Swoją drogą, gdy Madzia była z Pawłem, to strasznie im zazdrościłam tej miłości, ale z powodu głupka Saszy, ten związek się rozpadł.
Raczej z powodu, że głupia Madzia poleciała na łatwą kasę i uaktywniła się ta jej chęć pomocy całemu światu - tym razem w osobie sowieckiego cwaniaczka. Nie dziwne, że Paweł nie zdzierżył, w końcu ślub to nie w kij dmuchał.
Wg mnie, Madzia zachowała się bardzo naiwnie (a nawet lekkomyślnie), że wzięła ślub z Saszą. Z jednej strony, potrzebowała na gwałt pieniędzy i ta propozycja małżeństwa ratowała jej sytuację. Mogła kontynuować studia i jakoś sobie wyprostować swoje problemy. Z drugiej strony, gdyby poradziła się kogoś odnośnie tej decyzji i wyjawiła Pawłowi to, że otrzymała taką propozycję, byłaby z nim szczera od początku, to całkiem możliwe, że Paweł nie odwróciłby się od niej, nie musiałby wyjeżdżać, a pomógłby jej. Z trzeciej strony... Madzia zaufała Saszy, który obiecał jej szybki rozwód. Niestety, okazało się inaczej. Madzia zachowała się trochę egoistycznie, bo sądziła, że Paweł o niczym się nie dowie, a wszystko rozejdzie się po kościach. Szybki ślub, szybka kasa, szybki rozwód... Wydaje mi się, że nie zastanawiała się długo nad tym, co ma zrobić.
No i nie zapominajmy, że Paweł po Sylwestrze przyszedł do Madzi, ale ta nie chciała z nim rozmawiać. Krótko mówiąc, dała mu kosza. Zbrzydło jej się czekanie na Pawła i zajęła się Kamilem, z którym spędziła Sylwestra w Paryżu. Szkoda, że ani na jednego, ani na drugiego, nie potrafi się zdecydować w 100%. Aczkolwiek, obstawiałabym, że z Pawłem już koniec, a Kamil? Wydaje mi się, że również będzie go odtrącać, i zastanawiam się, skąd bierze się w niej taka postawa. Coś jak "chcę mieć ciastko i zjeść ciastko". Nie chce się związać z Kamilem, ale niezobowiązujące pocałunki - czemu nie...
Generalnie, to do Madzi mam słabość. Do tej Madzi ze starych odcinków. Było w niej coś ujmującego, a zarazem, jest to postać "tragiczna". Na swojej lekkomyślności, zbytniej wiary w ludzi oraz misji koniecznego ratowania świata, strasznie ucierpiała.
Dzisiaj udało mi się wstać wcześnie i obejrzeć odcinek. Strasznie mnie denerwuje postać Olki - przyjaciółki Piotrka, która zwaliła mu się na głowę (i nie tylko mu), bo podobno właściciel mieszkania, którego wynajmuje, dobierał się do niej. Kinga wściekła się nie na żarty i postawiła Piotrkowi ultimatum: albo ona, albo ja. I jeśli Ola będzie mieszkać z nimi, to ona się wyprowadza. Zupełnie się nie dziwię takiemu postawieniu sprawy. Piotrek zachowuje się, jak rycerz na białym koniu, a Olka? Manipuluje nim, zgrywa na nieszczęśliwą. Widzi, że Kindze przeszkadza jej obecność w mieszkaniu, no ale nie ma, gdzie się podziać, bidulka.

Kolejny wątek - Alicja i Hanka. W tle, oczywiście, Peter, szantażujący kobietę i osaczający ją. Non stop coś kombinuje, łotrzyk jeden.

Pojawił się też Jaroszy, który wtedy był "czarną owcą", niemal tak, jak teraz Janka.