Dawałam już te opowiadanie w społeczności fanów "Prawa Agaty", ale postanowiłam, że tu też dam. A co tam?

Jak na razie macie 1 część. Życzę miłego czytania
I.- Wychodzę za mąż!- usłyszała czarnowłosa, w momencie kiedy czytała z ciekawością kodeks karny. Zaskoczona upuściła książkę na podłogę i szybko się odwróciła w stronę przyjaciółki.
- Żartujesz?- odparła- Pierwszy kwietnia był tydzień temu! Coś się stało?
Dorota usiadła obok przyjaciółki, która schyliła się po książkę.
- Właśnie nie. To najprawdziwsza prawda!
- A z kim to, jeśli mogłabym wiedzieć? A w sumie? niech zgadnę. Ten gitarzysta z sąsiedniego akademiku? Jak jemu? Wojtek?- od razu poznała.
- Jak ty dobrze znasz mojego chłopaka!- roześmiała się rudowłosa.
- Trudno nie było! Nie miałaś ich wielu- zauważyła.
- Ty też, bo jedynie twoim obiektem westchnień był Maciek?
- Stare dzieje! Jeszcze czasy licealne- szybko odparła- Ale dobra! Wróćmy do ciebie. Skąd ten pomysł? Przecież się znacie ledwo dwa miesiące!
Dziewczyna przez chwilę zamilkła. Bała się powiedzieć przyjaciółce powód szybkiego zamążpójścia.
- Hej! Dorota!- Przybysz szturchnęła ja lekko, jednak ona dalej była cicho.
- Możemy gdzie indziej?- w końcu się odezwała, wstając.
- Ok, ale po wykładzie, dobra?
- Jasne, jasne?- odpowiedziała cicho i obie ruszyły w stronę auli...
W trakcie przerwy obiadowej, dziewczyny poszły porozmawiać do pobliskiej kawiarenki. Zamówiły po kawie i ciastku, po czym usiadły przy stoliku, koło okna. Dorota nerwowo dłubała widelczykiem sernika, a Agata nie mogła już znieść tej błogiej ciszy. Już nabierała powietrza, by coś powiedzieć, jednak Dorota była szybsza.
- Jestem w ciąży!- usłyszała Agata. Z wrażenia upuściła łyżeczkę na talerz i złapała się za głowę. Spojrzała się zszokowana na przyjaciółkę, a ta odparła:
- Wiedziałam, że tak zareagujesz!
- No? Każdy by tak postąpił- w końcu wypaliła przyszła pani mecenas- Czemu wcześniej o tym mi nie powiedziałaś?
- Dowiedziałam się wczoraj wieczorem. Od kilku dni spóźnia mi się okres i zrobiłam sobie ten test. Wynik pozytywny! Ty wiesz, jacy są moi rodzice? Bałam się powiedzieć Wojtkowi, ale on się ucieszył i zaproponował, byśmy wzięli ślub- opowiadała. Po jej słowach, Agata złapała rękę przyjaciółki, po czym odparła:
- A co ze studiami? Planami na przyszłość? Co z aplikacją?
Rudowłosa westchnęła.
- Będę musiała zrezygnować. Nie wiem, jak to będzie dalej, ale może za kilka lat znowu wrócę? Chociaż nie, nie wiem? Najpierw chcę to dziecko urodzić i wychować?
- Rozumiem?- posmutniała Agata- Ale pamiętaj, że zawsze będę twoją przyjaciółką no i możesz na mnie liczyć, co nie?- uśmiechnęła się lekko.
- Ale zgodzisz się zostać świadkową?- zapytała się słodko.
- Oczywiście!- zgodziła się szybko, przytulając się do szczęśliwej Doroty...
Agata wchodziła schodami na czwarte piętro budynku. Zdyszana szła w stronę drzwi, znajdujące się na samym końcu długiego korytarza. Prawie że w każdych ominiętych drzwiach dało się usłyszeć odgłosy świetnie bawiących się studentów. W piątki najczęściej odbywały się głośne imprezy, także i w jej akademiku. Kiedy już się znalazła obok właściwych drzwi, gdzie usłyszała charakterystyczny dźwięk elektrycznej gitary, chwilę się zastanawiała, czy na pewno zapukać. W końcu zbliżyła ściśniętą pięść do przedmiotu obok framugi i wydała kilkakrotne dźwięki. Granie instrumentu ucichło. Po chwili usłyszała przekręcanie zamku od drzwi i ujrzała lekko rozczochranego chłopaka, z gitarą na ramieniu.
