Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 67573 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #105 dnia: Marzec 26, 2013, 23:17:35 »
Myślałam, że tylko Am czyta moje wypociny :D Już dodaję dalej.. ;)

13.

Świt zagościł na śpiących jeszcze twarzach Agaty i Dębskiego. Wszystko wydawało się takie piękne, spokojne i magiczne. Kiedy oczy kochanków otworzyły się wreszcie i spotkały, wraz ze słońcem rozświetliły swoim szczęściem całe pomieszczenie.
- Dzień dobry - przywitała się Agata, lekko przeciągając. W odpowiedzi otrzymała czułego całusa.
- Jak się spało? - zapytał, odgarniając jej rozczochrane włosy.
- Wspaniale - westchnęła, mając w głowie obraz minionej nocy.
Nadal nie mogła uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę. Nie wiedziała, że ma w sobie tyle pewności. Jeszcze na kilka godzin przed całym zdarzeniem miała wrażenie, że nigdy nie przełamie tej bariery, która gdzieś głęboko ukryła się w jej psychice. A jednak. Poczuła się silniejsza i szczęśliwsza zarazem.
Marek natomiast nie mógł wyjść z zachwytu. Przez chwilę bał się, że może za bardzo na nią naciskał, dlatego postanowiła posunąć się tak daleko, ale znał ją. Wiedział, że nigdy nie zrobi czegoś, co będzie przeczyć jej poglądom, czegoś wbrew sobie. Potrafiła z twarzą przegrać sprawę, kiedy zauważyła, że jej klient oszukuje i wcale nie jest niewinny. Tak samo przekładało się to na jej życiowe wybory. Pomimo tej chwilowej amnezji, nic się nie zmieniła. Dębski podziwiał kobietę za to wszystko.
Postanowili jeszcze chwilę poleżeć w swoich objęciach. Nie chcieli się spieszyć. Mieli dla siebie jeszcze kilka godzin przed powrotem ojca Agaty, więc postanowili je dobrze wykorzystać.
- Marek, dochodzi dziesiąta... - godzinę później powiedziała Przybysz tak niewyraźnie, jakby nie miała siły nawet na mówienie.
- Mhm... - mruknął i jeszcze ciaśniej objął kobietę.
- Chyba powinniśmy już wstać - rzekła z większym już przekonaniem. - Nie możemy całego dnia spędzić w łóżku.
- Ja bym nie miał nic przeciwko - powiedział i zaczął całować ją po szyi.
- Marek... - zamruczała, próbując nie stracić w tej chwili rozsądku.- Wstajemy, ale to już.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Wciągnęła na siebie koszulę Dębskiego i mrugając do niego zawadiacko wyszła z pokoju Mężczyzna jeszcze przez chwilę patrzył jakby w amoku na drzwi, za którymi zniknęła. "Ależ ona jest słodka i zadziorna" - pomyślał, a po chwili także wstał.
Po zjedzonym śniadaniu od razu dali się do zmywania naczyń. Agata miała pewną propozycję.
- Pamiętasz, jak kilka dni temu sprzątaliśmy strych? - spytała.
- Jakby to było wczoraj - zażartował, prawie upuszczając talerz, co wywołało na twarzy kobiety wyraz dezaprobaty.
- Wpadł mi do głowy taki pomysł... Znalazłam wtedy jedno pudło, w którym leżą jakieś stare medale, dyplomy i statuetki za osiągnięcia sportowe taty. No i tak pomyślałam, że raczej by się nie obraził, gdyby córka sprezentowała mu jakieś półeczki na tej pustej ścianie w salonie. Mógłby pokazać wreszcie ludziom te wszystkie trofea, które ukrywa przed światem od tylu lat.
- No, całkiem niegłupi pomysł - przyznał Dębski.
Gdy uporali się z naczyniami, szybko zebrali się do wyjścia. 20 minut później znaleźli się w dużym sklepie meblowym.
- O cholera, jak my w takiej dżungli mamy znaleźć to, czego szukamy? - zapytała Przybysz, totalnie zagubiona.
- Jesteś tutaj ze mną, więc nie bój żaby, misja zostanie wykonana - pocieszył ją Marek, chwytając brunetkę za rękę i pewnie prowadząc kolejnymi przejściami. Agata zatrzymała się na chwilę przy dziale z łóżeczkami dziecięcymi, co nie uszło uwadze Dębskiego.
- Ładne, prawda? - zapytała zachwycona feerią kolorów i kształtów.
- Ładne, ładne, ale bez sensu kupować dzieciom łóżka, nie sądzisz? One i tak tylko płaczą albo jedzą, albo jeszcze inne, gorsze rzeczy robią... Owszem, są słodkie i kochane, ale wszystko im w głowie, tylko nie sen - zaśmiał się.
Agatę trochę zabolały te słowa. Ukryła jednak emocje, odrzuciła od siebie te myśli, i ruszyli dalej. Kiedy znaleźli się w odpowiednim dziale, wykręcali głowy dookoła, szukając czegoś, co najbardziej im się spodoba.
- Mam! - krzyknęli jednocześnie, patrząc na ten sam zestaw półek ściennych.
- No, przynajmniej tutaj się zgadzamy - powiedziała Przybysz, lecz za późno ugryzła się w język.
- A co, w czymś się nie zgadzamy? - podłapał Dębski.
- Nie, tak mi się tylko palnęło - machnęła ręką jakby od niechcenia, przyglądając się ciemnemu drewnu, z którego wykonano wybrany przez nich mebel.
- Drogie są... - zwrócił uwagę mężczyzna.
- No nie powiem, rzeczywiście cena z kosmosu. Ale czego się nie robi dla ojca? - wzruszyła ramionami.
- Mam pomysł - powiedział Dębski. - Zapłacimy po połowie - zaproponował.
- Nie ma mowy! - zaprotestowała Agata. - Nie będziesz wydawał pieniędzy na jakieś moje dziwne zachcianki.
- Nalegam - rzekł z lekkim naciskiem, kładąc ręce na jej ramionach i patrząc w oczy. - Wiesz, że bardzo lubię twojego tatę i chciałbym jakoś przyłożyć się do zrobienia mu tej niespodzianki.
Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, lecz w końcu Agata przystanęła na jego propozycję.
- Grzeczna dziewczynka - powiedział i skradł jej całusa.
Gdy wrócili do domu z towarem, Przybysz udała się na strych po pudło z dyplomami i medalami, a Marek w tym czasie zajął się skręcaniem i montowaniem półek na ścianie. Poszło mu to nadzwyczaj sprawnie i kiedy skończył, dołączył do ukochanej, która czyściła zakurzone trofea jedno po drugim. Razem uporali się z tą brudną robotą o wiele szybciej. Więcej czasu zajęło im umiejętne i estetyczne rozłożenie wszystkiego na trzech półkach. Po godzinie efekt był oszałamiający.
- Genialnie to wygląda - pochwalił ich dzieło. - Spec najlepszy - Marek Dębski - kiedy przybić chcesz trzy deski - zażartował.
- Aleś ty dowciapny - pokazała mu język. - Ano, zupełnie jak w jakimś amerykańskim filmie.
Przybysz była zachwycona. Już nie mogła doczekać się miny ojca, który za dwie godziny wejdzie do salonu i ujrzy ich wspólne dzieło. Była pewna, że spodoba mu się ten prezent.
- No, to skoro ze wszystkim się już uporaliśmy, zacznę robić obiad. Tata na pewno będzie głodny po podróży.
- Pomogę ci, bo znowu się potniesz cała i zakrwawisz marchewki wszystkie - zaśmiał się Dębski.
Udali się do kuchni. Agata zamilkła, pogrążając się w swoich myślach. Zastanawiała się nad tym, co powiedziała jej Dorota zeszłego wieczora. Kazała jej pomyśleć o przyszłości, o dziecku? Trudny temat. Zwłaszcza, że właściwie dopiero co rozpoczęła swój związek. Nie wiedziała nawet, czy ma szanse przetrwać. Powoli zaczęła uświadamiać sobie, że się boi. Nadal nie pamięta wielu wydarzeń z przeszłości, a Dorota opowiadała jej, że bardzo sobie z Markiem dogryzali swego czasu. Teraz wszystko układało się idealnie, ale przecież wcale nie musiało to trwać wiecznie.
Dębski przyglądał się kobiecie, która i tak nie zwracała na niego uwagi, głęboko pogrążona w swoich rozważaniach. Nie chciał jej wyrywać z tego świata, ale kiedy zobaczył, że stanęła jak wryta i przez dłuższą chwilę gapiła się w ścianę, zaniepokoił się.
- Agata, wszystko dobrze? - zapytał, lecz nie usłyszała. - Agata, heloł! - zawołał trochę głośniej przy jej uchu, a wystraszona kobieta aż podskoczyła.
- Ja nic nie zrobiłam - powiedziała wyrwana z rozmyślań, nie wiedząc o co chodzi.
- Wiem, że nic nie zrobiłaś, o nic cię przecież nie oskarżam - wytłumaczył, przyglądając się jej uważnie. - Jakoś dziwnie się zachowujesz i trochę się wystraszyłem...
- Dziwnie? E tam, wydaje ci się - powiedziawszy te słowa machnęła ręką, w której trzymała nóż, a potem opuściła ją z impetem prosto na swoją dłoń, która leżała na blacie.
Krzyknęła z bólu. Ostrze wbiło się w jej kciuk, a sekundę później pojawiła się krew. Dębski natychmiast zareagował i opanował sytuację. Przeprowadził bolesne, acz niezbędne zabiegi dezynfekujące ranę, która była znacznie głębsza niż ta sprzed dwóch dni, oraz założył porządny opatrunek.
- Kobieto, ja przez ciebie uświadomiłem sobie, że chyba minąłem się z powołaniem - przyznał, kiedy usiedli razem na kanapie, by opanować emocje.
- A ja sobie uświadomiłam, że jestem totalną niezdarą - przyznała ze smutkiem, patrząc na owiniętą w bandaż lewą rękę.
- Ale za to jaką uroczą - pocieszył ją Dębski. - O czym tak myślałaś? - zapytał, nie mogąc dłużej wytrzymać z ciekawości.
- A, takie tam duperele, o pogodzie myślałam, o pracy... - skłamała.
Mężczyzna bez problemu wyczuł, że nie mówi mu prawdy, ale nie naciskał. Skoro nie chciała mu powiedzieć, musiała mieć jakiś powód. Miał tylko nadzieję, że to nie jego wina, że Agata tak dziwnie się zachowuje. Szybko przeanalizował w myślach ostatnie godziny i nie dostrzegł niczego podejrzanego. Może po prostu buzowały jej hormony, bo zbliżały się "te dni"?
Brunetka natomiast była na siebie trochę zła. Znowu miała mętlik w głowie. Przecież już wszystko w jej życiu się poukładało. No, prawie wszystko. Nie mogła zrozumieć swojego zachowania. Bała się, że zrazi tym do siebie Marka. "Co się ze mną do cholery dzieje?!" - myślała na okrągło. "Przybysz, weź się w garść, to pewnie tylko hormony. Za chwilę wraca twój ojciec, atmosfera ma być przednia" - pouczała się. Przywołała szybko jakieś miłe wspomnienia i po chwili znów się uśmiechnęła.
- Boli bardzo? - zapytał troskliwie, delikatnie dotykając fragmenty jej dłoni niepokryte bandażem. Serce pani mecenas natychmiast przyspieszyło pod wpływem tego dotyku.
- Nie, panie doktorze, nie aż tak bardzo - powiedziała ciszej, wtulając się w jego ramiona. Czuła się tam bezpiecznie. W pewien sposób chciała przeprosić go za swoje dziwne zachowanie, ale nie wiedziała jak. Po chwili namysłu postanowiła, że nie będzie owijać w bawełnę. - Marek, przepraszam - szepnęła z twarzą wtuloną w jego pierś.
- Za co? - zapytał, głaskając ją po ciemnych włosach.
- Za moje dzisiejsze zachowanie - wyjaśniła, lekko podnosząc się, by móc na niego spojrzeć. - Nie wiem, co mnie ugryzło. To chyba tylko jeden z tych babskich humorków - uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
- Nie przejmuj się, każdy czasem tak ma, a ja nie będę się przecież na ciebie za takie błahostki gniewał - powiedział głosem pełnym miłości, przytulając ją mocniej.
- Ale ja jestem na siebie zła - przyznała niewyraźnie, wtulona w niego. - Nie lubię, gdy mam taki podły humor.
- To może spróbujmy go jakoś poprawić? - zamruczał, przebiegając ręką po jej plecach, przywołując tym samym uśmiech na jej twarz.
- Nie zaczynaj, obiad musimy dokończyć - trzepnęła go w ramię, odsuwając się odrobinę. - Tata niedługo będzie w Bydgoszczy - przypomniała mu.
- Oj, no wiem, wiem... - westchnął i zatkał jej usta pocałunkiem. Znów oboje poczuli przypływ pożądania.
- Marek... - próbowała uwolnić się od pokusy. - Nie teraz - wyszeptała między kolejnymi pocałunkami.
Dębski, trochę zawiedziony, opamiętał się. Kobieta miała rację, to nie czas na przyjemności. Kazał jej odpocząć, bo z pociętą ręką i tak nic nie mogła robić w najbliższym czasie, a sam zajął się gotowaniem.
Kiedy posiłek był gotowy, Marek pojechał odebrać ojca Agaty spod boiska, pod które podjeżdżał autokar. Agata w tym czasie zajęła się pakowaniem prezentu dla córki Doroty. Wyjęła ładne, żółte pudełko i niebieską, grubą wstążkę. Poukładała ubranka, a na samą górę położyła stary obrazek Anioła Stróża, który wisiał nad jej łóżkiem, kiedy była małą dziewczynką. Agata dostała go od swojej babci, gdy była na świecie zaledwie kilka dni. Zawsze wierzyła, że obroni ją przed wszystkim, co złe. Po śmierci mamy schowała go na strychu, ponieważ doszła do wniosku, że okres ochronny dobiegł już końca. Jej świat się wtedy zawalił, ale nie poddała się. Mimo młodego wieku wspierała ojca, nigdy nie narzekała na to, co ją spotkało. Miała w sobie mnóstwo optymizmu i ciepła, nigdy się nie rozczulała nad swoim losem. Patrząc na postać Anioła odżyły te wszystkie wspomnienia. Znalazła go na strychu, kiedy robiła porządki. Od razu pomyślała o nienarodzonej jeszcze córce jej przyjaciółki. Pomyślała, że obrazek przyda się małej, bo ciężko jej będzie żyć z dwoma starszymi braćmi.
Kiedy już zamknęła pudełko, obwiązała je ładnie niebieską wstążką. Zaniosła prezent do swojego pokoju i czekała cierpliwie na mężczyzn swojego życia. Kiedy usłyszała auto na podjeździe, od razu pobiegła do drzwi.
- Tato! - zawołała, rzucając mu się na szyję, gdy ten tylko przekroczył próg domu.
- Witaj córeczko - przywitał się, uwięziony w jej objęciach.
- Jak podroż? - zapytała, pozwalając mu się rozebrać z puchowej kurtki.
- Długa i męcząca - przyznał starszy pan. - Nie lubię zimą tłuc się autokarem, już lepsze są pociągi.
- Też tak uważam - uśmiechnęła się do niego Agata, kiedy wchodzili razem do salonu.
- A to co? - zdziwił się widokiem nowych półek i wszystkich swoich zdobyczy.
- A to taki mały prezent od nas - wytłumaczyła córka, a Dębski, który stał tuż obok niej, uśmiechnął się do starszego pana.
- Dzieci, ale naprawdę, nie musieliście... - wydukał, przyglądając się kolekcji z blaskiem w zmęczonych już oczach.
- Musieliśmy, musieliśmy - zaprotestował Marek. - Takie trofea nie mogą leżeć na strychu, świat musi to zobaczyć. Nie każdy może się pochwalić taką kolekcją.
- No, może macie rację - uśmiechnął się ożywiony i wyraźnie zadowolony z prezentu. - Dziękuję wam, naprawdę mnie zaskoczyliście - powiedział wzruszony, ściskając córkę i klepiąc Dębskiego w ramię.
- Nie ma za co - odpowiedzieli chórkiem i cała trójka się zaśmiała.
? Umyj ręce, za chwilę będzie obiad - rzekła Agata.
Przybysz zrobił jak poleciła mu córka, a Dębski zaniósł jego bagaże do pokoju. 10 minut później cała trojka siedziała przy stole i zajadała pyszny obiad, prowadząc żywą rozmowę. Andrzej opowiadał o wyjeździe, o nowych technikach gry, o zwycięstwach? Markowi bardzo podobała się ta rozmowa, gdyż był fanem piłki nożnej. O Agacie nie można było tego powiedzieć, ale z przyjemnością słuchała opowieści ojca, ciesząc się z jego sukcesów.
Po skończonym posiłku, kiedy za oknem było już ciemno, młodzi pozmywali naczynia, a Przybysz zajął się swoimi bagażami. Wieczorem zasiedli przed telewizorem, obejrzeli wiadomości, a po nich leciała jakaś przereklamowana komedia. Ojciec Agaty zrezygnował z powtórnego jej oglądania i pożegnał się z nimi, informując, że idzie już spać. Agata i Dębski wlepiali jeszcze znudzone spojrzenia w ekran, ale po kwadransie również zrezygnowali.
- Jak dzisiaj śpimy? - zapytał kobietę leżącą na jego kolanach.
- Polecam z zamkniętymi oczami - zażartowała.
- Wiesz o co mi chodzi... - rzucił wzrokiem w stronę drzwi wejściowych do pokoju jej ojca.
- Też się właśnie nad tym zastanawiam... - przyznała.
Dębski wiedział, że Przybysz im kibicował, ale z drugiej strony...
- Wytrzymasz tę noc beze mnie? - zapytała po chwili namysłu.
- Jasne, że tak - odpowiedział w dumą. - Ale pytanie czy ty wytrzymasz beze mnie? - udał, że ciężko myśli.
- Bez problemu, phi - prychnęła, grając obrażoną i podniosła się z jego kolan. Już ruszała w stronę swojego pokoju, gdy Dębski chwycił ją za zdrową rękę i przyciągnął do siebie tak, że ich twarze dzieliły milimetry. Patrzyli na siebie chwilę. Mężczyzna zaczesał opadający niesfornie kosmyk za jej ucho, delikatnie gładząc przy tym zaróżowiony policzek, potem szyję, ramię, talię. Agata zadrżała pod wpływem jego dotyku. Przymknęła oczy, zbliżając się do jego ust. Ich wargi już prawie się spotkały, kiedy usłyszeli kilka kroków, a potem dźwięk otwieranych drzwi. Momentalnie odskoczyli od siebie, a Przybysz, niczego nie podejrzewając, wyszedł ze swojego pokoju.
- Chciałem wam powiedzieć jeszcze dobranoc, dzieci - rzekł z uśmiechem, a młodzi próbowali ukryć zawstydzenie, zakrywając roześmiane usta ręką.
- Kolorowych snów - powiedzieli znowu jednocześnie, parskając śmiechem.
- Ale z was zgrana para - odparł z zadowoleniem siwowłosy, pokręcił głową, machnął ręką i wrócił do siebie.
- Niezłego mi stracha napędził - przyznał Marek, wchodząc z ukochaną do jej pokoju.
- Mi też, tata zawsze miał wyczucie chwili - zaśmiała się.
Agata weszła pod kołdrę, a Dębski usiadł na brzegu jej łóżka.
- Ech, nie masz ty serca... - powiedział cicho, a jego twarz przybrała smutną minę.
- Jak to nie mam, jak mam? - udała zaskoczoną tym stwierdzeniem. Złapała jego dłoń i przyłożyła do swojego serca. Przez chwilę wsłuchiwali się w jego przyspieszone bicie.
- I teraz mam tak po prostu wyjść? - zapytał minutę później.
- Możesz poczekać aż zasnę - zaproponowała, robiąc mu miejsce pod kołdrą. Dębski wskoczył pod nią, ciasno przylegając do ukochanej.
- Na serio małe masz to łóżko - rzekł mężczyzna. - Mam wrażenie, że wyglądamy jak paluszki rybne.
Brunetka wybuchła śmiechem.
- Ale ty masz porównania... - powiedziała, łapiąc oddech.
- No co, one też tak ściśnięte leżą jeden przy drugim... Biedne paluszki rybne, jeszcze w takim zimnie je ludzie trzymają... - ubolewał nad ich nieszczęsnym losem.
- Chłopie, zmień dilera albo chociaż zmniejsz dawkę - zaproponowała, zaczynając się już o niego martwić.
- Oj tam, żartuję se tylko przecież - pokazał jej język.
- Ja mam taką nadzieję... - ziewnęła.
Leżeli odwróceni do siebie twarzami, przytuleni w najciaśniejszym uścisku. Dębski głaskał ją delikatnie, co chwilę muskając wargami jej czoło, zamknięte powieki, nos, usta.
- Nie zasnę tak... - powiedziała półprzytomnym, rozmarzonym głosem.
- I dobrze, będę tutaj z tobą dłużej - odparł chytrze.
- Och, już daruj sobie te przeprowadzki do pokoju gościnnego - uśmiechnęła się, otwierając oczy i przyglądając mu się w bladym świetle latarni. - Żałuj, że nie widzisz teraz swojej miny.
- A jak wyglądam? - zapytał, zaciekawiony i niezwykle zadowolony.
- Uroczo, jak zwykle - odpowiedziała, przebiegając placami po jego torsie.
- Ty też jesteś urocza.
- Wiem, już mi to mówiłeś parę razy - przypomniała mu.
- Ale kiedyś byłaś wredna, bardzo niedobra dla mnie - wspomniał.
- I co mam zrobić z tym faktem? - zapytała.
- Fakt jak fakt, ale winy byś mogła odkupić - mruknął jej do ucha.
- Oj, Dębski, Dębski... Ale z ciebie kombinator - powiedziała, wpijając się w końcu w jego usta.
Kiedy niewinne pieszczoty zaczęły przechodzić w coś więcej, Agata przerwała je.
- Późno już, chodźmy spać - wyszeptała.
- Ech, no dobrze - zgodził się.
- Dobranoc - powiedziała, całując go jeszcze raz.
- Dobranoc - odpowiedział, kiedy już się od siebie oderwali i ułożyli do snu. Minutę później zakochani wędrowali razem po cudownej krainie marzeń.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #106 dnia: Marzec 27, 2013, 12:22:50 »
Ala, mówiłam już, że masz talent? :D Baaardzo lubię czytać Twoje opowiadanie, bardzo, bardzo. <zauroczony>


