Przeraziłam się ostatnio, bo chciałam sprawdzić, co USA proponuje nam z nowości w tym sezonie. Znalazłam śliczną rozpiskę... i okazało się, że są 4 strony po 25 propozycji. Przerażające

Nie do końca rozumiem, jak kilka dosłownie stacji (+internet) może w sumie emitować tyle seriali

Dorzucając do tego filmy, wiadomości i reklamy... może mają po prostu dłuższą dobę?

No i teraz tak sobie czytam o tym, co weszło. Część 'skosztowałam' (naprawdę niewielką część), część postanowiłam dopiero zobaczyć, a część po pierwszych recenzjach ma tak fatalne notowania, że no nie skuszę się
Jeśli chodzi o nowości, które już ruszyłam, to na pewno
"Sleepy Hollow" jest serialem godnym polecenia. Rany... jaki tam jest cudowny aktor! Zazwyczaj nie zwracam uwagi na męskich osobników (

), aktorki mi przyćmiewają i w ogóle nie ma mowy, żeby to aktor intrygował. Wcześniej udało się to tylko Hugh Laurie, który w swoim serialu był wszystkim, co najlepsze, a teraz zachwyca mnie Tom Mison. Oczywiście nie do końca chodzi o fizyczność obu panów (chociaż oboje mają to coś... W sumie prawdą jest, że mnie się nie podoba to, co ładne, tylko to, co intrygujące... a jednak obaj intrygują), ale... oczy. Nad oczami Hugh rozpływałam się 3 lata, czas porozpływać się nad oczami Toma

Poza tym serial sam w sobie jest bardzo dobrze napisy. W każdym odcinku ślicznie budują klimat, pod względem akcji jest fajnie.. jest mrocznie, jest przekonująco, chociaż jak przystało na fantasy... ponosi twórców fantazja, oj ponosi...
Z filmwebu:
Ichabod Crane (Tom Mison) zmarł w wyniku odniesionej rany w walce z niezwykłym przeciwnikiem, któremu uciął głowę.Wskrzeszony budzi się 250 lat później we współczesnym Sleepy Hollow. W tym samym czasie w mieście pojawia się też tajemniczy jeździec mordujący ludzi. Łącząc siły z lokalną panią szeryf (Nicole Beharie), Crane musi rozwiązać zagadki z przeszłości, które prowadzą go w sam środek walki pomiędzy dobrem a złem.Wielkim plusem jest to, że Ichabod budzi się z ogromnym poczuciem humoru. Jest mu dziwnie, bo jednak jest to 250 lat później, ale... wychodzi z każdej sytuacji i zazwyczaj właśnie dzięki trafnym ripostom

Fantastycznie napisana postać. Jak dla mnie duży plus stanowi też czarnoskóra policjantka z miasteczka. Nie wiem, czemu, ale jakoś tak od początku urzekło mnie obsadzenie takiej, a nie innej aktorki. Przyzwyczaiły mnie te seriale amerykańskie, że raczej w głównych rolach obsadzają białych, więc tu miłe zaskoczenie. Zwłaszcza, że dziewczyna bardzo fajna

Z pozostałych ról urzeka mnie siostra głównej bohaterki... świetny pomysł mieli na nią
Ogólnie polecam i zachęcam. Jeśli ktoś lubi fantasy oczywiście

Ostrzegam jednak, że ma sceny dość mocno drastyczne, ale w sumie nie pierwszy taki serial.. W "Grze o tron" też są drastyczne, a ogląda mnóstwo osób

Drugi serial, który zaczęłam oglądać, to
"Masters of sex". Seksu faktycznie dużo, ale sam serial w gruncie rzeczy zaskakujący. Na nic nie liczyłam włączając pierwszy odcinek i okazało się, że chociaż to tegoroczna premiera, to jednak akcja osadzona w latach 50-60 sprawia, że ogląda się to inaczej niż wszystko inne. Przede wszystkim z poczuciem, że to staroć. Sama w sobie tematyka... naukowo o seksie, lekarz, któremu marzą się sukcesy w tej dziedzinie, który współpracuje z paniami lekkich obyczajów i podgląda je w trakcie - siedząc w szafie. No i ciągłe kłody pod nogi, bo co chwilę dostaje zakaz badań. Dodatkowo sam - zajmując się taką a nie inną dziedziną medyczną, nie może spłodzić potomstwa. Chce poddać żonę eksperymentalnemu leczeniu, wmawia jej, że to jej wina, a sam jest po prostu bezpłodny. Nie jest to serial dla młodszej młodzieży, bo jednak sceny dość odważne, ale chociaż pokazują stosunek jako taki, to jednak pod kątem bardzo naukowym.
William Masters (Michael Sheen) jest uznanym lekarzem ginekologiem zafascynowanym studiowaniem ludzkiej seksualności. Jest jednak niespełniony w życiu prywatnym, brakuje mu umiejętności interpersonalnych, a jego badania spotykają się z niezrozumieniem ze strony kolegów. Ich wagę docenia jego nowa asystentka Virginia Johnson (Lizzy Caplan), nieskrępowana rozwódka samotnie wychowująca dzieci. Prace Mastersa i Johnson nie tylko okażą się pionierskie na polu naukowym, ale zmienią również obyczajowość i oblicze amerykańskiej popkultury.Nie jest to serial, który trzeba, który gorąco polecam i nawet nie wiem, czy sama będę go dalej oglądać. Postanowiłam o nim wspomnieć, jako o ciekawostce. Da się, jeśli się chce, poopowiadać o seksie, pokazać naprawdę dużo, a zarazem zrobić to z klasą, z gustem i w jakimś celu. No i na pewno zaskakują czasy, w których się wszystko dzieje. Dziś to nie byłoby jakimś wielkim problemem, jednak jesteśmy 50 lat temu, a jednostki i tak się decydują i nie mają problemu

Z seriali, których jeszcze nie ma, to czekam na
"Draculę". Moja słabość do fantasy się kłania

Czekam też na premierę telewizyjną
"House of Cards", czyli najdroższej produkcji internetowej, jaka powstała. Naprawdę dobra obsada, chociaż nie wiem, czy przypadnie mi do gustu tak polityczna tematyka.
"Po zwycięskich wyborach prezydenckich, senator Francis Underwood (Kevin Spacey) zostaje pozbawiony obiecanego mu wcześniej stanowiska Sekretarza Stanu. Underwood, wykorzystując manipulacje oraz intrygi, zamierza zemścić się na prezydencie i odebrać mu urząd. Postanawia posłużyć się również znajomością z dziennikarką Zoe Barnes (Kate Mara)."W telewizji na "Ale kino+" od 19.10
http://media2.pl/media/106697-Polska-premiera-serialu-House-of-Cards-w-pazdzierniku-na-Ale-kinoplus.html