Matko, miałam dzisiaj drugą jazdę i było... Wesoło!
Za pierwszym razem szło mi naprawdę dobrze, a dziś... Masakra totalna. Syndrom drugiej jazdy czy co?
W teorii wiem wszystko, a jak wsiadam za kółko, to okazuje się, że moja wiedza jest równa zeru. Za dużo wrażeń jak na jedną osobę: światła, znaki (na razie zwracam uwagę tylko na drogę z pierwszeństwem, ustąp i stop), sprzęgło, gaz, hamulec, lusterka (do dziś nie wiem po co komuś lusterko wewnętrzne - kiedy jadę jest mi zupełnie zbędne), kierowca wymuszający pierwszeństwo na rondzie ze znakiem ustąp (litości, tym bardziej eLce powinno się ustępować, no zero zrozumienia dla laików, dobrze, że instruktor ma hamulec), drogi dwujezdniowe, wypadek przy rondzie - policjant kierujący ruchem. I godziny szczytu. Noga mnie od sprzęgła bolała. Dobrze, że i ja, i instruktor dojechaliśmy cali na placyk!
W środę będzie lepiej.