4.

Marek był zdziwiony faktem, że Agata odpuściła spotkanie z klientem. To nie było w jej stylu. Zawsze sama chciała wybadać sytuację, dowiedzieć się wszystkiego sama, a teraz tak po prostu nie jedzie. To było dziwne, domyślił się, że to on jest przyczyną. W drodze Dębski nie odezwał się ani słowem, myślami był gdzieś bardzo, bardzo daleko. Dorota obiecała przyjaciółce, że nie będzie rozmawiała z Markiem o niej... o nich. Nie było to dla niej łatwe. Widziała jak oboje się szarpią od dłuższego czasu. Mijali się na każdym kroku, jakby bali się siebie nawzajem. I ona i Bartek widzieli co się dzieje z tą dwójką. Gawron nie jednokrotnie próbowała uświadomić Agacie, że ma obok siebie wspaniałego faceta, a najzwyczajniej w świecie go olewa. Brunetka nie chciała jej słuchać. Gdy rozmowa schodziła na Dębskiego natychmiast zmieniała temat, albo wychodziła. A teraz gdy zaiskrzyło, gdy mogło być dobrze pojawiła się Okońska. No, ale w końcu to ona oficjalnie była z Markiem. Oficjalnie, bo od dawna im się nie układało. Maria traktowała Dębskiego jak swoją własność. Pewnie z miłości, ale nie zdawała sobie sprawy, że jemu to nie odpowiada. Mężczyzna mimo wszystko dzielnie to znosił, jednak widać było jak patrzy na Przybysz. Dostał już kosza i kolejny raz nie chciał ryzykować. Wolał tkwić w chorym związku.
Na spotkaniu Dębski jakby się obudził. Rozmowa z klientem podrzuciła obrońcą kilka nowych tropów. Do rozprawy zostały 2 dni, więc jeszcze tego samego dnia wszystko sprawdzili. Oboje upewnili się, że sprawa nie jest z góry przegrana. Wolański zdobył się na odwagę i wyznał, że miał romans z kobietą, która go oskarża, jednak uparcie twierdził, że nie zrobił nic wbrew jej woli. Wspólnicy dotarli też do świadka, który widział pokrzywdzoną nie całą godzinę po rzekomym gwałcie. Kobieta szła chodnikiem i rozmawiała przez telefon co chwila śmiejąc się do słuchawki. Po zebraniu kilku cennych informacji postanowili wrócić do hotelu. Dorota nie mogła się powstrzymać i zapytała:
- Nie wiesz co się dzieje z Agatą? - bacznie obserwowała mężczyznę - Wczoraj była taka radosna, a dzisiaj smutek bije z niej na kilometr - nie spuszczała oka z przyjaciela, który starał się ukryć swoje zmieszanie.
- Nie wiem - uciął rozmowę nie patrząc na wspólniczkę. Kobieta wiedziała, że nic z niego nie wyciągnie dlatego odpuściła sobie zbędne pytania.
Resztę drogi przebyli w milczeniu. Po powrocie do hotelu udali się do swoich pokoi. Dorota dostała telefon od Wojtka, że mała Zuzia jest bardzo niespokojna i cały czas płacze. Zaniepokojona mama bez wahania spakowała swoje rzeczy, wstąpiła jeszcze do Agaty, żeby poinformować ją powrocie do stolicy i ruszyła w drogę.
Mecenas Przybysz nie była zadowolona, że zostanie z Markiem. Nie wyobrażała sobie współpracy z nim.
Głód dał o sobie znać, zeszła na kolację. Przeczuwała, że w hotelowej restauracji spotka Marię i Dębskiego, dlatego założyła na siebie śliczną, niebieską sukienkę, która podkreślała jej talię, wysokie, czarne szpilki, rozpuściła włosy.
Nie myliła się, już z daleka zauważyła Marię, która też ją zauważyła i natychmiast do niej podeszła. Agata starannie unikała jej wzroku. Nie czuła się dobrze, miała świadomość tego, że spała z jej facetem.
Okońska zaproponowała, że zjedzą razem. Brunetka tylko skinęła głową. Gdy siedziały przy stoliku popijając wino do restauracji wszedł Marek, który miał minę przestraszonego dziecka, które coś przeskrobało i boi się do tego przyznać. Niepewnym krokiem podszedł do stolika i bez słowa przysiadł się do pań. Zarówno on jak i Agata nie byli zbyt rozmowni. Ukradkiem spoglądali na siebie, a gdy ich oczy się spotkały natychmiast odwracali wzrok. Maria nic nie zauważyła, była pochłonięta opowieścią o swojej ostatnie wygranej sprawie.
Po wspólnym posiłku brunetka jak najszybciej udała się do pokoju. Chwilę po tym pojawił się Marek
- Co Ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona pani mecenas.
- Chciałem porozmawiać - mężczyzna miał minę zbitego psa.
- Nie mamy o czym rozmawiać - kobieta bez wahania odwróciła się od Dębskiego i podeszła do okna.
- Ale jak to? - nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Zapomnijmy o tym? - Agata otarła ukradkiem łzę, która spływała po jej policzku - Idź już - nie było jej łatwo wypowiedzieć takie słowa, ale nie chciała stawać między nim a Marią.
- Ale? - Marek walczył o chwilę rozmowy, bez powodzenia.
- Wyjdź - wyrzuciła z siebie zamykając oczy, jakby chciała odciąć łzą drogę ? to była pomyłka, nic nieznacząca przygoda.. nie ma sensu do tego wracać - Dębski stał bez ruchu, nie mógł uwierzyć w to co słyszy, dla niej to nic nie znaczyło, a on łudził się, że coś do niego czuje. Spuścił głowę i wyszedł.
Wrócił do pokoju ze smutną miną. Tam czekała na niego Maria z butelką wina. Spędził z nią noc. W ten sposób chciał zapomnieć o Agacie. Nie udało się. Rano obudził się z moralnym kacem.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 08, 2013, 18:11:05 wysłana przez Amaranth »

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #107 dnia: Marzec 27, 2013, 23:43:32 »
Am, bez takich herezji mi tutaj :D

No, nareszcie się doczekałam twoich wypocin. <skacze> Tak niewiele o Marii napisałaś, a na piękną krowę wyszła. <smiech> Praca, praca, kariera... To tak bardzo przysłania jej oczy... A w relacjach margaty ciekawie, najpierw kolorowo, potem "to nic nie znaczyło". Coś czuję, że ładnie będą się godzić za jakiś czas... :D

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #108 dnia: Marzec 31, 2013, 21:34:15 »
Am, dawaj szybciutko cedeka! ;) Ja dodaję ostatnią część, jaką mam. ;) Kolejną zaczęłam, ale jakoś nie mogę się za to wziąć po długiej przerwie...

14.

