Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 68570 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #75 dnia: Marzec 11, 2013, 19:01:52 »
Aj, aj! Ala, nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś tą częścią!  <serduszko>
Agata obściskująca się z Markiem na klatce schodowej - to musi być widok! Scenarzyści powinni brać z Ciebie przykład. :buzki:


Am.  <serce> Cudeńko! Bardzo podoba mi się sposób, w jaki zakończyłaś tę wyjątkową historię!  <jupi> Liczę, ze na tym nie poprzestaniesz i szybko stworzysz coś nowego.  <pompony> A tu do poczytania ;)
Miło, że się podoba.  :buzki: Pewnie coś jeszcze napiszę :-*

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #76 dnia: Marzec 11, 2013, 19:18:40 »
Am, jeszcze kilka części do przodu mam. :D Ale nie wiem czy chcesz tak szybko to czytać czy czekać.  <slucha>

W każdym bądź razie ja czekam na jakieś nowe dziecko prosto z twojej głowy.  <i_love_you>

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #77 dnia: Marzec 12, 2013, 13:15:46 »
Am, jeszcze kilka części do przodu mam. :D Ale nie wiem czy chcesz tak szybko to czytać czy czekać.  <slucha>
Czytać, czytać, czytać! ;D To ja tu niecierpliwie czekam, a Ty mi mówisz, że już są dalsze części. ;)

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #78 dnia: Marzec 12, 2013, 14:01:14 »
Oj, no są kolejne, są :D Tylko nie chcę żebyś przedawkowała czy coś, bo jednak sporo cukru do tego opa dosypałam. <mruga> W serialu mało jest takich słit scen, więc postanowiłam wpleść je do swojego opowiadania. <komputer>

4.

Niedzielne słońce zawitało do mieszkania Agaty Przybysz. W powietrzu unosił się przyjemny zapach gorącej czekolady. Kobieta od wczesnych godzin rannych siedziała z laptopem przy kuchennym stole i nadrabiała wcześniejszą niedyspozycję w pracy. Gorączka minęła równie szybko, jak się pojawiła, a to głównie za sprawą Marka, który zadbał o nią jak należy. Nie siedział do późna, by Agata mogła się wyspać. Obiecał, że wpadnie następnego dnia.
Dźwięk dzwonka rozszedł się echem po wszystkich pomieszczeniach. Brunetka wstała i poszła otworzyć drzwi.
- Bartuś, aleś ty się odpicował, no, no? - powitała go Agata.
- Specjalnie dla ulubionej szefowej ? wyszczerzył się chłopak i podał jej mały bukiecik oraz kluczyki od jej samochodu.
- A czy ty przypadkiem nie przyszedłeś zapytać jak się czuje twoja podwyżka? ? zapytała i ruchem ręki zaprosiła go do środka.
- Ależ skąd, no proszę cię? Ja bym dla ciebie nawet za darmo pracował, jeśliby trzeba było ? słodko się uśmiechnął i wszedł.
- Napijesz się czegoś? Zrobiłam właśnie gorącą czekoladę.
Bartek rozebrał się i rozgościł w kuchni, tuż obok miejsca pracy Przybysz. Kiwnął głową na potwierdzenie propozycji wspólniczki i zerknął na monitor.
- Co to za sprawa? ? zapytał szczerze zainteresowany.
- Taka tam małolata oskarżyła swojego ojczyma, że niby ją okrada. Po śmierci matki dostała grube miliony, a facet ponoć nimi szasta na prawo i lewo. Ile w tym prawdy, jeszcze nie wiem, ale coś mi tu śmierdzi ? podsumowała.
- Aaaaa? Takie kalosze ? pokiwał głową, zamyślony. ? A ładna ta małolata chociaż? ? wyszczerzył bielusieńkie uzębienie.
- Zdecydowanie nie dla ciebie, kochaneczku. Ty się robotą i szkołą zajmij, a nie romansami, bo przy takim obrocie spraw, to marnie skończysz ? pogroziła i usiadła obok chłopaka z dwoma kubkami czekolady.
- Takiemu przystojniakowi jak ja wszystko przychodzi z łatwością, zapomniałaś? ? zapytał, wypinając dumnie pierś.
Agata zaśmiała się i pacnęła go w tył głowy.