- Agata? A co cię tu do mnie wprowadza?- zapytał Wojtek.
- Też się cieszę, że cię widzę!- odparła na przywitanie- Przyszłam porozmawiać. Mogę wejść?- spytała.
- Jasne!- odparł, puszczając kobietę do środka- Od razu sorry za bałagan. Nie mam nigdy czasu na sprzątanie- szybko ogarnął ciuchy, powalające się na podłodze, krzesłach i łóżku.
- Nie szkodzi- Agata usiadła na fotelu- Chyba się domyślasz, skąd ta moja niecodzienna wizyta?
- Chodzi o Dorotę?
- Bingo!- odparła żartobliwie- W sumie to chciałam ci tylko coś oznajmić.
- No to słucham- również usiadł.
- Znam Dorotę już jakiś czas i ona jest dla mnie, jak siostra. Chciałabym, abyś wiedział, że jest to bardzo delikatna osoba i jeżeli ją skrzywdzisz, lub zostawisz samą z maluszkiem, to obiecuję, że tego tak nie zostawię! Dobrze, że zdecydowałeś się na ślub, ale musisz dorosnąć, bo być głową rodziny nie jest takie łatwe, jak się wielu facetom wydaje. No? to już chyba tyle- skończyła swoją wypowiedź.
- Nie musisz się o Dorotę bać. Będę wzorowym mężem i ojcem. A co do mojego szalonego charakteru to trudno będzie go zmienić. Ale spokojna głowa! Poradzę sobie- odparł, wstając- Napijesz się czegoś?- spytał.
- Dzięki! Chciałam tylko, byś wiedział. Będę się zbierać. Cześć!- również wstała i kierowała się do drzwi.
- Agata!- usłyszała jeszcze męski głos. Szybko się odwróciła.
- Kocham Dorotę i obiecuję, że noc jej nie będzie. Zresztą ja zawsze marzyłem o małym bachorze i już nie mogę się doczekać, kiedy ono się urodzi.
- Wierzę ci!- Agata się uśmiechnęła- Ale chciałam, żebyś wiedział.
- Nie ma sprawy! Widzę, że jesteś przywiązana do mojego Króliczka i szanuję to.
- No i wyjaśnione. Trzymaj się!- odparła na pożegnanie i wyszła, oddychając z ulgą...
Decyzja Doroty o rzuceniu studiów dla zamążpójścia nie spodobała się jej rodzicom, tym bardziej wieść, że zostaną dziadkami, jednak wiedzieli, że ich córka jest już dorosła i to jej problem. Po poznaniu przyszłego męża, zaakceptowali go dla dobra ich jedynej córki i wnuka. Dziewczyna obiecała, że za jakiś czas wróci do nauki i skończy studia. Minęły 3 miesiące. W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień. Agata już dzień wcześniej nocowała u przyjaciółki, gdyż jako świadkowa przygotowywała siebie i pannę młodą na ten ważny dzień. Z zadowoleniem patrzyła na promienną twarz Doroty, która paradowała po całym pokoju, w skromnej sukni ślubnej. Sama Agata wyglądała bardzo uroczo. Błękitna sukienka do kolan, na ramiączkach idealnie pasowała do koloru jej oczów. Jeszcze lekko podkręcone włosy i ten prześliczny uśmiech, widniejący na twarzy? Obie panie wyglądały bardzo uroczo.
- Jesteś śliczną panną młodą!- odparła Agata, dając bukiet malutkich, białych różyczek.
- Czuję się bardzo szczęśliwa? Jestem pewna, że z Wojtkiem całe życie będzie cudowne!
- I tego wam życzę- przytuliła mocno przyjaciółkę, po czym pogładziła jej lekko zaokrąglony brzuszek.
- Ciocia jest dumna z twojej mamusi!- powiedziała niskim głosem do maluszka.
- Ty też będziesz szczęśliwa- Dorota spojrzała się na dziewczynę, która na te słowa lekko posmutniała.
