Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 67541 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #90 dnia: Marzec 18, 2013, 17:18:25 »
Oooo ja, tego się nie spodziewałam! No to się porobiło.. nawet Marka nie pamięta.. :( Ale przypomni sobie wszystko, prawda? ;)
Pisz! :-*
Karo, Ty też się nie obijaj. :D

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #91 dnia: Marzec 18, 2013, 17:31:14 »
Spokojnie, dramatu nie ma. :D Małymi kroczkami w kolejnych częściach wszystko będzie do niej wracać. :D Ach, pisałam to dawno temu i sama już nie pamiętam nic z tego opa.  <hahaha> Może za jakiś czas się zmobilizuję i przeczytam je od początku, ale znając moją niechęć do czytania samej siebie... Oj, ciężko będzie. :D

Wklejam kolejną część. <mis> Może to zmotywuje mnie do pisania dalszych cedeków, bo jest ich na chwilę obecną 14 i nie umiem się wziąć za tę 15 część...

9.

Podróż minęła jej szybko. Nawet nie zauważyła, gdy pociąg zatrzymał się na właściwej stacji i o mały włos, a pojechałaby dalej. Odległość z dworca do domu pokonała taksówką. Gdy tylko stanęła w drzwiach, twarz pana Andrzeja pojaśniała od promiennego uśmiechu. Cieszył się, widząc córkę całą i zdrową. No, może nie do końca zdrową, ale przynajmniej w jednym kawałku.
- Jak podróż? - zadał tradycyjne pytanie, ściskając swoją pociechę.
- Ekspresowa, prawie pojechałam do Torunia - zaśmiała się.
- Oj, ty gapo - Przygotowałem specjalnie dla ciebie kolację - rzekł ojciec z dumą.
- A to ty jadasz kolacje tylko kiedy ja przyjeżdżam? Widzę, że trochę schudłeś? - Agata spojrzała na niego z dezaprobatą.
- Oj, no wiesz, to już taki wiek, że człowiekowi czasami się po prostu nie chce jeść? - próbował się wytłumaczyć. - Zresztą, miałem teraz trochę więcej ruchu, to dlatego ubyło mi na wadze.
- Jasne, jasne. Ty mnie tu tak nie czaruj. Trzeba ci znaleźć jakąś miłą, starszą panią, która będzie o ciebie dbała, albo wynajmę detektywa, który będzie cię szpiegował, a uprzedzam, znam takiego jednego? - pogroziła palcem.
- Oj, zejdź już ze mnie i chodź do stołu - zaśmiał się Przybysz.
Agata posłusznie zaniosła swoją walizkę do pokoju, umyła ręce i zasiadła z ojcem do kolacji przy świecach. W kominku huczał ogień, a za oknem cichutko sypał drobny śnieg. Aby umilić czas posiłku, postanowili włączyć muzykę z czasów dzieciństwa Agaty. Po całym domu echem rozchodziły się przeróżne dźwięki.
- Jak się czujesz? - spytał w końcu zatroskany tatuś.
- Dobrze, nic mnie już nie boli, zostało mi tylko kilka siniaków, ale to tam pryszcz - machnęła ręką uśmiechnięta.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi - powiedział trochę ciszej.
Brunetka westchnęła. Starała się jak najmniej myśleć o swoich problemach z pamięcią, z psychiką? Ale wiedziała, że ojciec się martwi. Nie mogła go przecież okłamywać albo zostawiać w niepewności.
- Wiesz, nie jest źle. Dużo rzeczy jednak pamiętam, w ostatnich dniach przypomniałam sobie kilka? Zawsze mogło być gorzej - optymistycznie podsumowała swoją lakoniczną wypowiedź.
- W sumie to fakt, mogło być gorzej - zgodził się z nią Przybysz. Po chwili zadał jeszcze jedno pytanie: - A jak ci się układa z Dorotą, Wojtkiem, Bartkiem, Markiem? - ostatnie imię wypowiedział odrobinę ciszej.
- W porządku, są naprawdę zwariowani - zaśmiała się. - Co, jak co, ale przyjaciół umiałam sobie dobrać - mrugnęła w stronę ojca, chociaż wiedziała, że najbardziej interesują go jej relacje z Dębskim. Jednak nie mogła o nich nic powiedzieć, gdyż sama nie była pewna swoich uczuć. Teoretycznie rzecz biorąc dopiero go poznawała.
Starszy pan w końcu zrezygnował z dalszego wypytywania córki, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że i tak niczego konkretnego się nie dowie. Cieszył się jednak jej optymizmem. W jakkolwiek beznadziejnej sytuacji by się nie znalazła, zawsze wychodziła z niej z podniesioną głową. Takie dziecko to skarb.
Po skończonej kolacji kobieta umyła naczynia i udała się do swojego pokoju. Przygotowała sobie łóżko, wzięła szybki prysznic i próbowała zasnąć, lecz nie umiała. Coś bardzo nie dawało jej spokoju. Leżała tak dwie godziny, patrząc tępo w sufit. Zbliżała się pierwsza w nocy. W końcu wstała, zapaliła lampkę obok łóżka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej uwagę przykuła nierozpakowana walizka, którą planowała zająć się następnego dnia. Nagle przypomniała sobie, że do bocznej kieszonki włożyła czerwone pudełeczko, które w pośpiechu dostała od Marka, kiedy wsiadała do pociągu. Zupełnie wyleciało jej to z głowy. Czym prędzej wyjęła przedmiot z walizki i wróciła z nim do łóżka. Wygodnie usiadła i zanim otworzyła, zastanawiała się, co może być w środku. Często robiła tak w dzieciństwie, kiedy dostawała prezenty. Gdy miała już w głowie kilka propozycji, podniosła wieczko. Jej oczom ukazała się srebrna bransoletka, do której przyczepione było małe kryształowe serduszko. Kobieta uśmiechnęła się promiennie. Kiedy była nastolatką, miała bardzo podobną, wręcz identyczną. Nosiła ją codziennie, aż pewnego razu zgubiła ją na wycieczce szkolnej. A teraz znów była w jej posiadaniu. Mimo późnej pory, musiała podziękować Markowi. Sięgnęła po telefon i wysłała do niego SMS o treści: "Śpisz?". W tym samym momencie otrzymała wiadomość od niego. Zaśmiała się, kiedy ujrzała identyczną treść. Dwie sekundy później zadzwonił. Natychmiast odebrała.
- Cześć - powiedziała cicho do słuchawki.
- Hej - przywitał się szeptem.
Chwilę milczeli, cały czas uśmiechnięci. Agata nie wiedziała za bardzo, jak ma zacząć swoją wypowiedź.
- Chciałam... Chciałam ci podziękować. Za bransoletkę.
- Nie ma za co - odpowiedział. - Podoba się?
- Nawet nie wiesz jak. Miałam kiedyś podobną, potem ją zgubiłam... Taka krótka historia z czasów młodości. A teraz znów mam wrażenie, jakbym miała te szesnaście lat - westchnęła.
- Hmm, skoro masz szesnaście lat to powinnaś już dawno spać, a nie przez telefon gadać - oburzył się na żarty Dębski.
- Oj tam, oj tam - odparła i oboje parsknęli śmiechem. Znowu zapanowała cisza.
- A jak ci tam bez nas? Tęsknisz choć trochę? - spytał po chwili.
- Nie no, chyba nie tęsknię... Nie, na pewno nie tęsknię - powiedziała po trzech sekundach udawanego namysłu.
- Ja ci dam "nie tęsknię", ja ci dam... Jeszcze na kolanach do Warszawy przyjdziesz i będziesz błagać o możliwość kontaktu z nami - zażartował Dębski.
- Chyba w twoich snach - odgryzła się brunetka.
- A ja bym nie miał nic przeciwko, gdyby mi się takie coś przyśniło - zamruczał do słuchawki i oboje znów się zaśmiali.
- Ty to jednak naprawdę nasz coś nie tak pod kopułą - podsumowała Przybysz. - Boże, z kim ja się zadaję? - westchnęła, wznosząc oczy ku niebu.
- Z elitą - odrzekł dumnie Marek.
- Dobra, dobra, ty już tak sobie nie wmawiaj - pokręciła głową rozpromieniona.
- To co, idziemy spać? - zapytał po chwili, gdy uspokoili oddechy.
- No teraz to ja nie wiem, czy w ogóle zasnę. Tak mnie rozbudziłeś, że mam wrażenie, jakby był środek dnia.
- E tam, gadasz. Połóż się wygodnie i powiedz mi jak będziesz już gotowa.
Agata położyła telefon na stoliku obok, nie rozłączając się, po czym weszła pod kołdrę i poprawiła poduszkę.
- Już - zakomunikowała.
Marek uśmiechnął się sam do siebie, po czym zaczął śpiewać kołysankę. Agata na początku zareagowała serdecznym śmiechem, ale po chwili zamknęła powieki i wsłuchiwała się w jego ciepły, męski głos. Czuła się w tej chwili niczym księżniczka. Przed oczami migały jej pojedyncze sceny z dzieciństwa, kiedy mama tuliła ją do snu.
- I jak? - poprosił o ocenę, kiedy zakończył swój występ.
- No... Zadatki na piosenkarza masz, nie powiem, że nie... - podsumowała cicho, wciąż z zamkniętymi oczami, wyginając usta w delikatnym uśmiechu.
- Oho, widzę, że podziałało - odparł zadowolony. - W takim razie życzę ci słodkich snów, księżniczko - szepnął.
- Dobranoc, książę - ziewnęła, a gdy połączenie zostało zakończone i prawie bezwładną ręką odłożyła telefon, udała się w objęcia Morfeusza.
O świcie ojciec Agaty zajrzał do jej pokoju. Patrzył przez chwilę na śpiącą dziewczynę i zastanawiał się o czym śni. Kiedy była mała, często przybiegała do jego łóżka, gdyż po śmierci matki męczyły ją koszmary. A teraz? Pomimo ostatnich traumatycznych wydarzeń, leżała taka spokojna, lekko uśmiechnięta?