Posiedzenie Bartka trwało do południa. Gdy tylko pojawił się Dębski, ulotnił się szybko niczym kamfora, tłumacząc się słowami:
- Agent 007 ma ważną misję do wykonania, musi już uciekać. Nie przeszkadzajcie sobie, już mnie nie ma.
I wyszedł. Dwoje starszych prawników bardzo zdziwiło jego zachowanie, ale jak misja wzywa, to przecież nie będą zatrzymywać. Marek z uśmiechem stanął przed drzwiami wejściowymi do mieszkania Przybysz.
- Cześć ? przywitał się, puszczając oczko koleżance.
- Joł, komandosie ? zaśmiała się Agata i zaprosiła go do środka.
Dębski udał się za wspólniczką do kuchni. Pomógł jej przenieść teczki i inne papiery na stolik przed kanapą. Oboje wygodnie się rozsiedli, Agata z laptopem na kolanach.
- Jak się czujesz? Wyglądasz o niebo lepiej niż wczoraj ? zagadał jako pierwszy.
Mecenas Przybysz przeniosła wzrok z laptopa na kolegę i powiedziała:
- Nie wiem, co to za świństwa, którymi mnie naszpikowałeś, ale jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie wróciło mi zdrowie.
- Ha! To wcale nie dzięki tabletkom? - powiedział zawadiacko Marek.
- Mareczku, ty mnie tu nie podpuszczaj, dobrze? ? zrugała go. ? Ja tutaj dużo roboty mam i w ogóle ten tego. Mógłbyś mi pomóc, a nie przeszkadzać.
- A co tu masz takiego do roboty? ? zapytał z westchnieniem.
Agata wprowadziła go w sprawę nastoletniej Julii Kowerskiej. Razem wpadli na kilka pomysłów, doszli do paru wniosków, a wszystko zajęło im mniej niż godzinę. Zbliżała się pora obiadowa.
- Najczarniejsza robota odwalona, więc może wyskoczymy na miasto coś zjeść? ? zaproponował Marek.
- Ale to kumpelski wypad, tak? ? spytała podejrzliwie brunetka.
- Jak najbardziej koleżeński. ? Marek podniósł ręce do góry, na wypadek gdyby Agata zamierzała strzelić do niego z karabinu zamontowanego w oczach.
- No to ubieraj się ? powiedziała, po czym wstała z kanapy, a za nią, jak cień, Dębski zrobił to samo.
Słońce rozświetlało warszawskie ulice, nadawało im złotego blasku jesieni. Wiał chłodny wiatr, ale tym razem para adwokatów była odpowiednio ubrana. Nieliczne drzewa w śródmieściu całkiem straciły liście. Zima zbliżała się nieubłaganie, a wraz z nią święta Bożego Narodzenia?
Dębski i Przybysz udali się pieszo do ulubionej knajpy na rogu Pięknej i Mokotowskiej. Spożywali posiłek w milczeniu, a Agata przyglądała się ludziom na ulicy. Marek, widząc jej zadumę, zagadnął:
- O czym tak rozmyślasz?
Kobieta wyrwała się z letargu. Zagryzła dolną wargę i chwilę jeszcze nic nie mówiła.
- Zastanawiam się? - przerwała, bo nie wiedziała, jak ubrać w słowa to, co chciała powiedzieć. Zaczęła jeszcze raz. ? Wczoraj dzwonił do mnie ojciec. Miał dziwny głos. Pytałam, czy wszystko okej, mówił, że tak, ale jakoś mu nie wierzę. ? Powiedziawszy to, spuściła wzrok i zaczęła grzebać widelcem w sałatce.
Marek chwilę się zastanowił, zanim odpowiedział.
- Jeśli chcesz, możemy do niego pojechać w następny weekend. Jeszcze pamiętam, że nas zapraszał ? uśmiechnął się na wspomnienie.
Agacie także lekko wygięły się usta. Dębski od jakiegoś czasu nieźle mieszał w jej życiu. Ostatnie dni zupełnie nie przypominały tych wcześniejszych. Powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że Marek wcale nie jest jej taki obojętny. Zwłaszcza po wczorajszym wieczorze?
- Zobaczymy, jak potoczy się sprawa małolaty, a potem podejmiemy decyzję, okej? ? zaproponowała.
- Jak sobie pani życzy ? zgodził się mężczyzna, posyłając jej szczery uśmiech.