Zegar wiszący na ścianie wskazywał drugą w nocy. Marek przebudził się, sam nie wiedział dlaczego. Po chwili do jego uszu doszły jakieś dziwne, ale bardzo ciche odgłosy z salonu. Upewnił się, że Agata głęboko śpi i wyszedł ostrożnie z łóżka. Nie wiedział, czego może się spodziewać, ale delikatnie uchylił drzwi i zajrzał do pomieszczenia obok.
W salonie płonęła jedna mała lampka. W bladym świetle dostrzegł ojca Agaty, opartego o fotel. Stał tak i patrzył na ścianę ozdobioną jego trofeami, wzdychając co chwila. Dębski podszedł do niego.
- Obudziłem cię? - zapytał Przybysz, kiedy zauważył zbliżającego się mężczyznę.
- Nie wiem, jakoś tak chyba sam się przebudziłem. A pan dlaczego nie śpi? - zainteresował się.
- Wspomnienia. Często nie dają nam spokoju, męczą po nocach. - wzruszył ramionami. - Na starość przychodzi taki czas, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby się powiedziało coś innymi słowami, dokonało innego wyboru? - mówił powoli, zamyślony. ? Wy młodzi jeszcze tego nie rozumiecie - westchnął.
Dębski czuł, że Przybysz potrzebował rozmowy.
- A pan czegoś żałuje?
- Mnóstwa rzeczy. W młodości popełniałem jeden błąd za drugim, aż mam ochotę dać sobie w twarz, tak mi wstyd. Nie wiedziałem wtedy nic o życiu, byłem głupim młodzieńcem, który marzył o karierze piłkarskiej. I udawało mi się. Ale tak się w tym biegu zatraciłem, że zapomniałem, co jest w życiu najważniejsze. Wiesz, o czym mówię? - zapytał Marka.
- Miłość - szepnął po chwili, myśląc o Agacie.
- Dokładnie. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Każdy gdzieś goni, chce osiągnąć sukces w pracy, kupić sobie drogie auto, zostać gwiazdą światowego kina. A w życiu nie o to chodzi. Praca, samochód czy sława nie dadzą nigdy człowiekowi takiego szczęścia, jakie może dać właśnie druga osoba. Ja zrozumiałem to dopiero kiedy poznałem mamę Agatki. To była wspaniała kobieta - mężczyzna spojrzał gdzieś daleko, daleko w przeszłość, uśmiechając się do siebie. - Dopiero ona otworzyła mi oczy. To było jak grom z jasnego nieba. Zupełnie mnie zmieniła. Stałem się kochającym mężem, a później także ojcem. Nic tak nie łączy dwoje ludzi jak dziecko - spojrzał na niego wymownie.
Marek trochę się zawstydził pod naciskiem tego spojrzenia. Wiedział, że stary Przybysz ma rację. Sam nigdy nie rozmyślał tak głęboko o sensie ludzkiego istnienia, ale wiedział, że coś takiego jest. Spojrzał w oczy Andrzeja i przytaknął.
- Moja córka jest bardzo podobna do swojej matki. Uparta, zaradna, mądra i ma w sobie mnóstwo empatii. Nigdy nie sprawiała nam problemów. Tylko czasem mi się wydaje, że ona sama siebie nie docenia. Nie wie jeszcze, na ile ją stać.
- Dlaczego? - zapytał, nie do końca rozumiejąc.
- Bez doświadczenia macierzyństwa żadna kobieta nie dowie się, jak potrafi być silna - wytłumaczył. - Ale nie będę cię już trzymał, wracaj do spania - pogonił Marka, uśmiechając się do niego na znak, że to już koniec nocnej pogawędki. Nie chciał młodemu niczego sugerować, tak tylko wspomniał...
- Dziękuję za tę rozmowę - rzekł zamyślony jeszcze Dębski, kierując się w stronę pokoju.
- To ja ci dziękuję - mrugnął do niego Andrzej.
Marek wrócił do lóżka. Wchodząc pod kołdrę zbudził niechcący brunetkę.
- Co jest? - zapytała, ziewając przeciągle i robiąc mu miejsce obok siebie.
- Nic. Po prostu chciałem ci powiedzieć, że bardzo cię kocham. I że jesteś dla mnie najważniejsza. Zawsze byłaś i będziesz.
Po tym wyznaniu Agata nie wiedziała, czy to nadal sen, czy jawa. Jakby na potwierdzenie prawdziwości tych słów poczuła na swoich ustach wargi ukochanego. Oddała się pieszczocie, angażując w nią wszystkie swoje uczucia. Motyle w jej brzuchu wirowały w dzikim tańcu, serce oszalało, a skóra drżała pod dotykiem jego rąk. W takich chwilach czuła się wyjątkowo. A on? Ciężko było mu uwierzyć, że znalazł prawdziwą miłość. Kiedyś myślał, że to Maria jest "tą jedyną". Jak bardzo się wtedy mylił... Teraz żałował tego, że tak późno zorientował się, kogo naprawdę kocha. Że dopiero zdrada jego ówczesnej partnerki zachęciła go do tego, by walczyć o swoje...
Świt nastał zdumiewająco szybko. Agata obudziła się jako pierwsza i wymknęła cichaczem do kuchni. Zastała tam swojego ojca, który popijał herbatę, patrząc na krajobraz za oknem.
- Cześć tatku - przywitała się z ojcem, przytulając go od tyłu.
- O, cześć córcia - uśmiechnął się do niej. - Już wstałaś?
- Jak widać - cmoknęła go w policzek. - A ty czemu tak wcześnie na nogach?
- Szkoda życia na sen, zwłaszcza, że coraz mniej go zostaje? - powiedział, zapatrzony w podłogę.
- Tato, co ty za głupoty wygadujesz? - Agata spojrzała na niego z dezaprobatą, oddalając się od niego na krok.
- Nie głupoty, tylko prawdę mówię - spojrzał na nią tak, jak to robi ojciec, kiedy udowadnia dziecku, że jest w błędzie.
- Oj, zobaczysz, jeszcze długo pożyjesz - zapewniła go córka, opierając się o szafki i krzyżując ręce na piersi.
- A wnuków się doczekam?
Agata została zbita z tropu. Od razu uśmiech z jej twarzy zszedł.
- Tato... - westchnęła.
- No co? Nie chcesz mieć dziecka? - zapytał prosto z mostu.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się - powiedziała do podłogi, bawiąc się ścierką.
- To może czas najwyższy? -proponował, ale w tej chwili przerwał mu Dębski, który wszedł do kuchni.
- Cześć wszystkim - przywitał się, rozglądając po pomieszczeniu. Widząc dość poważne i zakłopotane twarze obecnych bąknął - To ja może pójdę wziąć prysznic... - i wyszedł, zostawiając ich samych.
- Tato, nie drążmy tego tematu - kontynuowała Agata, chcąc go jakoś powstrzymać przed przeciąganiem tej rozmowy.
- Nigdy o tym nie rozmawialiśmy - wypomniał jej. - Agatko, jesteś z Markiem szczęśliwa, prawda?
- Jestem, ale to nie zmienia faktu, że na dziecko jeszcze za wcześnie - oznajmiła, mając w głowie wspomnienie wypadku. - Zresztą ja nawet nie wiem, jak to wszystko się ułoży - popatrzyła w jego oczy z całą swoją szczerością, aby dać mu do zrozumienia, że mówi prawdę. - Nie wiem, jak będzie wyglądało jutro, pojutrze, następny miesiąc. Nie mogę teraz planować całej reszty swojego życia, kiedy wielu rzeczy jeszcze nie pamiętam. Zresztą w ogóle o czym my mówimy? - lekko się zirytowała.
- No dobrze już, dobrze - skapitulował Andrzej, nie chcąc bardziej naciskać na córkę. Widział, że to nie ma sensu.
Reszta poranka minęła im już przyjemniej. Cała trójka wesoło rozmawiała, opowiadali sobie różne anegdotki, a przed południem młodzi zaczęli się pakować.
- Ale nie zostaniecie na obiedzie? - zapytał Andrzej, gdy zanosili bagaże do auta.
- Tato, jest zima, szybko robi się ciemno, a chyba nie chcesz, żebyśmy po nocy wracali?
- No tak, masz rację - No to szerokiej drogi wam życzę. Wpadnijcie jeszcze do starego kiedyś - zaśmiał się.
- Obiecuję, że przyjedziemy niedługo z wizytą - rzekł Dębski na pożegnanie.
I ruszyli w drogę. Warunki atmosferyczne nie były nawet złe. Słońce schowane za chmurami nie oślepiało kierowców, śnieg nie sypał, a ten zalegający na ulicach został odsunięty na pobocza.
Para adwokatów całą drogę nie odezwała się do siebie ani słowem. Posyłali sobie ciepłe spojrzenia co jakiś czas, ale jakoś tak oboje odczuli potrzebę milczenia. Agata w pewnym momencie tak głęboko pogrążyła się w swoich myślach, że zasnęła. I tak oto dojechali po czterech godzinach do zakorkowanej Warszawy.
- Jesteśmy, obudź się - powiedział Dębski, gdy stanął pod jej mieszkaniem. Agata przetarła oczy, rozejrzała się i dopiero po chwili coś do niej dotarło.
- Chodź, pomogę ci z bagażami - zaproponował, podając jej rękę przy wysiadaniu. Kobieta zachwiała się i oparła plecami o samochód.
- Mmm? Chyba się jeszcze nie do końca rozbudziłam - powiedziała przeciągając samogłoski. Mężczyzna przytrzymywał brunetkę w pasie.
- No chyba nie masz zamiaru znowu zasypiać... Ziemia do Agaty Przybysz, juhu! - zawołał jej do ucha.
- Już, już... - otworzyła w końcu oczy. - Nie dałeś mi się w nocy wyspać, to teraz masz za swoje - pokazała mu język.
- No pacz, będzie mi wypominać - pokręcił głową i zaczął ją łaskotać.
- Przez kurtkę, to ty sobie możesz, Dębski... - zaśmiała się Przybysz, złapała jedną z walizek i ruszyła na górę. Mężczyzna zamknął auto i poszedł z drugim bagażem za nią.
- No i jak to teraz będzie wyglądać? - zapytała trochę zawiedziona, kiedy weszli do jej mieszkania, odłożyli torby i usiedli na łóżku. - Urlop się skończył, znowu jesteśmy tutaj, praca, obowiązki...
- Czyżby mecenas Przybysz chciała mi dać do zrozumienia, że będzie jej mnie brakowało wieczorami? - zapytał, wzruszając zawadiacko brwiami.
- No coś w ten deseń - przyznała otwarcie. - Całkiem fajnie nam było we dwójkę, nie uważasz?
- Wiesz... Możemy do siebie wpadać po pracy na herbatkę i ciasteczka - zaproponował, przybliżając się do niej. - Może być?
Kobieta pod wpływem jego słodkiego spojrzenia i zapachu ulubionych perfum zdekoncentrowała się. Mruknęła tylko: "Mhm", a potem opadła razem z nim na łóżko, na którym siedzieli i zatopiła w pocałunkach ukochanego.
- Wiesz... - zaczął, gdy odpoczywali w ciszy wtuleni w siebie. - Kiedy twój ojciec do mnie zadzwonił, że wyjeżdża... No, miałem nadzieję, że tak się właśnie wszystko potoczy. Tak, jak jest teraz.
- Czyli zaplanowałeś wszystko? Począwszy od tego, żebym ci zaufała, skończywszy na całkowitym oddaniu? - zaśmiała się.
- Ano... - potwierdził.
Był niezwykle zadowolony z takiego obrotu spraw. Kiedy kilka dni temu wsiadał w swój samochód i jako miejsce docelowe wybrał Bydgoszcz, nie miał pewności, co go tam czeka. Brał nawet pod uwagę możliwość natychmiastowego powrotu do stolicy, gdyby Agata nie zgodziła się na to wszystko. Ale tylko chwilę miał takie czarne myśli. Przez większość drogi wyobrażał sobie to bardziej optymistycznie. I sprawdziło się. "Dębski, ty miszczu" - pomyślał.
- Będę się zbierał - oznajmił, kiedy zrobiło się już dość ciemno. Pożegnał się czule z mecenas Przybysz, zostawiając ją samą w pustym mieszkaniu.
"Ale dziwnie" - pomyślała. "Tak cicho, wszystko takie ciasne się wydaje... No, dość małe to moje mieszkanie w końcu. Hmm. Może się rozpakuję?"
Brunetka zajęła się opróżnianiem torby, układała wszystko na półkach, trochę posprzątała. Nie mogąc znieść tej ciszy, uruchomiła odtwarzacz mp4. Zamyślała się przy wolniejszej melodii, nabierała skoczności i ekspresji ruchów, słysząc weselszą nutę. Kiedy wszystko było już gotowe, stanęła obok okna i patrzyła na Plac Zbawiciela przyozdobiony zimowym wieczorem. Sklepowe witryny biły neonami nadchodzących świąt, część młodzieży nosiła dla żartu czapki świętego Mikołaja i ogólnie jakoś tak wszyscy inaczej wyglądali. Na twarzach przechodniów malowało się zmęczenie, ale w oczach dostrzec można było małą radość z tego pięknego okresu. Wszystkim w głowach już choinki, prezenty i kolacja wigilijna. Dorośli wracali wspomnieniami do czasów dzieciństwa, tęskniąc za tą magią, którą się czuło, będąc małym.
Agata także pokusiła się na takie wspomnienia. Nie pamiętała zbyt dokładnie okresu, gdy była dzieckiem, ale przychodziły jej do głowy jakieś urywki, fragmenty... Wspominając, na wszystko patrzyła jakby z boku, a obraz przybierał barwę starego filmu i zapach książki sprzed pół wieku. Kobieta widziała kilkuletnią siebie, siedzącą pod choinką w objęciach mamy. Razem rozpakowywały prezenty. Dostała wtedy śliczną, miniaturową zastawę stołową z porcelany. Od razu przypomniała sobie, jak kilka lat później musiała oddać ją młodszej kuzynce, bo rodzice uznali, że Agata jest już za duża na takie zabawy w herbatki z misiem. Było jej wtedy przykro, ale nie protestowała. Od zawsze wyróżniała się rozsądkiem i po tylu latach miała wrażenie, jakby nigdy nie była dzieckiem. I właśnie dzięki temu rozsądkowi tak szybko doszła do siebie po wypadku. Mimo ogromnego dyskomfortu psychicznego, zniosła dzielnie ten ciężar.
Następnego dnia rano Agata wybrała się do lekarza na wizytę kontrolną. Usłyszała, że wszystko idzie w dobrym kierunku, skoro powoli odzyskuje wspomnienia, oraz że miała też wiele szczęścia. Niektórzy przy takich urazach głowy, jakich ona doświadczyła, mają poważne problemy, które mogą się ciągnąć latami, tymczasem dla niej los był łaskawy i w przeciągu najbliższych miesięcy powinno wszystko wrócić do zupełnej normy. Doktor podziękował jej także za to, że była wzorową pacjentką. Jeszcze nie spotkał się z takim przypadkiem, kiedy osoba pogrążona w amnezji wszystko przyjmowała ze spokojem i współpracowała, aby jak najszybciej zażegnać kryzys.
Zadowolona Przybysz po wyjściu od lekarza pojechała prosto do domu Gawronów. Chciała przywitać się z przyjaciółką. Miała tak wyśmienity humor, że bała się trochę, że zmiażdży rudowłosą w radosnym uścisku. Wsiadła do auta i wesoło pokonała zakorkowane centrum stolicy.
- Agata? A co ty tutaj robisz?! - zdziwiła się Dorota, kiedy otworzyła drzwi.
- Ja też się cieszę, że cię widzę - przewróciła oczami mecenas Przybysz.
Kobiety wyściskały się w drzwiach, a gdy brunetka rozgościła się na kanapie w salonie przyjaciółki, znów wróciły do przytulania.
- Jejku, dwa dni bez ciebie, a ja mam wrażenie, jakbyśmy z miesiąc się nie widziały - rzekła ciężarna.
- Ja mam tak samo - wzruszyła się Agata. - Od jutra wracam do pracy, ale będę wpadać - obiecała.
Kobiety chwilę patrzyły na siebie, z wyrazu ich twarzy można było wyczytać, że są szczęśliwe. Jedna spodziewała się dziecka, druga była szczęśliwie zakochana. Do tego obie miały wspaniałych przyjaciół, satysfakcjonującą pracę... O czym więcej mogły w tej chwili marzyć?
- Na kiedy masz termin? - zapytała Agata, gładząc zaokrąglony brzuch przyjaciółki.
- Gdzieś za tydzień - odpowiedziała. - Siedzę tu jak na szpilkach, trochę się boję.
- No weź przestań, robiłaś to już dwa razy - pocieszała ją Przybysz.
- Niby racja, ale za każdym razem mam wrażenie, że coś pójdzie nie tak... - Dorota posmutniała.
- Weź nawet tak nie mów! - upomniała ją brunetka, oburzając się trochę.
- Sama się kiedyś przekonasz, że to nie tak łatwo - zarzuciła sieć na przyjaciółkę.
- Niekoniecznie - bąknęła pod nosem, nie chcąc kontynuować tego tematu.
- Agata... - ciężarna spojrzała na nią spod byka. Przybysz odwróciła wzrok. - Ty wiesz, że tej decyzji nie możesz odkładać w nieskończoność. Nie mówię też, że już teraz masz ją podjąć, ale chociaż się zastanów - poprosiła, lekko się uśmiechając, by rozładować powagę rozmowy. - Też chcę zostać ciocią... - szepnęła jej na ucho. Brunetka nic nie odpowiedziała, tylko przytuliła się do Doroty jeszcze bardziej i tak siedziały kolejne 10 minut.
Jednak potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Odejście wód płodowych, skurcze, przetransportowanie rudowłosej do szpitala przez przyjaciółkę... Poród odbył się szybko. Wojtek zdążył przyjechać na ostatnią chwilę. Trzymał ukochaną żonę za rękę, kiedy ich córeczka zapłakała po raz pierwszy w swoim życiu. Agata na wszystko patrzyła z boku. Nie mogła uwierzyć, że taka mała istotka może dać tyle szczęścia. Obserwowała tę trójkę i kręciła głową. Nagle poczuła, że ktoś obejmuje ją od tyłu w pasie. Odwróciła się, a gdy ujrzała Marka, posłała mu piękny uśmiech.
- Widzę, że właśnie zostaliśmy rodzicami - ucieszył się mężczyzna, kołysząc ukochaną w ramionach.
- Tylko chrzestnymi - przypomniała mu.
- No to chyba czas się nad czymś zastanowić - powiedział zapatrzony w Dorotę, Wojtka i ich córeczkę jak w obrazek.
Agata nic nie odpowiedziała. Pomachali razem świeżo upieczonej matce zza szyby. Później zostali do niej na chwilę wpuszczeni, ale zmęczona Dorota zasnęła. Wojtek chciał z nią zostać, więc poprosił Marka, żeby odebrał Filipa z przedszkola i Jaśka ze szkoły. Agata obiecała zająć się chłopcami popołudniu.
- No, to co robimy? - zapytała Przybysz swoich podopiecznych.
- Może pogramy? - zaproponował Jasiek, wyraźnie zadowolony ze swobody, jaką niosła nieobecność rodziców.
- O nie, kochaniutki, nie na taką odpowiedź liczyłam - Przybysz pokręciła głową. - Twoja matka łeb by mi ukręciła. Lekcje odrobione?
- Ale jest jeszcze wcześnie... - jęknął młodzieniec.
- No, to tym bardziej bierz się do zadań, bo później jedziemy do szpitala - zarządziła. - No chyba chcesz zobaczyć mamę i siostrę?
- Chcę, chcę... - odparł zrezygnowany i poszedł na górę do swojego pokoju.
- A ty co, mały? - zapytała Filipa, który siedział cicho na kanapie, co było trochę podejrzane.
- Nico - odpowiedział, wyraźnie nadąsany.
Agata usiadła obok niego, ale ten się odsunął. Przybysz od razu zrozumiała o co mu chodzi. Mimo jego wcześniejszych protestów przysunęła się najbliżej jak mogła, a potem mocno go przytuliła.
- Wiesz przecież, że twoja mam cię kocha. I nigdy nie przestanie, nawet jeśli teraz będzie poświęcała trochę więcej uwagi twojej siostrze ? czule pogłaskała go po blond włosach, a mały uważnie słuchał. - To nie jest tak, że matka kocha najbardziej dziecko, z którym spędza najwięcej czasu. O każdego z was martwi się tak samo. I zrobisz jej dużą przykrość, jeśli będziesz obrażony.
- Myślisz? - zapytał, patrząc na nią z zastanowieniem w oczach.
- Ja to wiem - uśmiechnęła się do Filipa i poczochrała jego czuprynę.
- No to okej - powiedział chłopiec wesoło. - A będę mógł się z Zuzią pobawić?
- Wiesz... Teraz ona jest chyba za malutka na zabawy, ale jak trochę podrośnie, to pewnie nie będziesz mógł się od niej odpędzić - zażartowała. - Siostry uwielbiają swoich starszych braci.
- No to super - wyszczerzył się. - Pobawimy się w chowanego?
- Jasne - zgodziła się Agata.
Przybysz zabawiała Filipa, przypilnowała Jaśka i ugotowała im obiad. Gdy zjedli, przyjechał po nich Dębski i całą czwórką udali się do szpitala.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #109 dnia: Kwiecień 01, 2013, 12:56:53 »
Agata jako mama? Hmm.. to mogłoby być ciekawe :D Pisz, pisz :-*

