Przyznam się bez bicia, zdawałam 9 razy. Za 9tym zdałam. Cztery razy- przyznaję to ja popełniłam błąd na egzaminie. Pozostałe 4 zależało tylko i wyłącznie od dobrej woli egzaminatorów. Za pierwszym razem- pani mi wybiegła na przejściu przed maskę, egzmainator musiał dać po hamulcach. Za drugim razem "przykro mi bardzo, za mała dynamika jazdy" (tylko ja się kuźwa pytam, czy ja mam jechać 90 po mieście? Jechałam 45, to chyba normalne jak na egzamin?), za trzecim razem to był mój błąd, zawróciłam nie tak jak powinnam, nigdy nie jechałam tą drogą na Targówku i nie wiedziałam jak mam zawrócić (się okazało, że trzeba było wziąc bardzo duży skręt), i zawróciłam na wysepce pod prąd, i jak już widziałam co robię, to wiedziałam, gdzie powinnam prawidłowo zawrócić.. Czwarty raz- egaminator wydał mi błędne polecenie i upierał się, że nie włączam kierunkowskazów (a włączałam cały czas, ślepy był, dekiel jeden), i to mnie tak zdenerwowało, że nie zwróciłam uwagi na znaki (akurat to było wlaśnie po tym komentarzu o kierunkowskazach) i wjechałam źle w drogę. Po tym 4tym w Warszawie wkurzyłam sie i powiedziałam, że ide do Rzeszowa. I jak za każdym razem w Waw z placu wyjeżdżałam, tak za 5tym w Rzeszowie nie dałam rady. Auto mi zgasło dwa razy na górce. Kolejna Rzeszowska próba- łuk upierniczyłam. Za 7mym razem miałam super egzaminatora i w sumie nie wiem czy wina leała po mojejs tronie, czy nie, on się upierał że na podwójną ciągłą najechałam jednym kołem wyjeżdżając w podporządkowanej. Ja anprawdę rozumiem wszystko, ale jednym kołem? Tym bardziej, że jak człowiek ma już prawo jazdy, to nie zwraca uwagi na te linie przy wyjeżdżaniu z podporządkowanej. Nieważne. Ósmy egzamin również niepowodzenie- a wydawało się, że będzie dobrze. Tym razem jechałam z egzaminatorem i kursantem na egzaminatora (stres level 100% plus 100%). Miałam parkowanie zaraz przy ośrodku (praktycznie koniec egzaminu), ja do wyjazdu z miejsca i się okazało, że wymusiłam jednak pierwszeństwo, po prawej stronie obok mnie stały auta i nie widziałam czy coś jedzie, czy nie. I niestety jechało. A ten egzaminator też był bardzo sympatyczny i mi mówi tak "Wie pani... No ja rozumiem, jakby pani jechała sama ze mną i nikt by z tyłu nie siedział... Ale kolegi się pani mogła spytać, czy nic nie jedzie". A ja się w tym momencie złapałam za głowę i myślę sobie fuck, faktycznie mogłam. Mądry polak po szkodzie.
I za 9tym razem zdałam.
Posumowując- mega stres, bardzo dużo nerwów straciłam przez te wszystkie egzaminy, ale to co się odenerwowałam to moje, a satysfakcja po zdanym egzaminie jest niesamowita!