Po zjedzonym posiłku postanowili się przejść. Nogi same powiodły ich do parku na Rozbrat. Odżyły kolejne wspomnienia.
- Pamiętasz, jak Pachman pobił się tutaj z Wareckim? ? zapytał Marek, gdy usiedli na ławeczce koło nieczynnej już fontanny. ? To była jedna z naszych pierwszych randek ? wyszczerzył się.
- Ja ci zaraz dam randkę ? zapodała mu kuksańca w bok, śmiejąc się.
Siedzieli tak w ciszy, park był zupełnie pusty. Mieli wrażenie, jakby byli ostatnimi ludźmi na ziemi, podczas gdy znajdowali się w samym sercu stolicy. Agata położyła mu głowę na ramieniu, a ten ją objął. Było im tak dobrze. Mężczyzna wsłuchiwał się w miarowy oddech brunetki, gładził jej włosy. Właśnie uświadamiał sobie, że nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego, gdy był z Marią. Te wszystkie czułości były jakby wymuszone, a cały związek opierał się tylko na przyzwyczajeniu do tej drugiej osoby. Brakowało w nim spontaniczności, i, przede wszystkim, uczucia.
Kiedy Marek zagłębiał się w swoich myślach, Agata podniosła głowę i bacznie się mu przyglądała. Kiedy ten zauważył, że kobieta na niego zerka, uśmiechnął się do niej.
- O czym tak myślałeś? ? zapytała.
- A tak sobie wspominałem po prostu, dochodziłem do wniosków i takie tam...
- No i do jakich wniosków doszedłeś?
Mężczyzna znów się na sekundę zamyślił, po czym odparł:
- Że bardzo mało było w moim życiu tak miłych chwil, jak ta. Że brakowało mi kogoś, kto mnie zrozumie, przed kim nie będę musiał udawać, że jestem niesamowicie odważny, tudzież pozbawiony uczuć. I że zdecydowanie za mało było w tym życiu ciebie.
Marek, wypowiadając te słowa, był bardzo poważny. Agata, słysząc je, uśmiechała się delikatnie. Kiedy skończył, podniosła się trochę wyżej i podarowała mu delikatny, pełen czułości pocałunek.
Znowu poczuła niesamowite ciepło w brzuchu. Bardzo jej się podobało to nieznane wcześniej zjawisko, które odkryła dopiero dzięki niemu. Kiedy mężczyzna zaczął oddawać pocałunek, całkowicie się rozpłynęła. Nic poza nim nie miało dla niej znaczenia. Podobnież było z samym Markiem. Kobieta w jego ramionach była teraz dla niego całym światem.
Więc całowali się tak na ławce, w opustoszałym parku, pośród przebijających się przez bezlistne gałęzie promieni jesiennego słońca.


I od razu daję też piątą. :D

5.

- Marek, chodźmy stąd? - zaproponowała Agata, gładząc go po twarzy, kiedy już się od siebie oderwali.
Dębski skradł jej jeszcze jednego całusa, po czym wstali. Przybysz poprawiła rozwiane włosy i ruszyli w stronę mieszkania kobiety. Marek złapał ją za rękę.
Przez całą drogę milczeli. Była to trochę niezręczna cisza. To wszystko, co się ostatnio wydarzyło, było zbyt błahe, zbyt idealne, by mogło być prawdziwe. Jakoś za łatwo przychodziły im czułości, wyznania, a przecież nawet nie wiedzieli, co tak naprawdę do siebie czują. Nie wyznali sobie co prawda niczego konkretnego, niczego też nie obiecali, ale coś niewidzialnego ciągnęło tę dwójkę do siebie tak mocno, że niekiedy ciężko było im się oderwać i wrócić do rzeczywistości. Tak było i tym razem. Agata walczyła ze swoim rozsądkiem w myślach.
Gdy doszli na Plac Zbawiciela, zatrzymali się pod klatką schodową brunetki. Stanęli twarzą w twarz, Marek przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Gdy już zaczął pochylać się nad nią, Agata odwróciła głowę.
- Co jest? ? spytał on.
Kobieta, zmieszana sytuacją, popatrzyła gdzieś w bok.
- Marek, co my wyprawiamy? ? szepnęła cicho.
Mężczyzna głośno westchnął. Mina mu trochę zrzedła, poczuł się głupio.
- Przepraszam, nie chciałem, żebyś? - odsunął się na krok.
