No niezłego drania z doktorka zrobili. Arti łga bez mrugnięcia okiem, zarówno drewnianemu Chochołowi, zdradzanej małżonce, jak i nowej "ukochanej" również. Kochanica nie dość, że cwana tupeciara, to i wyjątkowo zawzięta. A bidula Maryś nie dość, że naiwna to i ślepa, jak dziecko we mgle. Przy drugim "wejściu" blondyny do remontowanego pomieszczenia na gabinet, rozwalili mnie tekstem:"To może ja się rozejrzę..."

Santa Maryja widzi kobitę drugi raz w życiu, a ta "ni z gruszki, ni z pietruszki" robi jej niespodziewany nalot, przecież to kurna jest prawniczka, a nie inspektor budowlany, czy fachowiec od remontów...

Sorry, ale robią z serialowej Maryśki kompletną idiotkę, może to jakaś zemsta na M.Pieńkowskiej ze strony scenarzystek, za to jej wcześniejsze porzucenie serialu. I to wspólne spijanie kawusi przy stoliczku, no wręcz sielanka, szkoda jeszcze, że wspólnie nie zagrali w jakiegoś rozbieranego pokerka, a ta która by wygrała, poszłaby pierwsza z doktorkiem do wyrka..
No i końcowe sceny..."Biedacy", oboje tacy "nieszczęśliwi"... Sfrustrowany, wykończony doktorek, prawie płaczący kochanicy w mankiet, użalający się nad sobą, jaki to on biedny, że tak musi się męczyć ...
Nie no, Arti pojechał tu po bandzie.

Maryśka powinna, jak najszybciej dać sobie spokój z takim mężem i wykopać go z chałupy. Tu już nie ma co ratować. Chociaż tak po ludzku, to mam nadzieję, że doktorkowi i kochanicy ten "zwiazek" wyjdzie jednak bokiem i nie będzie happy endu , jakaś kara powinna ich spotkać, przynajmniej w serialowej rzeczywistości...
W dalszym ciągu zastanawiam się nad tym mini wywiadem P.Małgosi, o tym rozwiązywaniu kryzysu i szukaniu wyjścia z niego. Przecież to nie jest kryzys małżeństwa R., tylko jego krach.
"Gazela biznesu" zradził Maryśkę raczej "jednorazowo", więc ta "sierota" jakoś mu to wybaczyła,
a doktorek robi to permanentnie, z wyrachowaniem i premedytacją. Naprawdę byłaby głupia, jeśli postąpiłaby tak samo. No, ale to jest eMka, więc wszelkie i nielogiczne zwroty akcji są tu możliwe..