Kobieta obudziła się dopiero w południe. Dawno nie wstała tak późno. Ojciec zostawił jej na stole w kuchni karteczkę, że jest w pracy i życzy jej miłego dnia. Agata ubrała się, zjadła małe śniadanie i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Postanowiła, że odwiedzi tatę i udała się pieszo do pobliskiej hali sportowej, w której zimą odbywały się wszystkie treningi i mecze. Usiadła na trybunach i razem z niewielką publicznością złożoną głównie z młodych chłopaków kibicowała obu drużynom. Uśmiechała się także na widok ojca, który mimo swojego wieku był w świetnej formie. Z dnia na dzień miał w sobie coraz więcej energii. Dwie godziny później udali się razem do domu, zjedli kolację, oglądali telewizję... I tak samo mijały im kolejne dni. Andrzej trochę martwił się, że córka nie możne znaleźć sobie innego zajęcia.
W następnym tygodniu trener musiał wyjechać ze swoją drużyną na kilka meczy do Krakowa, Katowic i Wrocławia. Były to bardzo ważne rozgrywki dla jego chłopaków, więc nie mógł się z tego wykręcić. Tournee miało trwać pięć dni, więc zaproponował córce powrót do Warszawy. Ta jednak nie zgodziła się, tłumacząc, że jest jej w domu rodzinnym dobrze i poradzi sobie bez niego. Pan Andrzej jednak nie chciał jej zostawiać samej na tak długi czas, więc zadbał o znalezienie jej odpowiedniego towarzystwa.
- Nie szalej na tym wyjeździe za bardzo - poradziła ojcu, kiedy stali przed autokarem, który zaraz miał odjeżdżać.
- Obiecuję, że będę grzeczny - uśmiechnął się ciepło do córki i mocno ją przytulił.
- Dzwoń codziennie - przypomniała mu też.
- Masz to jak w banku - przysiągł i wsiadł do pojazdu. Pomachał jeszcze brunetce zza szyby, a potem autokar ruszył w daleką podróż na drugi koniec Polski.
Jako że następnego dnia wypadały Mikołajki, Agata mijała po drodze matki z wypchanymi po brzegi torbami z prezentami dla swoich pociech. Przez chwilę pomyślała, że chciałaby kiedyś podarować coś swojemu dziecku. Ale skoro go nie miała? Zatrzymała się przy sklepie z ubraniami dla niemowląt. Ujrzała prześliczny sweterek i po prostu musiała go kupić. Ale oprócz maleńkiego sweterka zobaczyła jeszcze wspaniałą bluzeczkę i buciki i czapeczkę? Ze sklepu wyszła z pełną torbą i energicznym rokiem udała się do domu.
Jakie wielkie zdziwienie ją spotkało, kiedy pod bramą ujrzała samego Marka Dębskiego!
- No nareszcie, ileż można czekać na tym mrozie? - takimi oto słowami przywitał się z Agatą.
- Też się cieszę, że cię widzę - pokazała mu język. - A co ty tu tak właściwie robisz? - spytała, nie do końca rozumiejąc powód jego obecności.
- Twój kochany ojciec dał mi cynk, że wyjeżdża na kilka dni i nie chciał cię zostawić samej - wyjaśnił, a Agacie w momencie opadły ręce.
- Ech, ja sobie z nim poważnie porozmawiam, kiedy wróci?
Kobieta otworzyła furtkę, a następnie drzwi i zaprosiła gościa do środka.
- Gdzie mogę położyć walizkę? - spytał grzecznie, kiedy już pozbyli się wierzchnich okryć.
Agata zaprowadziła go do pokoju gościnnego. Oparła się o drzwi i przyglądała Dębskiemu, który rozpakowywał swoje rzeczy.
- Kiedy tak się na mnie patrzysz, na dodatek z tą przerażającą miną, to mam wrażenie, że nie jestem tu mile widziany - przyznał po chwili.
- Oj, przepraszam. To nie na ciebie jestem zła, tylko na tatę. Zawsze coś uknuje za moimi plecami.
- Wiesz, zawsze mogę wrócić?
- Nie! ? zareagowała natychmiast brunetka. ? Przepraszam, że to tak wygląda, naprawdę cieszę się, że przyjechałeś ? posłała mu ciepły uśmiech.
- Masz szczęście, bo już chciałem walnąć porządnego focha z przytupem - zaśmiał się. - A tak w ogóle to coś ci przywiozłem.
- Tak? A co? - zdziwiła się kobieta.
- Wieczorem ci pokażę - mrugnął do niej zawadiacko i kontynuował rozpakowywanie.
- Okej, w takim razie ja, jak każda porządna gospodyni, polezę do kuchni i przygotuję coś do jedzenia.
- Tylko nie zapomnij założyć fartucha! - zawołał za nią, gdy wychodziła.
Kiedy skończyli jeść, na dworze zrobiło się już całkiem ciemno. Zajęli się więc razem naczyniami - Agata myła, a Dębski wycierał. Podczas wykonywania tej jakże przyjemnej czynności trochę gadali, trochę się śmiali. Nie mieli zbyt wielu zaległości, bo codziennie rozmawiali przez telefon. Kiedy usadowili się na kanapie, postanowili zadzwonić także do Doroty. Marek obiecał dać jej znać od razu, gdy przyjedzie, ale oczywiście zapomniał.
- No, nareszcie dzwonisz, bo już myślałam, że cię porwali, zgwałcili i zabili - rzekła na powitanie Dorota, której głos dobywał się z głośnika telefonu, a Agata buchnęła śmiechem. - Ej, ty, Przybysz, ty się tak nie śmiej, ciebie też to może kiedyś spotkać - zażartowała rudowłosa.
- Ale gdzie tam, przecież ja się nie śmieję wcale, tylko kichnęłam? - wkręcała ją Agata, a Marek przybił jej piąteczkę.
- Boże, co ja z wami mam, dziesięć światów? - westchnęła mecenas Gawron.
- Ale i tak nas kochasz - odparł Dębski z szerokim uśmiechem.
- No kocham, kocham, w końcu trzeba kogoś kochać, czyż nie? - ciężarna zadała to jakże retoryczne pytanie, a Marek spojrzał ukradkiem na Agatę. - Dobra, grunt, że jesteś cały i zdrowy, tyle tylko chciałam wiedzieć, już wam nie będę przeszkadzać. Bawcie się dobrze! - życzyła im Dorota i rozłączyła się.
Nagle zapanowała cisza. Siedzieli tak na kanapie i nie bardzo wiedzieli co mówić. W końcu Dębski wpadł na pewien pomysł.
- Miałem ci coś pokazać... Poczekaj tutaj - powiedział i wyszedł na chwilę. Wrócił minutę później z czarną torbą, z której wyjął kilka albumów ze zdjęciami.
- Wiozłaś je do Doroty, ocalały w wypadku... Pomyślałem, że będziesz chciała je odzyskać.
Agata wzięła pierwszy lepszy album i zaczęła go przeglądać. Oboje już milczeli i patrzyli tylko na zdjęcia. Większość z nich przedstawiała momenty z przyjęć rodzinnych, świąt i jakichś wyjazdów. Atmosfera ożywiła się, kiedy pojawiły się pierwsze fotografie małej mecenas Przybysz.
- Ale miałaś nadętą minę? - skomentował jedno ze zdjęć Marek. - I gruba byłaś taka... - zaśmiał się tuż nad jej uchem.
Agata zareagowała od razu. Chwyciła leżącą obok poduszkę i pacnęła nią prosto w wyszczerzoną twarz Dębskiego, śmiejąc się przy tym głośno.
- A więc tak chcesz się bawić? - podłapał Marek i już chwilę później okładali się poduszkami gdzie tylko się dało. Walka była tak zacięta, że wylądowali na dywanie. Marek miał nad kobietą sporą przewagę. Po kilku minutach opadła z sił.
- Poddaję się - wysapała i rozłożyła plackiem na podłodze.
- Wstawaj - rozkazał zwycięzca, zbierając ją z ziemi i pomagając wrócić na kanapę. - Zawsze lubiliśmy się bić poduszkami - wyznał, kiedy już trochę odsapnęli.
- Nie przypominam sobie - zażartowała Przybysz, ukazując mężczyźnie swoje piękne uzębienie.
Patrzyli chwilę na siebie. Marek niezmiernie cieszył się, że mógł być wreszcie tak blisko ukochanej. Jednak czuł ten lekki dystans, z jakim go traktowała. Nie mógł od niej wymagać zbyt wiele. Jeszcze nie teraz. Agata natomiast była szczęśliwa, że nie została sama i w duchu dziękowała ojcu, że tak to wszystko zaplanował. Właściwie dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo musiała ranić Marka, trzymając go na dystans.
- Coś się stało? - zapytał, gdy zauważył lekki smutek na twarzy brunetki.
- Nic się nie stało - powiedziała cicho. - Po prostu się cieszę, że jesteś.
I nic więcej nie mówiąc, najzwyczajniej w świecie, wtuliła się w jego silne ramiona. Oparła głowę na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy. Słyszała jego szybko bijące serce.
- Zawsze przy tobie będę - szepnął po chwili, całując ją we włosy i bawiąc się jej bransoletką.
- I nie masz mi za złe, że tak wielu rzeczy nie pamiętam? - dziwnie się czuła, zadając to pytanie.
- Niedługo sobie wszystko przypomnisz, zobaczysz - pocieszył ją.
- Dziękuję - odparła, a z jej oczu popłynęło kilka łez.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #92 dnia: Marzec 18, 2013, 18:00:43 »
Spokojnie, dramatu nie ma. :D Małymi kroczkami w kolejnych częściach wszystko będzie do niej wracać. :D
Kamień z serca ;)

