Wybacz Am! Tak Cię zaniedbałam..

Ale sama rozumiesz, matura wciąga na maksa.

Uprzedzam, że mam gotowych tylko 14 części, ale 15 postaram się w czasie świątecznej przerwy stworzyć.
Się nie przejmuj tym, że to co piszesz wydaje ci się nie niezdatne do przeczytku.

Ja też tak mam, cokolwiek napiszę, także wiesz... Dodawaj śmiało, nikt tu nikogo linczował nie będzie.
12.
Dębski usiadł wygonie na łóżku, a Agata w tym czasie wyciągnęła z szafy torbę z ubrankami dla córki Doroty.
- Nie widziałeś wszystkiego - wyjaśniła i wraz z pakunkiem weszła na łóżko. Usadowiła się obok mężczyzny i razem zaczęli wyjmować kolorowe ciuszki.
- Jakie to wszystkie malutkie - skomentował, obracając w dłoniach fioletową bluzeczkę.
- Każdy z nas był kiedyś taki drobniutki.
- O nie, ty byłaś duża i gruba, widziałem przecież twoje zdjęcia - prychnął Marek, a Agata przyozdobiła jego twarz poduszką.
- Znowu chcesz się bić? - zapytał, ubezwładniając jej ręce.
- Nie, ja pokojowo nastawiona przecież jestem - mrugnęła do niego słodko kilka razy.
- No dobra, masz szczęście, tym razem ci daruję - powiedział, zwalniając uścisk.
Kiedy skończyli oglądać ubranka, brunetka uczyła Dębskiego jak je składać. Mecenasowi szło to bardzo opornie.
- No co jest, przecież to nie takie trudne - zdziwiła się Przybysz, kiedy podał jej niechlujnie złożony sweterek.
- A jednak, to chyba nie dla mnie ? podniósł ręce w geście poddańczym.
- Jasne, myślisz że twoja przyszła żona do końca życia będzie za ciebie wszystko robić - burknęła pod nosem, udając niezadowoloną. - Wy wszyscy jesteście tacy sami...
- Że niby ja? Taki sam? Jak inni faceci? - oburzył się Dębski.
- A może nie? - droczyła się z nim.
- Zdecydowanie nie, jestem bardzo wyjątkowy.
- Jak bardzo? - podpuszczała go, wlepiając w niego słodkie, a zarazem kpiące spojrzenie.
- Bardzo, bardzo - szepnął z powagą, wstał z łóżka, włączył muzykę i wyciągając rękę w stronę Agaty, zapytał - Zatańczymy?
- Ale ja nie umiem tańczyć - próbowała się wykręcić.
- Umiesz, umiesz - zapewnił ją.
- Skąd to możesz wiedzieć? - zapytała. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że tylko ona nie pamięta niektórych wydarzeń. Może kiedyś już tańczyli? A może była na jakimś kursie?
- Chodź tu - pociągnął ją ku sobie i wziął w ramiona. Przybysz wtuliła się w nie mocno i dygała w rytm muzyki. - Kiedyś - zaczął opowieść - byliśmy na spacerze nad Wisłą. Powiedziałaś mi wtedy, że zawsze tam chodzisz, kiedy masz doła lub po prostu chcesz się oderwać od codzienności. No i tam sobie trochę potańczyliśmy do naszej piosenki...
- Mamy naszą piosenkę? - zdziwiła się. Dorota mówiła jej, że nie byli długo parą przed wypadkiem. Czyżby w tak krótkim czasie zdążyli znaleźć ulubioną melodię?
- Mamy, mamy - uśmiechnął się, sięgając do jej kieszeni po telefon. Wykonał kilka ruchów, a z głośników potoczył się utwór "Yours alone tonight".
Agata zamknęła oczy. Wsłuchała się w spokojne dźwięki. Marek przyglądał się jej cierpliwie i czekał. Po chwili znów objął ją w pasie i delikatnie zaczął prowadzić w powolnym tańcu. Kobieta w głowie miała mętlik. Bardzo chciała przywrócić wspomnienie tego wieczoru, o którym opowiedział jej właśnie Dębski, ale nie potrafiła. Postanowiła się rozluźnić i odegnać od siebie dyskomfort, który ponownie zapanował w jej psychice. Zmusiła się do uśmiechu, który po chwili stał się szczery.
Kiedy piosenka się skończyła, para zatrzymała się w miejscu. Marek spojrzał na zegar wiszący za plecami brunetki.