- Nie o to chodzi ? powiedziała Przybysz. ? Po prostu? Nie wydaje ci się, że to wszystko trochę za szybko się dzieje?
Dębski zaczął wiercić wzrokiem dziurę w chodniku. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Agata również milczała.
- Pójdę już ? zdecydował w końcu.
Kobieta kiwnęła tylko głową, nie patrząc na niego. Oboje odwrócili się do siebie plecami i każde ruszyło w swoją stronę.
Po nieprzespanej nocy nastał poniedziałkowy i mglisty poranek. Agata Przybysz leżała całą noc, rozmyślając, analizując i do niczego konkretnego nie dochodząc. Podobnie było z Dębskim, który do późnego wieczora siedział przed telewizorem, nie zwracając na niego w ogóle uwagi. Zasnął dopiero na chwilę przed donośnym brzęczeniem budzika. Para zmęczonych mecenasów udała się niechętnie do pracy.
Kiedy Agata weszła do kancelarii, na swoim miejscu siedział już wzorowy pracownik Bartek.
- Cześć, agencie ? przywitała się, ziewając. ? Długo już tu jesteś?
- 007 trzymał nocną wartę, psze pani ? odpowiedział po żołniersku.
Kobieta jak zwykle zmierzwiła jego włosy, poprosiła o kawę i udała się do swojego gabinetu. Chwilę później pojawił się także Dębski. Ten, w gorszym humorze, rzucił chłopakowi tylko zdawkowe ?cześć? i zamknął się u siebie.
Agata spędziła dużo czasu z Bartkiem, który obserwował jej posunięcia w sprawie Julii Kowerskiej. Dorota pojawiła się w kancelarii dopiero w południe, kiedy Przybysz ze swoim wiernym agentem przebywała w sądzie. Zajrzała do gabinetu Dębskiego.
- Cześć ? przywitała się.
Marek, który dotychczas gniótł w ręce jakiś papierek i wpatrywał się w ścianę, odwrócił się w stronę rudowłosej i wydukał coś niemrawo pod nosem. Mecenas Gawron, zaniepokojona dziwnym zachowaniem wspólnika, podeszła do biurka i usiadła po jego przeciwnej stronie.
- Co jest? ? spytała, przyglądając mu się uważnie.
- Nic nie jest ? odpowiedział oschle. ? Mam zły dzień i tyle.
- Ostatnio często je miewasz? - stwierdziła łagodnie, ale widząc kwaśną minę kolegi, kontynuowała odrobinę ostrzej. ? Marek, ja nie jestem tu po to, żeby cię wkurzać, dogadywać ci lub Bóg wie co jeszcze. Znamy się nie od dziś i widzę, że masz problem. Więc dlaczego nie dasz sobie pomóc?
- Dorota, to nie tak? - pokręcił głową i zaczął chodzić po pomieszczeniu. - Przepraszam cię, ale naprawdę najpierw muszę sam nad tym wszystkim pomyśleć. Ale obiecuję, że jeśli w przeciągu kilku dni mi się nie poprawi, pozwolę ci zdzielić mnie w łeb ? oznajmił, leciutko się uśmiechając.
- Hmm, ciekawa propozycja? Już teraz nie wiem, czy lepiej będzie jak ci przejdzie, czy może jednak nie do końca? - wyszczerzyła się, podeszła do Dębskiego i wyściskała go mocno.
Właśnie w tym momencie przed wejściem do gabinetu Dębskiego stanęła jak wryta Agata, która przywiozła dla niego papiery z sądu. Chwilę później dołączył do niej Bartek, który z wrażenia wpadł na drzwi i zaklął przy tym głośno. Dorota, zaskoczona hałasem, odskoczyła od Dębskiego.
- Ekhem, na chwilę wychodzimy, a wy już romansujecie ? podsumował tę scenkę rodzajową Bartek masujący sobie bolące ramię.
Mecenas Gawron, rozbawiona, wyszła szybko z pomieszczenia, przeciskając się między przyjaciółką a aplikantem, któremu zaserwowała kuksańca w drugie ramię. Ten ruszył za nią, udając oburzonego. Agata i Marek zostali sami.
- To nie jest tak, jak wyglądało? - zaczął się tłumaczyć. ? Przyjaźnimy się tylko i ten tego?
