Oj, no są kolejne, są

Tylko nie chcę żebyś przedawkowała czy coś, bo jednak sporo cukru do tego opa dosypałam.

W serialu mało jest takich słit scen, więc postanowiłam wpleść je do swojego opowiadania.
4. Niedzielne słońce zawitało do mieszkania Agaty Przybysz. W powietrzu unosił się przyjemny zapach gorącej czekolady. Kobieta od wczesnych godzin rannych siedziała z laptopem przy kuchennym stole i nadrabiała wcześniejszą niedyspozycję w pracy. Gorączka minęła równie szybko, jak się pojawiła, a to głównie za sprawą Marka, który zadbał o nią jak należy. Nie siedział do późna, by Agata mogła się wyspać. Obiecał, że wpadnie następnego dnia.
Dźwięk dzwonka rozszedł się echem po wszystkich pomieszczeniach. Brunetka wstała i poszła otworzyć drzwi.
- Bartuś, aleś ty się odpicował, no, no? - powitała go Agata.
- Specjalnie dla ulubionej szefowej ? wyszczerzył się chłopak i podał jej mały bukiecik oraz kluczyki od jej samochodu.
- A czy ty przypadkiem nie przyszedłeś zapytać jak się czuje twoja podwyżka? ? zapytała i ruchem ręki zaprosiła go do środka.
- Ależ skąd, no proszę cię? Ja bym dla ciebie nawet za darmo pracował, jeśliby trzeba było ? słodko się uśmiechnął i wszedł.
- Napijesz się czegoś? Zrobiłam właśnie gorącą czekoladę.
Bartek rozebrał się i rozgościł w kuchni, tuż obok miejsca pracy Przybysz. Kiwnął głową na potwierdzenie propozycji wspólniczki i zerknął na monitor.
- Co to za sprawa? ? zapytał szczerze zainteresowany.
- Taka tam małolata oskarżyła swojego ojczyma, że niby ją okrada. Po śmierci matki dostała grube miliony, a facet ponoć nimi szasta na prawo i lewo. Ile w tym prawdy, jeszcze nie wiem, ale coś mi tu śmierdzi ? podsumowała.
- Aaaaa? Takie kalosze ? pokiwał głową, zamyślony. ? A ładna ta małolata chociaż? ? wyszczerzył bielusieńkie uzębienie.
- Zdecydowanie nie dla ciebie, kochaneczku. Ty się robotą i szkołą zajmij, a nie romansami, bo przy takim obrocie spraw, to marnie skończysz ? pogroziła i usiadła obok chłopaka z dwoma kubkami czekolady.
- Takiemu przystojniakowi jak ja wszystko przychodzi z łatwością, zapomniałaś? ? zapytał, wypinając dumnie pierś.
Agata zaśmiała się i pacnęła go w tył głowy.
Posiedzenie Bartka trwało do południa. Gdy tylko pojawił się Dębski, ulotnił się szybko niczym kamfora, tłumacząc się słowami:
- Agent 007 ma ważną misję do wykonania, musi już uciekać. Nie przeszkadzajcie sobie, już mnie nie ma.
I wyszedł. Dwoje starszych prawników bardzo zdziwiło jego zachowanie, ale jak misja wzywa, to przecież nie będą zatrzymywać. Marek z uśmiechem stanął przed drzwiami wejściowymi do mieszkania Przybysz.
- Cześć ? przywitał się, puszczając oczko koleżance.
- Joł, komandosie ? zaśmiała się Agata i zaprosiła go do środka.
Dębski udał się za wspólniczką do kuchni. Pomógł jej przenieść teczki i inne papiery na stolik przed kanapą. Oboje wygodnie się rozsiedli, Agata z laptopem na kolanach.
- Jak się czujesz? Wyglądasz o niebo lepiej niż wczoraj ? zagadał jako pierwszy.
Mecenas Przybysz przeniosła wzrok z laptopa na kolegę i powiedziała:
- Nie wiem, co to za świństwa, którymi mnie naszpikowałeś, ale jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie wróciło mi zdrowie.
- Ha! To wcale nie dzięki tabletkom? - powiedział zawadiacko Marek.
- Mareczku, ty mnie tu nie podpuszczaj, dobrze? ? zrugała go. ? Ja tutaj dużo roboty mam i w ogóle ten tego. Mógłbyś mi pomóc, a nie przeszkadzać.
