Wczoraj było troszkę Zduńskich, a bardziej Kingę pokazywali, która już żyje w swoim telewizyjnym świecie. Kamil próbował, że tak powiem, obrać odpowiednią strategię. Został wysłany przez Magdę, aby z nią porozmawiał, ale stwierdził, że Kinga bardziej się przed nim otworzy, jeśli to ugra tak, że niby chciał tylko z nią pogadać, o niczym. Fajnie to wymyślił.

Szkoda, że nie przyniosło rezultatu. W ogóle, z Piotrkiem też mógłby ktoś porozmawiać, np. Paweł. Przyznam, że ten wątek ze skłóconymi Zduńskimi robi się powoli nudny i cieszę się, że w dzisiejszym powtórkowym odcinku ich nie było.
A co było? Wiecznie uciekająca Gosia przez Stefanem, która zupełnie nie sprawdza się w roli żony. Błagam, niech ta para się w końcu rozejdzie i niech Stefan zwiąże się z Elką, bo Gośka mnie wkurza swoim zachowaniem. Specjalnie przyjechała do Gródka, by prosić męża o pożyczkę. A to idiotka! A on tak ją kocha i tęskni. Po co za niego wychodziła? Ona zawsze myślała tylko o sobie.

Było też o Reni i tym, że ma wrócić do pracy, a Robert był oburzony, że nie spytała go o zdanie. Nie wiem, co o tym myśleć.
No i Magda, siostra Jacka, wróciła z Radomia, bo ją kochaś zostawił. Marta pomogła jej i pozwoliła odpocząć w jej starym mieszkaniu. Myślę, że bardzo ładnie postąpiła.