- Jasne, przecież rozumiem ? przerwała mu szybko brunetka. ? Ufam Dorocie i wiem, że nie zrobiłaby czegoś takiego Wojtkowi ? wyjaśniła.
- A mi nie ufasz? ? spytał, wpatrując się w nią.
Kobieta spuściła wzrok i przygryzła wargi. Podeszła do Dębskiego, wyciągając w jego stronę teczkę.
- Papiery, o które prosiłeś ? oznajmiła, wciskając mu dokumenty do ręki.
Markowi zrobiło się przykro patrząc, jak Przybysz zamyka za sobą drzwi. Wrócił na swoje krzesło i nie mając nic innego do roboty, zaczął przeglądać teczkę.
Zbliżała się godzina 17, a na zewnątrz panowały już ciemności. Agata, jako że nie miała już żadnych spotkań z klientami, zabrała pracę do domu. Ciężarna także szybciej opuściła kancelarię. Marek z Bartkiem siedzieli do oporu. Dębski przepytywał chłopaka z przeróżnych kodeksów, dawał mu cenne wskazówki. Gdy Bartek popełniał kilka błędów pod rząd, mecenas trochę się złościł, lecz aplikant dzielnie znosił jego humorki. Z pracy wyszli grubo po 22.
Agata siedziała zakopana w papierach, które leżały porozwalane na podłodze przed kanapą. Kiedy rozdzwonił się jej telefon, miała problem ze znalezieniem go. Ostatecznie wygrzebała komórkę spod talerza i odebrała.
- Hej Dorota, coś się dzieje?
- Nie, czemu pytasz? ? zdziwiła się mecenas Gawron.
- Ciężarna kobieta powinna już dawno spać ? wytłumaczyła swoje podejrzenia Przybysz. ? Jeszcze nie rodzisz, prawda?
- Nie, małej chyba nie śpieszno na ten świat. Mam wrażenie, że nigdy stamtąd nie wyjdzie ? zaśmiała się. ? No ale nic dziwnego. Przy takiej cioci jak mecenas Przybysz? A wujek Dębski jeszcze lepszy ? zachichotała.
- Czy dzwonisz tylko po to, żeby uświadomić mi, że nie spełnię się w roli kochającej cioteczki? ? Agata zagrała oburzoną.
Po obu stronach zapanowała cisza.
- Agata, martwię się o niego ? wznowiła rozmowę Gawron.
- O kogo? ? brunetka udała, że nie ma pojęcia, o kogo chodzi.
Znowu cisza.
- Nie zauważyłaś, że od jakiegoś czasu ciągle jest struty? Zaniedbuje pracę, mimo że prawie nie wychodzi ze swojego gabinetu? Kasuje Bartka, jak tylko powie o jedno słowo za dużo?
- No coś mi się obiło o oczy? - przytaknęła Przybysz.
- I nie wiesz, o co chodzi? Nic ci nie mówił?
Agata miała ochotę zlinczować samą siebie za to, że musiała okłamać przyjaciółkę.
- Nie, jakoś nie było okazji. ? Powiedziawszy to, zmarszczyła czoło.
Panie znowu wsłuchiwały się w swoje oddechy.
- Próbowałam z nim dzisiaj pogadać. Ale nie miał ochoty na spowiedź ? westchnęła rudowłosa.
- Nic dziwnego. Nawet napić się w tobą nie można ? uśmiechnęła się lekko Agata.
- Ale z tobą już można ? odparła poważnie Gawron.
- Coś sugerujesz? ? spytała zaniepokojona.
- A jeśli bym cię tak poprosiła, żebyś wpadła do niego z porządną whisky i odplątała mu język? Byłabym bardzo wdzięczna, bo sama nie mogę przecież? - podpuszczała ją Dorota.
- Ekhem. To chyba nie jest najlepszy pomysł. ? Agata próbowała się jakoś z tego wykręcić. ? Jest późno, a ja padam na twarz i szykowałam się już właściwie do snu ? łgała jak najęta.
- Agata, doskonale wiem, że siedzisz nad papierami.
Mecenas Przybysz w sekundzie poczuła na sobie wzrok koleżanki dobiegający z drugiego końca miasta.
- Okej. Ale nie zdziw się, jeśli jutro nie przyjdziemy do pracy ? pogroziła brunetka.
- Zróbcie sobie wolne, powiem Bartkowi, żeby odwołał waszych klientów. A wiesz, że cię kocham? ? spytała zachwycona kobieta.
