Brawo Nareli! Ach, jak romantycznie!

Czekam na więcej cudeniek!

A ja mam dla was opowiadanie, które napisałam w duecie z moją koleżanką Kasią.

Miłej lekturki.
Nocne igraszkiZa oknami panował mrok. Zimowy dzień dobiegał już końca, kiedy styrani pracą adwokaci weszli do hotelowego pokoju mecenas Przybysz. Agata opadła bezsilnie na swoje łóżko, Marek na legowisko zajmowane wcześniej przez Dorotę, która wróciła do Warszawy z powodu bakterii, które skutecznie powaliły połowę jej rodziny.
- O rany, to miało być krótkie przesłuchanie - westchnął zmęczony Marek, zamykając oczy. - Jak można tak świadka męczyć? Jesteś kompletnie porąbana - zaśmiał się.
- Nie porąbana, tylko po prostu ostrożna - sprostowała. - Nie chcę mieć takich niespodzianek jak z Wróblem - wspomniała feralnego świadka.
- To weź jeszcze zadzwoń do niego w środku nocy, wypytaj o numer buta, o rodzinę?
- Dobra, Jezu, chce ci się tak gadać? - Agata przerwała jego wypowiedź.
Na chwilę zapanowała cisza.
- Chociaż tak na marginesie to właśnie...
- Słuchać też mi się nie chce - westchnął Dębski, wchodząc jej w słowo. Spodobała mu się ta taka cicha atmosfera. On, ona, jeden mały pokój i nic prócz odgłosu tykania wskazówek zegara i ich oddechów.
Agata przyglądała mu się dokładnie. Leżał taki wykończony po ciężkim dniu z lekkim uśmiechem na ustach. Zastanawiała się, co też może chodzić mu po głowie. Bardzo chciałaby usłyszeć teraz jego myśli.
- Nie no, ja się nie ruszę już stąd - oznajmił po nieudanej próbie podniesienia się z posłania. - Tu jest wygodniej niż u mnie - stwierdził.
Mecenas Przybysz zaśmiała się. Z jednej strony bardzo chciała, żeby został, z drugiej rozsądek kazał jej się opanować. W końcu przyjechali tu służbowo.
- Nie wiem, co ci mogę w takiej sytuacji zaproponować, ale jeżeli jest aż tak wygodne, to możesz oczywiście to łóżko zabrać do siebie do pokoju - powiedziała w końcu zupełnie sprzecznie ze swoją wolą.
- Czy wy kobiety zawsze jesteście takie nieczułe? - spytał z udawanym płaczem.
- Widocznie tylko ty na takie trafiasz - zaśmiała się, pokazując mu rządek równiutkich, białych zębów.
Uwielbiał ten obrazek. Widząc jej roześmiane oczy w jednej sekundzie cały świat przestawał dla niego istnieć. Nie zauważył nawet, że przygląda się jej już dłuższą chwilę. Nastała niezręczna cisza.
- Masz tak czasem, że odnajdujesz w sobie gdzieś głęboko coś z dziecka? - przerwał milczenie, leżąc na wznak i wpatrując się w sufit.
- Nie bardzo rozumiem, o co pytasz? - spojrzała na niego wyczekująco.
- No wiesz - wsparł się na łokciu, odwracając się do kobiety - nie masz czasem ochoty się powygłupiać, beztrosko śmiać, biegać, skakać, bawić się?
- Marek przerażasz mnie... - zmierzyła go podejrzliwie wzrokiem.
- Może to głupie co teraz powiem, ale zawsze na koloniach bawiliśmy się w pytania albo zadania...
- Nie! Nie! Nie! Nie przekonasz mnie, nie ma mowy! - przerwała mu krzykiem w pół zdania, rozpoznając w porę zamiary mężczyzny.
- Czyli wiesz na czym ta gra polega? - uśmiechnął się zawadiacko - Może być całkiem fajnie, proszę - spojrzał na nią błagającym wzrokiem, robiąc przy tym maślane oczy.
- Boże, stary a głupi - mruknęła pod nosem.
- Co ty tam mówisz?
- Nic, nic.
- To jak będzie? Obiecuję, że nie zrobię nic czego nie będziesz chciała, bym zrobił - ponowił prośbę.
