszystko, aby zapewnić maksymalne bezpieczeństwo matce. Bez cesarki, spuścić płyn, a potem stymulować poród. W tamtym szpitalu tego jej nie mówiono, naświetlano sprawę tendencyjnie. To, co usłyszała w tym szpitalu, uspokoiło ją do pewnego stopnia. Zdecydowali ciążę kontynuować.
To bolesne doświadczenie zbliżyło całą rodzinę. Pogłębiła się też więź między małżonkami. Odprężyli się nieco, gdy lekarze zgodzili się otoczyć matkę opieką. Jeśli będą komplikacje, będą radzili wywołać poród. Nie wcześniej jednak, jak w 20-26 tygodniu, wtedy bowiem będą mogli Totka ochrzcić i pochować. Byli w trójkę tacy szczęśliwi. Jak długo była w ciąży, Totek żył i był bezpieczny. Wywołanie porodu w tym okresie, znaczyło jego śmierć. Takie dzieci jak on, donoszone do 40 tygodnia, rodzą się nieżywe, albo jeśli żywe, żyją od kilku do kilkudziesięciu godzin. Natomiast w 20-26 tygodniu umierają w czasie porodu. Totek nie byłby jeszcze zdolny oddychać samodzielnie i zmarłby natychmiast. Wywołany w tym czasie poród ograbiłby potencjalnie ich dziecko z godzin, które dawała mu donoszona ciąża, w sumie życie poza łonem matki. Pragnęli je przecież ochrzcić. Napisali list do Ojca Świętego. W 26. tygodniu ciąży, przed pierwszym pójściem do szpitala, pojechali do Lourdes. Wierzyli, że Bóg, jeśli zechce, za pośrednictwem Matki Bożej, może sprawić cud. Ale tutaj modlili się o to, co dla Totka najlepsze, bo może to, czego oni chcą, nie jest być może tak dobre, jak pomyśli dla niego Bóg. Gdy wylądowali, przestała czuć ruchy. Tak było przez całe trzy dni. Niepokoiła się. Ale jeśli się ma to stać, niech będzie to tu, w Lourdes. Zastanawiali się nad imieniem. Ponieważ ofiarowali je tutaj Matce Bożej, nadali Totkowi imię Maria. Ojciec tak był przekonany, że gdy wracał z pracy mówił: - No, jak tam dzisiaj moje dziewczyny?...
Gdy samolot poderwał się do lotu, poczuła na nowo ruchy Totka. W Lourdes był spokojny. Nie doznała wprawdzie cudu, ale wracała z pogłębionym przeświadczeniem, że Pan Bóg zrobi wszystko, co dla dziecka najlepsze. Choć to przekonanie jej nie opuszczało, trudniej było to wszystko przyjąć. Może to pomyłka i wszystko będzie w porządku - łudziła się.
Na miejscu czekała na nich radosna niespodzianka. List od Ojca Świętego, który napisał m.in.: Wielkiej ofiary zażądał Pan Bóg od Was, ale Jego Wszechmoc, Miłosierdzie i plany nieprzeniknione przewyższają nasz rozum. Włączam w krąg mych modlitw Waszą prośbę i ufam, że Pan Bóg Miłosierny Was nie opuści (...).
Ciąża się rozwijała. Totek ruszał się energicznie jak każde dziecko. Ale u niej zaczął się problem z nerkami. Infekcja za infekcją, krótsze i dłuższe pobyty w szpitalu. Widoczne zmiany w USG. W 30. tygodniu zaczęła się samoistnie akcja porodowa, ale ustała. Lekarze napierali, że dalsze kontynuowanie ciąży szkodzi jej zdrowiu. Ale ostatecznie zgodzili się na wywołanie porodu w 37 tygodniu, wtedy gdy Totek będzie już w pełni donoszony. Badania wykazały, że wszystkie organy Totka były uformowane prawidłowo, z wyjątkiem czaszki.
Powstała wówczas myśl, że jeżeli Totek będzie żywy, a nie będzie mógł istnieć dalej, dadzą jego organy na przeszczep dla innego dziecka, pragnąc pomóc i dać nadzieję innym rodzicom. Szukali też intensywnie wskazówek, kiedy najlepiej wywołać poród. Chciała uspokoić sumienie, czy przyśpieszenie porodu nie jest aby przerwaniem życia dziecku. Odpowiedzi moralistów były różne: z Anglii i Rzymu twierdzili, że w szóstym miesiącu ciąży, może żyć wspomagane przez aparaturę. Totek nie mógł żyć, więc była to żadna odpowiedź. Moraliści z Polski przesuwali tę granicę do ósmego miesiąca.
Zrozumieli, że opinie dyktowane są stopniem rozwoju sprzętu technicznego, zdolnego utrzymać dziecko przy życiu. Próbowali też dowiedzieć się, jakie są kryteria pobierania organów na przeszczep. Kościół katolicki zgadza się na przeszczep, kiedy nastąpi śmierć pnia mózgu. Tutaj był problem, gdyż u dzieci bezczaszkowych trudno ten proces ustalić. To ją dręczyło. Chcieli, aby Totek pomógł jakiemuś dziecku, ale za skarby świata by nie pozwolili zabrać organów za wcześnie.
Po ostatniej infekcji znów znalazła się w szpitalu. Kiedy zaczęło się poprawiać, lekarze orzekli, iż nerki mogą ulec trwałemu uszkodzeniu, że właśnie teraz trzeba zdecydować się na poród. Wróciła do domu, aby się przygotować. Poród zaczęli wywoływać w poniedziałek.