- Trochę późno się zrobiło. Może zadzwonimy jeszcze do twojego taty? - przypomniał jej. - Pewnie niedługo będzie kładł się spać, a nie chcesz chyba go obudzić?
- Tak, tak, zadzwońmy.
Mecenas Przybysz wybrała numer ojca i czekając na odbiór, powędrowała do salonu, a w ślad za nią Dębski. Usiadła po turecku na dywanie przed kominkiem, a Marek wszedł jeszcze do kuchni, skąd przyniósł butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. Chwilę później dołączył do Agaty rozmawiającej już ze swoim ojcem.
- Pozdrów - szepnął Dębski.
- Masz pozdrowienia od Marka - przekazała brunetka i chwilę jeszcze słuchała, co pan Przybysz miał jej do powiedzenia.
- I co tam? - spytał, kiedy kobieta odłożyła telefon.
- Wszystko dobrze, wygrali dzisiaj mecz - wyszczerzyła się. - Jutro popołudniu grają ostatni we Wrocławiu i we wtorek wracają.
- Ha, wiedziałem że dadzą popalić innym drużynom - ucieszył się Marek, nalewając wina do dwóch lampek.
Wpatrywali się w ogień w kominku, a z pokoju obok wciąż płynęła cicha i nastrojowa muzyka. Za oknem cicho sypał śnieg, a mroźny wiatr wciskał się w szpary w oknach ze swoim charakterystycznym odgłosem. Pili wino powoli, zerkając na siebie co chwila i wybuchając śmiechem. Agata sięgnęła po poduszki leżące na kanapie i kładąc się na dywanie, podłożyła sobie jedną pod głowę.
- Opowiesz mi jeszcze jakieś anegdotki z czasów kiedy się poznaliśmy? - poprosiła.
- Oczywiście. Hmm, od czego by tu zacząć? - zamyślił się na chwilę, a potem zaczął wspominać ich pierwszą rozprawę, kiedy stali po przeciwnych stronach, początki w kancelarii, gdy nie pałali do siebie sympatią, jakieś spotkania u Doroty, spacery do parku... Cieszył się bardzo za każdym razem, kiedy brunetka oznajmiała, że pamięta to i tamto. Robiła coraz większe kroki, a każdy mały sukces poprawiał jej i tak wiecznie dobry humor.
Opowieści Dębskiego trwały trzy godziny. Opamiętali się, kiedy zegar wybił północ. Sprzątnęli z podłogi opróżnioną butelkę oraz poduszki i po kolei udali się pod prysznic. Agata, zmarznięta i zmęczona tym dniem, wczołgała się na swoje łóżko i przykryła po uszy puchową kołdrą. Marek leżał w pokoju obok i analizował wszystko raz jeszcze. Już prawie zasypiał, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi.
- Mogę? - spytała Agata, która przywędrowała do niego z poduchą.
- Jasne, wskakuj - zaprosił, robiąc jej miejsce obok siebie. Weszła pod zagrzaną kołdrę i od razu oplotły ją silne ramiona mężczyzny.
- Nie umiesz zasnąć? - zapytał troskliwie.
- Umiem, umiem, jestem totalnie padnięta. Ale nie chciałam tak sama - wyjaśniła, o dziwo nieskrępowana.
- Rozumiem - powiedział cicho, przesuwając palcami po jej szyi, ramieniu, plecach. Agata jeszcze na chwilę otworzyła zmęczone oczy, uśmiechnęła się do niego i pocałowała bardzo delikatnie.
- Dziękuję ci, to był wspaniały dzień - przyznała szczerze.
- Jeśli tylko mi pozwolisz, sprawię, żeby każdy następny taki był - obiecał. W odpowiedzi otrzymał kolejny, tym razem dłuższy pocałunek. - Rozpieszczasz mnie - powiedział, kiedy się od siebie oderwali.
- Zawsze mogę przestać - dała mu wybór.
- Po moim trupie, kochanie.
- "Kochanie", jak to brzmi... - droczyła się z Dębskim.
- Zawsze mogę cię nazywać wstrętną, przebrzydłą ropuchą - odgryzł się.
- Nie pozwolę ci na to, kochanie - oboje buchnęli śmiechem.
- Mieliśmy iść spać? - przypomniał mecenas.
- Mhm... - zgodziła się kobieta, poprawiając poduszkę i odkładając bransoletkę z serduszkiem na szafkę nocną. - Dobranoc - odparła i zamknęła zmęczone oczy.