Po chwili zastanowienia kobieta niechętnie uległa prośbom Marka i zgodziła się na ten szalony z jej punktu widzenia pomysł.
- Chyba sama nie wierze w to co robię - zganiła się, podczas gdy mężczyzna wyszedł do swojego pokoju przebrać się w wygodniejsze ciuchy. Już po chwili stał przed nią w t-shircie i dresowych spodniach z butelką wina w ręku. Oboje zgodnie usiedli na podłodze.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Ja tu ustalam reguły gry - rzuciła zdecydowanym tonem do mężczyzny - po pierwsze NIE gramy na rozbieranie. Co, jak co, ale jeszcze do tego stopnia nie zwariowałam. A po drugie... - zawahała się - w sumie żadnych uwag już nie mam.
- Skoro już żadnych postulatów jaśnie pani mecenas nie posiada, to rozumiem, że możemy zaczynać.
Nalał do kieliszków czerwony trunek i oświadczył:
- Ja zaczynam. Pytanie czy zadanie?
Upiła łyk wina, przełknęła nerwowo ślinę i z determinacją w głosie odpowiedziała:
- Pytanie.
Marek uśmiechnął się do siebie. W jego głowie od razu pojawiło się pewne pytanie, którego nie mógł zadać tak prosto z mostu. Powoli, małymi kroczkami...
- Ile miałaś lat, gdy zakochałaś się po raz pierwszy, ale tak bardzo, że nie mogłaś spać po nocach? - wyszczerzył się.
Agata zachichotała nerwowo. Bo co miała powiedzieć? Że dopiero gdy poznała jego? O nie, panie mecenasie. Nie ma tak łatwo... Mistrzyni improwizacji na szybko wymyśliła jakąś opowiastkę.
- Hmm. To było w liceum, ostatnia klasa chyba czy coś koło tego - udała, że z trudem sięga pamięcią do tamtych czasów. - Tak, tak, ostatnia klasa. Pamiętam, że wszyscy stresowali się wtedy maturą, a ja? No cóż, chodziłam z głową w chmurach. Miał na imię Paweł i był największym ciachem w szkole - wyszczerzyła się, a gdy ujrzała jego wyraźnie niedowierzający i lekko ironiczny uśmiech, rzekła - Ale widzę, że dalsza opowieść nie ma sensu, bo chyba nie potrafisz uwierzyć, że taka dziewczyna jak ja mogła skraść komuś serce - wywróciła oczami na pokaz.
- Nie, dlaczego, wcale tak nie uważam - odparł Dębski lekko zmieszany. Przez chwilę nie wiedział co myśleć, bo brunetka albo niesamowicie dobrze kłamała, albo rzeczywiście przeżyła coś takiego i robił właśnie z siebie kretyna niedowiarka. - No ale naciskał nie będę, pytanie w końcu dotyczyło tylko wieku ? mrugnął zalotnie, a Agata zaśmiała się wyraźnie zadowolona z tego, że nie musi dalej oszukiwać.
- Teraz moja kolej - poinformowała o tym oczywistym fakcie swojego kolegę. - Pytanie czy zadanie?
Marek przez chwilę się zastanawiał i doszedł do wniosku, że może jednak zadanie będzie dobrą opcją w tej chwili.
- Skoro wybrałeś zadanie, to... - Agata zamyśliła się. Co by tu wykombinować? Może coś rodem z czasów piaskownicy? W końcu sam tego chciał. - Zaśpiewaj jakąś brzydką piosenkę, którą poznałeś na podwórku - zaproponowała świadoma tego, że dla Marka może to być ponad jego siły. I na tym właśnie cała zabawa polegała. Dębski myślał, że pęknie ze śmiechu.
- Ja? Poważny pan adwokat? Mam śpiewać? Brzydką piosenkę? Nie ma mowy, mam jeszcze trochę klasy i szacunek do mowy ojczystej... - pokręcił głową, zasłaniając sobie usta ręką na znak, że nie ma zamiaru tego zrobić.
- Panie Dębski... - Agata spojrzała na niego jak na małe i nieznośnie uparte dziecko. - Zobowiązał się pan do czegoś, prawda? - spytała pozornie poważnym tonem. Marek pokręcił głową dalej z ręką na ustach. Widocznie bawiła go ta cała sytuacja i nie zamierzał zbyt szybko odpuszczać. W momencie wpadł na lepsze uzasadnienie swojego sprzeciwu.