Totek urodził się w środę, w świętego Mikołaja, w 37 tygodniu plus jeden dzień. Sam poród nie był łatwy. Gdy zobaczyła główkę, zaczęła płakać. Dziewczynka nie oddychała. Reanimowali ją. Ksiądz, który już czekał, ochrzcił dziecko z wody, nadając zgodnie z wcześniejszym życzeniem, imię Maria. Wtedy złapała oddech. Miała posiniaczoną buzię, bo rodziła się twarzą i trudno ją było złapać. Normalnie zbudowane dziecko, ale nad brwiami jakby ktoś ściął pół głowy. Z tyłu i z boków widać było czarne kręcone włoski, niebieskie oczka, lewe strasznie opuchnięte, ale drugie otwierała. Męczyła się oddychając. Do rączki dostała krzyżyk, podarunek chrzcielny od babci, kupiony w dniu, kiedy dowiedziała się, że będzie babcią. Poświęcili go w Lourdes. Totek był bardzo chory. Miał duże zakwaszenie krwi. O przeszczepie nie mogło być mowy. Była za mała, ważyła 2.100 kg. Na serce czekała 3-miesięczna dziewczynka o tej samej grupie krwi, ale o większej wadze.
Dziadek i wujkowie, gdy dowiedzieli się, że zbliża się poród, wsiedli nocą w samochód i po 4 godzinach jazdy pośród śniegu, dotarli do szpitala. Chcieli dojechać, zanim Totek się narodzi. Zdążyli. W prezencie przywieźli misia, którego bliźniacy wyprali i przewiązali nową wstążką. Przed laty dostała go matka Totka, potem bawili się nim oni sami. Przyszła też siostra.
Maria żyła 3,5 godziny. Otwartą główkę nakryli czapeczką. Przez cały czas ojciec i matka trzymali małą na rękach, modląc się, i pieszcząc swoje Toto. Był to czas ich szczęścia. Nie oddaliby tych chwil za nic na świecie. Matka trzymała palec na pępowinie, kontrolując tętno. W pewnym momencie powiedziała: ?Boże, przyjmij naszą córeczkę. Umarła, krzyżyk wypadł jej z rączki?. Wrócili z Totkiem z porodówki do samodzielnego pokoju, gdzie mogli zostać tam z mężem i rodziną całe 24 godziny.
Ta doba była dla nich kolejnym darem. Odwiedzał ich personel szpitala, nie zamykały się drzwi. Potem musieli ją oddać. Pojechała na sekcję. Orzeczenie brzmiało: normalnie ukształtowana dziewczynka, z prawidłową ilością chromosomów, układem organów, z wyjątkiem czaszki. Następnego dnia matka wyszła ze szpitala.
Pogrzeb Totka odbył się w tydzień później. Do tego czasu była z nimi rodzina. Babcia, podobnie jak kiedyś do chrztu swoich córek, tak i teraz, dla wnuczki, uszyła białą sukienkę. Ubrali w nią Totka, nie zapominając o krzyżyku do rączki. Pojechali do kościoła razem. Między rodzicami biała trumienka. W kondukcie krąg rodziny i przyjaciele. Potem spopielenie w krematorium. Zastanawiali się, kto dokona podsumowania życia Totka, jak się to czyni normalnie na cmentarzu. Wyszło na nią, jako że była z nim od pierwszego dnia i miała przywilej na owe 3,5 godziny.
Powiedziała więc: ?Nie można myśleć, że żyła tak krótko, a przez to niewiele dokonała. Zrobiła bardzo dużo. Zarówno przed swoim narodzeniem, w życiu, jak i po śmierci. Trzeba zacząć od tego, że gdy ludzie dowiadywali się z różnych stron, co dzieje się z naszym dzieckiem, modlili się żarliwie. Robili to nawet ci, którzy nie robili tego przedtem. Niektórzy zaś modlili się jeszcze więcej i goręcej. W sumie przybliżyli się do Boga. Odprawiały się za Totka Msze św. Wieść o nim wytwarzała u ludzi postawę otwarcia, wyzwalała się miłość bliźniego. Dał sposobność, że nam, rodzicom, okazywano tak wiele życzliwości. Nie tylko najbliżsi i przyjaciele, ale ludzie, którzy nas przedtem nie znali. Mieliśmy dużo poparcia zarówno od katolików jak i wyznawców innych religii. Przychodzili pracownicy szpitala, chcieli Totka widzieć. Jego istnienie dawało im wiele do myślenia, że tak może być. Totek stał się niejako symbolem tego, że każde dziecko ma prawo żyć od poczęcia do jego naturalnej śmierci, bez względu na to, czy jest chore czy zdrowe. Ma prawo się urodzić, być ochrzczone i kochane?.
Urnę z prochami Totka złożyli w grobowcu Dziadków. Postawili mu choinkę, bo zbliżało się Boże Narodzenie. Chcieli, aby było tak jak przewidywali, gdyby żył. Jeździli na cmentarz trzy razy w tygodniu, bo dzielą ich dość duże odległości. Modlili się z Totkiem i do Totka. Matka wie jednak, że te prochy to nie to samo kochane jej dziecko, które miała w szpitalu. Ono jest gdzie indziej.
Zamiast kwiatów na pogrzeb Totka prosili o wpłacanie na FUNDUSZ TOTKA, przy Medical Aid for Poland, który z mężem otworzyli z myślą o dzieciach kalekich, odrzuconych, bez żadnych perspektyw u progu życia; niech służy na zakup odpowiedniego sprzętu ułatwiającego im trudną codzienność.


Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 26, 2012, 20:41:52 »
Poruszyły mnie te teksty, bardzo, chociaż muszę przyznać, że tekst Justka bardziej. Jest taki nietypowy, nietypowo napisany i naprawdę daje do myślenia i wywołuje ciarki. Drugi też dobry, ale, pomimo, że jestem wierząca i nawet praktykująca to jednak czasami takie nawiązywanie 100 razy w jednym tekście do Boga, wiary, pielgrzymek nawet mnie potrafi odrzucić. Wystarczy napisać raz czy dwa i ja naprawdę będę wiedzieć, bo wierze w to, że Bóg macza w tym palce. Nie muszę czytać przez ile pielgrzymek i kiedy się to odbyło. Ale rozumiem też, że inni nie umieją inaczej...no ale do rzeczy.
Z racji moich przekonań aborcja jest zabójstwem a każdy od poczęcia jest człowiekiem (czy tam nawet od zapłodnienia) i zdanie nie zmienię. Prawo stanowi odrobinę inaczej, rozumiem to (chociaż jeszcze nikt się nie podjął wyzwania określenia od kiedy człowiek jest człowiekiem a do kiedy płodem). Potrafię jeszcze zrozumieć kompromis aborcyjny czyli do 12 tygodnia w razie gwałtu czy zagrożenia życia matki czy płodu. Nie popieram, no ale mogę zrozumieć. Natomiast ostatnią wersję zaproponowaną przez pana...nie wymienię nazwiska, żeby się nie denerwować...do 12 tygodnia wszyscy (bez podania powodu, ot tak po prostu, bo wolność jest) a po 12 tygodniu tak jak kompromis aborcyjny wspomniany wcześniej nakazuje. Qrwa dokąd my zmierzamy?
Ostatnio podnieśli wiek emerytalny. Za kilkanaście lat będzie nas o połowę mniej a polityk staje przede mną w telewizorze i prawo do aborcji oraz   problem zwiększenia dzietności zestawia w jednym zdaniu!!! Nie mieści się w pale i człowiek zaraz tęskni za komuną :P
Jedni przerywają ciążę, drudzy mają problem z donoszeniem, dziwne to.
Ja przeżywałam i przeżywam, choć to nie moja wina. Wiele rzeczy jest niesprawiedliwych, no ale mniejsza z tym.
Moim zdaniem każdy kto podejmuje się współżycia powinien być świadomy, bez względu na to czy stosuje antykoncepcję czy nie, czy chce mieć dzieci czy nie. Nie da się żyć bez jedzenia, nie da się bez spania, nie da się bez wydalania, ale bez seksu...naprawdę da się żyć. Sorry takie jest moje zdanie. Te małe istoty nie są niczemu winne a ja się tak bardzo teraz cieszę, że żyję...zawsze mnie kiedyś też mogli  usunąć....