- Czy ja wiem? Jakoś mnie nie ciągnie do facetów. Wystarczy jeden, nieudany związek i już wiem, że tak będzie za każdym razem? A ja nie chcę cierpieć przez głupie, nieudane związki. Już bardziej wolę życie w samotności?
- Oj, przestań! Ty też znajdziesz tego jedynego! Będzie dobrze!- przytuliła Agatę.
- No dobra! Dosyć tego mojego trajkotania. To jest twój dzień i ty tu jesteś najważniejsza- wywinęła się z uścisku i poszła po biżuterię.
- Wierzę w ciebie! Za rok, góra dwa będziemy się cieszyć z twojego ślubu!- zawołała przyszła pani Gawron.
- Dobre sobie!- prychnęła, udając obrażoną.
- Kiedyś wspomnisz moje słowa!
- Dobra, masz ten naszyjnik- podała jej błyskotkę i szybko zmieniła temat rozmowy...
Po uroczystym ślubie, rodzina i znajomi pary młodej skierowała się do restauracji na przyjęcie weselne. Zabawa trwała w najlepsze! Nie było mowy o smutnych twarzach wśród zgromadzonych tam osób. Każdy znalazł tam coś dla siebie. Kiedy większa grupa bawiła się na parkiecie, Agata stała przy barze, przyglądając się szczęśliwej przyjaciółce, wirującą dookoła Sali wraz z jej świeżo upieczonym mężem. Co chwila uśmiechała się w stronę Doroty, popijając winem.
- A czemuż to panienka stoi tu tak sama?- usłyszała głos jakiegoś faceta, jak się później okazało- wujka pana młodego.
- A tak jakoś? Lubię tak tu stać- odparła krótko. Wiedziała, że już jest podpity i chciała jak najszybciej stąd odejść.
- To może zaszczyci mnie panienka tańcem?- zbliżał się do kobiety.
- Nie, dziękuję!- zaprzeczyła, wykonując kroki do tyłu. Ten jednak ciągle nalegał.
- Niech panienka się zgodzi! Wiem, że panienka tego chce!- był coraz to bliżej. Agata chciała jeszcze bardziej się oddalić, jednak w ucieczce przeszkodziła jej ściana.
- Niech pan daruje!- burknęła, lecz to nic nie dało. Złapał ją za nadgarstek.
- Proszę mnie puścić!- nakazała.
- Puszczę, jak się panienka zgodzi- odparł coraz to bardziej zdenerwowany. Przybysz miała już wrażenie, że nie ma szans, kiedy usłyszała męsko, stanowczy głos.
- Zostaw ją!
Za wujkiem Wojtka stał wysoki mężczyzna w ciemnych włosach i szarobłękitnych oczach.
- Nie wtrącaj się, facet!- bąknął, jednak tamten siłą go odpędził od Agaty. Niezadowolony odszedł od pary.
- Wszystko dobrze?- spytał się Agaty.
- Tak, tak. Dzięki!- odpowiedziała cicho. Była oczarowana wybawcą, którego już kiedyś spotkała. Była tego pewna!
- Jesteś Agata, prawda?- zapytał kolejno.
- Taaak! Ciebie też powinnam znać?
- Pożyczałem ci raz notatki, jakieś pół roku temu?- odparł, a Agacie olśniło.
- No tak! Na wykładach też ciebie często widuję! Masz na imię Mirek?
- Marek- poprawił- Ja też ciebie często widywałem. Jesteś najbliższą przyjaciółką Doroty?
- Ano jestem- odpowiedziała- Ty chyba też jakoś lepiej znasz, niż mnie?
- Jej też pożyczałem notatki, ale bardziej to znam Wojtka, bo przez bardzo krótki czas grałem w jego zespole. Byłem perkusistą, ale zimą, na nartach złamałem sobie lewą rękę i przez jakiś czas byłem w gipsie. Zrezygnowałem z grania, bo stwierdziłem też, że to studia są ważniejsze od zespołu.
- Właśnie sobie przypominam, że miałeś gips. Oj ty, niezdaro!- roześmiała się.
- Nie ładnie się tak śmiać z nieszczęścia innych!- odparł, jednak również się roześmiał- To może porwę ciebie do tańca? Co ty na to?- zapytał.