- Nie będę wyśpiewywał wiązanki przekleństw i towarzystwie takiej pięknej, czarującej damy - uniósł brwi, przyglądając jej się uważnie. Przybysz natychmiast się zarumieniła.
- Dobra, daruję ci, ale tylko ten jeden raz. Nie licz na więcej takich ulg - oznajmiła surowo, uciekając zawstydzonym jeszcze wzrokiem. - Wymyślimy coś innego...
Sięgnęła po kieliszek i upiła kolejny łyk. Dębski zawtórował koleżance.
- Dobra, mam, ale lepiej się napij, bo to naprawdę będzie kosa - oznajmiła rozbawiona.
Mężczyzna podejrzliwie spojrzał na Agatę i grzecznie opróżnił swój kieliszek.
- Pij jeszcze- nakazała dolewając mu kolejną porcję trunku.
- Zaraz pomyślę, że chcesz mnie upić i wykorzystać - oznajmił rozbawiony jak również zaciekawiony zaistniałą sytuacją. Nie miał bladego pojęcia jaki misterny plan narodził się w głowie jego towarzyszki.
- To na odwagę, przyda ci się przy tym zadaniu - uśmiechnęła się tajemniczo - gotowy?
Mężczyzna przytaknął i czekał na polecenia.
- Założysz moją bluzkę - wskazała na czarną lateksową bokserkę - i przejdziesz się w niej po całym piętrze. Módl się przy okazji, byś nie trafił na tłumy na korytarzu - poradziła koledze.
- Chyba zwariowałaś! - oburzył się - Za nic w świecie!
- Zadanie to zadanie, już jedno ci odpuściłam. Dębski nie bądź mięczakiem - podpuściła go.
- Ja mięczakiem? Zaraz się przekonamy...
Wstał i zdjął swój t-shirt pokazując kobiecie nagi tors. Chwycił bluzkę przewieszoną na oparciu od krzesła i z trudem się w nią wcisnął. Kobieta nie mogła opanować śmiechu. Marek wyglądał komicznie. Opięty materiał lśnił na jego ciele sięgając mu zaledwie do pępka.
- Muszę się jeszcze napić - oznajmił i nalał sobie kolejny kieliszek wina. Energicznym ruchem przechylił go wlewając zawartość do gardła. Podszedł do drzwi, chwycił za klamkę i otwierając je odwrócił się w stronę kobiety i rzucił krótkie:
- Nie znoszę cię Przybysz - po chwili nie było już po nim śladu.
Kobieta zaciekawiona wyjrzała za drzwi. Marek swobodnie spacerował po korytarzu zadowolony z faktu, iż jest on akurat pusty. Jak na zawołanie otworzyły się drzwi windy, z której wysiadło małżeństwo w starszym wieku oraz rodzina z dwójką dzieci. Jak wryci stanęli naprzeciwko mężczyzny, który zakłopotany cały poczerwieniał, nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Agata roześmiała się głośno na ten widok, a Dębski rzucił jej spojrzenie w stylu "policzymy się w pokoju". Jedno z dzieci krzyknęło:
- Mamo, czy ten pan to transcelebryta?
Kobieta szybko zasłoniła dzieciom oczy i syknęła do Marka:
- Wstydziłby się pan.
Po czym wraz z mężem odeszli czym prędzej w stronę pokoju. Z dala słychać było tylko słowa mężczyzny:
- Mówi się transwestyta, synku.
Marek szybkim krokiem ruszył w kierunku Agaty, która nadal nie mogła opanować śmiechu. Oboje weszli do pokoju.
- No Dębski, to było wielkie - wyszczerzona Agata zaczęła mu bić brawa. Jednak Markowi było w głowie tylko jedno - zemsta. Zdjął bluzkę wspólniczki, ale nie założył już własnego ubrania. Usiadł półnagi na podłodze i czekał aż Przybysz również wróci na swoje miejsce. - Masz zamiar taki goły tu siedzieć? ? zapytała lekko zaniepokojona obrotem spraw.