Offline Jagna

  • peczu94
  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 55
  • Płeć: Kobieta
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 26, 2012, 21:07:00 »
Na religii ksiądz pokazał nam film Niemy krzyk. Jest to zapis przebiegu aborcji. Strasznie emocjonalnie odebrałam...
Może wstyd się przyznać, ale dopiero podczas tego filmu dowiedziałam się jak to jest wykonywane... Zawsze byłam przeciw, ale okazało się, że nie wiem wszystkiego. Nie wiedziałam, że przebiega to w tak brutalny sposób. Miałam nadzieję, że te DZIECI tego nie czują, że umierają niczego nieświadome. Niestety, jestem strasznie naiwna i głupia. Nie wiem jak można zdecydować się na usunięcie dziecka, jeśli wie się wszystko o zabiegu. Nigdy nie zrozumiem takiej kobiety, żadne wytłumaczenie nie jest wystarczające.
Jeśli nie chce się wychować dziecka, to naprawdę jest kilka sposobów. Okna życia, oddanie dziecka w szpitalu, do adopcji. Bądźmy ludźmi, miejmy serce. Tak wiele par nie może mieć dzieci, a tak wiele kobiet decyduje się na aborcję. Nie pojmuję.
Kolekcjonujesz swój słoik serc
 i rozrywasz miłość...