Ja mam kilka zdań, ale brak mi natchnienia, żeby dokończyć. :( Postaram się zrobić to szybko ;)

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #110 dnia: Kwiecień 03, 2013, 19:31:14 »
5.

Rano spotkał Agatę w hotelowym korytarzu. Chciała go minąć bez słowa, ale zastawił jej drogę. Spojrzała na niego, a w jej oczach zobaczył smutek.. smutek i ból. Wiedział, że ją skrzywdził i czuł się z tym potwornie, jak ostatni kretyn. A teraz nie miał pojęcia jak to naprawić. Co ma jej powiedzieć? A może to co wtedy od niej usłyszał to była prawda. To, że to była pomyłka, że żałuje. Świadomość, że wszystko spieprzył, że skrzywdził kobietę, którą kocha była nie do zniesienia. Musiał jej wyjaśnić, musiał przeprosić za swoje zachowanie. Chciał jej powiedzieć, że jest dla niego ważna.. najważniejsza. Chciał wyznać, że między nim a Marią od dawna nic nie ma. Tak bardzo chciał ją przytulić, a jednocześnie bał się odrzucenia. Nigdy nie czuł niczego podobnego. Patrzył na jej smutną twarz i nie mógł wydusić słowa. Od czego ma zacząć? Czy korytarz jest odpowiednim miejscem do wyznania miłości?
Z pokoju obok wyszła młoda kobieta. Widząc tą dwójkę uśmiechnęła się pod nosem i dyskretnie przemknęła się między Dębskim, który zrobił jej miejsce, a ścianą. Nadal żadne z nich nie powiedziało słowa. Gdy Marek wziął głęboki oddech i chciał zaproponować szczerą rozmowę w korytarzu stanęła Maria, która najwidoczniej postanowiła poszukać swojego ukochanego. Widząc mężczyznę wpatrującego się w Agatę zdała sobie sprawę, że coś między nimi jest. Nie chciała dać za wygraną. Marek był jej. Natychmiast podeszła do zmieszanej pary i złożyła gorącego buziaka na ustach Dębskiego. Brunetka chciała jak najszybciej udać się do pokoju, zniknąć z stamtąd. Czuła się jak jego zabawka. Gdy chciała wyminąć mężczyznę ten złapał ją za rękę. Zmierzyła go zabójczym wzrokiem.
- Poczekaj - spojrzał na nią błagalnym wzrokiem - chcę, żebyś przy tym była. Może to nie jest odpowiednie miejsce, ale ja już dłużej nie wytrzymam! - obie kobiety patrzyły na niego ze zdziwieniem - Marysiu, muszę Ci coś powiedzieć? - nie musiał, Okońska doskonale wiedziała co Marek ma na sumieniu - Ja... ja... musimy się rozstać... ja... - spojrzał czule na Agatę, która wlepiała w niego swoje oczy z niedowierzaniem - kocham Agatę -odetchnął z ulgą - kocham ją i chce z nią być - Przepraszam - dodał. Agata oniemiała. Nie spodziewała się takiego wyznania. Zaskoczył ją. Marię też zaskoczył. Nie myślała, że Dębski odważy się na takie posunięcie. Była pewna, że jej nie zostawi. Myliła się, bardzo się myliła.
- Jesteś skończonym dupkiem! Nie spodziewałam się tego po Tobie! - wściekła pani prokurator rzuciła mężczyźnie groźne spojrzenie - Idę spakować swoje rzeczy i wyjeżdżam, wyprowadzę się od Ciebie zanim zdążysz wrócić do Warszawy - wyminęła ich i szybkim krokiem udała się do pokoju. Teraz zostali sami. Zapadła niezręczna cisza. Trwali chwilę w milczeniu do czasu gdy z pokojów zaczęli wychodzić hotelowi goście.
- Chodźmy do mojego pokoju - zaproponowała - wszyscy się na nas gapią - złapała go za rękę i pociągnęła w za sobą. Serce waliło mu jak oszalałe. Nie wiedział czego się spodziewać, wielkiej awantury czy zrozumienia. Znał ją dobrze, nie raz pokazała, że ma ostry charakterek. Zawsze musiała postawić na swoim. To mu się w niej podobało.
Gdy znaleźli się w pokoju znów zapanowała głucha cisza. Spoglądali na siebie co chwilę, nic nie mówiąc. Agata była zła na niego, że tak się wtedy zachował, że poleciał do Okońskiej. Zabolało ją to, ale teraz udowodnił jej, że to ona jest dla niego najważniejsza. Impuls sprawił, że wtuliła się w jego silne ramiona. On nic nie mówiąc gładził ją po plecach. Czuła, że teraz będzie wszystko dobrze. Czuła się bezpiecznie.
- Kocham Cię - po raz kolejny usłyszała te dwa magiczne słowa z jego ust. Podniosła głowę i złożyła na nich pocałunek.
-Też Cię kocham. Bardzo, bardzo - zatracili się w pocałunkach. Byli szczęśliwi.



Koniec, bo ostatnio kiepsko z moją weną. Ja tak mam, że jak mam wenę na pisanie opowiadać to na nic innego nie mam, jak mam wenę na robienie grafik to tylko grafiki robię, a teraz mam wenę na masową obróbkę zdjęć. ;D Mój mózg nie potrafi mieć kilku wen na raz <hahaha>

Ala, a Ty już coś napisałaś? :-*
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 08, 2013, 18:09:43 wysłana przez Amaranth »

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #111 dnia: Kwiecień 09, 2013, 18:20:46 »
Am, piękne zakończenie <3 I zapewne wiesz, ze czekam na kolejne pomysły. ^^

Ja jeszcze nie napisałam kolejnej części i jakoś nie mam się jak za to zabrać. Niecały miesiąc do matury, ja w kropce, a opowiadania sobie pisać będę :D

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #112 dnia: Kwiecień 11, 2013, 18:29:33 »
Ucz się, ucz! Opowiadanie nie zając.. :) Trzymam kciuki! :-*

Ja napisałam takie krótkie, jednoczęściowe. Moja wizja zakończenia 6 odcinka. :)


Po raz kolejny dostałem kosza. Boże! Czy ta kobieta nie traktuje mnie poważnie? Jestem dla niej zwykłym, normalnym facetem, którym nie warto zaprzątać sobie głowy. Czy ona ma mnie za buraka, gbura i chama? Faktem jest, że wtedy nie byłem zbyt trzeźwy, ale miałem świadomość tego co mówię. Z resztą na trzeźwo nie miałbym odwagi na taką zaczepkę. Jednak nawet pod wpływem alkoholu, miałem pewne obawy. Wiązało się to z ryzykiem awantury. Sytuacja jednak dobrze się dla mnie skończyła. Nie było kłótni, nie usłyszałem, że jestem chamskim, bezczelnym alkoholikiem. Mogła mi przecież dać w twarz, wylać na mnie whiskey, a nawet, biorąc pod uwagę jej temperament, mogłem dostać mocnego kopniaka między nogi...ałć... na samą myśl mnie boli. To jednak nie zmienia faktu, że mnie olała. Może ja już nie pociągam kobiet? Aż ta się zestarzałem?
Gdy szła w moją stronę miałem tysiąc różnych myśli. Już sobie wyobrażałem jak mnie namiętnie całuje, a później... (tak, zachowuje się jak niewyżyty samiec), nic nie poradzę, że ta kobieta tak na mnie działa. To, że mnie od siebie odsuwa działa na mnie jak magnes. Jestem w stanie zrozumieć, że nie chciała wchodzić między mnie a Marię, ale teraz? Czy ona nie widzi tego jak na nią patrzę? Nie widzi, a może nie chce widzieć? Kobiety są bardzo skomplikowane, czasem mam wrażenie, że ich się nie da zrozumieć. Co mam zrobić? Jak jej udowodnić, że mi na niej zależy? Nie chodzi mi o przygodę na jedną noc. Agata jest kobietą, przy której mógłbym się zatrzymać. Tak, wiem, że o Marii też tak myślałem, ale to była pomyłka. Ja i ona to dwa różne światy. Maria jest zbyt.. egoistyczna. Miałem wrażenie, że mnie w tym związku nie ma. Owszem, były cudowne chwile, które jednak szybko minęły, gdzieś się rozmyły, zniknęły za nami, zostały tylko kłótnie i ciche dni. Agata jest inna. Nie chcę ich tu porównywać, bo to nie miałoby sensu. Z Marysią mi nie wyszło. Nie pasowaliśmy do siebie i tyle. Nie będę się w to zagłębiać. Było, minęło. Skupmy się na tym co jest. Co, a raczej kto. Piękna brunetka, która zawróciła mi w głowie. Kobieta, która nie uległa mi po pierwszym pocałunku, ba! po drugim też mi nie uległa. Kobieta z charakterem. Ona chyba nie zdaje sobie sprawy co ze mną robi, jak moje serce wariuje gdy jest w pobliżu. Może gdyby wtedy nie zobaczyła w drzwiach Marii, gdybym to ja otworzył te pieprzone drzwi wszystko wyglądałoby inaczej. Może los chce, żebym się bardziej postarał? Zaryzykować? Iść do niej? I co ja jej powiem? ? No, dobra! Raz sie żyje. Idę!
Co za pogoda. Znowu pada. Zimno. Brr... Jadę mokrymi ulicami stolicy i myślę. Co ja jej powiem? Stanę w drzwiach i...? Może Cześć, długo się zastanawiałem czy do Ciebie przyjść... Nie, bez sensu. Dębski skup się! Hej Agata. Pięknie wyglądasz. A jak będzie w piżamie z rozczochranymi włosami? Oczywiście wtedy też będzie pięknie wyglądać, ale może mnie źle zrozumieć. No, i już jestem pod jej mieszkaniem. Nic sensownego nie wymyśliłem, a serce podskakuje mi do gardła. Jestem pod drzwiami. Nie mogę się teraz wycofać. Pukam... Cisza. Pukam jeszcze raz... znowu cisza. Dzwonię... nie odbiera.
Czekam pod drzwiami, ale nic. Nie ma jej. Akurat dzisiaj, o tej godzinie musiała wyjść? Gdzie, z kim? Wracam do domu, przecież nie będę na nią czekał. A jak nie wróci na noc? A jak wróci z jakimś gościem? O nieeee. Poczekam! Muszę przecież wybadać sytuację. A jak Agata kogoś ma? Jakiegoś zabójczo przystojnego faceta.. na samą myśl mnie skręca. Teraz bawi się z nim w najlepsze, a o mnie nawet nie pomyśli. Dlaczego ja wcześniej nie zebrałem się na odwagę?
Siedzę w samochodzie pod kamienicą, a jej nie ma. W głowie wiruje mi tylko jedno. To dlatego mnie ignoruje? Dlatego, że kogoś ma. Byłem tak pogrążony w myślach, że nie zauważyłem, że Agata zaparkowała obok. Spojrzałem w bok i zobaczyłem jej zdziwioną i jednocześnie roześmianą twarz. Opuściłem szybkę. Zrobiła to samo. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie z niedowierzaniem. Była sama, moje obawy, na szczęście, się nie sprawdziły. W końcu zaproponowała mi, żebym wszedł na górę. Tak zrobiłem. W milczeniu dotarliśmy do mieszkania. Słowa były zbędne. Szczególnie gdy dowiedziałem się, że Agata była pod moimi drzwiami. Nieprawdopodobny zbieg okoliczności, prawda? Życie jednak jest piękne! Zaproponowała mi coś do picia, nie odezwałem się. Podszedłem bliżej. Miałem ją na wyciągnięcie ręki. Bez słowa zbliżyłem się jeszcze bardziej i zacząłem ją całować. Ot tak. A ona, o dziwo, oddała pocałunek. Czułem jak moje serce wariuje. Pod jej naporem zrobiłem kilka kroków do tyłu. Moje nogi spotkały się z oparciem od kanapy, na której z resztą szybko wylądowałem. Agata wylądowała na mnie. Zdjęła mi krawat i rzuciła za siebie. Zrobiłem to samo z jej bluzką. Reszta ubrań podzieliła ich los. Co to był za wieczór! Cudowny. Niezapomniany. Wylądowaliśmy na podłodze, między kanapą, a stolikiem. Tym razem to ja wylądowałem na Agacie. Nie był to zbyt wygodny wariant, więc wziąłem ją na ręce i przeniosłem do sypialni. Tam delikatnie, jak największy skarb, położyłem ją na łóżku i unosząc się na rękach patrzyłem w jej roześmiane, błyszczące oczy. Podniosła się i zaczęła mnie całować. Bałem się, że to sen. Tej nocy kochaliśmy się po raz pierwszy (i nie ostatni!). Gdy leżeliśmy zmęczeni, wtuliła się we mnie i wyszeptała te dwa magiczne słowa Kocham Cię. Nie musiała długo czekać na odwzajemnienie. Tak to się właśnie potoczyło. Jestem szczęśliwym facetem. Mam u boku kobietę, którą kocham, i która kocha mnie.