- A co, aż tak bardzo cię pociągam i boisz się, że nie wytrzymasz i się zaraz na mnie rzucisz? - Marek spojrzał na nią przenikliwie, szykując w głowie niecny plan.
- Chciałbyś - prychnęła i usiadła obok prawie pustej już butelki. - Dawaj, wybieram zadanie -odparła pewnie, chcąc pokazać koledze na jak wielką odwagę ją stać.
- Oj, Przybysz, Przybysz.. Nie wiesz w co się pakujesz? - Markowi zapłonęły iskierki w oczach. - Chyba nie spodziewasz się, że po czymś takim będzie lekko?
- Phi, nie jestem mięczakiem - odparła wyzywająco, całkiem pewna siebie.
- A więc... - zaczął, ale mu przerwała.
- Nie zaczynamy zdania od "a więc" - pouczyła go. - Chyba ktoś tu szkoły nie skończył? - droczyła się.
- Przybysz, ty mi tu mydła w oczy nie wciskaj, tylko słuchaj uważnie - zignorował jej słowa. - Pójdziesz teraz do łazienki i wdziejesz ten piękny ręczniczek, w którym ostatnio przyszłaś mi się pokazać.
- Po pierwsze: wcale nie przyszłam ci się w nim pokazać, tylko po prostu zatrzasnęły mi się drzwi jak wyszłam na korytarz, a po drugie: mówiłam, że nie gramy w rozbieranie.
- Po pierwsze: uważaj, bo ci uwierzę, a po drugie: powiedziałem "odziej się", a nie "rozbierz" - odpowiedział sprytnie.
- Ale żeby go przyodziać, jak to pięknie nazwałeś, muszę się rozebrać - zauważyła.
- A to już nie mój problem. No idź, idź, bo to tylko dopiero pierwsza część zadania - ponaglił ją, zacierając ręce.
- Dębski, nie wiem co kombinujesz, ale mi się to za cholerę nie podoba - powiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę małego pomieszczenia. Wyszła z łazienki kilka minut później, a Markowi prawie opadła szczęka.
- No proszę, proszę, każdy szczegół zachowany... - podszedł do niej i zaczął bawić się szczoteczką do zębów, którą specjalnie włożyła za ręcznik między biust tak jak wcześniej. Agata ukazała swoje uzębienie i poczuła lekki dreszcz emocji.
- I co teraz? - zapytała o dalszą część planu.
- Teraz przejedziemy się w tym stroju kilka razy windą, aż trafisz na jakiegoś przystojniaka. I wtedy zaproponujesz mu, żeby wpadł na wspólne mycie zębów na przykład - oznajmił z chytrym uśmieszkiem i nie czekając na jej zgodę, wyciągnął ją z pokoju i zaprowadził do windy.
Brunetka na początku się upierała i szarpała z Markiem, ale chcąc uniknąć zsunięcia się ręcznika, uspokoiła się, obiecała koledze tylko, że go zabije i weszli do windy. Ona w samym ręczniku, on bez koszulki. Przybysz nie umiała powstrzymać się od uszczypliwych uwag i obietnic wykonania na nim tortur. Dębskiemu, który przyciskał guziki w windzie, bardzo się to podobało. Alkohol zrobił swoje, oboje stali się trochę bardziej śmielsi.
Zjechali w dół i w górę cztery razy, zanim trafili na pierwszą ofiarę. Młody mężczyzna, koło trzydziestki, wyraźnie się zawahał, kiedy ujrzał dwójkę adwokatów, ale wsiadł. Stanął jak najdalej po przeciwnej stronie i odwrócił się do nich plecami, próbując ukryć uśmiech, jednak lustra zawieszone na obu ścianach ciasnego dźwigu zaglądały wszędzie. Marek, widząc rozbawienie ofiary i nic nie mówiącą Przybysz, pchnął ją zdecydowanie w kierunku młodzieńca. Agata wpadła na niego z impetem i o mały włos, a zaliczyłaby bliższe spotkanie z windową podłogą. Mężczyzna spojrzał na nią i nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Pomógł kobiecie utrzymać równowagę, a jego uwagę przykuł czerwony ze śmiechu Dębski, który prawie ronił łzy.