Offline Katakumba

  • Aneta&Marek
  • *****
  • Wiadomości: 106
  • Płeć: Kobieta
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 26, 2012, 22:23:25 »
Aborcja w Polsce to bardzo delikatny temat...Osobiście jestem za prawem do aborcji i wolnością wyboru: każda kobieta powinna mieć prawo decydowania o tym czy chce urodzić dziecko czy nie.
Rozumiem punkt widzenie kościoła. Życie jest wartością samą w sobie. Człowiek ma prawo do nie tylko do życia, ale i godnego życia. Ma prawo do bycia oczekiwanym i kochanym. Dziecko które nie jest chciane jest bardzo często traktowane po macoszemu i nie jest w pełni kochane. Czy takie dziecko wyrośnie na dobrego człowieka? Być może... Jednakże człowiek ma też prawo do decydowania o własnym życiu. Czy kobieta zgwałocona ma miec odebrane prawo do zdecydowania chce urodzić dziecko które jest wynikiem gwałtu? W przypadku dwóch kochających się ludzi ma byc pozbawiona prawa do zdecydowania czy chce mieć dziecko obciążone wada genetyczną? w tym przypadku to już kwestia odpowiedzialności. Musieli by zadać sobie pytanie czy zdołali by podjąć taką odpowiedzialność, czy niestety nie byli by na siłach. Dlaczego ma się nam odbierać prawo do decydowania o własnym życiu?
Jestem za prawem do aborcji. Każdy z nas powinien rozstrzygać we własnym sumieniu czy skorzystać z tego prawa czy nie.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 26, 2012, 22:45:36 »
To niech się babka wysterylizuje i luz. W poglądy na ten temat nikomu nie zaglądam, ale kiedy mamy już do czynienia z poczętym dzieckiem nie popuszczę i już. Jakie prawo do aborcji wtedy? Sorry ale seks niesie dla mnie ze sobą odpowiedzialność i tyle. Pyta ktoś dzieci, czy chcą żyć?
Jak to  nie jest na siłach? ....Jak wyżej
Jak czytam czasem tym podobne teksty to mam nadzieję, że nie pożyję długo...wolę umrzeć zanim ktoś zdecyduje jakie mam prawo do życia. Tyle. Boje się nowych pokoleń. Tyle. Może po 40 latach płacenia podatków przyjdzie mi zdychać pod płotem kto wie. Może to błąd, że nie spierniczam z tego kraju ::)Póki mam szansę...
« Ostatnia zmiana: Maj 27, 2012, 08:44:45 wysłana przez Jean »

Offline Kiki

  • Administrator Forum
  • *****
  • Wiadomości: 1648
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 27, 2012, 09:12:55 »
Oba teksty bardzo, bardzo wzruszające... Podchodzę do tego strasznie emocjonalnie. Nie pojmuję jak matka może chcieć usunąć własne dziecko. Jeśli już nie tłumaczyć tego w inny sposób, to - gdzie instynkt macierzyński? Jestem osobą wierzącą, stanowisko Kościoła w tej sprawie oczywiście ma dla mnie znaczenie, ale spoglądam na to raczej od strony moralności. Moim zdaniem matka ma wybór czy chce urodzić dziecko czy nie - decydując się na seks bez zabezpieczenia podejmuje decyzję. O wiele trudniej rozstrzygać w tej kwestii, gdy rzecz tyczy się zgwałconej kobiety. Jednak... Nie potrafiłabym, po prostu nie potrafiłabym zabić tego małego człowieczka.

Chciałabym, żebyście coś obejrzeli...
PRZEŻYŁA ABORCJĘ 1/2
PRZEŻYŁA ABORCJĘ 2/2
Jeśli "plan A" nie zadziała, alfabet ma jeszcze 31 innych liter. Nie martw się.

Offline Kompaktowa

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 771
  • Płeć: Kobieta
    • Artistic Souls
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #8 dnia: Maj 27, 2012, 19:13:01 »
Cholernie trudny temat i strasznie trudna decyzja przed rodzicami, a w szczególności matką.
Uważam, że jeśli już się "wpadło", to mimo wszystko należy dziecko wychować.
Z drugiej stronie jeśli są to nieodpowiedzialni rodzice? Ćpuni, alkoholicy etc., którzy nie wychowają swej "pociechy" w miłości i rodzinnym cieple, to co lepsze dla takiego dziecka widzące codzienną przemoc i "staczanie się" na dno?
Moim zdaniem każdemu należy się życie bez względu na wszystko!