- A co tu masz takiego do roboty? ? zapytał z westchnieniem.
Agata wprowadziła go w sprawę nastoletniej Julii Kowerskiej. Razem wpadli na kilka pomysłów, doszli do paru wniosków, a wszystko zajęło im mniej niż godzinę. Zbliżała się pora obiadowa.
- Najczarniejsza robota odwalona, więc może wyskoczymy na miasto coś zjeść? ? zaproponował Marek.
- Ale to kumpelski wypad, tak? ? spytała podejrzliwie brunetka.
- Jak najbardziej koleżeński. ? Marek podniósł ręce do góry, na wypadek gdyby Agata zamierzała strzelić do niego z karabinu zamontowanego w oczach.
- No to ubieraj się ? powiedziała, po czym wstała z kanapy, a za nią, jak cień, Dębski zrobił to samo.
Słońce rozświetlało warszawskie ulice, nadawało im złotego blasku jesieni. Wiał chłodny wiatr, ale tym razem para adwokatów była odpowiednio ubrana. Nieliczne drzewa w śródmieściu całkiem straciły liście. Zima zbliżała się nieubłaganie, a wraz z nią święta Bożego Narodzenia?
Dębski i Przybysz udali się pieszo do ulubionej knajpy na rogu Pięknej i Mokotowskiej. Spożywali posiłek w milczeniu, a Agata przyglądała się ludziom na ulicy. Marek, widząc jej zadumę, zagadnął:
- O czym tak rozmyślasz?
Kobieta wyrwała się z letargu. Zagryzła dolną wargę i chwilę jeszcze nic nie mówiła.
- Zastanawiam się? - przerwała, bo nie wiedziała, jak ubrać w słowa to, co chciała powiedzieć. Zaczęła jeszcze raz. ? Wczoraj dzwonił do mnie ojciec. Miał dziwny głos. Pytałam, czy wszystko okej, mówił, że tak, ale jakoś mu nie wierzę. ? Powiedziawszy to, spuściła wzrok i zaczęła grzebać widelcem w sałatce.
Marek chwilę się zastanowił, zanim odpowiedział.
- Jeśli chcesz, możemy do niego pojechać w następny weekend. Jeszcze pamiętam, że nas zapraszał ? uśmiechnął się na wspomnienie.
Agacie także lekko wygięły się usta. Dębski od jakiegoś czasu nieźle mieszał w jej życiu. Ostatnie dni zupełnie nie przypominały tych wcześniejszych. Powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że Marek wcale nie jest jej taki obojętny. Zwłaszcza po wczorajszym wieczorze?
- Zobaczymy, jak potoczy się sprawa małolaty, a potem podejmiemy decyzję, okej? ? zaproponowała.
- Jak sobie pani życzy ? zgodził się mężczyzna, posyłając jej szczery uśmiech.
Po zjedzonym posiłku postanowili się przejść. Nogi same powiodły ich do parku na Rozbrat. Odżyły kolejne wspomnienia.
- Pamiętasz, jak Pachman pobił się tutaj z Wareckim? ? zapytał Marek, gdy usiedli na ławeczce koło nieczynnej już fontanny. ? To była jedna z naszych pierwszych randek ? wyszczerzył się.
- Ja ci zaraz dam randkę ? zapodała mu kuksańca w bok, śmiejąc się.
Siedzieli tak w ciszy, park był zupełnie pusty. Mieli wrażenie, jakby byli ostatnimi ludźmi na ziemi, podczas gdy znajdowali się w samym sercu stolicy. Agata położyła mu głowę na ramieniu, a ten ją objął. Było im tak dobrze. Mężczyzna wsłuchiwał się w miarowy oddech brunetki, gładził jej włosy. Właśnie uświadamiał sobie, że nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego, gdy był z Marią. Te wszystkie czułości były jakby wymuszone, a cały związek opierał się tylko na przyzwyczajeniu do tej drugiej osoby. Brakowało w nim spontaniczności, i, przede wszystkim, uczucia.
Kiedy Marek zagłębiał się w swoich myślach, Agata podniosła głowę i bacznie się mu przyglądała. Kiedy ten zauważył, że kobieta na niego zerka, uśmiechnął się do niej.
- O czym tak myślałeś? ? zapytała.
- A tak sobie wspominałem po prostu, dochodziłem do wniosków i takie tam...
- No i do jakich wniosków doszedłeś?