- Koleżanka chciała zapytać, czy nie ma pan ochoty umyć z nią zębów - wypalił Marek gdy zauważył, że kompletnie zawstydzona Aga nie jest w stanie wypowiedzieć ani słowa.
Pasażerowi oczy wyszły z orbit. Spojrzał na nich jak na kosmitów i nie wiedział co powiedzieć. Uratowały go otwierające się drzwi windy. Rzekł tylko drżącym głosem: "Eee, dzięki, już myłem" i szybkim krokiem ruszył w stronę swojego pokoju.
- Dębski, już nie żyjesz - powiedziała totalnie zażenowana i rozbawiona Agata, kiedy maszerowali z powrotem do jej pokoju.
- Zginąć z twoich rąk to moje największe marzenie - pokłonił się z wielką gracją, chwiejąc się niczym trzcina na wietrze.
Wpadli do pokoju, Dębski śmiejąc się, a Agata lekko poirytowana zaistniałą sytuacją. Rachunki zostały wyrównane. Kobieta natychmiast powędrowała do łazienki, by włożyć z powrotem swoje ubrania. Gdy wyszła, mężczyzna czekał już na nią z kolejną porcją wina w kieliszkach. Ze smutkiem stwierdził, że tę butelkę opróżnili zbyt szybko i niemal natychmiast ? mimo sprzeciwów Agaty - pognał po kolejną do hotelowej restauracji.
Zasiedli na swoich miejscach i kontynuowali zabawę.
- Wybieraj Dębski, pytanie czy zadanie?
- Hmm tym razem poproszę pytanie - uśmiechnął się do koleżanki.
- Tchórz - skwitowała zawiedziona, że odebrał jej szansę zemsty. - Okej, w takim razie... - podrapała się po głowie i spojrzała w skupieniu na sufit. - Mam! Chcę wiedzieć, gdyż zawsze mnie to ciekawiło, czy naprawdę od samego początku tak bardzo mnie nienawidziłeś? Pamiętam do dziś te wszystkie twoje uszczypliwe uwagi na mój temat...
Marek spojrzał na nią lekko zaskoczony tym ,co przed chwilą usłyszał z jej ust. Jasne, że tak nie było! Od początku zawróciła mu w głowie, a te wszystkie kłótnie miały służyć tylko zamaskowaniu prawdziwych uczuć. Nie mógł przecież powiedzieć jej, że od samego początku lgnął do niej jak do nikogo innego.
- Cóż - spuścił głowę i na chwilę zamyślił się. - W zasadzie to nie do końca. To nie miało tak wyglądać i z tego miejsca chciałem serdecznie cię przeprosić za te - jak to ładnie nazwałaś - uszczypliwe uwagi na twój temat.
Spojrzał na nią ośmielony buzującym w żyłach alkoholem. Wyglądała uroczo w zbyt dużej koszulce, na którą opadały jej kruczoczarne włosy, z lampką wina w dłoni przytkniętą do brody. Jedną nogę zgięła w kolanie i oparła o nią prawą rękę. Przyćmione światło lampki nocnej padało na jej sylwetkę. Świdrował ją wzrokiem, z każdą chwilą czując się coraz bardziej pewny siebie.
- Agata, posłuchaj... - chwilę się zawahał. - Od zawsze jakaś niepojęta dla mnie siła ciągnęła mnie do ciebie...
Pochylił się w jej stronę i sięgnął dłonią po jej kieliszek, by za chwilę odstawić go na podłogę. Zaskoczona kobieta oddała mu szkło i wyczekująco spoglądała na niego. Mężczyzna kontynuował:
- Może masz mnie teraz za kompletnego, podpitego kretyna ale uwierz mi, wiem co mówię i mówię to jak najbardziej szczerze. - Zamknął w uścisku jej dłoń, po czym uniósł ją i lekko musnął ustami. Przysunął się do kobiety. Miała mętlik w głowie, alkohol również zrobił swoje. Czuła się pewna siebie, przepełniona odwagą. Siedzieli tak na przeciwko cały czas kurczowo trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy. Marek powoli zbliżał usta do jej ust, a ona jak zahipnotyzowana obserwowała jego kolejne ruchy. Już prawie stykali się rozgrzanymi wargami, gdy kobieta uśmiechnęła się łobuzersko i zaczęła powoli cofać usta, oddalając się na pewien dystans od kolegi. Lubiła się z nim drażnić. Zdezorientowany mężczyzna otworzył oczy i ujrzał tajemniczo uśmiechniętą Agatę, która powoli oddalała się od niego. Pragnęła go teraz pocałować, ale trzymanie go na dystans jeszcze bardziej ją podniecało. Nie chciała podawać mu wszystkiego na tacy, musi się o nią postarać. Musi zasłużyć na to, by ją pocałować.