Uwielbiam Ojca Agaty, no uwielbiam go! :D

Ja też mam problemy z motywacją, jak mnie nie najdzie to ani zdania nie napiszę. ;)
Ale Ty pisz, pisz! A w między czasie karm mnie tym co już masz :D

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #93 dnia: Marzec 18, 2013, 18:06:56 »
Ja też mam problemy z motywacją, jak mnie nie najdzie to ani zdania nie napiszę. ;)
Ale Ty pisz, pisz! A w między czasie karm mnie tym co już masz :D

Nie wiem jak tobie, ale mi najlepiej pisze się koło 2, 3 w nocy do 5 rano :D Tylko nie mogę sobie zbyt często na to pozwalać, bo jestem w klasie maturalnej i zazwyczaj do koło 2 w nocy to ja się uczę, a potem szybki i krótki sen, by wstać o tej 4 (kiedyś wstawałam o 3, ale kiedy zaczęłam chodzić spać o 3 to nie miałam za bardzo możliwości o tej samej godzinie wstać <smiech>), a teraz, kiedy mam trochę luzu, staram się chodzić spać jak najwcześniej żeby zregenerować organizm. Stąd ten zastój w pisaniu... Którego bardzo nie lubię.  :ysz:

Karmię cię przecież, karmię wytrwale. <ciacho>

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #94 dnia: Marzec 18, 2013, 18:11:35 »
Karo, Ty też się nie obijaj. :D


Ja i pisanie opowiadań to dwa różne światy, więc odpada :D

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #95 dnia: Marzec 20, 2013, 18:29:53 »
Am, gdzie twoje cudo? <brawo>

10.