Offline Jagna

  • peczu94
  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 55
  • Płeć: Kobieta
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #9 dnia: Maj 27, 2012, 19:26:58 »
Z drugiej stronie jeśli są to nieodpowiedzialni rodzice? Ćpuni, alkoholicy etc., którzy nie wychowają swej "pociechy" w miłości i rodzinnym cieple, to co lepsze dla takiego dziecka widzące codzienną przemoc i "staczanie się" na dno?
Nie lubię takich argumentów. Albo takich: "Lepiej usunąć ciążę w takim momencie, gdy dziecko jeszcze nie odczuwa tak mocno, niż gdyby potem miało być zabite, zakatowane przez matkę albo ojca i wyrzucone na śmietnik."
Jeśli ktoś jest zwyrodnialcem i kamieniem bez uczuć, to zabija. Aborcja = morderstwo. Dziecko w obu tych przypadkach czuje! Nie rozumiem, po co właściwie jest możliwość oddania dziecka do adopcji? Po co jest możliwość antykoncepcji? Naprawdę, nie wszyscy powinni mieć prawo do seksu i rozmnażania się.
Kolekcjonujesz swój słoik serc
 i rozrywasz miłość...

Offline Kompaktowa

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 771
  • Płeć: Kobieta
    • Artistic Souls
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #10 dnia: Maj 27, 2012, 20:51:16 »
Tego nie powiedziałam, Peczu! ;)
Ale aż serce mnie boli jak sobie pomyślę, co takie dziecko może przeżywać w patologicznej rodzinie.
Przemoc, alkohol, domowe libacje... A dziecko to widzi, bierze w tym bierny udział jakby nie patrzeć.
Wpływa to na jego rozwój, psychikę i dalsze życie... niestety.
Ale masz rację, to nie są argumenty by komuś odebrać możliwość życia, broń boże!
To raczej bezmyślność, głupotę i brak trzeźwego myślenia dorosłych powinno się tępić, a nie krzywdzić ofiary tego.

Nie rozumiem, po co właściwie jest możliwość oddania dziecka do adopcji? Po co jest możliwość antykoncepcji? Naprawdę, nie wszyscy powinni mieć prawo do seksu i rozmnażania się.
Podpisuję się pod tym.
Antykoncepcja kosztuje i myślę, że może tutaj tkwi problem np. w takim proletariacie + oczywiście bezmyślność uprawiania seksu wszędzie i za każdym. Choć są to rzadsze przypadki.
Do tego dochodzą dyskoteki, trochę alkoholu i w takim momentach niestety nie myśli się o zabezpieczeniu, lecz dobrej zabawie.
A później płacz dziewczyno co zrobić z niechcianą ciążą. Przykre i potwornie trudne.

Offline Truskawka94

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #11 dnia: Czerwiec 03, 2012, 13:51:24 »
To prawda, temat jest bardzo trudny.
Oba powyższe teksty bardzo mnie poruszyły, a osobiście uważam że aborcja sama w sobie to coś strasznego, to morderstwo - i nie ma łagodniejszej nazwy na to, bo to jest zabicie człowieka.
Jakie mamy prawo, aby decydować za kogoś czy ma żyć, czy nie? Co tego, że człowiek się jeszcze nie urodził? Narodzony czy nie - to i tak istota ludzka, my też jesteśmy ludźmi, więc nie mamy żadnego prawa, aby decydować za innych w tak ważnych kwestiach - życia i śmierci.
Wpadka? haha, po prostu mam ochotę roześmiać się na głos. Ludzie, którzy decydują się na współżycie powinni mieć tę świadomość, że nawet najlepsza antykoncepcja czasem może zawieść. A potem co? Najlepiej pozbyć się "problemu". ;/ Powinniśmy być odpowiedzialni za nasze czyny, a nie potem karać bezbronne istoty za nasze błędy.
Gwałt, wpadka itd. w żadnym przypadku aborcja nie jest rozwiązaniem, tyle ludzi oczekuje dzieci, stara się o nie i nie może ich mieć. Czy już nie lepszym rozwiązaniem jest oddanie dziecka do adopcji? Na pewno znajdzie się ktoś kto je pokocha.
Już nie wspominam nawet o ranach psychicznych, które na pewno zostaną u kobiety, która postanowiła poddać się temu zabiegowi.
Hm... kiedyś oglądałam na yt pewien filmik, jest to nagranie wypowiedzi pewnej kobiety która przeżyła aborcję. Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć, to podaję link:
http://www.youtube.com/watch?v=NpOFcqrqBa0
Nawet gwiazdy pozazdrościłyby ludziom miłości, gdyby wiedziały, co to znaczy kochać... ; )
___
mój blog: http://niezwyklaa.blogspot.com/