- A więc pani mecenas lubi się droczyć? - zapytał uwodzicielsko, niezwykle męskim, seksownym głosem.
- Nie myśl sobie, że pójdzie ci ze mną tak łatwo. - Odruchowo przygryzła wargę.
Marek głośno wciągnął powietrze, zamknął oczy i wyszeptał:
- Nie przygryzaj wargi, nie masz pojęcia jak to na mnie działa?
Podobał mu się fakt, że musi jeszcze "zaczekać", chociaż wiedział, że stanie się to tej nocy. Tej nocy jeszcze ją pocałuje. Lubił takie gry - starać się o kobietę, być celowo ignorowanym. Dodatkowo podniecało go to, że ma przed sobą nie lada wyzwanie. Pragnął dotknąć ją coraz bardziej, podczas gdy ona wcale mu tego nie ułatwiała.
Usiadła na brzegu swojego łóżka. Marek posłusznie został na podłodze.
- Teraz twoja kolej -powiedziała. - Wybieram pytanie - uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Pytanie, pytanie, hmm. - Dębski przez chwilę zastanawiał się, co najbardziej go dotychczas nurtowało. - Byłaś kiedyś o mnie zazdrosna? - wypalił po chwili ciszy.
- Niby z jakiej paki? -prychnęła Przybysz.
- Mama cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie? - zażartował.
- A ciebie? - kontynuowała wzajemne przekomarzanie.
Byli w świetnych nastrojach. Hotelowy pokój, noc, trochę alkoholu, lateksowa koszulka, szczoteczka do zębów, ręcznik, winda... No cóż, działo się. EWIDENTNIE działo się między tą dwójką i to sporo. W takich momentach oboje uświadamiali sobie, jak wiele tego typu chwil przeleciało im między palcami. Że mogli już tak od dawna zaprzestać bezsensownych kłótni i wreszcie zacząć się cieszyć własnym szczęściem. Własnym, czyli też wspólnym. Bo jedno bez drugiego żyć nie chciało, choć przez ponad dwa lata znajomości starali się tego nie okazywać.
- No więc jak z tą zazdrością u ciebie? - Marek ponowił pytanie, kiedy już przestali dusić się ze śmiechu.
- Oj tam, zazdrością bym tego nie nazwała - brunetka kombinowała na wszystkie możliwe sposoby. - Po prostu nie lubiłam twojej koleżanki i tyle - odpowiedziała z pozornym luzem, nie patrząc na niego.
- Nie lubiłaś mojej koleżanki? - zaciekawiony Marek podniósł się z podłogi i powoli podszedł do kobiety. Usiadł na rogu łóżka, na którym siedziała także ona. Delikatnie podniósł jej twarz i zmusił, by na niego spojrzała.
- No nie lubiłam - powiedziała jak dziecko, robiąc oczy na wzór kota z popularnego filmu animowanego o zielonym ogrze.
- Więc czemu mi nie powiedziałaś? - zapytał już poważnie.
- A co miałam ci powiedzieć? "Hej, Dębski, ta Maria jest jakaś felerna, chodź lepiej pobawić się w mojej piaskownicy"? Przecież to by było idiotyczne - wzruszyła ramionami.
- Fakt, trochę głupio by to wyglądało. To moja wina - przyznał. - Ale wiesz dlaczego tak późno rozstałem się z Marią?
- A rozstałeś? - Agata była zdziwiona. Jej serce szybciej zabiło.