- Płacz, płacz - powiedział i czule głaskał ją po głowie. Wiedział, że Agata potrzebuje właśnie tego - łez. Była wystarczająco długo silna, chowała w sobie cały ten smutek, robiąc dobrą minę do złej gry. Podziwiał ją za to. Jej silna wola, upór i optymizm były widoczne z kilometra. Takie kobiety były rzadkością w dzisiejszych czasach.
Kiedy brunetka opanowała już płacz, wytarła oczy, podniosła się i promiennie uśmiechnęła w stronę Marka.
- Jesteś niesamowita - stwierdził, kręcąc głową z lekkim niedowierzaniem i podziwem.
- Wiem - odparła nieskromnie, wystawiając język. - Późno już się zrobiło, pewno jesteś zmęczony?
- No trochę dałaś mi w kość, nie powiem, że nie - puścił jej oczko.
Udali się do sąsiadujących ze sobą pokoi. Agata wzięła prysznic i położyła się do swojego łóżka. Podobnie zrobił Dębski.
Następnego dnia rano mecenas Przybysz, która wstała jako pierwsza, przygotowała wspaniałe i kolorowe śniadanie. Nie miała dla Marka żadnego prezentu z okazji Mikołajek, i chociaż nie byli już dziećmi i żadne z nich w owego świętego nie wierzyło, chciała jakoś urozmaicić ten dzień. Była mu bardzo wdzięczna za wszystko, co dla niej robił. Poświęcał przecież swój czas, aby być przy niej w tych trudnych chwilach. Cierpliwie znosił jej niepewności, akceptował dystans, z jakim go traktowała, chociaż zauważyła, że zaczął on powoli zanikać. Gdy zadawała sobie pytanie, czy mu ufa, nie miała żadnych wątpliwości.
Marek zbudził się, kiedy śniadanie czekało już na stole. Wziął prysznic i z dobrym humorem zajrzał do kuchni. Agata stała tyłem do niego, wpatrywała się w padający za oknem śnieg i wyglądała na bardzo zamyśloną. W pierwszej chwili miał ochotę do niej podejść i odgarnąć jej włosy opadające na oczy, ale powstrzymał się.
- Dzień dobry, księżniczko - zaczął jak najbardziej niewinnie.
- A dobry, dobry - uśmiechnęła się do niego jeszcze nie całkiem obecna myślami. Rzuciła ostatnie spojrzenie na pejzaż za oknem, po czym podeszła do stołu, gestem zapraszając również Dębskiego.
- Z jakiej to okazji? - spytał podejrzliwie, kiedy zaczęli pałaszować.
- Dziś są Mikołajki, a ja nie mam dla ciebie żadnego prezentu, więc pomyślałam, że może śniadaniem jakoś nadrobię ? tłumaczyła.
- Jak to nie masz dla mnie prezentu? ? oburzył się na żarty. - Przecież widziałem tę wypchaną torbę, którą przytachałaś, kiedy czekałem na ciebie pod domem - przekręcił głowę na bok i uważnie przyglądał się kobiecie, udając powagę. - Myślałem, że to dla mnie?
- To nie dla ciebie, tylko dla mnie - rozwiała jego wątpliwości, na niby zasmucona tym faktem.
- Skoro ten prezent nie jest dla mnie, a założę się, że robisz sobie ze mnie jaja, i dla ciebie też nie, to pewnie dla kogoś innego, kochanka twojego na przykład - zasugerował, a na usta cisnął mu się uśmiech, który z ledwością powstrzymywał. - No, zobaczmy co tam mu kupiłaś?
Zakończył monolog i szybko zerwał się z krzesła. Pobiegł do przedpokoju, w którym wciąż stał pakunek. Agata pognała czym prędzej za Dębskim, lecz i tak nie zdążyła. Kiedy dotarła na miejsce, mężczyzna trzymał już w ręku różowe śpioszki i przyglądał się im z kamienną twarzą. W jego głowie panował totalny zamęt. Agata pobladła momentalnie. Co on sobie teraz może myśleć?
- Po co ci to? - spytał, nie rozumiejąc. Czyżby była w ciąży? Przecież oni nigdy? Zdradziła go?
- Marek, to nie tak? - zaczęła, nie wiedząc, jak to wyjaśnić. Jakby to brzmiało, gdyby powiedziała, że poczuła potrzebę kupienia sobie ubranek dla dziecka, którego nie ma i raczej nie będzie miała?
- A jak? - zapytał spokojnie, chcąc uniknąć kłótni. Znał swój wybuchowy charakter i wiedział, że może powiedzieć o kilka słów za dużo.
- Po prostu? Przechodziłam koło sklepu i tak sobie pomyślałam? To dla córki Doroty - wypowiedziała na głos, gdy tylko pomysł ten przyszedł jej do głowy. Uratowana!
- Więc dlaczego wcześniej mówiłaś, że to dla ciebie? - spytał z lekkim uśmiechem. Kamień spadł mu z serca. Że też wcześniej nie pomyślał o Dorocie?
- Oj tam, trochę sobie pożartować nie można? - pokazała mu język.
- Dobra, już nic nie mów, bo jeszcze bardziej sobie nagrabisz - dźgnął ją w brzuch i rozczochrał włosy. - No, tak ci ładnie - stwierdził, podziwiając nastroszoną głowę mecenas Przybysz.
- Osz ty? Pół godziny układałam tę fryzurę! - zajęczała, próbując rozplątać ciemne pasma rękami. Śmiała się w duchu, bo zachowywali się jak dzieci. Uwielbiała takie chwile, mogłaby przez cały czas się wygłupiać. Dorosłość może wymagała przyjęcia bardziej poważnej postawy, ale kiedy byli sami, mogła być sobą.
Dzień minął im szybko. Razem zrobili małe porządki na strychu, a kiedy skończyli, było już ciemno, chociaż zegar wskazywał dopiero siedemnastą.
- Czy mecenas Przybysz zaproponuje swojemu gościowi jakieś małe zwiedzanko Bydgoszczy? - odezwał się Dębski, kiedy nie wiedzieli, co mają zrobić z resztą wieczora.
- Jest zimno? Ale jeśli chcesz? Mogę ci pokazać parę fajnych miejsc - zgodziła się.
Ubrali się grubo i ruszyli na spacer po oświetlonych uliczkach jednego z najpiękniejszych polskich miast. Agata opowiadała o zabytkach, historię przeplatała z różnymi wspomnieniami z czasów jej dzieciństwa. Cudowna sceneria i nastrój zbliżających się świąt pozytywnie wpływał na każdego. Para adwokatów z uśmiechem pokonywała kolejne kilometry.
Po kilku godzinach, całkowicie zmarznięci, wrócili do domu.
- Jezus Marian, ale ziąb - powiedziała Agata, grzejąc się przy kominku.
- No a czego ty się w grudniu spodziewasz? - zapytał rozbawiony Marek, stając obok kobiety i również szybko pocierając skostniałe ręce.
- A tak zamarzyły mi się góry w środku lata, ciepły wiatr, świeże powietrze, zieleń traw? - przeciągała słowa, wypowiadając je z zamkniętymi oczami.
- Poetka się znalazła - zaśmiał się, siadając z nią na miękkim dywanie.
- Coś się nie podoba? - zmierzyła go spojrzeniem spod byka.
- Nie, wszystko w jak najlepszym porządku - posłał jej niebiański uśmiech.
Kobieta spojrzała na niego rozbawiona. Gdyby nie siedziała, obiłaby sobie w tej chwili pośladki. Ileż szczęścia wprowadzał w jej życie! Pomagał zapominać o problemach, rozgrzewał jej serce, czarował uśmiechem i każdym najdrobniejszym dotykiem. Kiedy tak na nią patrzył, krew w jej żyłach buzowała. W tym momencie zupełnie zapomnieli o wszystkim, o całym świecie. Widzieli tylko swoje rozbawione twarze. Marek wyciągnął rękę w jej stronę i delikatnie pogłaskał zarumieniony policzek brunetki. Agata przymknęła oczy, zadowolona z tej pieszczoty. Powoli położyła się na dywanie, a Dębski podążył za nią. Wpatrywali się w swoje roziskrzone źrenice, które znajdowały się coraz bliżej. Już była gotowa pozwolić mu na coś więcej, gdy nagle usłyszeli bardzo niepożądany w tej chwili dźwięk dzwonka do drzwi.
- Ekhem? Otworzę - zaproponowała Agata, wyrwana z bajki.
Marek, lekko zawiedziony, posłusznie odsunął się, by mogła wstać. Usiadł na kanapie i czekał cierpliwie. Lecz kiedy usłyszał krzyki i śmiechy, udał się w miejsce, z którego dochodziły.
- No cześć wam! - przywitała się wesoło Dorota, a rozwrzeszczamy Filip trącił lekko ciężarną matkę i wskoczył na ręce Agaty.
No pięknie, niezapowiedziany najazd Gawronów - zaśmiał się w myślach Marek. Cała czwórka, a raczej prawie piątka weszła z torbami i po kilku minutach powitania rozsiedli się w salonie. Filip i Jasiek szaleli, a ciężarna kobieta wraz ze swoim ślubnym spoczęła na kanapie.
- No, już myślałam, że nigdy przez te zaspy nie dojedziemy - rzekła rudowłosa.
- A co was nagle na odwiedziny w Bydgoszczy wzięło? ? zdziwił się Marek, rozśmieszony tą sytuacją.
- Jak to co? Kancelaria zamknięta na tydzień, weekend jest? No i Agata nas zaprosiła - wyszczerzyła się mecenas Gawron. - Jutro damy wam popalić - pogroziła.
Marek spojrzał na ukochaną pytającym wzrokiem, a ta, roześmiana, pokiwała głową na potwierdzenie wersji Doroty. Nie zostało mu nic innego jak dołączyć do ich szampańskich nastrojów.
Marek i Wojtek zabawiali Filipa, a Jasiek siedział przed telewizorem. Przyjaciółki wtuliły się w siebie na kanapie i głośno zaśmiewały się z dwóch facetów męczących się z sześciolatkiem. Jednak zabawy nie trwały zbyt długo. Pora była późna i wszyscy musieli udać się do snu. Kiedy już wszyscy się wykąpali, został tylko jeden problem?
- Jak my się tu wszyscy pomieścimy? - zapytał Wojtek.
- Moje łóżko jest najmniejsze, myślę że Jasiek i Filip się w nim zmieszczą? - rozmyślała głośno Przybysz.
- O nie, z Filipem nie będę spać w jednym łóżku, to jest bestia, serio - zaprotestował Jasiek. - Wolę na kanapie w salonie - zaproponował.
- No dobra, w takim razie Jasiek w salonie, Filip u mnie... Zostały jeszcze dwa lóżka?
- A więc wszystko jasne i na temat - wyszczerzyła się Dorota i puściła oczko Dębskiemu. - Dzieciaki, spać, ale to już! - krzyknęła, a chłopcy jeszcze się przegonili po kuchni i udali w wyznaczone miejsca. - No, mężu, my też chodźmy do łóżka - zamruczała Wojtkowi do ucha i zniknęli za sąsiednimi drzwiami. Marek i Agata zostali sami w niezręcznej ciszy.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że ich zaprosiłaś? - zapytał Marek, by rozładować napięcie.
- A tak sobie - wystawiła język, a mężczyzna rzucił się na nią z łaskotkami.
- Marek! - pisnęła cicho, kiedy ten przyciągnął ją do siebie. - Goście śpią, zachowuj się...
- Ale to nie ja piszczę - mruknął przy jej uchu, trzymając ją w stalowym uścisku i łaskocząc jedną ręką. Kobieta przez chwilę bezskutecznie się wyrywała, po czym przejęła inną taktykę. Podniosła delikatnie głowę i spojrzała mu głęboko w oczy. Dębski momentalnie zaprzestał łaskotek.
- Tak lepiej - uśmiechnęła się i wyplątała z jego sideł. - A teraz idziemy spać - rzekła cicho i szybko przeszła przez salon, w którym Jasiek już słodko chrapał. Wciąż oczarowany Marek poszedł za nią.
W sypialni było tylko jedno łóżko, które nie należało do największych. Dębski zachodził w głowę, czy Agata na pewno nie ma nic przeciwko spędzenia tej nocy razem z nim. Nie pozostawało mu nic innego, jak szczerze ją o to zapytać.
- Agata? - zaczął. - Wiesz, że mogę spać na ziemi?
- Nie wygłupiaj się, Dębski - powiedziała "groźnym" tonem. - Jak dają to bierz. Tylko ręce przy sobie - rozkazała niczym żołnierzowi.
- Tak jest! - szepnął i wszedł do łóżka, kładąc się niebezpiecznie blisko kobiety.
- Dobranoc - powiedziała i odwróciła się do niego tyłem.
- Kolorowych - odparł, leżąc na plecach.
W ciszy nocy tykanie wskazówek zegara niosło się echem po całym pomieszczeniu. Ani Dębski, ani Agata nie mogli zasnąć. Każde z nich starało się jak najciszej oddychać i nie ruszać. Walczyli z własnymi myślami. Lecz na dłuższą metę tak się nie dało. Agata, cała zesztywniała, odwróciła się powoli w stronę mężczyzny, mając wciąż nadzieję, że ten jednak śpi. Lecz kiedy spojrzała na jego twarz lekko oświetloną przez rozproszone światło lampy ulicznej stojącej nieopodal okna i zauważyła, że ten się uśmiecha, zachichotała cicho.
- Co cię tak bawi - spytał Dębski, nadal leżąc na plecach.
- Się tak zastanawiam, czy przypadkiem nie umarłeś, bo przez ostatnią godzinę ani nie drgnąłeś, ani nie wziąłeś oddechu ? dusiła swój śmiech poduszką.
- Przybysz, ty sobie z tego nie żartuj, bo chyba na serio już nigdy się stąd nie podniosę, tak mnie plecy bolą - odrzekł śmiertelnie poważnie, a Agata zwijała się i chichotała tuż obok niego.
- Wybacz, chyba mam głupawkę - wydyszała między atakami śmiechu.
- Czy to aby zdrowe? - udał przejętego i zmusił się do odwrócenia twarzą w stronę kobiety.
- Na pewno zdrowsze niż takie godzinne leżenie bez ruchu - powiedziała już trochę spokojniej, kiedy Marek usiadł, by rozprostować kości.
- A tak właściwie to czemu nie śpisz? - zapytał, kiedy już z powrotem się położył, tym razem o wiele wygodniej.
- Jakoś nie umiem, chyba jest pełnia albo coś - wymyśliła. - A ty? - od razu zadała to samo pytanie.
- Z tego samego powodu co ty - skłamał.
- Aha, już ci wierzę - prychnęła brunetka.
- Nie musisz mi wierzyć, i tak wiem lepiej - udał obrażonego.
Znowu na chwilę ucichli. Teraz ponownie było słychać tylko zegar i ich oddechy. Agata bała się, że w tej ciszy Marek usłyszy jej myśli. Patrzyli na siebie, nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć.
- Idziemy spać? - zapytał w końcu.
- Idziemy - zgodziła się mecenas Przybysz.
Poddani, odwrócili się do siebie tyłem. Lecz nie trwało to długo. Kilkanaście sekund później oboje spotkali się twarzą w twarz. Posłali sobie ciepły uśmiech, a chwilę potem Agata przybliżyła się jeszcze bardziej do mężczyzny. Objął ją swoimi silnymi ramionami.
- No, tak to ja mogę spać - szepnęła, z naciskiem na słowo "tak".
- To nie gadaj, tylko śpij - odparł, gładząc ją delikatnie po szyi.
- Tak jest, szeryfie - zgodziła się.
Przez chwilę zastanawiała się, czy może zrobić coś jeszcze. Czy powinna. Zanim jej rozum wziął górę nad sercem, złożyła na ustach Marka pocałunek. Pierwszy od tak dawna. I wtedy wszystko odżyło.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #96 dnia: Marzec 20, 2013, 18:47:55 »
Am, gdzie twoje cudo? <brawo>
Wczoraj jak wróciłam z zajęć foto to padłam zmęczona, ledwo PA obejrzałam, ale pomyśleć nad kolejną częścią już nie zdążyłam. :( Może jutro coś wykombinuję :)