- Z tobą bardzo chętnie!- zgodziła się bez zastanowienia- Lepiej z tobą, niż z jakimś pijaczkiem- dodała wesoło. Marek wziął dłoń kobiety i skierowali się w stronę bawiących się już dłuższy czas weselników. Agata nie spodziewała się, że Marek potrafi tak świetnie tańczyć. Przy nim bawiła się naprawdę bardzo dobrze! Nawet nie zauważyli, że już leci kolejna piosenka. Czuli się w swoim towarzystwie bardzo swobodnie. Tańczącą parę obserwowała Dorota. Uśmiechnęła się do siebie i zwróciła się do męża.
- Zobaczysz! Kiedyś będziemy tańczyć właśnie na ich weselu.
- Nie za prędko na te przemyślenia?- odparł Wojtek, również się przyglądając Agacie i Dębskiemu.
- Kiedyś wspomnisz moje słowa, kochany!- roześmiała się i wrócili do tańca.
Po czwartej piosence, Agata jęknęła.
- Litości! Na razie dość! Chodźmy się napić, lub coś?
- No dobrze- zgodził się- Ale obiecuj, że jeszcze to powtórzymy.
- Ok, ale chcę teraz odpocząć- zgodziła się, dysząc. Oboje ruszyli do baru i zamówili po pięćdziesiątce.
- Zdrowie pary młodej!- wykrzyknęła Agata, podnosząc kieliszek w górę. Marek również zrobił to samo, co Agata, po czym było słychać dźwięk kieliszków i łyknęli jego zawartość, lekko się krzywiąc. Popili sokiem i wrócili do rozmowy.
- Fajny z ciebie gość!- usłyszał Dębski od Agaty- Od dawna nie rozmawiałam tak swobodnie z facetem. Również i z wykładowcami jest się trudno dogadać, nawet jak próbuję ich uwieść- po chwili ugryzła się w język. Przez alkohol, który nieźle już buzował w jej krwi, pozwolił jej na większą prawdę.
- No, proszę! Nie spodziewałem się takiego kroku z twojej strony!- roześmiał się Marek.
- Ale to raz, góra dwa! Słowo honoru!- szybko się poprawiła.
- No dobrze! Mów, jak uważasz. I tak będę miał w myślach więcej razy- dalej się śmiał.
- Palant!- bąknęła.
- A dziękuję bardzo, staram się!- nadal mu humor nie odpuszczał- To może jeszcze po kieliszeczku?- zaproponował.
- Proszę bardzo!
Zamówili ponownie po pięćdziesiątce i wypili za jednym zamachem.
- Pierwszy raz spotkałem kobietę, która pije, jak prawdziwy facet- wyznał zgodnie z prawdą.
- Naprawdę?- udawała zaskoczoną- A ja, proszę ciebie widziałam więcej takich dziewczyn, ale one są z mojego miasta, więc pewnie tak to już jest w Bydgoszczy.
- Jesteś z Bydgoszczy?- zapytał.
- Ano jestem. A co?
- Agata z Bydgoszczy? Zawsze chciałem tam pojechać i odwiedzić?
- Jak chcesz to możemy tam razem pojechać. Nawet i za tydzień?- zaproponowała, chociaż znowu się ugryzła w język, gdyż nie zna go aż tak bardzo, by już go zapraszać na swoje strony.
- Jeżeli to nie problem, to z miłą chęcią- zgodził się szybko. Agata lekko się uśmiechnęła, jednak też i myślała, czy to na pewno jest dobry pomysł. Szybko jednak zapomniała o zmartwieniu, kiedy Marek ponownie zaproponował jej wspólny taniec.
- Chwilę odpoczęliśmy, a ty mi obiecałaś- przypominał, wyciągając rękę w jej stronę.
- No dobrze! Jak pan sobie życzy- podniosła się z krzesła i podała jemu rękę. Tym razem leciała spokojna piosenka. Na parkiecie stało kilka par, którzy byli przytuleni do siebie i lekko się kołysali. Agata i Dębski stanęli na środku i zastanawiali się , co dalej. W końcu Marek objął jedną ręką jej dłoń, a drugą ręką, talię i zaczął delikatnie ją kołysać w rytm piosenki, graną przez orkiestrę. Agata rozpłynęła się w jego silnych ramionach, lekko opierając głowę o bark. Zamknęła lekko oczy i uśmiechała się do swoich myśli, które były prowadzone właśnie do mężczyzny, z którym teraz tańczyła. On miał coś takiego w sobie, że od razu go polubiła.