Mężczyzna znów się na sekundę zamyślił, po czym odparł:
- Że bardzo mało było w moim życiu tak miłych chwil, jak ta. Że brakowało mi kogoś, kto mnie zrozumie, przed kim nie będę musiał udawać, że jestem niesamowicie odważny, tudzież pozbawiony uczuć. I że zdecydowanie za mało było w tym życiu ciebie.
Marek, wypowiadając te słowa, był bardzo poważny. Agata, słysząc je, uśmiechała się delikatnie. Kiedy skończył, podniosła się trochę wyżej i podarowała mu delikatny, pełen czułości pocałunek.
Znowu poczuła niesamowite ciepło w brzuchu. Bardzo jej się podobało to nieznane wcześniej zjawisko, które odkryła dopiero dzięki niemu. Kiedy mężczyzna zaczął oddawać pocałunek, całkowicie się rozpłynęła. Nic poza nim nie miało dla niej znaczenia. Podobnież było z samym Markiem. Kobieta w jego ramionach była teraz dla niego całym światem.
Więc całowali się tak na ławce, w opustoszałym parku, pośród przebijających się przez bezlistne gałęzie promieni jesiennego słońca.
I od razu daję też piątą.
5.- Marek, chodźmy stąd? - zaproponowała Agata, gładząc go po twarzy, kiedy już się od siebie oderwali.
Dębski skradł jej jeszcze jednego całusa, po czym wstali. Przybysz poprawiła rozwiane włosy i ruszyli w stronę mieszkania kobiety. Marek złapał ją za rękę.
Przez całą drogę milczeli. Była to trochę niezręczna cisza. To wszystko, co się ostatnio wydarzyło, było zbyt błahe, zbyt idealne, by mogło być prawdziwe. Jakoś za łatwo przychodziły im czułości, wyznania, a przecież nawet nie wiedzieli, co tak naprawdę do siebie czują. Nie wyznali sobie co prawda niczego konkretnego, niczego też nie obiecali, ale coś niewidzialnego ciągnęło tę dwójkę do siebie tak mocno, że niekiedy ciężko było im się oderwać i wrócić do rzeczywistości. Tak było i tym razem. Agata walczyła ze swoim rozsądkiem w myślach.
Gdy doszli na Plac Zbawiciela, zatrzymali się pod klatką schodową brunetki. Stanęli twarzą w twarz, Marek przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Gdy już zaczął pochylać się nad nią, Agata odwróciła głowę.
- Co jest? ? spytał on.
Kobieta, zmieszana sytuacją, popatrzyła gdzieś w bok.
- Marek, co my wyprawiamy? ? szepnęła cicho.
Mężczyzna głośno westchnął. Mina mu trochę zrzedła, poczuł się głupio.
- Przepraszam, nie chciałem, żebyś? - odsunął się na krok.
- Nie o to chodzi ? powiedziała Przybysz. ? Po prostu? Nie wydaje ci się, że to wszystko trochę za szybko się dzieje?
Dębski zaczął wiercić wzrokiem dziurę w chodniku. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Agata również milczała.
- Pójdę już ? zdecydował w końcu.
Kobieta kiwnęła tylko głową, nie patrząc na niego. Oboje odwrócili się do siebie plecami i każde ruszyło w swoją stronę.
Po nieprzespanej nocy nastał poniedziałkowy i mglisty poranek. Agata Przybysz leżała całą noc, rozmyślając, analizując i do niczego konkretnego nie dochodząc. Podobnie było z Dębskim, który do późnego wieczora siedział przed telewizorem, nie zwracając na niego w ogóle uwagi. Zasnął dopiero na chwilę przed donośnym brzęczeniem budzika. Para zmęczonych mecenasów udała się niechętnie do pracy.
Kiedy Agata weszła do kancelarii, na swoim miejscu siedział już wzorowy pracownik Bartek.
- Cześć, agencie ? przywitała się, ziewając. ? Długo już tu jesteś?
- 007 trzymał nocną wartę, psze pani ? odpowiedział po żołniersku.
Kobieta jak zwykle zmierzwiła jego włosy, poprosiła o kawę i udała się do swojego gabinetu. Chwilę później pojawił się także Dębski. Ten, w gorszym humorze, rzucił chłopakowi tylko zdawkowe ?cześć? i zamknął się u siebie.