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #113 dnia: Kwiecień 11, 2013, 21:36:36 »
O, Pani! Jak cudownie, romantycznie, wspaniale! :D  <serduszko>
Jak ja kocham twoje opa... Są takie magiczne... Pięknie! <serduszko>  :buziak:

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #114 dnia: Kwiecień 14, 2013, 16:43:56 »
O Jezu, Am...  <serduszko>

Ja z okazji takiej, że się po prostu spięłam i odłożyłam niektóre obowiązki na później, napisałam jednoczęściowe opo niepowiązane z tym wielopartowym, które kontynuuję gdy tylko znajdę dłuższą chwilę. :)


Moja wersja pobytu w Krynicy z odcinka 7 sezonu 3. :D


Dorota wróciła do Warszawy. Tak to jest, kiedy ma się trójkę dzieci i niezaradnego męża. Wystarczy, że jedno się rozchoruje, a potem to już reakcja łańcuchowa. Tak było i w tym przypadku. Rudowłosa musiała opuścić swoich przyjaciół, by zaopiekować się domem pełnym zarazków. Marek i Agata zostali sami w Krynicy, aby do końca doprowadzić sprawę, którą się zajęli. A nie była to sprawa prosta. Na każdym kroku mnóstwo niedomówień, uchybień, kłamstw. Nic więc dziwnego, że ich pobyt w tym malowniczym miejscu ciągnął się w nieskończoność, a każdego wieczora wracali styrani po kolejnej ciężkiej rozprawie czy spotkaniu z klientami, załamując ręce nad kolejnymi niepowodzeniami. Pozbawieni pomocy rudowłosej pracowali jeszcze więcej, jeszcze ciężej, tym samym mając mniej czasu na odpoczynek i jakąkolwiek integrację. Praca, praca, praca. A oboje zupełnie inaczej wyobrażali sobie ten wyjazd?
Zimowy wieczór okrył ciemnością widniejące za oknem hotelowego pokoju góry. Śnieg lekko prószył, a wszędzie panowała niezwykła cisza. Mecenas Przybysz dopiero co wróciła ze spotkania ze świadkami. Znów była bardzo zdenerwowana - kolejne zebranie, które nie wniosło nic konkretnego do sprawy. Ci ludzie nie potrafili się dogadać, a jej już brakowało sił, by co chwilę ich uciszać i tłumaczyć od nowa, że takim działaniem do niczego nie dojdą. Miała już tego po prostu dość. Najzwyczajniej w świecie niezawodna pani Przybysz czuła, że nie podoła temu wyzwaniu. Jej samej ciężko było w to wierzyć, ale cóż. Różnie w życiu bywa. Nikt nie jest idealny, a już na pewno nie ona. Kiedyś myślała, że jest nieskazitelną osobą, jednak w ostatnim czasie poznała swoją drugą twarz, której tak konsekwentnie nie pozwalała nigdy wcześniej ukazać światu i przede wszystkim sobie.
Kobieta stała na środku pokoju, w którym panował totalny chaos. Nawet nie miała czasu ani ochoty na chociażby poskładanie swoich ubrań, które leżały odłogiem na łóżku zajmowanym wcześniej przez Dorotę. Wszędzie były porozrzucane teczki i kosmetyki. Męczyło ją nawet patrzenie na ten obrazek. Chwyciła swoją koszulkę i krótkie spodenki, po czym udała się na długi i leniwy prysznic. Gdy wyszła z łazienki, wskazówki zegara zbliżały się do magicznej godziny 00. Powieki miała tak ciężkie, że do łóżka szła po omacku jak zombie. Padła na nie jak szmaciana lalka i już prawie zasypiała, kiedy przypomniała sobie, że musi jeszcze przekazać Dębskiemu to, czego dowiedziała się na spotkaniu. ?Pocieszona? tym, że nie było tego wiele, znalazła resztki sił, aby podnieść się z poduszek i podreptać do sąsiedniego pokoju. Zapukała bardzo słabo i oparta o framugę czekała, aż mężczyzna otworzy. Chwila ciągnęła się dość długo, a jej nie chciało się pukać drugi raz. Sterczała tak z zamkniętymi oczami i już powoli w jej głowie zaczęły pojawiać się abstrakcyjne kształty, które zwiastowały zapadanie w sen. Kiedy Marek wygramolił się z łóżka i po otwarciu drzwi ujrzał kobietę w takim stanie, zaśmiał się cicho. Oto z ledwością stała przed nim mecenas Przybysz, której najwyraźniej rozładowały się baterie. Rzeczywiście - wyglądała jak żywy trup.
- A ciebie co tu sprowadza o tej godzinie? - zapytał, gdyż brunetka nie zorientowała się, że drzwi zostały już otwarte. Agata lekko podskoczyła wyrwana z zapadania w sen na stojąco. Serce zaczęło jej walić jak wystraszonej sarnie.
- Jezu, człowieku, weź nie strasz... - powiedziała słabo, walcząc z opadającymi powiekami. - Mamy parę spraw do omówienia, ale tylko parę i zaraz znikam - wyjaśniła i ciężkim krokiem ruszyła w stronę pokoju Marka. Jej chód był lekko chwiejny, więc nic dziwnego, że wpadła na Dębskiego i prawie się przewróciła. Na szczęście mężczyzna miał odrobinę więcej sił i złapał ją w ostatniej chwili.
- Ty coś piłaś? - zaśmiał się, doprowadzając ją do swojego łóżka. Agata, niewiele myśląc, od razu wpakowała się pod zagrzaną przez kolegę pościel.
- Nie - szepnęła. - Ale mam wrażenie, że zaraz umrę ze zmęczenia ? powiedziała, ułożywszy się wygodniej i zamykając oczy. "Ach, znowu ta błoga ciemność" - pomyślała, gdy jej powieki opadły całkowicie.
- Miałaś mi coś powiedzieć - przypomniał, siadając obok i szturchając ją lekko. Był odrobinę rozśmieszony całą tą sytuacją.
- Mhm... - mruknęła cicho.
- No więc? ? nie odpuszczał.
- No więc to w sumie niewiele się dowiedziałam - ziewnęła. - Wydaje mi się, że ta cała Magda coś kombinuje.
Marek ledwo ją rozumiał. Plątał jej się język, a do tego mówiła tak cicho, że musiał się pochylić, aby wyłapać jakiekolwiek dźwięki.
- Czemu ci się tak wydaje? - zapytał, kładąc się na plecach obok niej. I tak nie miała siły zaprotestować, co bardzo go rozbawiło.
- Dziwnie się zachowywała. Tak jakby zależało jej na tym wszystkim... - wciąż przerywała swoją wypowiedź zmęczonymi oddechami.
- Na czym wszystkim? - nie zrozumiał Marek.
- Na rozprawie szybko żeby wygrana była i tam takie - odpowiedziała bez składu. A dwie sekundy później, najzwyczajniej w świecie zasnęła.
Dębski nie wiedział, co robić. Nie miał serca jej budzić i wyganiać, a sam by sobie nie poradził z przeniesieniem brunetki, bo też już opadał z sił. Leżał tak obok i myślał, co zrobić w tej sytuacji, aż tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, kiedy zasnął.
Niedzielny poranek przywitał ich ostrym, zimowym słońcem. Para śpiących adwokatów leżała w siebie wtulona, zupełnie niczego nieświadoma. Powoli kończyli śnić swoje sny, a kiedy Agata jako pierwsza otworzyła oczy, przeraziła się. Zupełnie nie pamiętała jak tu się znalazła. Do tego Dębski, który oplatał ją swoim ramieniem? A ona jego? Bała się wykonać jakikolwiek ruch. Czuła się odrobinę skrępowana. Nie chcąc działać zbyt pochopnie i próbując się uspokoić, powoli przypominała sobie wydarzenia sprzed kilku godzin. Pocieszający był fakt, że nie palnęła niczego głupiego. Chyba. Po prostu zasnęła w łóżku faceta, z którym pracowała, który coraz bardziej ją intrygował, z którym miała kilka "bliższych spotkań" i tyle. "Przecież tak się czasem zdarza" - pomyślała. Zaśmiała się cicho i znów zamknęła oczy, chcąc się napawać jego bliskością jak najdłużej. Na co dzień nie miała takiej okazji. Ukrywała to, co do niego czuła na każdym kroku, sama nie wiedząc dlaczego właśnie tak postępuje. Chyba po prostu bała się kolejnego odrzucenia. Już raz się na nim zawiodła, kiedy wrócił do Marii i przekreślił jej nadzieje na zakopanie topora wojennego.
Kilka minut później poczuła, że mężczyzna się rozbudza. Specjalnie nie otwierała oczu, chcąc wybadać, jak on się zachowa w takiej sytuacji. Pozbawiona zmysłu wzroku mogła się domyślać, jaką właśnie ma zdziwioną minę. Pewnie patrzył z niedowierzaniem i w głowie miał te same myśli, co mecenas Przybysz przed kwadransem. Czuła na szyi jego przyspieszony oddech oraz to, że także próbuje się nie ruszać.
Dębski nie spodziewał się takiego widoku z rana. Owszem, zastanawiał się kiedyś jak to może być - obudzić się u boku Agaty. Ale po tym wszystkim, przez co przeszli, po tych kolejnych rozczarowaniach powoli przestawał wierzyć, że kiedyś będzie lepiej. Sam się sobie dziwił, że jego sercem zawładnęła kobieta, której nie mógł mieć. Zawsze coś ich dzieliło. Często się ze sobą sprzeczali, ale za każdym razem dochodzili do porozumienia i jakoś to było. Dawał jej sygnały, że nie jest mu obojętna. I miał wrażenie, że ona też nie traktuje go jak zwykłego znajomego z pracy. Ale to mogło być złudne. Nie chciał robić sobie zbędnych nadziei. Owszem, czasami przekraczali granice zwykłego koleżeństwa, był jeden pocałunek, potem drugi, a między nimi mnóstwo spojrzeń i cichych westchnień. Ale później zawsze nic. Mecenas Przybysz ciągle mieszała mu w głowie.
Kiedy Dębski również przypomniał sobie dlaczego brunetka zasnęła w jego łóżku, zaśmiał się cicho. Próbował zdusić w sobie rozbawienie, ale z marnym skutkiem. Chichotaniem doprowadził do tego, że Agata otworzyła oczy i spojrzała na niego. A jak wiadomo, śmiech jest zaraźliwy, w związku z czym kobieta również zaczęła prychać. Patrzyli na siebie roziskrzonymi, wesołymi oczami, nadal niebezpiecznie ciasno przytuleni. Pod wpływem chwili, zupełnie nieświadomie, Marek pocałował ją w czoło i delikatnie przesunął dłonią po jej ramieniu. Mecenas Przybysz momentalnie zesztywniała, a po jej ciele przeszedł dreszcz. Uśmiech zszedł z twarzy równie szybko, co się na niej pojawił. Odwróciła wzrok i chwilę później wyplątała się z jego objęć. Wyskoczyła spod kołdry jak oparzona i szybkim krokiem wyszła na korytarz. Szkoda tylko, że zostawiła klucz do swoich drzwi w pokoju Dębskiego. Nie wiedziała co teraz zrobić. Nie miała odwagi po nie wrócić. Postanowiła zejść po zapasowe do recepcji, jednak gdy uświadomiła sobie, że wygląda jak siedem nieszczęść, zaniechała tego pomysłu. Zagryzła wargę i zapukała raz jeszcze do pokoju, z którego przed chwilą uciekła.
- Klucze zostawiłam - mruknęła niewyraźnie, patrząc w dół. Marek ani drgnął. Stał w otwartych drzwiach i przyglądał się jej z uśmiechem. Agata podniosła wzrok i widząc, że Dębski nie zamierza zbyt szybko oddać jej przedmiotu, odwróciła się na pięcie i usiadła na podłodze pod swoim pokojem. Konsekwentnie wpatrywała się w swoje dłonie. Chwilę później poczuła, jak Marek siada obok niej. Bardzo blisko. Stykali się ramionami. Przybysz czuła się jak ostatnia idiotka.
- Głupio wyszło - zaczął.
- No głupio, nie powinnam była o tej porze do ciebie przy...
- Nie o to mi chodzi - przerwał jej. Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że poczuła się, jakby przygniatał ją tonowym głazem. - Jakiś czas temu dowiedziałem się, że... - westchnął, by opanować emocje. - Że przyszłaś tamtej nocy do mnie.
Agata spojrzała na niego pytająco. Tamtej nocy? Jakiej nocy? Szukała odpowiedzi w jego źrenicach i chwilę później ją znalazła.
- Aaa, Maria zapomniała ci przekazać? - zakpiła, przewracając oczami. - Widzę, że od jakiegoś czasu zapomina też cię kontrolować. Skleroza czy co? - zauważyła zjadliwie. - Jesteśmy tutaj już kilka dni, a nie uraczyła cię ani jednym telefonem w godzinach pracy.
Agata ugryzła się w język. Chyba trochę się zagalopowała. Nastała niezręczna cisza.
- Nie jestem już z Marią - powiedział beznamiętnie Dębski, wstając z podłogi. - Od dawna - dodał. Zawiedziony, rzucił w jej stronę klucze i wszedł do swojego pokoju.
"Ty idiotko!" - pomyślała brunetka i karciła się w myślach na wszystkie sposoby wiązanką najnegatywniejszych epitetów mogących opisać ludzką podłość i głupotę. Udała się do zabałaganionego pomieszczenia. W złości zaczęła sprzątać porozrzucane przedmioty. Nabuzowana, tryskała energią największej elektrowni wiatrowej na świecie. Kiedy po kilku minutach drugie łóżko wyłoniło się zza bałaganu, Agata opadła na nie i zaczęła płakać. Miała już tego wszystkiego dość. Ciągle popełniała jakieś gafy, bez przerwy raniła tego? tego jedynego. Tak, nie wyobrażała sobie życia u boku kogoś innego. Po każdej kłótni coraz silniej to do niej docierało.
Płakała tylko chwilę. Była mistrzynią w opanowywaniu emocji nawet po tak silnych wybuchach. Wzięła kilka głębokich oddechów, po czym ruszyła do łazienki, by zażyć gorącej kąpieli na rozluźnienie. Ubrała się nareszcie w wygodne spodnie i szary T-shirt i różową bluzę z kapturem, a nie jak na co dzień w sztywny czarny uniform. W końcu była niedziela, mogła sobie na to pozwolić.
Chociaż była głodna, nie zeszła na śniadanie. Jak na jeden poranek wystarczy pogrążania się w coraz bardziej absurdalnej sytuacji. Nie chciała się natknąć na Dębskiego. Wiedziała, że zachowała się źle i powinna przeprosić, ale nie potrafiła. Jeszcze nie teraz. Musiała trochę ochłonąć, więc wybrała się na mały spacer na pobliskie pagórki, gdzie brali lekcje początkujący narciarze. Stanęła na tarasie widokowym i przyglądała się zabawnym upadkom rozbawionych amatorów. Nawet parę razy się uśmiechnęła. Zdziwiła się natomiast, kiedy jeden z nich pomachał do niej. Agata wytężyła wzrok i nie mogła uwierzyć własnym oczom. To Dębski próbował wstać z pomocą instruktora i otrzepywał się ze śniegu. Niepewnie odmachała w jego kierunku.
"Świetnie. Zachowałaś się jak ostatnia kretynka, a on ci jeszcze macha" - pomyślała. Czuła się fatalnie i podle. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc wróciła do pokoju. Usiadła na podłodze w szczelinie między dwoma łóżkami i zaczęła jeszcze raz przeglądać akta sprawy, gdy nagle rozdzwonił się jej telefon.
- Mecenas Przybysz i Dębski tak dobrze się razem bawią, że nawet nie raczą zadzwonić do przyjaciółki w wolnej chwili? - przywitał ją głos Doroty.
- Też się cieszę, że cię słyszę - odpowiedziała Agata już w trochę lepszym nastroju.
- Jest tam gdzieś ten palant obok ciebie? - zapytała rudowłosa. - Wysłałam mu wczoraj wieczorem numery i adresy o które mnie prosił, ale nie dostałam potwierdzenia odbioru - wyjaśniła.
- Nie, nie ma go. Ale jak tylko się... - pukanie do drzwi przerwało jej odpowiedź. - Poczekaj - poleciła Dorocie i z telefonem przy uchu ruszyła otworzyć. - O wilku mowa - zaśmiała się nieśmiało, gdy stanął przed nią. - Dorota chce z tobą rozmawiać ? rzuciła jak gdyby nigdy nic i podała mu swój telefon. Sama wróciła do przeglądania akt na podłodze.
Marek, trochę zaskoczony, porozmawiał z mecenas Gawron. Agata nie ingerując w ich dialog układała dokumenty w odpowiedniej kolejności, by ułatwić sobie jutrzejszą pracę. Kiedy Dębski pożegnał się z rozmówczynią, oddał Agacie telefon. Patrzył na nią z takim jakby smutkiem, tęsknotą. Przybysz zauważyła to od razu. Już otworzył usta, by coś powiedzieć, ale od razu je zamknął. Brunetka poczuła się niezręcznie. Miała poczucie winy. To przez nią był taki zmieszany. Ale gdyby wiedziała wcześniej, że zerwał z Marią? Może wszystko wyglądałoby inaczej?
- Pomyślałem... - zaczął w końcu. - Może jesteś głodna?
Agata odebrała tę propozycję jako chęć pojednania. Nie mogła z tej okazji nie skorzystać. Marek ewidentnie wyciągał w jej stronę rękę, mimo że to ona bardziej zawiniła. Uśmiechnęła się do niego, odłożyła teczki i stanęła obok. Spojrzeli sobie w oczy. Brunetka poczuła, jak mężczyzna podchodzi bliżej i łapie ją za rękę. Nie protestowała. Ogarnęło ją takie przyjemne ciepło...
- Marek, przepraszam - wydukała wreszcie.
- Nie przepraszaj, nic się nie stało - na potwierdzenie swoich słów mocniej ścisnął jej dłoń. Przybysz poczuła, jak kamień spada jej z serca. Miała już dość tych wiecznych sprzeczek, walki o to, kto ma rację i przede wszystkim tych przeklętych, cichych dni. Chyba właśnie zrozumieli, że nie na tym powinna polegać ich relacja. - To co, idziemy coś zjeść? - ponowił swoją propozycję z szerokim uśmiechem.
- A idziemy, idziemy - mrugnęła zawadiacko i pociągnęła go w stronę hotelowej restauracji.
- Tak w ogóle to świetne wdzianko - skomentował jej strój, gdy usiedli przy stoliku. - Mogłabyś częściej się tak ubierać - zażartował.
- Mhm, i na pewno wszyscy traktowaliby mnie poważnie. Pani mecenas Różowy Kapturek-Przybysz. Dębski, daruj sobie te komplementy - pokazała mu język.
- Nieładnie tak wystawiać ozora w miejscu publicznym - spojrzał na nią z dezaprobatą. Agata tylko się zaśmiała. Zjedli posiłek w milczeniu, co chwilę na siebie zerkając.
- To co robimy z resztą dnia? - zapytała brunetka, opadając na swoje łóżko. Była tak najedzona, że nie mogła się ruszyć.
- Ja to bym najchętniej nic nie robił - odparł Dębski, lądując na łóżku, które wcześniej zajmowała Dorota.
- No to postanowione, nie robimy nic - przybili "piątkę".
Mecenas Przybysz zamknęła oczy. Po zjedzeniu tak obfitego śniadania poczuła się przerażająco senna. Marek przyglądał się tej drobnej brunetce, która znajdowała się na wyciągnięcie ręki. Sięgnął więc po jej dłoń. Poczuł, jak drgnęła, kiedy jej dotknął. Nie otworzyła oczu. Uśmiechnęła się tylko delikatnie i splotła swoje palce z jego palcami. Dębski zdziwił się trochę tym gestem. Dystans, z jakim wcześniej go traktowała, bardzo szybko się zmniejszył. Właściwie już wcale go nie czuł.
Agata zastanawiała się, czy dobrze robiła, pozwalając na taką bliskość. Z jednej strony obawiała się, że znowu coś spieprzy, z drugiej zaś serce podpowiadało co innego. Najgorsze co może być - walka rozumu z uczuciami. Zazwyczaj kierowała się tym drugim. Choć nie była do końca pewna, postanowiła, że i tym razem tak postąpi. Szarpnęła Marka lekko za rękę w swoją stronę. Na początku mężczyzna nie zrozumiał jej zamiarów, ale kiedy brunetka pociągnęła go mocniej, wiedział już o co chodzi. Podniósł się ze swojego łóżka i nie puszczając jej dłoni przeniósł się na poduszkę obok niej. Agata uśmiechnęła się odrobinę zawstydzona. Dębski już dawno temu doszedł do wniosku, że jej najpiękniejszy uśmiech to ten, którym właśnie w tej chwili go obdarowywała. Przysunął się bardzo blisko i powolnymi ruchami przesuwał dłonią po jej zgrabnym ciele. Przybysz poczuła przyjemne dreszcze. Wtuliła się w niego jak małe dziecko szukające schronienia.
- Nie umiem już tak dłużej - powiedziała niewyraźnie z głową przyciśniętą do jego torsu.
- Jak? - zapytał, głaszcząc ją po ciemnych włosach.
- Trzymać się od ciebie z daleka. Już po prostu dłużej tego nie wytrzymam.
- Wcale nie musisz - cmoknął ją w czoło. Popatrzyli sobie w oczy, wywołując kolejne uśmiechy. Mogliby tak całymi dniami spoglądać na siebie i nigdy nie mieć dość.
Agata czuła się dobrze w jego objęciach. Tak bezpiecznie, spokojnie, jakby czas nagle zatrzymywał się w miejscu. Nigdy wcześniej nie miała okazji doznać takich emocji, tych przysłowiowych motyli w brzuchu. Nie mogła po raz kolejny tego zepsuć.
Najpierw pokręciła głową z niedowierzaniem, a potem sięgnęła pewnie jego ust. Dębski natychmiast oddał pocałunek ? na początku delikatny i namiętny, z chwilą coraz bardziej zachłanny. Błądzili rękami, chcąc być jak najbliżej siebie, a wciąż czując niedosyt. Ich rozkochane serca szalały z zachwytu, kiedy w końcu złączyli się w jedność.
- I co teraz będzie? - spytała Agata, kiedy już wrócił jej oddech.
- Jak to co? - mężczyzna przerwał pocałunki, którymi obdarowywał jej szyję. - Teraz będzie "i żyli długo i szczęśliwie".
Zadowolonej z odpowiedzi brunetce nie trzeba było nic więcej. Szepnęła tylko: "kocham cię", a gdy usłyszała to samo, powróciła do pisania kolejnych stron tej niezwykle pięknej baśni.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #115 dnia: Kwiecień 15, 2013, 12:44:47 »
Zdecydowanie wolę taki rozwój wydarzeń. ;D
Fajnie, że znalazłaś chwilę, można to potraktować jak trening przed maturą z polskiego :)

