Lucjana jest mi ewidentnie szkoda... Widać, że nie zabolała go ta cała sprawa z ziemią tak bardzo jak wiadomość, że mogli się z siostrą odnaleźć, a każda ze stron myślała, że ta druga nie żyje i teraz dane mu było poznać wnuczkę swojej kochanej siostry. Wnuczka z kolei - no ależ oczywiście - wcale nie jest do końca zła, wcale ale to wcale jej nie zależy na kasie tak po prostu, tylko chce pomóc komuś choremu. Jakie to - eMkowe - tak samo jest przecież z Zuzą. Kradnie nie dlatego, że lubi kasę, ale spłaca długi rodziców...

Pawełek we wczorajszej scence był lekko komiczny z tymi swoimi groźbami...
Co do Agnieszki i Marcinka.. Jak się wczoraj przytulali to wyglądali jak ciotka z siostrzeńcem. Nijak ich nie mogę postrzegać jako pary. Poza tym - Marcin, chłopie, trochę godności! W życiu nie poszłabym na układ związku w ukryciu tylko po to by z kimś być. No a on - albo nie ma jaj, albo jest tak głupi, że się na to godzi. I dobrze mu tak! Niech ma! Taki cały w skowronkach, z kwiatkami przyleciał i z miejsca został usadzony. Bardzo dobrze. Agnieszka sobie skorzysta z wiadomych usług, zaspokoi samotność i kopnie go w cztery litery i to mocno, a ten poleci wtedy w te pędy do Kasi, która mam nadzieję, że nie przyjmie go z otwartymi ramionami.
Najstarszy Chodakowski - fakt - trafił na obrzydliwego babsztyla, który godnie nie potrafi znieść porażki i koniecznie musi się zemścić.
Znowu ja komentuję odcinek?

Cóż... Sąsiad Kingi i Piotrka to istotnie palant. I co takiego się stało? To, że wjechała w dziurę i go ochlapała to dowód na to, że jeździć nie umie? Niech się puknie w głowę. Śnieg leży, dziur ot tak nie widać.
Przeprosiny za to były miłe... A ta pani psycholog, taka niby wykształcona, a wypaliła z tym koszem ni z gruchy ni z pietruchy. Niezły nietakt.
Mireczka ciężko pracuje? No szczerze mówiąc w dzisiejszym odcinku nie wyglądało to na ciężką pracę... Skoro mają czas na ploty i opierdzielanie się, to ja to bym harówką nie nazwała.
Ale z Irkiem nadal wyglądają uroczo

Błagam! Niech wątek Edytkowo-Andrzejkowo-Januszowo-Piotrusiowy się już skończy bo mam go ewidentnie dość! A ryczącej i użalającej się nad sobą Marty dłużej nie zniosę. Znowu się zaczyna... Ma rację babka, jednak te cierpiętnicze miny na dłuższą metę, to stanowczo za dużo.