Maryśka jak zwykle, jak to Santa Maryja obwinia siebie. No dobra, bez winy też nie była, ale w końcu to nie ona poszła na wielokrotną "lewiznę", do wyrka z kochanicą...
A "biednym misiem" blond prawniczka już tak się zaopiekuje, że on, ani czuć, ani myśleć po swojemu nie będzie miał już okazji.

Arti będzie pod tak ścisłym nadzorem i kontrolą, że wątpię, żeby cokolwiek śmiał i zrobił bez jej wiedzy i zgody. No facet już jest własnością "Tereni" i będzie robił wszystko na jej komendę. Na pewno żadnego kitu jej też nie wciśnie, jak permanentnie robił to małżonce...

Swoją drogą, to blondi cwanie i zręcznie rozegrała spotkanie z "oburzoną" Martusią, na koniec tych jej wywodów, to młodszą siostrzycę Marysi chyba aż zatkało. Hm...wyszło na to, że to samolubna Marysia zadręczyła "biednego" Arturka, która tak się dla niej poświęcał i "opiekował", szczególnie podczas jej choroby..
Nosz kurna, przecież z opowiadań Maryśki wynikało, że doktorek więcej "pracował", niż bywał w domu. A kiedy żona wróciła sama do kraju, to ich dzieckiem głównie zajmowała się jego siostra.
Pasierbów doktorek też na spokojnie spacyfikował, na zasadzie: "a teraz, to wszyscy mi możecie naskoczyć, bujajcie się chłopaki"...A jak rączo z tymi walizami pobieżył ku swojej "wolności", w ramiona czatującej pod blokiem kochanicy...

Szczerze mówiąc, widok tej triumfującej blond żyrafy i doktorka-szmaciarza wyjątkowo mnie wkurza.

Mam nadzieję, że serialowa Marysia jednak jakoś się "ogarnie" i da sobie sama radę, bez tego gnojka.