"O nie! On jest świetny, jako kumpel, z którym można rozmawiać na każdy temat. Nic więcej! Żeby tylko się nie zauroczyć! Agata, skup się!"- karciła się kobieta w myślach. Nie wiedzieli nawet, kiedy jej obie ręce wylądowały przy jego szyi, a dłonie mężczyzny objęły jej biodra. Tańczyli tak, patrząc sobie głęboko w oczy. Znowu Agata się rozmarzyła. W życiu nie widziała tego boskiego spojrzenia u mężczyzny. To było coś niesamowitego!
"Stop! Agata!"- znowu krzyknęła w myślach, jednak nie potrafiła. To on tak na nią działał!
Również i Marek rozmarzył się, przyglądając się partnerce do tańca i wspólnej rozmowy. Nie od dziś był zainteresowany tą osobą. Już chciał do niej zagadać na wykładach, ale bał się jej reakcji. Jak się jednak cieszył, kiedy raz go poprosiła o notatki z pewnych zajęć i jak chciał ją wtedy zaprosić na kawę, czy też na coś innego, jednak szybko stchórzył i się wycofał. Na weselu, widząc ją z facetem, który niemile dobierał się do niej, pomyślał, że to jest jedyna szansa, by zagadać i przy okazji pomóc. Nie wiedział, że to tak szybko pójdzie. Był szczęśliwy, że tańczy z kobietą, o której myśli już bardzo długi czas. Kiedy piosenka się skończyła, Marek zaproponował Agacie wspólną przechadzkę po okolicy. Kobieta zgodziła się bez zaprzeczeń i szybko wyszli z Sali, gdzie nadal się bawili weselnicy?
W pobliżu restauracji był park, więc postanowili się tam wybrać, by potem zdążyć przed północą, na oczepiny. Powoli szli wzdłuż dróżki, która była lekko oświetlona latarniami. Rozmawiali praktycznie o wszystkim. O dzieciństwie, o pierwszych dniach w szkole podstawowej i liceum, czyli same dobre i złe chwile, pierwsze sukcesy i porażki, pierwszych przyjaciół i ich pierwsze miłości. Potem temat się potoczył na ich wspólnych wykładowców. Co jakiś czas śmiali się z zabawnych sytuacji na wykładach i poza nimi. W swoim towarzystwie czuli się bardzo swobodnie i chcieli, aby ta chwila trwała całą wieczność, chodź wiadome było, że to nie jest ostatni raz, kiedy ze sobą rozmawiali. Zbliżając się z powrotem do restauracji, Marek się zapytał.
- A może lepiej odpuśćmy te oczepiny. Nie lepiej jeszcze trochę pospacerować?
- Jestem świadkową- wytłumaczyła- Więc niestety muszę być. Nie ma zmiłuj się. Ale możemy jeszcze później, dobra?
- Ok- zgodził się trochę niechętnie, ale cóż miał zrobić?
Wchodzącą parę zauważyła Dorota.
- No w końcu! Myślałam, że nie dojdziesz do północy!- zwróciła się do Agaty- Widzę, że się zakolegowałaś z Markiem?
- Ano tak się złożyło, że znaleźliśmy wspólny język- odparła kobieta, co chwila odwracając wzrok w stronę Marka, który się do niej lekko uśmiechał.
Wybiła północ. Był to czas na złapanie welonu panny młodej i muszki pana młodego. Agata pomogła zdjąć welon Dorocie i podała przyjaciółce, po czym prędko chciała ruszyć na bok, bo nie chciała uczestniczyć w łapance.
- Agata, ty chyba żartujesz?- zawołała Dorota- Nie ma mowy, byś odchodziła! Do kółka raz, dwa!- rozkazała.
- Kochana, nie bawią mnie takie zabawy- odparła szybko.