- Śpij dobrze - powiedział cicho.
Poniedziałkowy poranek przywitał Agatę i Dębskiego promieniami ostrego słońca odbijającego się od grubej warstwy białego śniegu. Mężczyzna, który obudził się pierwszy, postanowił zrobić brunetce niespodziankę w postaci śniadania do łóżka. Cichaczem wymknął się do kuchni, gdzie przygotował skromne, ale pyszne jedzenie i z tacą udał się z powrotem do sypialni. Kiedy przechodził przez drzwi, Agata właśnie otwierała oczy.
- Dzień dobry - przywitał się.
- Bry - ziewnęła zaspana i przetarła powieki. - Czy ja mam zwidy? - spytała na widok tacy ze śniadaniem, która właśnie lądowała na jej kolanach.
- Nie, chyba nie... Spróbuj, to się przekonasz - zachęcił Agatę do jedzenia.
- Masz szczęście, bo głodna jak diabli jestem - przyznała, a na potwierdzenie tego jej brzuch wydał donośny odgłos.
Kanapki pochłonęli szybko, a podczas dopijania herbatki włączyli telewizję i oglądali Dzień dobry TVN.
- Uwielbiam ten widok na stolicę - powiedział Marek, kiedy na ekranie pojawiły się zdjęcia Warszawy.
- Warszawa jest wspaniałym miastem - zgodziła się. - Zawsze ruch, coś się dzieje... No i jest tam tyle wspaniałych miejsc... - westchnęła na wspomnienie ulubionych zakątków.
Dzień minął im szybko. Znowu wybrali się na łyżwy, ulepili bałwana w ogródku przed domem, a popołudniu Marek trochę popracował na komputerze. Agata tymczasem odkurzyła cały dom, a Dębski zerkał na jej kocie ruchy. Jak zwykle sprzątała ze słuchawkami w uszach, więc nie słyszała, kiedy ten parodiował "Kwiaty we włosach" Czerwonych Gitar, dodatkowo umilając sobie nudną robotę.
Wieczorem, kiedy wszystko było już gotowe, razem usiedli przy laptopie i zadzwonili do Doroty.
- Hej, rudzielcu - przywitała się Przybysz, gdy tylko ujrzała twarz kobiety na monitorze.
- Siemanko, gołąbki - odparła z błyskiem w oku.
- Ja ci dam od gołębi nas wyzywać? - Marek spojrzał wzrokiem zabójcy w kamerkę.
- Daj se siana, Dębski - pokazała mu język. - Co tam u was?
- Wszystko w porządku, kolejny dzień zleciał, nawet nie wiem kiedy - westchnęła brunetka. - A u was jak?
- A tak jakoś? Fajniej było z wami w weekend, teraz tylko obowiązki - przewróciła oczami. - Całe szczęście, że pracuję w domu, Wojtek nawet zaczął mi trochę pomagać ze sprzątaniem i gotowaniem, kochany - pochwaliła męża, który właśnie podszedł do niej od tyłu i mocno ucałował w policzek.
- No, nareszcie się mnie docenia - wyszczerzył się do kamerki. ? Cześć wam ? przywitał się.
- Witaj, szanowny Wojciechu - odpowiedziała Agata, pękając ze śmiechu.
- Uważaj, bo się zapowietrzysz - ostrzegł ją Dębski, posyłając jej zatroskane spojrzenie.
Chwila ta nie umknęła Gawronom, którzy widząc, jak tamci na siebie patrzą, szeroko się uśmiechnęli. Kiedy Agata i Marek oderwali wzrok od siebie i spojrzeli na Wojtka i Dorotę, parsknęli śmiechem.
- Macie miny jakbyście w gacie narobili i nie chcieli się przyznać - skomentowała brunetka.
- Darujcie sobie te uszczypliwości - oburzył się na żarty Wojtek.
- Zaraz coś wam wyślemy - Agata, sprawdź za jakieś 10 minut swojego maila, okej? - poprosiła ciężarna.
- Już się boję... - przyznał Dębski.
- Ja też, oni są straszni? - powiedziała dziecięcym głosikiem mecenas Przybysz do Marka.