Agata spędziła dużo czasu z Bartkiem, który obserwował jej posunięcia w sprawie Julii Kowerskiej. Dorota pojawiła się w kancelarii dopiero w południe, kiedy Przybysz ze swoim wiernym agentem przebywała w sądzie. Zajrzała do gabinetu Dębskiego.
- Cześć ? przywitała się.
Marek, który dotychczas gniótł w ręce jakiś papierek i wpatrywał się w ścianę, odwrócił się w stronę rudowłosej i wydukał coś niemrawo pod nosem. Mecenas Gawron, zaniepokojona dziwnym zachowaniem wspólnika, podeszła do biurka i usiadła po jego przeciwnej stronie.
- Co jest? ? spytała, przyglądając mu się uważnie.
- Nic nie jest ? odpowiedział oschle. ? Mam zły dzień i tyle.
- Ostatnio często je miewasz? - stwierdziła łagodnie, ale widząc kwaśną minę kolegi, kontynuowała odrobinę ostrzej. ? Marek, ja nie jestem tu po to, żeby cię wkurzać, dogadywać ci lub Bóg wie co jeszcze. Znamy się nie od dziś i widzę, że masz problem. Więc dlaczego nie dasz sobie pomóc?
- Dorota, to nie tak? - pokręcił głową i zaczął chodzić po pomieszczeniu. - Przepraszam cię, ale naprawdę najpierw muszę sam nad tym wszystkim pomyśleć. Ale obiecuję, że jeśli w przeciągu kilku dni mi się nie poprawi, pozwolę ci zdzielić mnie w łeb ? oznajmił, leciutko się uśmiechając.
- Hmm, ciekawa propozycja? Już teraz nie wiem, czy lepiej będzie jak ci przejdzie, czy może jednak nie do końca? - wyszczerzyła się, podeszła do Dębskiego i wyściskała go mocno.
Właśnie w tym momencie przed wejściem do gabinetu Dębskiego stanęła jak wryta Agata, która przywiozła dla niego papiery z sądu. Chwilę później dołączył do niej Bartek, który z wrażenia wpadł na drzwi i zaklął przy tym głośno. Dorota, zaskoczona hałasem, odskoczyła od Dębskiego.
- Ekhem, na chwilę wychodzimy, a wy już romansujecie ? podsumował tę scenkę rodzajową Bartek masujący sobie bolące ramię.
Mecenas Gawron, rozbawiona, wyszła szybko z pomieszczenia, przeciskając się między przyjaciółką a aplikantem, któremu zaserwowała kuksańca w drugie ramię. Ten ruszył za nią, udając oburzonego. Agata i Marek zostali sami.
- To nie jest tak, jak wyglądało? - zaczął się tłumaczyć. ? Przyjaźnimy się tylko i ten tego?
- Jasne, przecież rozumiem ? przerwała mu szybko brunetka. ? Ufam Dorocie i wiem, że nie zrobiłaby czegoś takiego Wojtkowi ? wyjaśniła.
- A mi nie ufasz? ? spytał, wpatrując się w nią.
Kobieta spuściła wzrok i przygryzła wargi. Podeszła do Dębskiego, wyciągając w jego stronę teczkę.
- Papiery, o które prosiłeś ? oznajmiła, wciskając mu dokumenty do ręki.
Markowi zrobiło się przykro patrząc, jak Przybysz zamyka za sobą drzwi. Wrócił na swoje krzesło i nie mając nic innego do roboty, zaczął przeglądać teczkę.
Zbliżała się godzina 17, a na zewnątrz panowały już ciemności. Agata, jako że nie miała już żadnych spotkań z klientami, zabrała pracę do domu. Ciężarna także szybciej opuściła kancelarię. Marek z Bartkiem siedzieli do oporu. Dębski przepytywał chłopaka z przeróżnych kodeksów, dawał mu cenne wskazówki. Gdy Bartek popełniał kilka błędów pod rząd, mecenas trochę się złościł, lecz aplikant dzielnie znosił jego humorki. Z pracy wyszli grubo po 22.
Agata siedziała zakopana w papierach, które leżały porozwalane na podłodze przed kanapą. Kiedy rozdzwonił się jej telefon, miała problem ze znalezieniem go. Ostatecznie wygrzebała komórkę spod talerza i odebrała.
- Hej Dorota, coś się dzieje?
- Nie, czemu pytasz? ? zdziwiła się mecenas Gawron.