- Zrób to dla mnie! To moje wesele i to ja tu rządzę- uśmiechnęła się promiennie, a Agata nie miała już innego wyjścia i stanęła obok innych pań. Ujrzała trochę dalej Marka, który nadal się do niej uśmiechał. Pokazał swoje ściśnięte kciuki, które były znakiem dopingowania na Przybysz. Agata tylko pokazała mu język i również się uśmiechnęła. Prowadzący dał znak orkiestrze, by zaczęli grać. Wszystkie obecne w kółku panny, wdowy i rozwódki zaczęły kręcić dookoła panny młodej, która miała zakryte oczy i lekko się poruszała w rytm wesołej melodii. Marek wesoło zaczął krzyczeć ?Agata! Agata!?, ciągle trzymając kciuki. Tamta zdążyła tylko wykrzyknąć do Marka "Uduszę cię!" kiedy nagle muzyka ucichła i niespodziewanie w jej stronę leciał welon. Szybko go złapała i usłyszała głośne klaskanie w jej stronę. Również podszedł i wodzirej, mówiąc do mikrofonu:
- A oto nasza nowa panna młoda! Co za zbieg okoliczności, że właśnie świadkowa. Brawa dla pani Agaty!
Przybysz była ciągle zaskoczona, bo miała nadzieję, że jednak nie złapie. Dorota podeszła do przyjaciółki i pomogła jej założyć welon.
- No widzisz? Szczęście ci jednak przyszło- odparła wesoło.
- Weź już nic nie mów!- udawała obrażoną. Do kobiety zbliżył się też i Marek.
- Gratuluję! Liczyłem na ciebie i jak widać trzymanie kciuki nie poszły na marne!
- Ty też nic już nie mów!- bąknęła.
- A teraz zapraszamy świadka, by zdjął muszkę pana młodego oraz kawalerów, wdowców i rozwodników do kółeczka- oświadczył wodzirej. Rozbawiony Dębski od razu się skierował w stronę innych mężczyzn, a Agata jedynie pokręciła głową przecząco, jednak tamten nie słuchał. Zaczęło się to samo, tylko że w wersji męskiej. Agata mocno obserwowała przebieg, modląc się w duchu, by tylko nie padło na Dębskiego. Jakie było jej ogromne zaskoczenie, kiedy jej modlitwy się nie sprawdziły! Muszę złapał Marek!
- No nie no! To jakaś zasadzka?- spytała się nadal niedowierzanie, podchodząc do mężczyzny.
- Raczej szczęśliwy los- odpowiedział krótko, jakby niby nic. Agata tylko zawróciła oczami, a nad nimi ponownie się zjawił wodzirej.
- Oto nowa para młoda! Proszę ich przywitać bardzo, ale to bardzo gorącymi brawami!
Wszyscy zgromadzeni goście zrobili to, co nakazał. Agacie było lekko widać czerwone rumieńce, za to Markowi taka sytuacja się bardzo podobała.
- A mówiłam, że tak będzie?- Dorota spojrzała się z zaciekawieniem na męża.
- No dobra! Zaczynam ci trochę wierzyć- szybko odparł Wojtek, przyglądając się parze- Coś w tym jest, nie powiem że nie- dodał.
- A widzisz? Trzeba się mnie słuchać!- wesoło przytaknęła i zwróciła znów wzrok na parę...
- Zapraszamy teraz nową parę młodą na pierwszy taniec, a następnie to chyba będziemy słodzić wódkę?- zażartował wodzirej.
- Ja nie mam nic przeciwko temu!- Markowi w ogóle nie znikał humor, za co Agata dała mu kuksańca w bok.
- Więc zapraszam jeszcze raz do pierwszego tańca, a słodzenie zostawimy na pańskim weselu- dokończył, dając znak gościom, by ponownie bili brawa. Tak też uczynili. Stanęli na środku pustego parkietu i zaczęła lecieć spokojna piosenka. Trochę spięci zaczęli tańczyć, obejmując się lekko, jak podczas tego ostatniego, spokojnego tańca. Po chwili emocje opadły i oboje uśmiechnięci do siebie swobodnie tańczyli, nie zwracając już uwagi na zainteresowany na ich tłum. Agata już przestała udawać niezadowolenie z takiego losu, bo tak naprawdę była szczęśliwa, że właśnie wyszło, jak wyszło. Mogła znowu być tu z nim blisko. A Marek? On to dopiero był zadowolony, że został z Agatą nową ?parą młodą?, chociaż tego nie spodziewał się wcale. To była niespodzianka, taki prezent od dobrego losu! Skoro tak się stało, to pomyślał, że może później będzie jeszcze lepiej i poczuje się jeszcze szczęśliwszy, niż jest do tej pory...