- Tak, kilka tygodni temu - oznajmił wreszcie. - Ale wracając do tego, co zacząłem... Zawsze bałem się, że rzeczywiście mnie nie lubisz. Że te wszystkie miłe chwile z tobą albo nie były szczere, albo wiązały się tylko z tym, że czułaś się samotna i chwytałaś się pierwszej lepszej ofiary. Tak, były momenty, kiedy czułem się przez ciebie wykorzystywany, że się mną bawisz - wyznał jej szczerze. - Bo nigdy nie mogłem, i nadal nie potrafię w to uwierzyć, że możesz lubić kogoś takiego jak ja ? westchnął, czując wreszcie ulgę. Powiedział jej to, co leżało mu na sercu już od dawna. Obawiał się, że Agata może się na niego pogniewać za tę szczerość, ale wiedział, że to dobry moment na takie wyznanie.
Ku jego zdziwieniu, Przybysz wcale nie była zła. Wręcz przeciwnie - uśmiechnęła się, a po policzku spłynęła jej łza. Była totalnie wzruszona. Nie spodziewała się takich słów. Gdyby mu na niej nie zależało, nigdy by się do tych rzeczy nie przyznał. Bo miłość - tak, miłość - nie polega tylko na prawieniu sobie samych komplementów i słodkim gruchaniu do uszka. To także gotowość do powiedzenia drugiej osobie całkiem szczerze o swoich obawach i związanych z tym uczuciach.
Marek, widząc jak kobieta płacze, natychmiast objął ją swoimi silnymi ramionami. Agata wtuliła się w niego, a w jej głowie panował straszny chaos. Łzy zaczęły płynąć z jej oczu strumieniami. Dębski sięgnął jedną ręką na nocną szafkę, gdzie leżały chusteczki i podał jej. Brunetka na chwilę wyswobodziła się z jego objęć, aby doprowadzić się do porządku, co zajęło jej tylko chwilę.
- Fatalna jestem - uśmiechnęła się do niego, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Nie, to ja jestem fatalny - stwierdził, gładząc ją po policzku.
- Oboje jesteśmy - podsumowała.
Na chwilę zapanowała cisza, każde z nich układało w głowie myśli. W końcu Agata położyła się na plecach, pociągając za sobą Dębskiego. Mężczyzna ułożył się wygodnie koło niej na ciasnym łóżku, obejmując ją w pasie. Przybysz ujęła twarz Marka w dłonie i delikatnie nakierowała jego usta na swoje.
Ta chwila mogłaby dla nich trwać wiecznie. Znów szalone motyle trzepotały radośnie swoimi skrzydełkami w ich brzuchach, znów poczuli się wyjątkowo - jak tamtej nocy. Tyle że tym razem żadne z nich nie miało zamiaru się kłócić, o nie. Wręcz przeciwnie.
- Czyli co, od teraz nie będziemy się już sprzeczać? - spytał lekko zawiedziony Dębski, gdy oderwali się od siebie.
- Tak poważniej to mam nadzieję, że nie, ale obawiam się, że drobnych uszczypliwości sobie nie daruję ? ostrzegła, przeciągając się i ziewając.
- Czyżby mecenas Przybysz była śpiąca?
- W sumie to trochę tak? Pewien przystojniak mnie totalnie dziś wykończył - westchnęła.
- A cóż to za ciacho, jeśli można wiedzieć? - dopytywał Dębski.
- Taki jeden, nie znasz... - wyraźnie się z nim droczyła. Odwróciła się do niego plecami i zamknęła oczy.
- A jak ma na imię? - nie odpuszczał.
- O dziwo, taki tam zbieg okoliczności, nazywa się Marek - powiedziała "od niechcenia".
- A, i może jeszcze jest bardzo do mnie podobny?
- No, tak się jakoś złożyło... - zachichotała.
- Ale z pewnością nie ma takiej klaty jak ja - Marek dumnie uderzył się w nagi tors.
- Oj ma, ma... - rzekła rozmarzonym głosem. W końcu odwróciła się do niego twarzą. - To co, idziemy spać? - zaproponowała.
- Jeśli chcesz... - westchnął, udając zasmuconego. Już się podnosił z łóżka, mając zamiar udać się do swojego pokoju, kiedy nagle poczuł, jak Agata chwyta go mocno za rękę.
- A ty gdzie? - zapytała zdziwiona.
Marek się zaśmiał. To samo pytanie zadała mu, kiedy rok temu przypadkiem musieli dzielić jeden pokój hotelowy na służbowym wyjeździe i chciał zostać z nią w łóżku.