Offline Nareli

  • Naćpana marzeniami
  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 439
  • Płeć: Kobieta
  • "Nie potrzebuje marzeń, jestem spełniona" D.O.
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #116 dnia: Kwiecień 26, 2013, 18:18:39 »
Hahaha, nawet ja coś napisałam. Co prawda moje opowiadanie nie może równać się z waszymi, ale jakoś tak z nudów coś skrobnęłam, proszę:

Była ciemna i mglista noc. Księżyc świecił na niebie bardzo jasnym blaskiem, który rozświetlał wnętrze małego pokoiku umieszczonego na poddaszu. W jego wnętrzu ciężko było zauważyć cokolwiek. Dało rozpoznać się tylko te miejsca, na które padał blask księżyca, dlatego też ukryta pod pierzyną Agata została niezauważona. Była to niespokojna noc, gdyż Agata obudziła się z gorączką tuż nad ranem. Miała dziwny sen. Śniło jej się, że spotkała się z Markiem i ten powiedział jej, że odchodzi. Zabolało ją to, ale nie dlatego, że obawiała się utraty najlepszego przyjaciela, kompana, dobrego adwokata, ale bała się, że straci osobę, która była jej tak bliska jak dotąd jeszcze nikt na świecie. Dopiero ciemną nocą przy szczelnie zamkniętych oknach, Agata zdała sobie sprawę z tego, że jak czegoś nie zrobi to na zawsze straci kogoś, kto mógł dać jej szczęście. Natychmiast wyszła spod ciepłej kordły i sięgnęła po telefon. Na wyświetlaczu zobaczyła trzy nieodebrane wiadomości sms oraz 5 nieodebranych połączeń od Marka. Przestraszyła się. Zdała sobie sprawę, że go kocha i jak najszybciej musi mu o tym powiedzieć, ale gdy przeczytała wiadomości ogarnął ją ogromny strach, wręcz przerażenie. Marek napisał, że wyjeżdża, bo nie może żyć obok niej, nie mogąc z nią być. Agata natychmiast ubrała się i pojechała na najbliższe lotnisko, by zatrzymać ukochanego przy sobie już na zawsze. Wsiadła do samochodu i próbowała zapalić silnik, ale nic z tego:

-Cholera! ? przeklęła. Co ja teraz zrobię? Jak dotrę na czas? Boże, proszę pomóż mi to jeszcze jakoś naprawić! Błagam, proszę!

Wyciągnęła telefon i zadzwoniła po taksówkę, która przyjechała po upływie 10 minut.

-Tylko żeby nie było za późno. Proszę na lotnisko, jak najszybciej się ta. To sprawa życia lub śmierci.

-Robi się ? opowiedział taksówkarz.

Po upływie 30 minut Agata była na miejscu. Zdenerwowana zaczęła biegać po lotnisku jak obłąkana. Pytała o wyloty do Berlina, Madrytu, USA, nie wiedziała gdzie mógł wyjechać Marek. Nic nie wiedziała, prócz tego, że bardzo go kocha. Usiadła na ławeczce i zaczęła rozglądać się po lotnisku. Gdzies w oddali zobaczyła znajomą twarz i poczuła, że serce zaczęło mocniej bić. Poczuła, ze to musi być on. Wstała i pobiegła w jego stronę. On szedł w kierunku samolotu, już wsiadał do środka, gdy Agata wykrzyczała:

-Marek, zaczekaj! Nie wyjeżdżaj!

Odwrócił się. Popatrzyła w jego twarz, ale to wcale nie był on.

-Przepraszam ? wyszeptała zrozpaczona. Przepraszam, pomyliłam się.

-Nic nie szkodzi ? odpowiedział nieznajomy.

Zrezygnowana odwróciła się, bo ktoś złapał ją za ramię. Podniosła wzrok i zobaczyła te same niebieskie oczy, w które patrzyła od 3 miesięcy i w których głębi zatapiała się z dnia na dzień coraz bardziej, rozpoznała te same usta, które już dwukrotnie całowała i ten sam zarost, który tak uwielbiała. Spojrzała prosto w jego niebieskie oczy i rzekła:

-Dobrze, że jesteś.

-Stało się cos? ?zapytał.

-Owszem. Muszę Ci coś bardzo ważnego powiedzieć.

-Co takiego?

-Marek, kocham Cię! Zawsze Cię kochałam. Zakochałam się w Tobie od chwili, w której pierwszy raz cię zobaczyłam. Nie wiem, nie wiem czemu okłamywałam siebie i Ciebie, nie wiem, nie rozumiem tego, po prostu bałam się uczucia, którym cie darzyłam, darzę i będę darzyć. Kocham cię i nigdy nie przestane. Jesteś dla mnie wszystkim. Pragnę zasypiać i budzić się w twych ramionach. Marzę o tym, by spędzać z tobą każdą chwilę mojego życia, by dzielić z tobą wszystkie moje chwile, każdy mój dzień, każdą sekundę. Jestes dla mnie wszystkim. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez Ciebie. Jeżeli mnie opuścisz, jeżeli wyjedziesz, nic mi nie zostanie. Proszę, nie odchodz, zostań ze mną. Pragnę Cię!

-Ja ciebie też. Czuje dokładnie to samo co ty i nawet nie wiesz jak długo czekałem na to by ci to powiedzieć, ale bałem się. Tak cholernie się bałem tego, że ty czujesz zupełnie cos innego, że jestem dla ciebie tylko zwykłym kolegą. Nawet nie masz pojęcia ile to wszystko dla mnie znaczy, ile ty dla mnie znaczysz! Kocham Cię, Agata! Kochaaaaaam Cię najbardziej na świecie! Chce być z tobą, chce się z tobą kochać.

-No to na co czekasz. Pocałuj mnie! ? odparła.

A on zbliżył swoje usta do jej ust i wziął ją na ręce. Zaniósł do pokoju hotelowego i zaczął rozbierać. Rozpiął jej bluzkę, a ona ściągnęła mu spodnie. Całowali się bardzo namiętnie. Po chwili całe pomieszczenie wypełniły jęki rozkoszy i pożądania.

