Gdybym mogła dać ocenę szkolną odcinkowi 997, oceniłabym na
+4.
Zacznę od początku. Strasznie mi się podobała scena z Markiem i Anną, która leżała w wannie.

Ale w kwestii Marka i tego, z kim powinien się związać, opiszę w stosownym do tego temacie. Fajnie, że nie było Ulki i Natalki w tym odcinku, za to chłopcy się pojawili. Wycieczka do kina przesłodka, Marek i Ewa wyglądali jak rodzice chłopców

. Ja nie wiem, czemu wy tak tego Mareczka nie lubicie. Podobało mi się to, co powiedział Andrzej do niego. Żeby robił, co chce, skoro jest wolny i nie kombinował za bardzo. Prawda jest taka, że Marek czuje słabość zarówno do jednej, jak i drugiej kobiety. Możliwe, że nigdy się nie zdecyduje i znajdzie się ktoś trzeci.

Btw, ciekawe czemu Anna, taka dorosła kobieta, stawia spację przed znakami interpunkcyjnymi (chodzi o sms do Marka).
Irka i Mirki nie skomentuję, bo to trochę żałosne tak się kłócić i godzić [ile razy oni już zrywali? oO]. Ale dobrze powiedział Irek do Mirki: "Dorośnij". Jeszcze brakowało mi "dzieciaku".

Trochę mało love między Kingą i Piotrkiem, smuteczek. Za to nie wiem, co robi w tym serialu ten gostek, co mówił o jakieś altanie. W ogóle mi się nie podoba.
Co do tego testamentu, wg mnie dobrze się stało, że został znaleziony.
Ogólnie, odcinek taki hmmm melancholijny, fajna była scena Basi i Lucka, jak zaczęli wspominać przy stole.