- Ciężarna kobieta powinna już dawno spać ? wytłumaczyła swoje podejrzenia Przybysz. ? Jeszcze nie rodzisz, prawda?
- Nie, małej chyba nie śpieszno na ten świat. Mam wrażenie, że nigdy stamtąd nie wyjdzie ? zaśmiała się. ? No ale nic dziwnego. Przy takiej cioci jak mecenas Przybysz? A wujek Dębski jeszcze lepszy ? zachichotała.
- Czy dzwonisz tylko po to, żeby uświadomić mi, że nie spełnię się w roli kochającej cioteczki? ? Agata zagrała oburzoną.
Po obu stronach zapanowała cisza.
- Agata, martwię się o niego ? wznowiła rozmowę Gawron.
- O kogo? ? brunetka udała, że nie ma pojęcia, o kogo chodzi.
Znowu cisza.
- Nie zauważyłaś, że od jakiegoś czasu ciągle jest struty? Zaniedbuje pracę, mimo że prawie nie wychodzi ze swojego gabinetu? Kasuje Bartka, jak tylko powie o jedno słowo za dużo?
- No coś mi się obiło o oczy? - przytaknęła Przybysz.
- I nie wiesz, o co chodzi? Nic ci nie mówił?
Agata miała ochotę zlinczować samą siebie za to, że musiała okłamać przyjaciółkę.
- Nie, jakoś nie było okazji. ? Powiedziawszy to, zmarszczyła czoło.
Panie znowu wsłuchiwały się w swoje oddechy.
- Próbowałam z nim dzisiaj pogadać. Ale nie miał ochoty na spowiedź ? westchnęła rudowłosa.
- Nic dziwnego. Nawet napić się w tobą nie można ? uśmiechnęła się lekko Agata.
- Ale z tobą już można ? odparła poważnie Gawron.
- Coś sugerujesz? ? spytała zaniepokojona.
- A jeśli bym cię tak poprosiła, żebyś wpadła do niego z porządną whisky i odplątała mu język? Byłabym bardzo wdzięczna, bo sama nie mogę przecież? - podpuszczała ją Dorota.
- Ekhem. To chyba nie jest najlepszy pomysł. ? Agata próbowała się jakoś z tego wykręcić. ? Jest późno, a ja padam na twarz i szykowałam się już właściwie do snu ? łgała jak najęta.
- Agata, doskonale wiem, że siedzisz nad papierami.
Mecenas Przybysz w sekundzie poczuła na sobie wzrok koleżanki dobiegający z drugiego końca miasta.
- Okej. Ale nie zdziw się, jeśli jutro nie przyjdziemy do pracy ? pogroziła brunetka.
- Zróbcie sobie wolne, powiem Bartkowi, żeby odwołał waszych klientów. A wiesz, że cię kocham? ? spytała zachwycona kobieta.
-Nie, ale wiem, że będziesz mi musiała za tę przysługę słooono zapłacić ? zaśmiała się Agata.
- No to cóż, owocnej nocy wam życzę ? pożegnała się zadowolona z obrotu spraw rudowłosa.
Agata wstała z podłogi cała zesztywniała. Ogarnęła z grubsza bałagan i wzięła prysznic, by choć trochę się rozbudzić. Powoli zbliżała się północ. Nie miała pewności, czy Dębski będzie chciał ją widzieć o tej porze, ale obiecała coś przyjaciółce i słowa dotrzyma.
Schowawszy do torebki trunek, wyszła z domu i w kilka minut dojechała pustymi ulicami pod obrany adres. Zadzwoniła delikatnie dzwonkiem i czekała tylko kilka sekund. Marka bardzo zdziwiła obecność Agaty, lecz wpuścił ją do środka. Kobieta na wejściu wyjaśniła:
- Od razu uprzedzam, że to nie był mój pomysł.
Mecenas wyjęła w torebki whisky i podała ją Dębskiemu.
- A czyj? ? spytał, nie rozumiejąc.
- Takiej jednej, rudej francy.
- A, i wszystko jasne ? podsumował. ? Rozgość się.
Agata usiadła na mareczkowej kanapie, a mężczyzna podał jej szklankę wypełnioną niewielką ilością alkoholu i usiadł obok.
- Jaki jest cel twojej wizyty? ? zapytał po chwili.
- Mam cię upić i wyciągnąć od ciebie dlaczego ostatnio jesteś nie w humorze. Dorota się martwi ? odpowiedziała, mając nadzieję, że Dębski nie poruszy tematu ich dziwnych relacji.