To się Gawronowie napatoczyli... ale co się odwlecze...  <jezyk>
Gdyby jeszcze Mareczek był taki opiekuńczy w serialu to byłoby cudnie. ;)

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #97 dnia: Marzec 21, 2013, 21:02:24 »
Am, i jak tam, tworzysz?

11.

W momencie zapomnieli o bożym świecie. Uczucia wzięły górę. W żyłach buzowała rozgrzana krew, a ich serca tańczyły w szalonym rytmie. Agata nie mogła uwierzyć w to, co właśnie zrobiła. Ale czuła, że chciała. Marek natomiast nie był do końca pewny, czy powinien pozwolić tej chwili trwać, ale nie chciał w tym momencie zaprzątać sobie głowy. Wreszcie miał Agatę dla siebie. Nareszcie było prawie tak, jak kiedyś.
Błądził rękami po jej plecach, całował zachłanne usta. Brunetka odwdzięczała się tym samym, z każdą sekundą coraz intensywniej. W pewnej chwili wyszeptała jego imię. Przyciągnął ją wtedy do siebie jeszcze mocniej. Miał ochotę w tej jednej sekundzie okazać jej całą swoją miłość. Chciał, aby czuła się przy nim bezpieczna i kochana. Agata natomiast czuła niesamowity taniec motyli w brzuchu, odkrywała wszystko na nowo. Na jej ciele pojawiały się dreszcze. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie.
Lecz wszystko, co piękne, szybko się kończy. Gdy usłyszeli odgłos otwierających się drzwi, odskoczyli od siebie jak oparzeni. To mały Filip wszedł powoli do pokoju i niewyraźnym, zaspanym głosem powiedział:
- Nie umiem znowu zasnąć, śnił mi się koszmar.
Agata i Marek spojrzeli na siebie lekko zdezorientowani, wciąż starając się uspokoić oddechy.
- Co ci się takiego śniło? - zapytała mecenas Przybysz, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Goniły mnie dinozaury, takie duże i z kolcami na ogonach, a jeden to latał i mnie chciał porwać - wyjaśnił. - Mogę z wami spać? - zapytał od razu.
- A nie wolisz iść do rodziców? - zaproponował Dębski, próbując jeszcze jakoś uratować tę noc.
- Nie, bo mama ma za duży brzuch - odpowiedział szczerze, jak to dziecko. - To jak, mogę? - ponowił pytanie.
- Oczywiście, chodź tutaj.
Agata wyciągnęła ręce w jego stronę, a chłopiec posłusznie wdrapał się na łóżko i ułożył pomiędzy dorosłymi. Kobieta przytuliła malca i głaskała jego jasne włoski, a Dębski przyglądał się temu pięknemu obrazkowi z uśmiechem. Światło latarni idealnie padało na oblicze Agaty i Filipa, więc mógł dostrzec każdy najdrobniejszy ruch, każdy oddech. Postanowił dołączyć do powoli zasypiających towarzyszy. Objął delikatnie kobietę i dziecko, tej pierwszej podarował jeszcze jednego małego buziaka na dobranoc. Agata uśmiechnęła się do niego rozbawiona, po czym razem z chłopakami udała się do krainy marzeń sennych.
Poranek nastał zadziwiająco szybko. Jako pierwsza obudziła się Dorota, która poszła sprawdzić, czy jej dzieci jeszcze śpią. Przestraszyła się, gdy nie znalazła Filipa w ciasnym łóżku w pokoju Agaty. Chwyciła telefon, by w razie czego od razu zgłosić zaginięcie na policję i ruszyła na poszukiwanie malca po domu. Sprawdziła jeszcze raz pokój, w którym spała z mężem, salon, w którym chrapał Jasiek, aż w końcu dotarła pod lekko uchylone drzwi pomieszczenia, w którym noc spędzili jej najlepsi przyjaciele. Zaglądnęła przez szparę, a gdy ujrzała całą trójkę ? objętą i słodko pogrążoną we śnie, ledwo powstrzymała łzy wzruszenia. Popchnęła drzwi trochę dalej i weszła po cichutku do pokoju. Wyjęła ze szlafroka telefon i zrobiła im kilka zdjęć z różnych ujęć. Musiała pokazać Agacie, jak cudownie wygląda wyposażona w Marka i dziecko.
Uspokojona ciężarna postanowiła zrobić dla wszystkich śniadanie. Starała się nie trzaskać, lecz szukając naczyń błądziła po wszystkich szafkach i zbudziła przez to swojego starszego syna oraz męża. Uprzedziła panów, aby nie przeszkadzać pozostałym śpiącym, do których hałas z kuchni nie docierał. Tak więc trójka Gawronów przygotowywała wspólnymi siłami śniadanie, a za oknem, na czystym niebie, wstawało słońce.
Agata poczuła, że zdrętwiała jej ręka, a kiedy poruszyła nią lekko, zbudziła się. Swoim gestem potrąciła ramię Marka, które ją oplatało. Mężczyzna również otworzył oczy. Przez chwilę byli jeszcze w innym świecie i nie rozumieli, co się dzieje. Na szczęście promienie słońca buszujące po pokoju szybko obudziły w nich trzeźwe myślenie. Oboje spojrzeli na śpiącego jeszcze Filipa, potem na siebie, aż w końcu parsknęli śmiechem najciszej, jak tylko mogli. Chłopiec lekko zamajaczył przez sen, odwrócił się na drugi bok i spał dalej. Agata spojrzeniem zasygnalizowała Dębskiemu, że powinni już wstać. Para powoli podniosła się z łóżka, a gdy stanęli obok siebie, Marek przyciągnął brunetkę i, całując jej szyję, szepnął do ucha:
- Dzień dobry, księżniczko.
Mecenas Przybysz zaśmiała się cicho, próbując szybko ułożyć rozczochrane włosy, lecz mężczyzna obezwładnił jej ręce i skradł czuły pocałunek. Oderwali się od siebie, gdy usłyszeli głos Doroty, która właśnie szła ich obudzić.
- Wstawać, śpiochy - wykrzyczała jeszcze za zamkniętymi drzwiami. Kiedy je otworzyła, wpadła na swoich przyjaciół. - O, wy już na nogach - powiedziała lekko zdziwiona, przyglądając im się uważnie z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Ano, tak się złożyło - ziewnęła na pokaz Przybysz, która cały czas trzymała Marka za rękę. Dębski posłał rudowłosej zadowolone spojrzenie.
- Idźcie do kuchni, śniadanie już na stole - pogoniła ich, a sama zajęła się budzeniem najmłodszego synka, co wcale nie było takie proste.
W końcu po kwadransie zasiedli całą szóstką do stołu. Wszyscy w szlafrokach i z rozczochranymi włosami. Bracia bardziej niż jedzeniem zajęci byli przepychankami, a dorośli Gawronowie przyglądali się ciekawsko pozostałej dwójce. Agata i Marek uparcie patrzyli w swoje talerze, lekko zawstydzeni. Niezręczną ciszę przerwał Filip.
- A oni się całowali! - wskazał na swoich nocnych towarzyszy.
- Filip, nieładnie jest tak pokazywać na kogoś palcem - pouczyła go matka, widząc zmieszanie na twarzach bohaterów minionej nocy.
Do końca posiłku już nikt nic nie powiedział. Panowie zaoferowali się posprzątać, a przyjaciółki w tym czasie udały się pod prysznic. Kiedy udostępniły reszcie obecnych łazienki, Agata poszła pościelić wszystkie łóżka, by tylko nie zostać sam na sam z Dorotą. Czuła się trochę przytłoczona całą tą sytuacją. Jej pamięć z dnia na dzień wracała, ale nadal nie pamiętała nic z tego krótkiego okresu jej związku z Dębskim. Miała wrażenie, że całowali się pierwszy raz, i że po raz pierwszy będzie musiała zwierzać się z tego przyjaciółce. Dorota była na tyle inteligentna, że nie naciskała na nią, a jedynie serdecznymi spojrzeniami dawała znak, że wszystko jest w porządku i w każdej chwili może na nią liczyć.
- To co dzisiaj robimy? - zapytał Wojtek, kiedy wszyscy znaleźli się w salonie.
- Ja chcę na sanki! - od razu zawołał Filip.
- Obawiam się, że Agata nie ma sanek, kochanie... - powiedziała matka.
- Ooo, żebyś się nie zdziwiła, moja droga - odparła Przybysz i udała się na strych. Po kilku minutach zeszła z pojazdem. - Gdzieś są jeszcze jedne, ale nie wiem... Marek, gdzie je dałeś? - zapytała ukochanego, który pomagał jej w sprzątaniu gratów dzień wcześniej.
- Zaniosłem do piwnicy, zaraz je przyniosę.
Jak powiedział, tak zrobił. Kiedy sanki były już gotowe do użytku, wszyscy ciepło się ubrali i wyszli pełni nadziei na dobrą zabawę. Udali się na niewielkie górki tuż obok małego lodowiska, gdzie czas spędzało już kilka rodzin. Jasiek, na początku naburmuszony i przeciwny takim dziecinnym zabawom, usiadł wreszcie na sanki i śmigał z góry na dół raz po raz. Na drugich sankach zjeżdżał Wojtek z Filipem lub sam Wojtek, co było niezwykle zabawnym widokiem. Dorota stała oparta o bandę lodowiska i przyglądała się swoim chłopcom, robiąc im zdjęcia. Agata zaproponowała Dębskiemu małą przejażdżkę na łyżwach.
- No nie mów, że się boisz - spojrzała na niego z niedowierzaniem, kiedy odmówił.
- Ja? Ja się niczego nie boję! - odparł dumnie i ruszył do kasy po dwa bilety.
Kilka minut później stanęli na tafli lodu. Wokół nich wirowało kilkoro dzieci oraz paru dorosłych, więc nie czuli się nieswojo. Na początku dla rozgrzewki wykonali trzy okrążenia, jadąc obok siebie. Przy czwartym kółku Agata wystartowała niczym torpeda i w miarę zgrabnie mijała innych łyżwiarzy. Dębski podjął to wyzwanie i zaczął gonić kobietę. Radził sobie równie dobrze jak ona, jednak wciąż był daleko za nią. Brunetka zaskoczyła go od tyłu. W ciasnym uścisku upadli tuż obok Doroty. Tak bardzo byli zaśmiani i zapatrzeni w siebie, że nie zauważyli jej nawet wtedy, gdy zaczęła robić im zdjęcia. Cały czas, leżąc plackiem na lodzie, łapali oddechy, co rusz zanosząc się kolejnym pozbawiającym tchu śmiechem. W końcu Marek wstał jako pierwszy i podał rękę swojej damie, aby i ta mogła się podnieść. Otrzepali się wzajemnie ze śniegu i kontynuowali jazdę, tym razem bez pośpiechu, trzymając się na ręce.
Tak minęły im trzy godziny. Wszyscy, oprócz Doroty, byli padnięci. Z ledwością doszli do domu Przybyszów. Kiedy już znaleźli się w ciepłym pomieszczeniu, nastała bitwa o miejsce przy kominku, w skutek czego wszyscy wylądowali na dywanie, gdzie łaskotkom i przepychankom nie było końca. Rudowłosa, która z powodu zaawansowanej ciąży nie mogła uczestniczyć w tych rozgrywkach, dokumentowała wszystko za pomocą aparatu. Chciała mieć jak najwięcej pamiątek z tego weekendu.
Czwórka mężczyzn postanowiła się zdrzemnąć po jakże ciężkim wysiłku fizycznym, a Dorota z Agatą zajęły się przygotowywaniem obiadu, kiedy panowie słodko chrapali w salonie.
- Cóż to był za dzień pełen wrażeń - zaczęła rozmowę mecenas Gawron.
- Ano, działo się... - odparła brunetka z uśmiechem, krojąc marchewkę.
- Szkoda, że w naszym zawodzie tak rzadko można pozwolić sobie na taki weekend - powiedziała z nutką żalu w głosie przyjaciółka.
- Ano? - znów poparła ją Przybysz, która myślami była gdzie indziej. Tak bardzo zagłębiła się w swoich rozważaniach, że rozcięła sobie nożem palec i pisnęła głośno, budząc tym samym chłopaków.
- Co się dzieje? - ziewnął Wojtek, który nawet nie otworzył oczu.
- Agata się skaleczyła - odkrzyknęła Dorota, a Marek natychmiast podniósł się z kanapy i na miękkich jeszcze kolanach podbiegł do ukochanej, by sprawdzić, czy nie jest to skaleczenie śmiertelne. Pozostała trójka Gawronów znowu zapadła w sen.
- Ała - syknęła Przybysz, kiedy Dębski chwycił jej dłoń i włożył ją pod strumień wody.
- Bardzo boli? - spytał troskliwie.
- No tak troszkę - odpowiedziała przez zaciśnięte zęby.
Dorota podała mu apteczkę, którą znalazła w szafce. Przyglądała się, z jaką precyzją i delikatnością wykonuje opatrunek. Kiedy rana została zdezynfekowana i odziana w plaster, Marek czule podmuchał w bolące miejsce, a kobiety zaśmiały się.
- Połóż się, ja pomogę Dorocie dokończyć obiad - zaoferował, a kobieta nie protestowała. Udała się do sypialni i w kilka minut usnęła.
Dębski i Gawron wyczyniali cuda i dziwy w kuchni. Ciągle wymieniali się zadaniami, a Marek wsypał za dużo soli do sałatki. Pomimo pewnych trudności obiad zapowiadał się smakowicie.
Słońce chyliło się już ku zachodowi. Krótkie zimowe dni mijały w zastraszającym tempie. Gawronowie na dzisiejszy wieczór zaplanowali powrót do Warszawy, więc musieli już powoli pakować swoje rzeczy przed posiłkiem. Kiedy goście byli zajęci swoimi walizkami, Dębski udał się do pokoju, w którym spała Agata. Chwilę stał i przyglądał się pogrążonej we śnie piękności, a potem ułożył obok niej. Delikatnie budził ją głaskaniem po włosach.
- Niedługo będziemy jeść, wstawaj - mruczał cicho, gładząc jej ramię.
- Jeszcze dwie minutki - wybełkotała i odwróciła się do niego plecami.
- Agata... Bo będę musiał zastosować inne środki budzące... - pogroził, przebiegając palcami po jej plecach.
Kobieta westchnęła, przeciągnęła się, ziewając i usiadł wciąż nieprzytomna na łóżku. Marek wstał i wyciągnął w jej stronę rękę.
- Chodź, chodź - zachęcił.
Mecenas Przybysz, jeszcze niezbyt rozbudzona, wstała, ale od razu się zachwiała i wpadła prosto w jego ramiona. Dębski schwycił jej bezwładne ciało w ostatniej chwili, ratując od upadku na twardą posadzkę. Brunetka uśmiechnęła się, nadal mając zamknięte oczy i błogi wyraz twarzy, jakby wciąż spała.
- Hej, pobudka - powiedział do niej, lekko ją szturchając.
- Mhm... - westchnęła, wtulając się wygodniej w jego ramiona.
- Agata, ja mówię poważnie, nie jesteś znowu taka lekka - zażartował, a kobieta w końcu zareagowała i otworzyła oczy.
- Już, już się biorę w garść - obiecała, biorąc głęboki wdech i stając obok mężczyzny o własnych siłach.
- No, i to mi się podoba - powiedział i zaprowadził ją do salonu.
Kiedy rodzina Gawronów kończyła pakować walizki, Agata z Dębskim podali do stołu. Ciemne niebo pokryło się gwiazdami, a mróz złapał jeszcze większy niż w dzień. Rozmowa podczas obiadu była żywa, a chłopcom było smutno, że muszą już wracać.
- Jasiek, nie dyskutuj, jutro masz szkołę, a Filip przedszkole - Wojtek pouczył swoje marudy.
- Oj tam szkoła... - machnął ręką starszy syn, a młodszy przybił bratu "piątkę".
- Ja wam dam popalić jak przyjedziemy, ja wam dam - pokręciła głową Dorota i zmierzwiła włosy synów. - Dzieci. Nic tylko wziąć, siąść i płakać - zwróciła się do brunetki, a ta serdecznie się zaśmiała.
Koło osiemnastej w domu Agaty ucichło. Goście wsiedli do auta i obrali kierunek na Warszawę. Ponownie mieli się spotkać za kilka dni. Przybysz obiecała wrócić na trochę do stolicy i popracować. W ostatnim czasie kancelaria była częściej zamknięta niż otwarta i musieli przycisnąć ze sprawami.
Kiedy Przybysz zamknęła drzwi, od tyłu zaszedł ją Dębski.
- I znowu zostaliśmy sami - oznajmił, obejmując ją w pasie.
- Mhm... - zamruczała, odwracając się do niego przodem i zarzucając mu ręce na szyję.
Patrzyli na siebie chwilę zalotnymi spojrzeniami. W ciszy można było usłyszeć szybkie bicie ich serc, a w każdym pomieszczeniu czuć było niesamowite napięcie.
- Chodź, pokażę ci coś - rzekła i pociągnęła Marka w stronę sypialni.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #98 dnia: Marzec 22, 2013, 13:47:43 »
Agata + Marek + Filip =  <zauroczony>
Świetnie to wymyśliłaś. :)




