Oj, wiem co czujesz. Też nie mogłam się doczekać, tym bardziej, że czekał na mnie samochód - co prawda starszy ode mnie, ale dawał radę.

Najważniejsze, że wsiadasz, jedziesz, nikogo się nie prosisz o podwózkę, zimny łokieć, wiatr we włosach, muzyczka na full - to jest to!
Tak swoją drogą to uwielbiam kiedy o 2 w nocy budzi mnie fantastyczna muzyka wydobywająca się "skądś" - o tym, że to tuningowana fura dowiaduje się za jakiś czas, kiedy już dojedzie pod mój balkon. Cwaniaczki... 
Mnie prawko bardzo się przydało chociażby ze względu na częstotliwość z jaką jeżdżą autobusy miejskie w Stcach. Porażka. Co 40 minut i to w godzinach szczytu, później co 1-1,5... Jak jadą to wszystkie naraz, co 5 minut, a później nic. Aż się wychodzić z domu odechciewa, a że mieszkam na osiedlu "za rzeką" to już w ogóle...

Prawo jazdy to fantastyczna rzecz. W tym roku stuknęło mi dwa lata, a egzamin pamiętam jakby to było wczoraj. Najgorsze było to jak w drodze powrotnej płakałam, ale nie ze szczęścia, a dlatego, że to już koniec kursu.