- Ciężkie zadanie, porwałaś się z ciupagą na słońce. Głowę mam mocną jak diabli ? zaśmiał się ponuro.
- Pij, pij ? zachęciła go.
Kilka minut później, mimo że nie był prawie wcale podchmielony, Dębski śpiewał jak z nut. Opowiedział kobiecie dlaczego rozstał się z Marią.
- Zdradzała mnie. Poznała jakiegoś wspaniałego prokuratora, w którym odnalazła bratnią duszę i w ogóle. I może bym się tak nie przejął nawet jakby odeszła, gdyby nie powód, dla którego cały ten czas udawała, że była ze mną.
Agata poprosiła o wytłumaczenie.
- Kiedy się rozstawaliśmy, przeprowadziliśmy poważną i szczerą rozmowę. Nie ukrywała, że liczyła na łatwiejszy dostęp do informacji na temat Sułeckiego. Podejrzewa, że jesteś nosicielką jakichś ważnych informacji, i że oczywiście z wszystkiego mi się zwierzasz ? pokręcił głową, wciąż nie mogąc zaakceptować prawdy. Nigdy wcześniej nie poznał jej prawdziwego oblicza, wciąż wydawało mu się to nienajlepszym snem. ? Jestem na nią zły i wiem, że to się odbija na was. Przepraszam ? westchnął, spoglądając jej w oczy.
Agacie zrobiło się głupio. Jakby nie patrzeć, była w połowie winna rozpadowi tego związku. Uśmiechnęła się ponuro do swojego towarzysza.
- Niezły numer wykręciła, nie ma co ? zgodziła się, popijając whisky. ? A tak w ogóle Dorota zorganizowała nam na dzisiaj wolne, żebyśmy mogli wyleczyć kaca ? zmieniła temat.
- Jak na chwilę obecną nie ma co leczyć ? stwierdził, dolewając przyjaciółce i sobie.
Brunetka wcisnęła się w róg kanapy, gdzie podłożyła sobie poduszkę, na której ułożyła głowę. Poprzednia bezsenna noc podwoiła jej zmęczenie. Słyszała, że Marek coś do niej mówi, ale nic nie rozumiała. Potem poczuła, jak otacza ją ciepły koc. A chwilę później zwiedzała krainę snów.
Marek usiadł obok Agaty i uśmiechał się, patrząc na jej łagodną twarz. Tkwiąc tak w bezruchu, nie zauważył, kiedy zamknął powieki. W kilka sekund dołączył do swojej towarzyszki.
Gdy nastał poranek, Agatę obudził dźwięk smsa. Z zamkniętymi oczami próbowała sięgnąć po telefon, ale poczuła, że coś krępuje jej ruchy. Powoli podniosła powieki i niewyostrzonym jeszcze wzrokiem dokonała oględzin. Leżała na kanapie wtulona w obejmującego ją Dębskiego. Czuła jego ciepło, spokojny oddech, bicie serca. Po raz kolejny motyle w jej brzuchu zatrzepotały skrzydłami. Uśmiechnęła się do siebie i ponownie zamknęła oczy, wtulając się mocniej w ramiona śpiącego Marka. Kilka minut później obudził się także Dębski. Agata obejmowała go w pasie, więc postanowił nie wyrywać jej ze snu i poczekać, aż ta sama się obudzi. Zaczął gładzić delikatnie jej ciemne włosy. Pod wpływem pieszczoty kobieta uśmiechnęła się, a potem podniosła powieki. Dębski od razu cofnął rękę, lecz twarz brunetki nadal wyrażała zadowolenie. Dopiero po chwili, gdy wszystko do niej dotarło, zmieszała się.
- Która godzina? ? zapytała, chcąc rozładować niebezpieczną ciszę.
- Nie mam bladego pojęcia. Zresztą co to ma za znaczenie, sama mówiłaś, że mamy dzisiaj wolne ? odparł.
Zawstydzeni prawnicy wyswobodzili się ze swoich uścisków i wstali.
- Odświeżę się trochę ? powiedziała Agata i ruszyła do łazienki.
Marek w tym czasie przygotował małe śniadanie. Zjedli w milczeniu, zerkając na siebie ukradkiem. Gdy po posiłku Dębski poszedł wziąć prysznic, Agata wyszła cichaczem z jego mieszkania i wróciła do swojego królestwa.