"Zostałam aktorką, żeby zrozumieć, dlaczego ludzie robią i mówią pewne rzeczy." D.O.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #117 dnia: Kwiecień 27, 2013, 09:51:08 »
Nareli, brawo! To jest świetne! Szkoda, że takie krótkie, ale mam nadzieję, że coś dla nas jeszcze napiszesz :)

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #118 dnia: Kwiecień 27, 2013, 11:20:47 »
Brawo Nareli! Ach, jak romantycznie! <serduszko> Czekam na więcej cudeniek! ;)

A ja mam dla was opowiadanie, które napisałam w duecie z moją koleżanką Kasią. :D Miłej lekturki. ;)


Nocne igraszki


Za oknami panował mrok. Zimowy dzień dobiegał już końca, kiedy styrani pracą adwokaci weszli do hotelowego pokoju mecenas Przybysz. Agata opadła bezsilnie na swoje łóżko, Marek na legowisko zajmowane wcześniej przez Dorotę, która wróciła do Warszawy z powodu bakterii, które skutecznie powaliły połowę jej rodziny.
- O rany, to miało być krótkie przesłuchanie - westchnął zmęczony Marek, zamykając oczy. - Jak można tak świadka męczyć? Jesteś kompletnie porąbana - zaśmiał się.
- Nie porąbana, tylko po prostu ostrożna - sprostowała. - Nie chcę mieć takich niespodzianek jak z Wróblem - wspomniała feralnego świadka.
- To weź jeszcze zadzwoń do niego w środku nocy, wypytaj o numer buta, o rodzinę?
- Dobra, Jezu, chce ci się tak gadać? - Agata przerwała jego wypowiedź.
Na chwilę zapanowała cisza.
- Chociaż tak na marginesie to właśnie...
- Słuchać też mi się nie chce - westchnął Dębski, wchodząc jej w słowo. Spodobała mu się ta taka cicha atmosfera. On, ona, jeden mały pokój i nic prócz odgłosu tykania wskazówek zegara i ich oddechów.
Agata przyglądała mu się dokładnie. Leżał taki wykończony po ciężkim dniu z lekkim uśmiechem na ustach. Zastanawiała się, co też może chodzić mu po głowie. Bardzo chciałaby usłyszeć teraz jego myśli.
- Nie no, ja się nie ruszę już stąd - oznajmił po nieudanej próbie podniesienia się z posłania. - Tu jest wygodniej niż u mnie - stwierdził.
Mecenas Przybysz zaśmiała się. Z jednej strony bardzo chciała, żeby został, z drugiej rozsądek kazał jej się opanować. W końcu przyjechali tu służbowo.
- Nie wiem, co ci mogę w takiej sytuacji zaproponować, ale jeżeli jest aż tak wygodne, to możesz oczywiście to łóżko zabrać do siebie do pokoju - powiedziała w końcu zupełnie sprzecznie ze swoją wolą.
- Czy wy kobiety zawsze jesteście takie nieczułe? - spytał z udawanym płaczem.
- Widocznie tylko ty na takie trafiasz - zaśmiała się, pokazując mu rządek równiutkich, białych zębów.
Uwielbiał ten obrazek. Widząc jej roześmiane oczy w jednej sekundzie cały świat przestawał dla niego istnieć. Nie zauważył nawet, że przygląda się jej już dłuższą chwilę. Nastała niezręczna cisza.
- Masz tak czasem, że odnajdujesz w sobie gdzieś głęboko coś z dziecka? - przerwał milczenie, leżąc na wznak i wpatrując się w sufit.
- Nie bardzo rozumiem, o co pytasz? - spojrzała na niego wyczekująco.
- No wiesz - wsparł się na łokciu, odwracając się do kobiety - nie masz czasem ochoty się powygłupiać, beztrosko śmiać, biegać, skakać, bawić się?
- Marek przerażasz mnie... - zmierzyła go podejrzliwie wzrokiem.
- Może to głupie co teraz powiem, ale zawsze na koloniach bawiliśmy się w pytania albo zadania...
- Nie! Nie! Nie! Nie przekonasz mnie, nie ma mowy! - przerwała mu krzykiem w pół zdania, rozpoznając w porę zamiary mężczyzny.
- Czyli wiesz na czym ta gra polega? - uśmiechnął się zawadiacko - Może być całkiem fajnie, proszę - spojrzał na nią błagającym wzrokiem, robiąc przy tym maślane oczy.
- Boże, stary a głupi - mruknęła pod nosem.
- Co ty tam mówisz?
- Nic, nic.
- To jak będzie? Obiecuję, że nie zrobię nic czego nie będziesz chciała, bym zrobił - ponowił prośbę.
Po chwili zastanowienia kobieta niechętnie uległa prośbom Marka i zgodziła się na ten szalony z jej punktu widzenia pomysł.
- Chyba sama nie wierze w to co robię - zganiła się, podczas gdy mężczyzna wyszedł do swojego pokoju przebrać się w wygodniejsze ciuchy. Już po chwili stał przed nią w t-shircie i dresowych spodniach z butelką wina w ręku. Oboje zgodnie usiedli na podłodze.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Ja tu ustalam reguły gry - rzuciła zdecydowanym tonem do mężczyzny - po pierwsze NIE gramy na rozbieranie. Co, jak co, ale jeszcze do tego stopnia nie zwariowałam. A po drugie... - zawahała się - w sumie żadnych uwag już nie mam.
- Skoro już żadnych postulatów jaśnie pani mecenas nie posiada, to rozumiem, że możemy zaczynać.
Nalał do kieliszków czerwony trunek i oświadczył:
- Ja zaczynam. Pytanie czy zadanie?
Upiła łyk wina, przełknęła nerwowo ślinę i z determinacją w głosie odpowiedziała:
- Pytanie.
Marek uśmiechnął się do siebie. W jego głowie od razu pojawiło się pewne pytanie, którego nie mógł zadać tak prosto z mostu. Powoli, małymi kroczkami...
- Ile miałaś lat, gdy zakochałaś się po raz pierwszy, ale tak bardzo, że nie mogłaś spać po nocach? - wyszczerzył się.
Agata zachichotała nerwowo. Bo co miała powiedzieć? Że dopiero gdy poznała jego? O nie, panie mecenasie. Nie ma tak łatwo... Mistrzyni improwizacji na szybko wymyśliła jakąś opowiastkę.
- Hmm. To było w liceum, ostatnia klasa chyba czy coś koło tego - udała, że z trudem sięga pamięcią do tamtych czasów. - Tak, tak, ostatnia klasa. Pamiętam, że wszyscy stresowali się wtedy maturą, a ja? No cóż, chodziłam z głową w chmurach. Miał na imię Paweł i był największym ciachem w szkole - wyszczerzyła się, a gdy ujrzała jego wyraźnie niedowierzający i lekko ironiczny uśmiech, rzekła - Ale widzę, że dalsza opowieść nie ma sensu, bo chyba nie potrafisz uwierzyć, że taka dziewczyna jak ja mogła skraść komuś serce - wywróciła oczami na pokaz.
- Nie, dlaczego, wcale tak nie uważam - odparł Dębski lekko zmieszany. Przez chwilę nie wiedział co myśleć, bo brunetka albo niesamowicie dobrze kłamała, albo rzeczywiście przeżyła coś takiego i robił właśnie z siebie kretyna niedowiarka. - No ale naciskał nie będę, pytanie w końcu dotyczyło tylko wieku ? mrugnął zalotnie, a Agata zaśmiała się wyraźnie zadowolona z tego, że nie musi dalej oszukiwać.
- Teraz moja kolej - poinformowała o tym oczywistym fakcie swojego kolegę. - Pytanie czy zadanie?
Marek przez chwilę się zastanawiał i doszedł do wniosku, że może jednak zadanie będzie dobrą opcją w tej chwili.
- Skoro wybrałeś zadanie, to... - Agata zamyśliła się. Co by tu wykombinować? Może coś rodem z czasów piaskownicy? W końcu sam tego chciał. - Zaśpiewaj jakąś brzydką piosenkę, którą poznałeś na podwórku - zaproponowała świadoma tego, że dla Marka może to być ponad jego siły. I na tym właśnie cała zabawa polegała. Dębski myślał, że pęknie ze śmiechu.
- Ja? Poważny pan adwokat? Mam śpiewać? Brzydką piosenkę? Nie ma mowy, mam jeszcze trochę klasy i szacunek do mowy ojczystej... - pokręcił głową, zasłaniając sobie usta ręką na znak, że nie ma zamiaru tego zrobić.
- Panie Dębski... - Agata spojrzała na niego jak na małe i nieznośnie uparte dziecko. - Zobowiązał się pan do czegoś, prawda? - spytała pozornie poważnym tonem. Marek pokręcił głową dalej z ręką na ustach. Widocznie bawiła go ta cała sytuacja i nie zamierzał zbyt szybko odpuszczać. W momencie wpadł na lepsze uzasadnienie swojego sprzeciwu.
- Nie będę wyśpiewywał wiązanki przekleństw i towarzystwie takiej pięknej, czarującej damy - uniósł brwi, przyglądając jej się uważnie. Przybysz natychmiast się zarumieniła.
- Dobra, daruję ci, ale tylko ten jeden raz. Nie licz na więcej takich ulg - oznajmiła surowo, uciekając zawstydzonym jeszcze wzrokiem. - Wymyślimy coś innego...
Sięgnęła po kieliszek i upiła kolejny łyk. Dębski zawtórował koleżance.
- Dobra, mam, ale lepiej się napij, bo to naprawdę będzie kosa - oznajmiła rozbawiona.
Mężczyzna podejrzliwie spojrzał na Agatę i grzecznie opróżnił swój kieliszek.
- Pij jeszcze- nakazała dolewając mu kolejną porcję trunku.
- Zaraz pomyślę, że chcesz mnie upić i wykorzystać - oznajmił rozbawiony jak również zaciekawiony zaistniałą sytuacją. Nie miał bladego pojęcia jaki misterny plan narodził się w głowie jego towarzyszki.
- To na odwagę, przyda ci się przy tym zadaniu - uśmiechnęła się tajemniczo - gotowy?
Mężczyzna przytaknął i czekał na polecenia.
- Założysz moją bluzkę - wskazała na czarną lateksową bokserkę - i przejdziesz się w niej po całym piętrze. Módl się przy okazji, byś nie trafił na tłumy na korytarzu - poradziła koledze.
- Chyba zwariowałaś! - oburzył się - Za nic w świecie!
- Zadanie to zadanie, już jedno ci odpuściłam. Dębski nie bądź mięczakiem - podpuściła go.
- Ja mięczakiem? Zaraz się przekonamy...
Wstał i zdjął swój t-shirt pokazując kobiecie nagi tors. Chwycił bluzkę przewieszoną na oparciu od krzesła i z trudem się w nią wcisnął. Kobieta nie mogła opanować śmiechu. Marek wyglądał komicznie. Opięty materiał lśnił na jego ciele sięgając mu zaledwie do pępka.
- Muszę się jeszcze napić - oznajmił i nalał sobie kolejny kieliszek wina. Energicznym ruchem przechylił go wlewając zawartość do gardła. Podszedł do drzwi, chwycił za klamkę i otwierając je odwrócił się w stronę kobiety i rzucił krótkie:
- Nie znoszę cię Przybysz - po chwili nie było już po nim śladu.
Kobieta zaciekawiona wyjrzała za drzwi. Marek swobodnie spacerował po korytarzu zadowolony z faktu, iż jest on akurat pusty. Jak na zawołanie otworzyły się drzwi windy, z której wysiadło małżeństwo w starszym wieku oraz rodzina z dwójką dzieci. Jak wryci stanęli naprzeciwko mężczyzny, który zakłopotany cały poczerwieniał, nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Agata roześmiała się głośno na ten widok, a Dębski rzucił jej spojrzenie w stylu "policzymy się w pokoju". Jedno z dzieci krzyknęło:
- Mamo, czy ten pan to transcelebryta?
Kobieta szybko zasłoniła dzieciom oczy i syknęła do Marka:
- Wstydziłby się pan.
Po czym wraz z mężem odeszli czym prędzej w stronę pokoju. Z dala słychać było tylko słowa mężczyzny:
- Mówi się transwestyta, synku.
Marek szybkim krokiem ruszył w kierunku Agaty, która nadal nie mogła opanować śmiechu. Oboje weszli do pokoju.
- No Dębski, to było wielkie - wyszczerzona Agata zaczęła mu bić brawa. Jednak Markowi było w głowie tylko jedno - zemsta. Zdjął bluzkę wspólniczki, ale nie założył już własnego ubrania. Usiadł półnagi na podłodze i czekał aż Przybysz również wróci na swoje miejsce. - Masz zamiar taki goły tu siedzieć? ? zapytała lekko zaniepokojona obrotem spraw.
- A co, aż tak bardzo cię pociągam i boisz się, że nie wytrzymasz i się zaraz na mnie rzucisz? - Marek spojrzał na nią przenikliwie, szykując w głowie niecny plan.
- Chciałbyś - prychnęła i usiadła obok prawie pustej już butelki. - Dawaj, wybieram zadanie -odparła pewnie, chcąc pokazać koledze na jak wielką odwagę ją stać.
- Oj, Przybysz, Przybysz.. Nie wiesz w co się pakujesz? - Markowi zapłonęły iskierki w oczach. - Chyba nie spodziewasz się, że po czymś takim będzie lekko?
- Phi, nie jestem mięczakiem - odparła wyzywająco, całkiem pewna siebie.
- A więc... - zaczął, ale mu przerwała.
- Nie zaczynamy zdania od "a więc" - pouczyła go. - Chyba ktoś tu szkoły nie skończył? - droczyła się.
- Przybysz, ty mi tu mydła w oczy nie wciskaj, tylko słuchaj uważnie - zignorował jej słowa. - Pójdziesz teraz do łazienki i wdziejesz ten piękny ręczniczek, w którym ostatnio przyszłaś mi się pokazać.
- Po pierwsze: wcale nie przyszłam ci się w nim pokazać, tylko po prostu zatrzasnęły mi się drzwi jak wyszłam na korytarz, a po drugie: mówiłam, że nie gramy w rozbieranie.
- Po pierwsze: uważaj, bo ci uwierzę, a po drugie: powiedziałem "odziej się", a nie "rozbierz" - odpowiedział sprytnie.
- Ale żeby go przyodziać, jak to pięknie nazwałeś, muszę się rozebrać - zauważyła.
- A to już nie mój problem. No idź, idź, bo to tylko dopiero pierwsza część zadania - ponaglił ją, zacierając ręce.
- Dębski, nie wiem co kombinujesz, ale mi się to za cholerę nie podoba - powiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę małego pomieszczenia. Wyszła z łazienki kilka minut później, a Markowi prawie opadła szczęka.
- No proszę, proszę, każdy szczegół zachowany... - podszedł do niej i zaczął bawić się szczoteczką do zębów, którą specjalnie włożyła za ręcznik między biust tak jak wcześniej. Agata ukazała swoje uzębienie i poczuła lekki dreszcz emocji.
- I co teraz? - zapytała o dalszą część planu.
- Teraz przejedziemy się w tym stroju kilka razy windą, aż trafisz na jakiegoś przystojniaka. I wtedy zaproponujesz mu, żeby wpadł na wspólne mycie zębów na przykład - oznajmił z chytrym uśmieszkiem i nie czekając na jej zgodę, wyciągnął ją z pokoju i zaprowadził do windy.
Brunetka na początku się upierała i szarpała z Markiem, ale chcąc uniknąć zsunięcia się ręcznika, uspokoiła się, obiecała koledze tylko, że go zabije i weszli do windy. Ona w samym ręczniku, on bez koszulki. Przybysz nie umiała powstrzymać się od uszczypliwych uwag i obietnic wykonania na nim tortur. Dębskiemu, który przyciskał guziki w windzie, bardzo się to podobało. Alkohol zrobił swoje, oboje stali się trochę bardziej śmielsi.
Zjechali w dół i w górę cztery razy, zanim trafili na pierwszą ofiarę. Młody mężczyzna, koło trzydziestki, wyraźnie się zawahał, kiedy ujrzał dwójkę adwokatów, ale wsiadł. Stanął jak najdalej po przeciwnej stronie i odwrócił się do nich plecami, próbując ukryć uśmiech, jednak lustra zawieszone na obu ścianach ciasnego dźwigu zaglądały wszędzie. Marek, widząc rozbawienie ofiary i nic nie mówiącą Przybysz, pchnął ją zdecydowanie w kierunku młodzieńca. Agata wpadła na niego z impetem i o mały włos, a zaliczyłaby bliższe spotkanie z windową podłogą. Mężczyzna spojrzał na nią i nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Pomógł kobiecie utrzymać równowagę, a jego uwagę przykuł czerwony ze śmiechu Dębski, który prawie ronił łzy.