- Jak to gdzie? Do siebie. - oznajmił, jakby to było coś oczywistego.
- No ale chyba mnie tu samej nie zostawisz? - zapytała "zaskoczona" Agata.
- No nie wiem, nie wiem... Chyba nie zasłużyłaś - zacmokał teatralnie.
- No to nie - udała obrażoną i zwrócona do niego tyłem nakryła się po uszy kołdrą. Rozbawiony Marek chwilę stał w milczeniu, po czym usiadł za nią i delikatnie przejechał dłonią po odsłoniętym fragmencie jej pleców. Brunetka zadrżała pod wpływem tego dotyku, jednak nadal udawała, że nie robi to na niej wrażenia.
- Przecież wiesz, że zostanę - szepnął jej do ucha, uprzednio zdejmując z niego materiał. - Tak się tylko z tobą droczyłem.
- Wiem, ja też - wyszczerzyła się i zrobiła mu ponownie miejsce obok siebie. Oplotła go swoimi ramionami i zachłannie sięgnęła do jego ust.
- Mówiłaś... że jesteś... zmęczona - rzekł Dębski w przerwach między pocałunkami.
- To już nieaktualne - posłała mu zalotne spojrzenie i przylgnęła do niego jeszcze bardziej. - Kocham cię - wyszeptała po chwili.
- No proszę, a jednak mecenas Przybysz ma uczucia - zaśmiał się Dębski, a Agacie aż zaparło dech w piersiach. - Tylko żartowałem, kochanie - przeprosił, posyłając jej najcudowniejsze spojrzenie, na jakie było go stać. - Już tyle razy w myślach wyznawałem ci miłość, że mam wrażenie, że się teraz będę za bardzo powtarzał.
- Wiesz Dębski, nic na siłę - zażartowała.
- Oj, Przybysz, Przybysz, za kogo ty mnie masz? - westchnął, uśmiechając się do niej promiennie i bawiąc się kosmykiem jej włosów.
- Za najgorszego, a zarazem najwspanialszego faceta na ziemi. Nikt nie potrafi mnie tak wkurzyć, a jednocześnie w sobie rozkochać.
-Chyba nie będziesz spał w tych spodniach? - kpiąco zapytała. - No dalej, nie wstydź się cioci Agaty - zażartowała, przygryzając wargę.
- Co ci mówiłem o wardze? Chętnie sam bym ją przygryzł - uśmiechnął się szelmowsko a w jego oczach zdawało się dostrzec tańczące iskierki. Szybkim ruchem ściągnął z siebie dresy i wskoczył pod kołdrę, otulając kobietę swoim ciałem i obdarowując ją ciepłem. Za oknami szumiał wiatr, w świetle latarni ulicznej widać było spadające ukradkiem płatki śniegu. Leżeli w swoich objęciach jeszcze przez dłuższą chwilę, przysłuchując się odgłosom dobiegającym zza okna. Ciszę przerwała Agata:
- Marek? Nie zostawiaj mnie już nigdy, obiecaj.
- Obiecuję - wyszeptał do jej ucha, wsparł się na łokciu i zmarszczył brwi. - Nie wolno ci nawet tak myśleć, już zawsze będę przy tobie.
Odwróciła się w stronę mężczyzny i spojrzała na niego swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Znalazł w nich wszystko, czego tak uparcie szukał przez całe swoje życie - spokój, radość, miłość. Kochał się w tej kobiecie do szaleństwa, a upewnił się w tym dzisiejszej nocy.
Poranek zajrzał do pokoju, w którym dwójka adwokatów spała jeszcze w swoich objęciach. Oboje szczęśliwi, płomiennie w sobie rozkochani i pełni nadziei na cudowną wspólną przyszłość. Tej nocy wiele się wydarzyło, a co najważniejsze - padły wielkie wyznania i obietnice. Sami się tego nigdy po sobie nie spodziewali, a jednak?
A morał z tej opowiastki jest taki ? nie da uciec się przed prawdziwą miłością, która sprawia, że stajemy się zupełnie innymi ludźmi, gotowymi poświęcić własne życie dla tej drugiej polówki, która jest dla nas całym wszechświatem.