Zwyczajnie nie robiłabym z Anny niewinnego aniołka, którego okrutny Marek wykorzystał. Sama ma wiele za uszami - wciąganie Hanki w swoje problemy i po części przyczynienie się do jej śmierci. Potem odseparowywanie rodziny od Ulki. Zamykanie drzwi przed Barbarą Mostowiak bo "Ula śpi" czy coś innego wymyślnego.
Nie lubię Anki, nie będę jej zachowania pochwalać. Tyle.
Ja nie bardzo rozumiem, dlaczego niektórzy zarzucają jej te grzechy. Hanka była jej siostrą, najbliższą osobą. Zdaje się, że jedyną znajomą w obecnym życiu. Kobieta samotna, w dołku (mąż sadysta, morderstwo w afekcie, więzienie - czy trudno zrozumieć, że przejście do nowego życia po czymś takim to nie jest takie hop-siup?), prześladowana przez brata męża. I z kim ma o tym pogadać, komu się zwierzyć, kogo prosić o radę? Dziwi fakt, że kobieta po czymś takim szuka bliskości? Potrzebuje mieć oparcie? W kim? W jedynej osobie, którą tu zna, czyli Hance, z którą zresztą też jej utrudniano kontaktów (niezawodna Basieńka, królowa Bona Mostowiakowa)
A jeśli chodzi o śmierć Hanki. Anka podstawiła te kartony? Przebiła opony, uszkodziła hamulce? Pokłóciła się z Hanką i szarpała się z nią w samochodzie? Strzeliła do niej? Ona przecież jechała z nią w tym aucie, też mogła zginąć, gdyby walnęły w słup. Poza tym Hanka o ile wiem nie umarła z przyczyn powypadkowych, tylko dlatego, że pękł jej tętniak w mózgu.
No ludzie, gdybym poprosiła brata o odwiezienie mnie na egzamin do innego miasta a w drodze powrotnej miałby on wypadek i nie daj Boże coś mu się stało, to byłabym na zawsze napiętnowana, że to przeze mnie? że przyczyniałam się do tego? Nic, tylko się powiesić

Nie wiem, może ja jestem jakoś staroświecko wychowana bo ze mną "trzeba chodzić" i bez miłości ze strony drugiej osoby nie idę z nikim do łóżka.
A ta... Buzi, buzi i już poszło...
W "staroświeckich czasach" pannom mężów wybierali ojciec z matką i najczęściej młodzi nie pałali do siebie gorącą miłością, nie wspominając tego, że często, gęsto narzeczeni widzieli się po raz pierwszy na własnym ślubie. Królowa Bona Mostowiakowa poszła z mężem do łóżka bez miłości i teraz to najbardziej kochające się małżeństwo w "M jak miłość".
I jeszcze jeden przykład, co prawda nie z emki, ale w nawiązaniu do tematu - bardzo miła, wręcz urocza, życzliwa, wyrozumiała, zdolna, uczynna, ponoć skromna Ola z "Na dobre i na złe" poszła do łóżka parę godzin po poznaniu faceta (a czekała na innego). Ola przeciwieństwo charakterologiczne niezrównoważonej Anki z Emki. Anka to się puszcza, a Ola nie? Nie sądzę, żeby Ola była już wtedy zakochana w Przemku, a wszystko na to wskazuje, że się zakocha. Anka Marka kochała jeszcze przed bara, bara. Mogła mieć nadzieję na coś więcej. Bo w życiu pewna jest tylko to że umrzemy.
Anka jest bee, Olą wszyscy się zachwycają.
Do tego momentu Ance raczej nie można nic zarzucić pod względem związku z Markiem.
Przypomniało mi się właśnie, że po nocy spędzonej z Anką Marek nie zaproponował jej niezobowiązującego układu. O ile dobrze pamiętam to było coś w stylu "nie analizujmy tego, pozwólmy temu być", czyli zakochana kobieta mogłaby zinterpretować to, jako "a zobaczymy jak to się rozwinie".
Jeśli Anka teraz będzie coś kombinować, to niestety, ale trochę z winy Marka. Kobieta zawiedziona, rozgoryczona (nie powinien jej oszukiwać, wymigiwać się od spotkań - swoją drogą jak on sobie wyobraża teraz kontakty z "opiekunką" Uli? - a powinien powiedzieć wprost, że się zakochał w innej) z problemami z emocjonalnymi, poharatana przez życie zdolna jest do wszystkiego.
Co do Ewy, to zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, o którą wcześniej zahaczyłyśmy. Dziwi mnie, że ona nawet Marka o Annę nie spyta. Nie jest raczej osobą, z której można zrobić idiotkę, dlatego nie rozumiem, czy boi się spytać, czy co? A tak wchodzi trochę na ślepo w ten związek. Bądź co bądź parę miesięcy temu widziała Marka jak się całował z inną. Nie rozumiem, to do niej niepodobne, zawsze jest szczera.
Udając nieświadomą istnienia tej drugiej, postępuje zgodnie z popularną obecnie tezę "dziewczyna/chłopak nie ściana, da się przesunąć"

Ona nie wie przecież o układzie, czyżby przez myśl jej nawet nie przeszło, że uwodząc Marka może skrzywdzić tę drugą?
No proszę, czyli taka kryształowa to chyba nie jest.