- Koleżanka chciała zapytać, czy nie ma pan ochoty umyć z nią zębów - wypalił Marek gdy zauważył, że kompletnie zawstydzona Aga nie jest w stanie wypowiedzieć ani słowa.
Pasażerowi oczy wyszły z orbit. Spojrzał na nich jak na kosmitów i nie wiedział co powiedzieć. Uratowały go otwierające się drzwi windy. Rzekł tylko drżącym głosem: "Eee, dzięki, już myłem" i szybkim krokiem ruszył w stronę swojego pokoju.
- Dębski, już nie żyjesz - powiedziała totalnie zażenowana i rozbawiona Agata, kiedy maszerowali z powrotem do jej pokoju.
- Zginąć z twoich rąk to moje największe marzenie - pokłonił się z wielką gracją, chwiejąc się niczym trzcina na wietrze.
Wpadli do pokoju, Dębski śmiejąc się, a Agata lekko poirytowana zaistniałą sytuacją. Rachunki zostały wyrównane. Kobieta natychmiast powędrowała do łazienki, by włożyć z powrotem swoje ubrania. Gdy wyszła, mężczyzna czekał już na nią z kolejną porcją wina w kieliszkach. Ze smutkiem stwierdził, że tę butelkę opróżnili zbyt szybko i niemal natychmiast ? mimo sprzeciwów Agaty - pognał po kolejną do hotelowej restauracji.
Zasiedli na swoich miejscach i kontynuowali zabawę.
- Wybieraj Dębski, pytanie czy zadanie?
- Hmm tym razem poproszę pytanie - uśmiechnął się do koleżanki.
- Tchórz - skwitowała zawiedziona, że odebrał jej szansę zemsty. - Okej, w takim razie... - podrapała się po głowie i spojrzała w skupieniu na sufit. - Mam! Chcę wiedzieć, gdyż zawsze mnie to ciekawiło, czy naprawdę od samego początku tak bardzo mnie nienawidziłeś? Pamiętam do dziś te wszystkie twoje uszczypliwe uwagi na mój temat...
Marek spojrzał na nią lekko zaskoczony tym ,co przed chwilą usłyszał z jej ust. Jasne, że tak nie było! Od początku zawróciła mu w głowie, a te wszystkie kłótnie miały służyć tylko zamaskowaniu prawdziwych uczuć. Nie mógł przecież powiedzieć jej, że od samego początku lgnął do niej jak do nikogo innego.
- Cóż - spuścił głowę i na chwilę zamyślił się. - W zasadzie to nie do końca. To nie miało tak wyglądać i z tego miejsca chciałem serdecznie cię przeprosić za te - jak to ładnie nazwałaś - uszczypliwe uwagi na twój temat.
Spojrzał na nią ośmielony buzującym w żyłach alkoholem. Wyglądała uroczo w zbyt dużej koszulce, na którą opadały jej kruczoczarne włosy, z lampką wina w dłoni przytkniętą do brody. Jedną nogę zgięła w kolanie i oparła o nią prawą rękę. Przyćmione światło lampki nocnej padało na jej sylwetkę. Świdrował ją wzrokiem, z każdą chwilą czując się coraz bardziej pewny siebie.
- Agata, posłuchaj... - chwilę się zawahał. - Od zawsze jakaś niepojęta dla mnie siła ciągnęła mnie do ciebie...
Pochylił się w jej stronę i sięgnął dłonią po jej kieliszek, by za chwilę odstawić go na podłogę. Zaskoczona kobieta oddała mu szkło i wyczekująco spoglądała na niego. Mężczyzna kontynuował:
- Może masz mnie teraz za kompletnego, podpitego kretyna ale uwierz mi, wiem co mówię i mówię to jak najbardziej szczerze. - Zamknął w uścisku jej dłoń, po czym uniósł ją i lekko musnął ustami. Przysunął się do kobiety. Miała mętlik w głowie, alkohol również zrobił swoje. Czuła się pewna siebie, przepełniona odwagą. Siedzieli tak na przeciwko cały czas kurczowo trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy. Marek powoli zbliżał usta do jej ust, a ona jak zahipnotyzowana obserwowała jego kolejne ruchy. Już prawie stykali się rozgrzanymi wargami, gdy kobieta uśmiechnęła się łobuzersko i zaczęła powoli cofać usta, oddalając się na pewien dystans od kolegi. Lubiła się z nim drażnić. Zdezorientowany mężczyzna otworzył oczy i ujrzał tajemniczo uśmiechniętą Agatę, która powoli oddalała się od niego. Pragnęła go teraz pocałować, ale trzymanie go na dystans jeszcze bardziej ją podniecało. Nie chciała podawać mu wszystkiego na tacy, musi się o nią postarać. Musi zasłużyć na to, by ją pocałować.
- A więc pani mecenas lubi się droczyć? - zapytał uwodzicielsko, niezwykle męskim, seksownym głosem.
- Nie myśl sobie, że pójdzie ci ze mną tak łatwo. - Odruchowo przygryzła wargę.
Marek głośno wciągnął powietrze, zamknął oczy i wyszeptał:
- Nie przygryzaj wargi, nie masz pojęcia jak to na mnie działa?
Podobał mu się fakt, że musi jeszcze "zaczekać", chociaż wiedział, że stanie się to tej nocy. Tej nocy jeszcze ją pocałuje. Lubił takie gry - starać się o kobietę, być celowo ignorowanym. Dodatkowo podniecało go to, że ma przed sobą nie lada wyzwanie. Pragnął dotknąć ją coraz bardziej, podczas gdy ona wcale mu tego nie ułatwiała.
Usiadła na brzegu swojego łóżka. Marek posłusznie został na podłodze.
- Teraz twoja kolej -powiedziała. - Wybieram pytanie - uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Pytanie, pytanie, hmm. - Dębski przez chwilę zastanawiał się, co najbardziej go dotychczas nurtowało. - Byłaś kiedyś o mnie zazdrosna? - wypalił po chwili ciszy.
- Niby z jakiej paki? -prychnęła Przybysz.
- Mama cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie? - zażartował.
- A ciebie? - kontynuowała wzajemne przekomarzanie.
Byli w świetnych nastrojach. Hotelowy pokój, noc, trochę alkoholu, lateksowa koszulka, szczoteczka do zębów, ręcznik, winda... No cóż, działo się. EWIDENTNIE działo się między tą dwójką i to sporo. W takich momentach oboje uświadamiali sobie, jak wiele tego typu chwil przeleciało im między palcami. Że mogli już tak od dawna zaprzestać bezsensownych kłótni i wreszcie zacząć się cieszyć własnym szczęściem. Własnym, czyli też wspólnym. Bo jedno bez drugiego żyć nie chciało, choć przez ponad dwa lata znajomości starali się tego nie okazywać.
- No więc jak z tą zazdrością u ciebie? - Marek ponowił pytanie, kiedy już przestali dusić się ze śmiechu.
- Oj tam, zazdrością bym tego nie nazwała - brunetka kombinowała na wszystkie możliwe sposoby. - Po prostu nie lubiłam twojej koleżanki i tyle - odpowiedziała z pozornym luzem, nie patrząc na niego.
- Nie lubiłaś mojej koleżanki? - zaciekawiony Marek podniósł się z podłogi i powoli podszedł do kobiety. Usiadł na rogu łóżka, na którym siedziała także ona. Delikatnie podniósł jej twarz i zmusił, by na niego spojrzała.
- No nie lubiłam - powiedziała jak dziecko, robiąc oczy na wzór kota z popularnego filmu animowanego o zielonym ogrze.
- Więc czemu mi nie powiedziałaś? - zapytał już poważnie.
- A co miałam ci powiedzieć? "Hej, Dębski, ta Maria jest jakaś felerna, chodź lepiej pobawić się w mojej piaskownicy"? Przecież to by było idiotyczne - wzruszyła ramionami.
- Fakt, trochę głupio by to wyglądało. To moja wina - przyznał. - Ale wiesz dlaczego tak późno rozstałem się z Marią?
- A rozstałeś? - Agata była zdziwiona. Jej serce szybciej zabiło.
- Tak, kilka tygodni temu - oznajmił wreszcie. - Ale wracając do tego, co zacząłem... Zawsze bałem się, że rzeczywiście mnie nie lubisz. Że te wszystkie miłe chwile z tobą albo nie były szczere, albo wiązały się tylko z tym, że czułaś się samotna i chwytałaś się pierwszej lepszej ofiary. Tak, były momenty, kiedy czułem się przez ciebie wykorzystywany, że się mną bawisz - wyznał jej szczerze. - Bo nigdy nie mogłem, i nadal nie potrafię w to uwierzyć, że możesz lubić kogoś takiego jak ja ? westchnął, czując wreszcie ulgę. Powiedział jej to, co leżało mu na sercu już od dawna. Obawiał się, że Agata może się na niego pogniewać za tę szczerość, ale wiedział, że to dobry moment na takie wyznanie.
Ku jego zdziwieniu, Przybysz wcale nie była zła. Wręcz przeciwnie - uśmiechnęła się, a po policzku spłynęła jej łza. Była totalnie wzruszona. Nie spodziewała się takich słów. Gdyby mu na niej nie zależało, nigdy by się do tych rzeczy nie przyznał. Bo miłość - tak, miłość - nie polega tylko na prawieniu sobie samych komplementów i słodkim gruchaniu do uszka. To także gotowość do powiedzenia drugiej osobie całkiem szczerze o swoich obawach i związanych z tym uczuciach.
Marek, widząc jak kobieta płacze, natychmiast objął ją swoimi silnymi ramionami. Agata wtuliła się w niego, a w jej głowie panował straszny chaos. Łzy zaczęły płynąć z jej oczu strumieniami. Dębski sięgnął jedną ręką na nocną szafkę, gdzie leżały chusteczki i podał jej. Brunetka na chwilę wyswobodziła się z jego objęć, aby doprowadzić się do porządku, co zajęło jej tylko chwilę.
- Fatalna jestem - uśmiechnęła się do niego, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Nie, to ja jestem fatalny - stwierdził, gładząc ją po policzku.
- Oboje jesteśmy - podsumowała.
Na chwilę zapanowała cisza, każde z nich układało w głowie myśli. W końcu Agata położyła się na plecach, pociągając za sobą Dębskiego. Mężczyzna ułożył się wygodnie koło niej na ciasnym łóżku, obejmując ją w pasie. Przybysz ujęła twarz Marka w dłonie i delikatnie nakierowała jego usta na swoje.
Ta chwila mogłaby dla nich trwać wiecznie. Znów szalone motyle trzepotały radośnie swoimi skrzydełkami w ich brzuchach, znów poczuli się wyjątkowo - jak tamtej nocy. Tyle że tym razem żadne z nich nie miało zamiaru się kłócić, o nie. Wręcz przeciwnie.
- Czyli co, od teraz nie będziemy się już sprzeczać? - spytał lekko zawiedziony Dębski, gdy oderwali się od siebie.
- Tak poważniej to mam nadzieję, że nie, ale obawiam się, że drobnych uszczypliwości sobie nie daruję ? ostrzegła, przeciągając się i ziewając.
- Czyżby mecenas Przybysz była śpiąca?
- W sumie to trochę tak? Pewien przystojniak mnie totalnie dziś wykończył - westchnęła.
- A cóż to za ciacho, jeśli można wiedzieć? - dopytywał Dębski.
- Taki jeden, nie znasz... - wyraźnie się z nim droczyła. Odwróciła się do niego plecami i zamknęła oczy.
- A jak ma na imię? - nie odpuszczał.
- O dziwo, taki tam zbieg okoliczności, nazywa się Marek - powiedziała "od niechcenia".
- A, i może jeszcze jest bardzo do mnie podobny?
- No, tak się jakoś złożyło... - zachichotała.
- Ale z pewnością nie ma takiej klaty jak ja - Marek dumnie uderzył się w nagi tors.
- Oj ma, ma... - rzekła rozmarzonym głosem. W końcu odwróciła się do niego twarzą. - To co, idziemy spać? - zaproponowała.
- Jeśli chcesz... - westchnął, udając zasmuconego. Już się podnosił z łóżka, mając zamiar udać się do swojego pokoju, kiedy nagle poczuł, jak Agata chwyta go mocno za rękę.
- A ty gdzie? - zapytała zdziwiona.
Marek się zaśmiał. To samo pytanie zadała mu, kiedy rok temu przypadkiem musieli dzielić jeden pokój hotelowy na służbowym wyjeździe i chciał zostać z nią w łóżku.
- Jak to gdzie? Do siebie. - oznajmił, jakby to było coś oczywistego.
- No ale chyba mnie tu samej nie zostawisz? - zapytała "zaskoczona" Agata.
- No nie wiem, nie wiem... Chyba nie zasłużyłaś - zacmokał teatralnie.
- No to nie - udała obrażoną i zwrócona do niego tyłem nakryła się po uszy kołdrą. Rozbawiony Marek chwilę stał w milczeniu, po czym usiadł za nią i delikatnie przejechał dłonią po odsłoniętym fragmencie jej pleców. Brunetka zadrżała pod wpływem tego dotyku, jednak nadal udawała, że nie robi to na niej wrażenia.
- Przecież wiesz, że zostanę - szepnął jej do ucha, uprzednio zdejmując z niego materiał. - Tak się tylko z tobą droczyłem.
- Wiem, ja też - wyszczerzyła się i zrobiła mu ponownie miejsce obok siebie. Oplotła go swoimi ramionami i zachłannie sięgnęła do jego ust.
- Mówiłaś... że jesteś... zmęczona - rzekł Dębski w przerwach między pocałunkami.
- To już nieaktualne - posłała mu zalotne spojrzenie i przylgnęła do niego jeszcze bardziej. - Kocham cię - wyszeptała po chwili.
- No proszę, a jednak mecenas Przybysz ma uczucia - zaśmiał się Dębski, a Agacie aż zaparło dech w piersiach. - Tylko żartowałem, kochanie - przeprosił, posyłając jej najcudowniejsze spojrzenie, na jakie było go stać. - Już tyle razy w myślach wyznawałem ci miłość, że mam wrażenie, że się teraz będę za bardzo powtarzał.
- Wiesz Dębski, nic na siłę - zażartowała.
- Oj, Przybysz, Przybysz, za kogo ty mnie masz? - westchnął, uśmiechając się do niej promiennie i bawiąc się kosmykiem jej włosów.
- Za najgorszego, a zarazem najwspanialszego faceta na ziemi. Nikt nie potrafi mnie tak wkurzyć, a jednocześnie w sobie rozkochać.
-Chyba nie będziesz spał w tych spodniach? - kpiąco zapytała. - No dalej, nie wstydź się cioci Agaty - zażartowała, przygryzając wargę.
- Co ci mówiłem o wardze? Chętnie sam bym ją przygryzł - uśmiechnął się szelmowsko a w jego oczach zdawało się dostrzec tańczące iskierki. Szybkim ruchem ściągnął z siebie dresy i wskoczył pod kołdrę, otulając kobietę swoim ciałem i obdarowując ją ciepłem. Za oknami szumiał wiatr, w świetle latarni ulicznej widać było spadające ukradkiem płatki śniegu. Leżeli w swoich objęciach jeszcze przez dłuższą chwilę, przysłuchując się odgłosom dobiegającym zza okna. Ciszę przerwała Agata:
- Marek? Nie zostawiaj mnie już nigdy, obiecaj.
- Obiecuję - wyszeptał do jej ucha, wsparł się na łokciu i zmarszczył brwi. - Nie wolno ci nawet tak myśleć, już zawsze będę przy tobie.
Odwróciła się w stronę mężczyzny i spojrzała na niego swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Znalazł w nich wszystko, czego tak uparcie szukał przez całe swoje życie - spokój, radość, miłość. Kochał się w tej kobiecie do szaleństwa, a upewnił się w tym dzisiejszej nocy.
Poranek zajrzał do pokoju, w którym dwójka adwokatów spała jeszcze w swoich objęciach. Oboje szczęśliwi, płomiennie w sobie rozkochani i pełni nadziei na cudowną wspólną przyszłość. Tej nocy wiele się wydarzyło, a co najważniejsze - padły wielkie wyznania i obietnice. Sami się tego nigdy po sobie nie spodziewali, a jednak?
A morał z tej opowiastki jest taki ? nie da uciec się przed prawdziwą miłością, która sprawia, że stajemy się zupełnie innymi ludźmi, gotowymi poświęcić własne życie dla tej drugiej polówki, która jest dla nas całym wszechświatem.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #119 dnia: Kwiecień 27, 2013, 12:20:59 »
Trzeba przyznać, że wyobraźnie to Wy macie <haha> Marek w koszulce Agaty - to dopiero byłby widok! <hahaha> I zakończenie piękne. Więcej, więcej, więcej proszę! :)