Offline Kiki

  • Administrator Forum
  • *****
  • Wiadomości: 1648
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 03, 2012, 14:09:57 »
Truskawka, kilka postów wyżej podałam linki do tego samego filmu. ;)
Oglądałam go już parę razy i zawsze robi na mnie ogromne wrażenie. Sposób, w jaki ta kobieta mówi o tym wszystkim... Pozwala sobie na żarty, ale mimo wszystko jej wypowiedź nie staje się przez to niepoważna. Dziękuje Bogu za dar życia, który jej matka chciała jej odebrać.
Po obejrzeniu nie ma się już chyba żadnych wątpliwości dotyczących aborcji...
Jeśli "plan A" nie zadziała, alfabet ma jeszcze 31 innych liter. Nie martw się.

Offline Truskawka94

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 03, 2012, 14:51:22 »
Osz kurczę, musiałam coś przeoczyć, a wydawało mi się że czytałam dość dokładnie wszystko.  :-[
Tak, masz rację. Film robi ogromne wrażenie. Ta kobieta jest niesamowita, a teraz jak pomyślę, że mogłoby jej nie być gdyby zabieg się udał... coś okropnego.
I pomyśleć, że przez te wszystkie już dokonane aborcje tylu cudownych ludzi nie żyje, to aż się smutno robi :(
Nawet gwiazdy pozazdrościłyby ludziom miłości, gdyby wiedziały, co to znaczy kochać... ; )
___
mój blog: http://niezwyklaa.blogspot.com/

Offline Fanta

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 57
  • Płeć: Kobieta
  • Cuando me enamoro <3
Odp: Aborcja
« Odpowiedź #14 dnia: Czerwiec 08, 2012, 18:45:30 »
Aborcja... Jak dla mnie to tylko głupota! Kobiety niby od zawsze usuwały swoje ciąże nazywając to skrobanką, jednak chyba nie aż na taką skalę jak teraz. No ale bez przesady!! Jak można zrobić to własnemu dziecku, które rozwija się i chce żyć. Nie prosi się na ten świat ale nie chce też umierać.
A w tym wszystkim najgorsze jest to, że na świecie są małżeństwa, pary, które pragną mieć dzieci, starają się o nie, jednak im nie wychodzi, jedno z nich jest bezpłodne albo występują różnego rodzaju komplikacje. Oprę się na przykładzie mojej dalszej sąsiadki. Kobieta wraz z mężem stara się o dziecko. Była 5 razy w ciąży i 5 razy poroniła. Przecież to coś strasznego.. A przecież są kobiety, które usuwają 8 ciąż, w tym i bliźniaki, nawet czasem własne matki im to doradzają, bo niby jest to najlepsze wyjście. Niby dla kogo?
Przecież nasz świat mógł powiększyć się o jakiś wynalazców, filozofów, ludzi mądrych i wykształconych..
'- Jestem w Tobie coraz bardziej zakochany
- Ja w Tobie też
- Dlaczego?
- Bo kiedy się zakocham, czas staje w miejscu'