Jakoś nikt tu nie przejawia żadnej chęci do podjęcia jakiejkolwiek dyskusji... 
No cóż...o czymś to świadczy, niestety. 
Jeżeli chodzi o mnie to świadczy tylko i wyłącznie o braku czasu. Nie tylko nie wypowiadałam się w naszym temacie, ale nie wypowiadałam się na forum w ogóle. No cóż... Mam nadzieję, że z mojej strony to się już nie powtórzy, będę się starała być na bieżąco.
Skoro mam ogromne zaległości, w takim razie trzeba zabrać się za ich nadrabianie. Do dzieła!
Zakładam więc, że sprawa poprzednich odcinków jest jakby zamknięta dlatego podsyłam kolejną partię.
Fakt, jest jakby zamknięta, bo ja nie miałam możliwości wypowiedzenia się. Teraz postaram się naprawić swój błąd.

Odc. 301:
Bardzo lubię ten odcinek. Widać, że Artur jest wspaniałym przyjacielem, zawsze chętnym do pomocy. Od razu wyczuł, że coś się dzieje, że Marysia się czymś przejmuje. Wysłuchał i nie zbył jej Januszowym: "ale chyba nie jest tak tragicznie". Wiedziała, że na niego może liczyć. Myślała, że wsparcie otrzyma od Janusza, ale ten właściwie zbagatelizował sprawę, ale za to drugi kolega z pracy stanął na wysokości zadania. Kurcze, Marysia wtedy nie miała nikogo innego, kto mógłby jej dać wsparcie. Janusz, którego znała dłużej, pojechał sobie do Warszawy w przekonaniu, że Marysia wyolbrzymia całą sprawę. Na męża też nie miała co liczyć, bo ten nawet jej nie słuchał, dlatego często nie dzieliła się z nim swoimi problemami. Zawsze tylko: "Ja i moje problemy: w pracy, z Ewunią, etc.". No to skoro Artur wyciągnął pomocną rękę, to po nią sięgnęła. I bardzo dobrze zrobiła, bo kto wie, jakby się to skończyło dla Reni. W dalszej części odcinka, to już same rewelacje. Konkretne podziękowania i słuchanie muzyki na ławeczce! Uwielbiam te sceny!

Takie niby niewinne, ale widać, że ogromnie sobie zaufali, a Artur zaczął na poważnie interesować się Marysią. Piękne chwile! Końcowe sceny sprowadzają na ziemię. Krzysiek urażony, że Artur odprowadza jego żonę do domu. Marysia tajemnicza, właściwie jakby domyślająca się, że Artur zwrócił na nią uwagę, stąd to pytanie, "czy może się jeszcze podobać". A już sam koniec, to ja sobie często daruję i nie oglądam, bo mi jakoś tak nie pasuje, że oni się całują

Odcinek 305:
Sprawy oszustwa komentować nie chcę, bo jak dla mnie zawinili wszyscy, tak samo Marysia, jak i Janusz czy Artur. Na kimś jednak trzeba było rozładować frustrację i padło na Marysię. Dobrze, że Artur załagodził trochę sytuację.
Końcówka świeeetna. Szczególnie końcówka końcówki.
(pomijam scenę w domu) To jego zdziwienie jest świetne. Dla niej to zwyczajny gest, a on biedny zachwycony jakby Bóg wie co się wydarzyło. Ale tutaj Marysia chyba jeszcze nie jest do końca świadoma tego, że Artura wzięło tak na poważnie.
To fakt. Kolejna piękna scena z ich udziałem. Ja nie wiem czy dla niej to był zwyczajny gest. Wydaje mi się, że przez sprawę z Renią i oszustwem, zauważyła, że ma w nim przyjaciela. Myślę, że zrobiła to w pełni świadomie, wiedząc, że uczyni tym ogromną przyjemność Arturowi. Może do końca świadoma nie była, że Artur się nią poważnie zainteresował, ale wiedziała, że zwrócił na nią uwagę i imponował jej tym. Jak dla mnie scena przed domem Marysi potwierdza moje przypuszczenia co do poprzedniego odcinka i pytania skierowanego do Krzyśka.
To chyba jeden z pierwszych odcinków, w którym widać, że Artur był taką hmmm? odskocznią.
W porównaniu z wiecznie niezadowolonym, egoistycznym mężem on zawsze zauważył, że coś ją martwi, starał się rozmawiać, pomóc, wiedziała, że zawsze ma w nim wsparcie? Oj strasznie widać tę różnicę pomiędzy obydwoma panami.
Nic dodać, nic ująć. Mnie też nie jest żal Krzyśka. Zawsze niezadowolony Pan Zduński zauważył, że Marysia zwróciła uwagę na kogoś innego i znów siedział wielce obrażony. Tyle, że nie wyciągnął odpowiedniego wniosku, że powinien zmienić swoje zachowanie, bo inaczej Marysia będzie miała większe zaufanie do Doktora Rogowskiego a nie do niego. Tylko po co? Przecież tylko on ma problemy a inni żyją codziennie szczęśliwie. Powodzenia w takim przekonaniu.
307:
Tu jak Patrycja, zgodzę się z tym co napisał grant. Podobnie jak dwa poprzednie odcinki widzimy, że Marysia może liczyć tylko na Artura. Krzysiek znów niezadowolony i zazdrosny o doktorka, czyli normalny dzień w małżeństwie Zduńskich.
309:
Po raz kolejny widać, że to Artur okazuje jej wsparcie a nie mąż. Ze strony tego drugiego jak zwykle pretensje. Biedactwo się nie wyspało, ojej. A Rogoś jak to on oaza spokoju, bez nerwów i te jego argumenty. Nieźle podszedł cwaniaczka Robercika. I tak, zgadzam się z Marysią, jest wspaniały
Oj, tak... Powiedziałabym, że wieje nudą, przez trzy odcinki to samo. Zero wsparcia w mężu, ale za to wspaniały dr Rogowski zawsze do usług. Jak dla mnie taka nudą mogło wiać w każdym odcinku.

