Ja się po części zgadzam z Mintkiem - sam wolę w pewnej odległości za "L" stać, nie trąbię na elki, bo sam mam świadomość, tego, że kiedyś i ja byłem uczniem. Tylko wkurza mnie brak elementarnej wiedzy i wyobraźni niektórych kierowców "L", do których nie trzeba nawet mieć specjalnie prawa jazdy. Przykład z dzisiaj - jechałem sobie i kursant ELki auto postawił na środku drogi utrudniając innym uczestnikom ruchu przejazd, a sam wyszedł do kiosku. Szlag mnie (i zapewne nie tylko mnie) trafił.
Miałem 3 kolizje w karierze, wszystkie trzy spowodowane przez kobiety. Pierwsza - jadę sobie linią ciągłą, za mną kobieta mnie wyprzedza i tak niefortunnie obliczyła sobie jak pojadę, że wyprzedzając (na ciągłej NIE WOLNO! wyprzedzać, że uderzyła mi w lusterko, które się oderwało. Druga - jechałem drogą, na której to ja miałem pierwszeństwo, patrzę na lewo i prawo i nic tylko z daleka (ok.150m) jakiś samochód. Więc skręcam. Niestety pani na widok skręcającego samochodu postanowiła udowodnić, że zdąży przede mną i rąbnęła mi w tył auta. Trzecia i ostatnia - jechałem w terenie zabudowanym z prędkością 50km/h (dopuszczalna to 60), dojeżdżam do świateł mam zielone, minąłem światła gdy z prawej strony w bok puknęła mi pewna pani, która przejechała na pomarańczowym. Z tego co zresztą obserwuje to spora część kobiet i jeszcze większa facetów nie ma pojęcia o prowadzeniu - kobiety powodują więcej wypadków od mężczyzn, ale mniej groźnych i z skutkiem śmiertelnym, praktycznie w ogóle nie uciekają z miejsca zdarzenia, zaś faceci powodują mniej, ale za to poważniejszych i pod wpływem...