3.
Tej nocy kochali się wiele razy. Całkowicie poddali się namiętności. Świat przestał istnieć. Rano Agata obudziła się wtulona w mężczyzne, z którym spędziła bardzo przyjemną noc. Czuła, że obejmują ją jego silne, męskie ramiona. Nie wiedziała czy jeszcze śpi, nie chciała go obudzić, w końcu to była ciężka noc. Na samo wspomnienue pojawił się uśmiech na jej twarzy. Mocnej przylgnęła do Marka i pogładziła go delikatnie po torsie. Przymknęła oczy i delektowała się jego bliskością. Po kilku minutacg poczuła jak jego dłonie czule gładzą jej plecy.Podniosła głowę do góry i zobaczyła jak Dębski wyszczerza do niej swoje białe ząbki, nie mogła się powstrzymać i wbiła swoję usta w jego
- Mrrrr... czyżby moja pani miała ochotę na powtórkę z tej jakże cudownej nocy? - nie czekał na odpowiedź, zaczął obdarowywać ją pocałunkami. Całował jej ciało centymetr po centymetrze, przyjemnie przy tym drażniąć swoim zarostem. Ta pieszczota sprawiała, że pragnęła go jeszcze bardziej. Wciągnął brunetkę pod kołdrę, jakby chciał ukryć ją przed całym światem, chciał, żeby była tylko i wyłącznie dla niego. Leżała pod nim poddając się jego pieszczotą, nie pozostawała mu jednak dłużna. Dała mu znak, że chce poczuć go w sobie, chce aby znów stali się jednością. Gdy spełnił jej prośbę wiła się z rozkoszy. Czuła się jak w raju. Po wszystkim opadł na nią zmęczony, przytuliła go do siebie i gładziła go po plecach. Po chwili zszedł z niej, wciągnął z powrotem kołdrę, którą zrzucili podczas tej przyjemnej gry. Położył się na boku, głowę wsparł na dłoni i nie spuszczając z oka swojej ukochanej wyszeptał - jesteś cudowna - Agata lekko się zawstydziła, niespodziewała się, że kiedykolwiek z jego ust usłyszy takie słowa. Bała się, że to tylko sen, że zaraz się obudzi i jego tu nie będzie. Zamknęła na moment oczy, aby po chwili je otworzyć i upewnić się, że nie jest sama. Nie była. Marek leżał obok, uśmiechnięty, cały jej. Ale przecież wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc dlaczego w ich przypadku miałoby być inaczej. Czar prysł w jednej minucie, gdy odezwała się komórka Dębskiego. To oczywiście była Maria. Zadzwoniła, żeby poinformować swojego ukochanego, że stoi pod drzwiami jego hotelowego pokoju. Taka mała niespodzianka. Marek szybko się ubrał i wyszedł rzucając krótkie - muszę iść... - a ona została sama, jak ostatnia idiotka. Myślała, że jest dla niego kimś ważnym, że mu na niej zależy, a on tak po prostu wyszedł, bo na horyzoncie pojawiła się Okońska. Agata czuła się oszukana. Była wściekła. Poszła pod prysznic, spędziła tam około godziny. Lubiła jak ciepłe krople otulały jej ciało, w tej chwili tuszowały jej łzy. Mimo, że starała się nie myśleć o wydarzeniach z minionej nocy słone krople leciały z jej oczu wbrew jej woli. Gdy wyszła z łazienki rzuciła się na łóżko z impetem. Wtuliła się w poduszkę, na której leżał Dębski. Czuła jego perfumy. Mocniej wciągnęła powietrze, aby jeszcze bardziej poczuć ten zapach. Była tak pochłonięta rozmyślaniem, że nie usłyszałą pukania do drzwi. Na ziemię sprowadziło ją chrząknięcie Doroty
- Co się z Tobą dzieje? - zapytała, siadając na rogu łóżka, z troską wpatrywała się w swoją przyjaciółkę. Agata próbowała ukryć smutny wzrok.
- A jakoś źle się czuję - wydukała - coś mi chyba zaszkodziło - mecenas Przybysz posłała koleżance sztuczny uśmiech.
- Nie widziała Cię na śniadaniu. Od rana tak leżysz?
- Tak, nie chciałam się pokazywać w takim stanie.
- Marka też dzisiaj niewidziałam.. - Dorota chciała wybadać sytuację, czuła, że coś między nimi jest.
- Pewnie zajmuje się swoją narzeczoną - ironia w głosie Agaty nie umknęła rudowłosej.
- Skąd wiesz, że Maria tu jest? Mówiłaś, że od rana siedzisz w pokoju? - Przybysz sama zapędziła się w kozi róg. Nie wiedziała jak ma z tego wybrnąć.
- Agata powiedzi mi co się dzieje? - przytuliła bliską płaczu brunetkę, co sprawiło, że ta zaczęła się zwierzać i rozkleiła się do reszty.
- Dobrze, już dobrze - mecenas Gawron próbowała uspokoić zapłakaną wspólniczkę - Weź się w garść. No już! Za godzinę mamy spotkanie z Wolińskim. Musisz się zebrać do kupy. - Dorota starała się ją zmobilizować. Na próżno.
- Przepraszam, ale ja chyba zrobię sobie małe wagary - błagalnie spojrzała na kobietę.
- Rozumiem. Nie chcesz się z nim spotkać - Dorota rozumiała przyjaciółkę, Agata tylko skinęła głową - No dobra. To ja idę do naszego uwodziciela - puściła oczko do zagrzebanej w pościeli wspólniczki i wyszła.

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #99 dnia: Marzec 22, 2013, 18:32:50 »
Co za świnia z tego Marka! Przecież się rozstał z Pleśnią, a ta znowu?  <wsciekly>
Tak to cuuudooo! <333 Nasze kochane zakochańce :D <3
Czekam na CeDeka  :buziak:

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #100 dnia: Marzec 25, 2013, 19:05:16 »
Ala, nie chcę być nachalna, ale chętnie bym coś przeczytała :D Ja się za swoje zabrałam, ale co chwila coś kasowałam, zmieniałam, a i tak stwierdziłam, że to jest tak beznadziejne i nie nadaje się do pokazania, ale może jutro będzie lepiej ;)

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #101 dnia: Marzec 25, 2013, 20:20:38 »
Wybacz Am! Tak Cię zaniedbałam.. :P Ale sama rozumiesz, matura wciąga na maksa. :D Uprzedzam, że mam gotowych tylko 14 części, ale 15 postaram się w czasie świątecznej przerwy stworzyć. ;)

Się nie przejmuj tym, że to co piszesz wydaje ci się nie niezdatne do przeczytku. :D Ja też tak mam, cokolwiek napiszę, także wiesz... Dodawaj śmiało, nikt tu nikogo linczował nie będzie.  <usmiech>

12.