Dorota coś zawzięcie klikała na komputerze, ale z włączonym skajpajem wszystko działało dwa razy wolniej i musieli zakończyć rozmowę. Agata z Dębskim poczekali jeszcze kwadrans, po czym weszli na skrzynkę pocztową brunetki i odebrali wiadomość wysłaną przez Dorotę i Wojtka. Napisali tylko: "Dziękujemy wam za wspaniały weekend! W ramach dziękczynienia wysyłamy wam trochę zdjęć - może za nami zatęsknicie. Miłego oglądania, gołąbeczki!" W załączniku znajdowało się mnóstwo fotografii upamiętniających chwile z tych dwóch wspaniałych dni. Wygodnie usadowieni na kanapie, przeglądali niespiesznie kolejne ujęcia, każde z nich komentując i wspominając. Kiedy dotarli do zdjęć z lodowiska, doszli do wniosku, że wyglądają jak zawodowcy i na kilka chwil dumnie wypięli pierś. Jednak gdy ujrzeli fotografię przedstawiającą ich dwoje oraz małego Filipa w łóżku, przytulonych do siebie ciasno i głęboko śpiących, najpierw umilkli, a następnie raz po raz parskali śmiechem.
- No, Dębski, do twarzy ci z dzieckiem, muszę przyznać... - rzekła Agata, starając się uspokoić oddech.
- Właśnie chciałem to samo powiedzieć o tobie - pokazał jej język.
- Aż się boję przeglądać te zdjęcia dalej, może Dorota z tym aparatem pod prysznic komuś z nas weszła, czy coś? - udała przestraszoną.
- A ja bym chętnie na takie zdjęcie popaczał - powiedział dziarsko mecenas i wrócił do przeglądania fotografii, a Agata wlepiła w niego roześmiany wzrok i zafundowała mu małego kuksańca w ramię na opamiętanie.
Zobaczyli zdjęcia do końca, ku chwale niebiosom bez większych już niespodzianek. Marek, zmęczony, poszedł się wykąpać, a Agata buszowała jeszcze po Internecie. Po chwili zadzwoniła do niej Dorota, tym razem już bez męża.
- Nie widzę Marka obok ciebie? Jesteś sama? - spytała rudowłosa.
- Tak, sama, Dębski wyleguje się w pianie - zaśmiała się Agata.
- Jak zdjęcia? Podobały się? - ciężarna od razu przeszła do rzeczy.
- No jasne, że tak, wielkie dzięki ? posłała uśmiech przyjaciółce. - Jak tylko wrócimy do Warszawy, od razu je wywołam - obiecała.
- A kiedy zamierzacie przyjechać?
- Hmm. Jutro popołudniu mój tata wraca ze swoją drużyną. Myślę, że Dębski nie będzie miał nic przeciwko, żeby zostać jeszcze jutro i pojutrze. Ale w końcu trzeba wrócić do kancelarii, Bartek nas wszystkich nie utrzyma przy życiu - zaśmiała się na myśl o biednym aplikancie, który przez ostatnie dni samotnie przesiadywał przy swoim biurku i zajmował się swoimi pierwszymi sprawami.
- No to fajnie, Warszawa bez was taka pusta się wydaje - zasmuciła się Dorota.
-Jasne, jasne, uważaj bo ci uwierzę - Przybysz pokazała język do kamerki.
Chwilę tak wpatrywały się w siebie i milczały. Ciszę przerwał Dębski, który zaczął głośno śpiewać podczas kąpieli. Panie natychmiast poczęły zwijać się ze śmiechu, a Agata podeszła na moment pod drzwi i biła mu brawa. Kiedy wróciła przed laptopa, mecenas Gawron zaczęła na poważnie:
- Myślałaś może o? - zacięła się. Nie miała zamiaru owijać w bawełnę, ale chciała też dobrać słowa w taki sposób, aby nie spłoszyć przyjaciółki. Zaczęła inaczej, nadal niepewnie. - Ładnie wyglądaliście z Markiem i Filipem, tak uroczo... - Dorota przyglądała się przyjaciółce.
- Do czego zmierzasz? - spytała bez ogródek Przybysz, chociaż wiedziała do czego pije jej przyjaciółka.
- Nie chciałabyś mieć dziecka? - rudowłosa przełamała się.
Agata przez chwilę milczała. Spodziewała się tego pytania. Patrzyła tępo na klawiaturę i myślała. A przynajmniej starała się myśleć, bo miała pustkę w głowie, zupełnie taką samą jak za czasów szkolnych, kiedy profesorka brała ją do odpowiedzi na środek klasy.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się - odparła po chwili. Bo co miała powiedzieć? Nie wiedziała do końca, na czym stoi jej relacja z Markiem. Kiedy była młodsza, marzyła o dziecku. Ale z każdym kolejnym rokiem to marzenie zanikało, stawało się coraz mniej realne. Aż w końcu całkiem zapomniała, że w życiu ważne są też inne sprawy, nie tylko praca. A potem cały ten wypadek...