I te przytulania! W pełni zasłużone.
Wróżenie... Przesadził
Tak jak się cieszyłam, że jest odważny i umie delikatnie zasygnalizować Marysi, że jest nią zainteresowany, tak z drugiej strony wkurzał mnie. Takie podchody, wróżenie, herbatka... No, ale Marysia stanowczo pokazała mu jego miejsce. Całe szczęście długo nie musiał zajmować tego miejsca.
I albo mi się wydaje albo Marysia była zadowolona z tego, że kręci Doktorka. Ten jej uśmieszek, no po prostu uuuuuuhu!
Nie wydaje Ci się, ja też jestem tego zdania. Za każdym razem oglądając tą scenę, śmieję się razem z Marysią. W końcu Krzysiek jest "taki zabawny". Oj, ten doktorek, potrafił namieszać

310:
No i kolejne wproszenie się Artura na kawę, trzeba przyznać, że inteligentnie podszedł Maryś, której nawet nie wypadało jemu odmówić. Teksty doktorek naprawdę miał niezłe, potrafił nimi Marysię lekko skołować.
Kolejny raz powtórzę: potrafił jej zaimponować! Choćby nie próbował swoich sztuczek z idealnymi do sytuacji tekstami, to i tak zwróciłby na siebie uwagę, przede wszystkim tym, że interesował się problemami Marysi i ona mogła na niego liczyć w każdej sytuacji. Doktorek wiedział dokładnie jak z nią postępować.
320:
Krzysiek jak zwykle od rana gasi entuzjazm Marysi. Chciałby się wyspać! No bez przesady. Ile dni ma w roku na odsypianie? Musi akurat odsypiać z Sylwestra na Nowy Rok?

Rozbraja mnie w tej scenie choinka Zduńskich.

No niby choinka jak choinka, ale scenarzyści poszli po jak najmniejszej linii oporu...
Scena w przychodni kapitalna! "Powiedz chociaż w co się ubierzesz, żebym wiedział o czym marzyć o północy" Cały doktorek

I ta jego radość! Mina Marysi bezcenna. Następnie porządny personel pije porządnego szampana. A jak jest szampan, to muszą być i życzenia. Subtelne, bez zbędnych żartów, prosto z serca. Z Januszem to się wycałowała a od Artura to rękę zabierała. No nie ładnie! Gdy już mieli znów "odprowadzać się do domu", pojawił się wspaniały małżonek i pokrzyżował plany. Choć raz jeden, stanął na wysokości zadania i przyszedł po żonę w odpowiednim momencie. To się chwali. Dalsze wydarzenia są mniej miłe. Wydaje mi się, że Marysia troszkę za ostro zareagowała na słowa Artura. Nie powiedział tego z wyrzutem wobec Krzyśka, stwierdził po prostu fakt. Cóż, Marysia poszła śladem swojego wspaniałego męża i strzeliła focha. Troszkę przesadziła. Biedny Artur wyszedł, bo już nie było z czego się tłumaczyć.
Odnośnie pozostałych odcinków wypowiem się jutro lub w niedzielę. Na dziś wystarczy referatów.