Dębski usiadł wygonie na łóżku, a Agata w tym czasie wyciągnęła z szafy torbę z ubrankami dla córki Doroty.
- Nie widziałeś wszystkiego - wyjaśniła i wraz z pakunkiem weszła na łóżko. Usadowiła się obok mężczyzny i razem zaczęli wyjmować kolorowe ciuszki.
- Jakie to wszystkie malutkie - skomentował, obracając w dłoniach fioletową bluzeczkę.
- Każdy z nas był kiedyś taki drobniutki.
- O nie, ty byłaś duża i gruba, widziałem przecież twoje zdjęcia - prychnął Marek, a Agata przyozdobiła jego twarz poduszką.
- Znowu chcesz się bić? - zapytał, ubezwładniając jej ręce.
- Nie, ja pokojowo nastawiona przecież jestem - mrugnęła do niego słodko kilka razy.
- No dobra, masz szczęście, tym razem ci daruję - powiedział, zwalniając uścisk.
Kiedy skończyli oglądać ubranka, brunetka uczyła Dębskiego jak je składać. Mecenasowi szło to bardzo opornie.
- No co jest, przecież to nie takie trudne - zdziwiła się Przybysz, kiedy podał jej niechlujnie złożony sweterek.
- A jednak, to chyba nie dla mnie ? podniósł ręce w geście poddańczym.
- Jasne, myślisz że twoja przyszła żona do końca życia będzie za ciebie wszystko robić - burknęła pod nosem, udając niezadowoloną. - Wy wszyscy jesteście tacy sami...
- Że niby ja? Taki sam? Jak inni faceci? - oburzył się Dębski.
- A może nie? - droczyła się z nim.
- Zdecydowanie nie, jestem bardzo wyjątkowy.
- Jak bardzo? - podpuszczała go, wlepiając w niego słodkie, a zarazem kpiące spojrzenie.
- Bardzo, bardzo - szepnął z powagą, wstał z łóżka, włączył muzykę i wyciągając rękę w stronę Agaty, zapytał - Zatańczymy?
- Ale ja nie umiem tańczyć - próbowała się wykręcić.
- Umiesz, umiesz - zapewnił ją.
- Skąd to możesz wiedzieć? - zapytała. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że tylko ona nie pamięta niektórych wydarzeń. Może kiedyś już tańczyli? A może była na jakimś kursie?
- Chodź tu - pociągnął ją ku sobie i wziął w ramiona. Przybysz wtuliła się w nie mocno i dygała w rytm muzyki. - Kiedyś - zaczął opowieść - byliśmy na spacerze nad Wisłą. Powiedziałaś mi wtedy, że zawsze tam chodzisz, kiedy masz doła lub po prostu chcesz się oderwać od codzienności. No i tam sobie trochę potańczyliśmy do naszej piosenki...
- Mamy naszą piosenkę? - zdziwiła się. Dorota mówiła jej, że nie byli długo parą przed wypadkiem. Czyżby w tak krótkim czasie zdążyli znaleźć ulubioną melodię?
- Mamy, mamy - uśmiechnął się, sięgając do jej kieszeni po telefon. Wykonał kilka ruchów, a z głośników potoczył się utwór "Yours alone tonight".
Agata zamknęła oczy. Wsłuchała się w spokojne dźwięki. Marek przyglądał się jej cierpliwie i czekał. Po chwili znów objął ją w pasie i delikatnie zaczął prowadzić w powolnym tańcu. Kobieta w głowie miała mętlik. Bardzo chciała przywrócić wspomnienie tego wieczoru, o którym opowiedział jej właśnie Dębski, ale nie potrafiła. Postanowiła się rozluźnić i odegnać od siebie dyskomfort, który ponownie zapanował w jej psychice. Zmusiła się do uśmiechu, który po chwili stał się szczery.
Kiedy piosenka się skończyła, para zatrzymała się w miejscu. Marek spojrzał na zegar wiszący za plecami brunetki.
- Trochę późno się zrobiło. Może zadzwonimy jeszcze do twojego taty? - przypomniał jej. - Pewnie niedługo będzie kładł się spać, a nie chcesz chyba go obudzić?
- Tak, tak, zadzwońmy.
Mecenas Przybysz wybrała numer ojca i czekając na odbiór, powędrowała do salonu, a w ślad za nią Dębski. Usiadła po turecku na dywanie przed kominkiem, a Marek wszedł jeszcze do kuchni, skąd przyniósł butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. Chwilę później dołączył do Agaty rozmawiającej już ze swoim ojcem.
- Pozdrów - szepnął Dębski.
- Masz pozdrowienia od Marka - przekazała brunetka i chwilę jeszcze słuchała, co pan Przybysz miał jej do powiedzenia.
- I co tam? - spytał, kiedy kobieta odłożyła telefon.
- Wszystko dobrze, wygrali dzisiaj mecz - wyszczerzyła się. - Jutro popołudniu grają ostatni we Wrocławiu i we wtorek wracają.
- Ha, wiedziałem że dadzą popalić innym drużynom - ucieszył się Marek, nalewając wina do dwóch lampek.
Wpatrywali się w ogień w kominku, a z pokoju obok wciąż płynęła cicha i nastrojowa muzyka. Za oknem cicho sypał śnieg, a mroźny wiatr wciskał się w szpary w oknach ze swoim charakterystycznym odgłosem. Pili wino powoli, zerkając na siebie co chwila i wybuchając śmiechem. Agata sięgnęła po poduszki leżące na kanapie i kładąc się na dywanie, podłożyła sobie jedną pod głowę.
- Opowiesz mi jeszcze jakieś anegdotki z czasów kiedy się poznaliśmy? - poprosiła.
- Oczywiście. Hmm, od czego by tu zacząć? - zamyślił się na chwilę, a potem zaczął wspominać ich pierwszą rozprawę, kiedy stali po przeciwnych stronach, początki w kancelarii, gdy nie pałali do siebie sympatią, jakieś spotkania u Doroty, spacery do parku... Cieszył się bardzo za każdym razem, kiedy brunetka oznajmiała, że pamięta to i tamto. Robiła coraz większe kroki, a każdy mały sukces poprawiał jej i tak wiecznie dobry humor.
Opowieści Dębskiego trwały trzy godziny. Opamiętali się, kiedy zegar wybił północ. Sprzątnęli z podłogi opróżnioną butelkę oraz poduszki i po kolei udali się pod prysznic. Agata, zmarznięta i zmęczona tym dniem, wczołgała się na swoje łóżko i przykryła po uszy puchową kołdrą. Marek leżał w pokoju obok i analizował wszystko raz jeszcze. Już prawie zasypiał, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi.
- Mogę? - spytała Agata, która przywędrowała do niego z poduchą.
- Jasne, wskakuj - zaprosił, robiąc jej miejsce obok siebie. Weszła pod zagrzaną kołdrę i od razu oplotły ją silne ramiona mężczyzny.
- Nie umiesz zasnąć? - zapytał troskliwie.
- Umiem, umiem, jestem totalnie padnięta. Ale nie chciałam tak sama - wyjaśniła, o dziwo nieskrępowana.
- Rozumiem - powiedział cicho, przesuwając palcami po jej szyi, ramieniu, plecach. Agata jeszcze na chwilę otworzyła zmęczone oczy, uśmiechnęła się do niego i pocałowała bardzo delikatnie.
- Dziękuję ci, to był wspaniały dzień - przyznała szczerze.
- Jeśli tylko mi pozwolisz, sprawię, żeby każdy następny taki był - obiecał. W odpowiedzi otrzymał kolejny, tym razem dłuższy pocałunek. - Rozpieszczasz mnie - powiedział, kiedy się od siebie oderwali.
- Zawsze mogę przestać - dała mu wybór.
- Po moim trupie, kochanie.
- "Kochanie", jak to brzmi... - droczyła się z Dębskim.
- Zawsze mogę cię nazywać wstrętną, przebrzydłą ropuchą - odgryzł się.
- Nie pozwolę ci na to, kochanie - oboje buchnęli śmiechem.
- Mieliśmy iść spać? - przypomniał mecenas.
- Mhm... - zgodziła się kobieta, poprawiając poduszkę i odkładając bransoletkę z serduszkiem na szafkę nocną. - Dobranoc - odparła i zamknęła zmęczone oczy.
- Śpij dobrze - powiedział cicho.
Poniedziałkowy poranek przywitał Agatę i Dębskiego promieniami ostrego słońca odbijającego się od grubej warstwy białego śniegu. Mężczyzna, który obudził się pierwszy, postanowił zrobić brunetce niespodziankę w postaci śniadania do łóżka. Cichaczem wymknął się do kuchni, gdzie przygotował skromne, ale pyszne jedzenie i z tacą udał się z powrotem do sypialni. Kiedy przechodził przez drzwi, Agata właśnie otwierała oczy.
- Dzień dobry - przywitał się.
- Bry - ziewnęła zaspana i przetarła powieki. - Czy ja mam zwidy? - spytała na widok tacy ze śniadaniem, która właśnie lądowała na jej kolanach.
- Nie, chyba nie... Spróbuj, to się przekonasz - zachęcił Agatę do jedzenia.
- Masz szczęście, bo głodna jak diabli jestem - przyznała, a na potwierdzenie tego jej brzuch wydał donośny odgłos.
Kanapki pochłonęli szybko, a podczas dopijania herbatki włączyli telewizję i oglądali Dzień dobry TVN.
- Uwielbiam ten widok na stolicę - powiedział Marek, kiedy na ekranie pojawiły się zdjęcia Warszawy.
- Warszawa jest wspaniałym miastem - zgodziła się. - Zawsze ruch, coś się dzieje... No i jest tam tyle wspaniałych miejsc... - westchnęła na wspomnienie ulubionych zakątków.
Dzień minął im szybko. Znowu wybrali się na łyżwy, ulepili bałwana w ogródku przed domem, a popołudniu Marek trochę popracował na komputerze. Agata tymczasem odkurzyła cały dom, a Dębski zerkał na jej kocie ruchy. Jak zwykle sprzątała ze słuchawkami w uszach, więc nie słyszała, kiedy ten parodiował "Kwiaty we włosach" Czerwonych Gitar, dodatkowo umilając sobie nudną robotę.
Wieczorem, kiedy wszystko było już gotowe, razem usiedli przy laptopie i zadzwonili do Doroty.
- Hej, rudzielcu - przywitała się Przybysz, gdy tylko ujrzała twarz kobiety na monitorze.
- Siemanko, gołąbki - odparła z błyskiem w oku.
- Ja ci dam od gołębi nas wyzywać? - Marek spojrzał wzrokiem zabójcy w kamerkę.
- Daj se siana, Dębski - pokazała mu język. - Co tam u was?
- Wszystko w porządku, kolejny dzień zleciał, nawet nie wiem kiedy - westchnęła brunetka. - A u was jak?
- A tak jakoś? Fajniej było z wami w weekend, teraz tylko obowiązki - przewróciła oczami. - Całe szczęście, że pracuję w domu, Wojtek nawet zaczął mi trochę pomagać ze sprzątaniem i gotowaniem, kochany - pochwaliła męża, który właśnie podszedł do niej od tyłu i mocno ucałował w policzek.