Dorota chciała już coś powiedzieć, ale w tej chwili Marek wyszedł z łazienki i niczego nieświadomy zamknął jej usta. Ubrany jedynie w bokserki i białą koszulkę podszedł od tyłu do siedzącej na kanapie mecenas Przybysz i zajrzał jej przez ramię.
- No cześć rudzielcu, po raz kolejny - przywitał się. - Nie powinnaś już spać? - zapytał wesoło, nie zauważywszy przy pierwszym spojrzeniu dziwnych nastrojów obu pań.
- Tak, zaraz się kładę, chciałam tylko powiedzieć dobranoc - wymigała się mecenas Gawron. - Przemyśl to - powiedziała jeszcze do Agaty. - Śpijcie dobrze.
- Dobranoc - odpowiedzieli chórem Dębski z Agatą, po czym połączenie zostało zakończone.
- Co masz przemyśleć? - zapytał, nie rozumiejąc.
- A, takie tam ? machnęła ręką, nie patrząc na niego i wstając z kanapy. ? Pójdę się wykąpać.
Marek wszedł do łóżka i leżał, rozmyślając o różnych rzeczach. Wsłuchiwał się w szum wody, dobiegający z łazienki, w odgłos aut przejeżdżających nieopodal, świst zimowego wiatru wciskającego się przez szczeliny w oknach... Powoli zaczął odpływać, kiedy nagle uświadomił sobie, że trwa właśnie ostatnia noc, którą spędzi sam z Agatą w tym domu. Już jutro wraca jej ojciec i nie będzie zbytnio okazji, by być z nią tak blisko. Jego rozmyślania przerwała kobieta, która stanęła w drzwiach i powiedziała:
- Dobranoc.
Już wchodziła do swojego małego pokoju, kiedy Marek wyskoczył z łóżka jak oparzony i ruszył za nią.
- Chcesz dziś spać sama? - spytał, kiedy stanął obok brunetki, która poprawiała pościel na swoim łóżku.
- Nie za bardzo - przyznała z nieśmiałym uśmiechem.
Dębski złapał ją za rękę i zaprowadził do sypialni obok. Weszli do dużego łóżka i ciasno okryli się kołdrą. Marek objął ją ramieniem, a kobieta zamknęła oczy. Chciała z nim jeszcze porozmawiać, ale było jej trochę smutno po pogawędce z Dorotą, więc zrezygnowała. Dębski, domyśliwszy się w końcu, że coś ją gryzie, postanowił trochę poprawić jej humor. Podniósł się lekko i zaczął łaskotać mecenas Przybysz gdzie tylko się dało. Podziałało natychmiast. Kobieta śmiała się wniebogłosy, błagając o litość swojego oprawcę. Kiedy skończył tortury, Agata padła wyczerpana na poduszkę, łapiąc przez chwilę jeszcze oddech.
- Nie lubię, kiedy jesteś smutna - wyznał.
- Ja też tego nie lubię. Ale już nie jestem - uśmiechnęła się do niego słodko. Patrzyli na siebie rozweseleni. - Wiesz, że to nasza ostatnia noc sam na sam tutaj? - zapytała po chwili.
- Coś mi się tak właśnie wydawało...
Przejechał powoli palcem po ramieniu Agaty, wywołując tym samym dreszcze na jej ciele. Serce zabiło mocniej, motyle w brzuchy zaczęły swój taniec. Nie mogąc się już tak dłużej powstrzymywać, wpiła się w jego usta. Błądzili rękami po swoich ciałach, synchronizując wargi w namiętnej pieszczocie. Żadne z nich nie próbowało zwolnić tempa, pragnęli swojej bliskości bez opamiętania. Kilka minut później wierzchnia część odzienia Marka wylądowała na podłodze. Ten, nie pozostając ukochanej dłużny, zsunął z jej ramion koszulę nocną i zaczął pieścić nowo odkryte części jej ciała.
- Kocham cię - szepnął jej czule do ucha. - Zawsze cię kochałem, i zawsze będę - obiecał.
Agata nie wiedziała, czy to tylko piękny sen, czy rzeczywistość. Jednak cokolwiek to było, postanowiła dać ponieść się temu uczuciu, które rosło w niej każdego dnia. Tej nocy po raz pierwszy się kochali.