- No, nareszcie się mnie docenia - wyszczerzył się do kamerki. ? Cześć wam ? przywitał się.
- Witaj, szanowny Wojciechu - odpowiedziała Agata, pękając ze śmiechu.
- Uważaj, bo się zapowietrzysz - ostrzegł ją Dębski, posyłając jej zatroskane spojrzenie.
Chwila ta nie umknęła Gawronom, którzy widząc, jak tamci na siebie patrzą, szeroko się uśmiechnęli. Kiedy Agata i Marek oderwali wzrok od siebie i spojrzeli na Wojtka i Dorotę, parsknęli śmiechem.
- Macie miny jakbyście w gacie narobili i nie chcieli się przyznać - skomentowała brunetka.
- Darujcie sobie te uszczypliwości - oburzył się na żarty Wojtek.
- Zaraz coś wam wyślemy - Agata, sprawdź za jakieś 10 minut swojego maila, okej? - poprosiła ciężarna.
- Już się boję... - przyznał Dębski.
- Ja też, oni są straszni? - powiedziała dziecięcym głosikiem mecenas Przybysz do Marka.
Dorota coś zawzięcie klikała na komputerze, ale z włączonym skajpajem wszystko działało dwa razy wolniej i musieli zakończyć rozmowę. Agata z Dębskim poczekali jeszcze kwadrans, po czym weszli na skrzynkę pocztową brunetki i odebrali wiadomość wysłaną przez Dorotę i Wojtka. Napisali tylko: "Dziękujemy wam za wspaniały weekend! W ramach dziękczynienia wysyłamy wam trochę zdjęć - może za nami zatęsknicie.  Miłego oglądania, gołąbeczki!" W załączniku znajdowało się mnóstwo fotografii upamiętniających chwile z tych dwóch wspaniałych dni. Wygodnie usadowieni na kanapie, przeglądali niespiesznie kolejne ujęcia, każde z nich komentując i wspominając. Kiedy dotarli do zdjęć z lodowiska, doszli do wniosku, że wyglądają jak zawodowcy i na kilka chwil dumnie wypięli pierś. Jednak gdy ujrzeli fotografię przedstawiającą ich dwoje oraz małego Filipa w łóżku, przytulonych do siebie ciasno i głęboko śpiących, najpierw umilkli, a następnie raz po raz parskali śmiechem.
- No, Dębski, do twarzy ci z dzieckiem, muszę przyznać... - rzekła Agata, starając się uspokoić oddech.
- Właśnie chciałem to samo powiedzieć o tobie - pokazał jej język.
- Aż się boję przeglądać te zdjęcia dalej, może Dorota z tym aparatem pod prysznic komuś z nas weszła, czy coś? - udała przestraszoną.
- A ja bym chętnie na takie zdjęcie popaczał - powiedział dziarsko mecenas i wrócił do przeglądania fotografii, a Agata wlepiła w niego roześmiany wzrok i zafundowała mu małego kuksańca w ramię na opamiętanie.
Zobaczyli zdjęcia do końca, ku chwale niebiosom bez większych już niespodzianek. Marek, zmęczony, poszedł się wykąpać, a Agata buszowała jeszcze po Internecie. Po chwili zadzwoniła do niej Dorota, tym razem już bez męża.
- Nie widzę Marka obok ciebie? Jesteś sama? - spytała rudowłosa.
- Tak, sama, Dębski wyleguje się w pianie - zaśmiała się Agata.
- Jak zdjęcia? Podobały się? - ciężarna od razu przeszła do rzeczy.
- No jasne, że tak, wielkie dzięki ? posłała uśmiech przyjaciółce. - Jak tylko wrócimy do Warszawy, od razu je wywołam - obiecała.
- A kiedy zamierzacie przyjechać?
- Hmm. Jutro popołudniu mój tata wraca ze swoją drużyną. Myślę, że Dębski nie będzie miał nic przeciwko, żeby zostać jeszcze jutro i pojutrze. Ale w końcu trzeba wrócić do kancelarii, Bartek nas wszystkich nie utrzyma przy życiu - zaśmiała się na myśl o biednym aplikancie, który przez ostatnie dni samotnie przesiadywał przy swoim biurku i zajmował się swoimi pierwszymi sprawami.
- No to fajnie, Warszawa bez was taka pusta się wydaje - zasmuciła się Dorota.
-Jasne, jasne, uważaj bo ci uwierzę - Przybysz pokazała język do kamerki.
Chwilę tak wpatrywały się w siebie i milczały. Ciszę przerwał Dębski, który zaczął głośno śpiewać podczas kąpieli. Panie natychmiast poczęły zwijać się ze śmiechu, a Agata podeszła na moment pod drzwi i biła mu brawa. Kiedy wróciła przed laptopa, mecenas Gawron zaczęła na poważnie:
- Myślałaś może o? - zacięła się. Nie miała zamiaru owijać w bawełnę, ale chciała też dobrać słowa w taki sposób, aby nie spłoszyć przyjaciółki. Zaczęła inaczej, nadal niepewnie. - Ładnie wyglądaliście z Markiem i Filipem, tak uroczo... - Dorota przyglądała się przyjaciółce.
- Do czego zmierzasz? - spytała bez ogródek Przybysz, chociaż wiedziała do czego pije jej przyjaciółka.
- Nie chciałabyś mieć dziecka? - rudowłosa przełamała się.
Agata przez chwilę milczała. Spodziewała się tego pytania. Patrzyła tępo na klawiaturę i myślała. A przynajmniej starała się myśleć, bo miała pustkę w głowie, zupełnie taką samą jak za czasów szkolnych, kiedy profesorka brała ją do odpowiedzi na środek klasy.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się - odparła po chwili. Bo co miała powiedzieć? Nie wiedziała do końca, na czym stoi jej relacja z Markiem. Kiedy była młodsza, marzyła o dziecku. Ale z każdym kolejnym rokiem to marzenie zanikało, stawało się coraz mniej realne. Aż w końcu całkiem zapomniała, że w życiu ważne są też inne sprawy, nie tylko praca. A potem cały ten wypadek...
Dorota chciała już coś powiedzieć, ale w tej chwili Marek wyszedł z łazienki i niczego nieświadomy zamknął jej usta. Ubrany jedynie w bokserki i białą koszulkę podszedł od tyłu do siedzącej na kanapie mecenas Przybysz i zajrzał jej przez ramię.
- No cześć rudzielcu, po raz kolejny - przywitał się. - Nie powinnaś już spać? - zapytał wesoło, nie zauważywszy przy pierwszym spojrzeniu dziwnych nastrojów obu pań.
- Tak, zaraz się kładę, chciałam tylko powiedzieć dobranoc - wymigała się mecenas Gawron. - Przemyśl to - powiedziała jeszcze do Agaty. - Śpijcie dobrze.
- Dobranoc - odpowiedzieli chórem Dębski z Agatą, po czym połączenie zostało zakończone.
- Co masz przemyśleć? - zapytał, nie rozumiejąc.
- A, takie tam ? machnęła ręką, nie patrząc na niego i wstając z kanapy. ? Pójdę się wykąpać.
Marek wszedł do łóżka i leżał, rozmyślając o różnych rzeczach. Wsłuchiwał się w szum wody, dobiegający z łazienki, w odgłos aut przejeżdżających nieopodal, świst zimowego wiatru wciskającego się przez szczeliny w oknach... Powoli zaczął odpływać, kiedy nagle uświadomił sobie, że trwa właśnie ostatnia noc, którą spędzi sam z Agatą w tym domu. Już jutro wraca jej ojciec i nie będzie zbytnio okazji, by być z nią tak blisko. Jego rozmyślania przerwała kobieta, która stanęła w drzwiach i powiedziała:
- Dobranoc.
Już wchodziła do swojego małego pokoju, kiedy Marek wyskoczył z łóżka jak oparzony i ruszył za nią.
- Chcesz dziś spać sama? - spytał, kiedy stanął obok brunetki, która poprawiała pościel na swoim łóżku.
- Nie za bardzo - przyznała z nieśmiałym uśmiechem.
Dębski złapał ją za rękę i zaprowadził do sypialni obok. Weszli do dużego łóżka i ciasno okryli się kołdrą. Marek objął ją ramieniem, a kobieta zamknęła oczy. Chciała z nim jeszcze porozmawiać, ale było jej trochę smutno po pogawędce z Dorotą, więc zrezygnowała. Dębski, domyśliwszy się w końcu, że coś ją gryzie, postanowił trochę poprawić jej humor. Podniósł się lekko i zaczął łaskotać mecenas Przybysz gdzie tylko się dało. Podziałało natychmiast. Kobieta śmiała się wniebogłosy, błagając o litość swojego oprawcę. Kiedy skończył tortury, Agata padła wyczerpana na poduszkę, łapiąc przez chwilę jeszcze oddech.
- Nie lubię, kiedy jesteś smutna - wyznał.
- Ja też tego nie lubię. Ale już nie jestem - uśmiechnęła się do niego słodko. Patrzyli na siebie rozweseleni. - Wiesz, że to nasza ostatnia noc sam na sam tutaj? - zapytała po chwili.
- Coś mi się tak właśnie wydawało...
Przejechał powoli palcem po ramieniu Agaty, wywołując tym samym dreszcze na jej ciele. Serce zabiło mocniej, motyle w brzuchy zaczęły swój taniec. Nie mogąc się już tak dłużej powstrzymywać, wpiła się w jego usta. Błądzili rękami po swoich ciałach, synchronizując wargi w namiętnej pieszczocie. Żadne z nich nie próbowało zwolnić tempa, pragnęli swojej bliskości bez opamiętania. Kilka minut później wierzchnia część odzienia Marka wylądowała na podłodze. Ten, nie pozostając ukochanej dłużny, zsunął z jej ramion koszulę nocną i zaczął pieścić nowo odkryte części jej ciała.
- Kocham cię - szepnął jej czule do ucha. - Zawsze cię kochałem, i zawsze będę - obiecał.
Agata nie wiedziała, czy to tylko piękny sen, czy rzeczywistość. Jednak cokolwiek to było, postanowiła dać ponieść się temu uczuciu, które rosło w niej każdego dnia. Tej nocy po raz pierwszy się kochali.

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #102 dnia: Marzec 25, 2013, 20:43:54 »
Właśnie, Am! Dodawaj, bo ja z chęcią chcę przeczytać, i nie tylko ja :D
Aluś! No w końcu wracasz :D Mam nadzieję, że jeszcze przed niedzielą przeczytam CeDeczka ;**

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #103 dnia: Marzec 26, 2013, 19:31:10 »
Am, do dzieła! :D Czekam.. ;)

Karo, już nie umiem wytrzymać bez pisania  <jezyk>

Offline Jullcia

  • Aneta&Marek
  • *****
  • Wiadomości: 339
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #104 dnia: Marzec 26, 2013, 21:05:12 »
Ej Ala ! A gdzie dalej, ja tu sobie grzecznie czytam od 1, bo się ostatnio zapuściłam.  <hahaha>
A tu już koniec jak to ?! Nie no ja chcę dalej, bierz się do pracy, nie ma tak dobrze  <tak> Dziękuje za umilenie wieczoru.  :-*