-Nie, ale wiem, że będziesz mi musiała za tę przysługę słooono zapłacić ? zaśmiała się Agata.
- No to cóż, owocnej nocy wam życzę ? pożegnała się zadowolona z obrotu spraw rudowłosa.
Agata wstała z podłogi cała zesztywniała. Ogarnęła z grubsza bałagan i wzięła prysznic, by choć trochę się rozbudzić. Powoli zbliżała się północ. Nie miała pewności, czy Dębski będzie chciał ją widzieć o tej porze, ale obiecała coś przyjaciółce i słowa dotrzyma.
Schowawszy do torebki trunek, wyszła z domu i w kilka minut dojechała pustymi ulicami pod obrany adres. Zadzwoniła delikatnie dzwonkiem i czekała tylko kilka sekund. Marka bardzo zdziwiła obecność Agaty, lecz wpuścił ją do środka. Kobieta na wejściu wyjaśniła:
- Od razu uprzedzam, że to nie był mój pomysł.
Mecenas wyjęła w torebki whisky i podała ją Dębskiemu.
- A czyj? ? spytał, nie rozumiejąc.
- Takiej jednej, rudej francy.
- A, i wszystko jasne ? podsumował. ? Rozgość się.
Agata usiadła na mareczkowej kanapie, a mężczyzna podał jej szklankę wypełnioną niewielką ilością alkoholu i usiadł obok.
- Jaki jest cel twojej wizyty? ? zapytał po chwili.
- Mam cię upić i wyciągnąć od ciebie dlaczego ostatnio jesteś nie w humorze. Dorota się martwi ? odpowiedziała, mając nadzieję, że Dębski nie poruszy tematu ich dziwnych relacji.
- Ciężkie zadanie, porwałaś się z ciupagą na słońce. Głowę mam mocną jak diabli ? zaśmiał się ponuro.
- Pij, pij ? zachęciła go.
Kilka minut później, mimo że nie był prawie wcale podchmielony, Dębski śpiewał jak z nut. Opowiedział kobiecie dlaczego rozstał się z Marią.
- Zdradzała mnie. Poznała jakiegoś wspaniałego prokuratora, w którym odnalazła bratnią duszę i w ogóle. I może bym się tak nie przejął nawet jakby odeszła, gdyby nie powód, dla którego cały ten czas udawała, że była ze mną.
Agata poprosiła o wytłumaczenie.
- Kiedy się rozstawaliśmy, przeprowadziliśmy poważną i szczerą rozmowę. Nie ukrywała, że liczyła na łatwiejszy dostęp do informacji na temat Sułeckiego. Podejrzewa, że jesteś nosicielką jakichś ważnych informacji, i że oczywiście z wszystkiego mi się zwierzasz ? pokręcił głową, wciąż nie mogąc zaakceptować prawdy. Nigdy wcześniej nie poznał jej prawdziwego oblicza, wciąż wydawało mu się to nienajlepszym snem. ? Jestem na nią zły i wiem, że to się odbija na was. Przepraszam ? westchnął, spoglądając jej w oczy.
Agacie zrobiło się głupio. Jakby nie patrzeć, była w połowie winna rozpadowi tego związku. Uśmiechnęła się ponuro do swojego towarzysza.
- Niezły numer wykręciła, nie ma co ? zgodziła się, popijając whisky. ? A tak w ogóle Dorota zorganizowała nam na dzisiaj wolne, żebyśmy mogli wyleczyć kaca ? zmieniła temat.
- Jak na chwilę obecną nie ma co leczyć ? stwierdził, dolewając przyjaciółce i sobie.
Brunetka wcisnęła się w róg kanapy, gdzie podłożyła sobie poduszkę, na której ułożyła głowę. Poprzednia bezsenna noc podwoiła jej zmęczenie. Słyszała, że Marek coś do niej mówi, ale nic nie rozumiała. Potem poczuła, jak otacza ją ciepły koc. A chwilę później zwiedzała krainę snów.
Marek usiadł obok Agaty i uśmiechał się, patrząc na jej łagodną twarz. Tkwiąc tak w bezruchu, nie zauważył, kiedy zamknął powieki. W kilka sekund dołączył do swojej towarzyszki.
Gdy nastał poranek, Agatę obudził dźwięk smsa. Z zamkniętymi oczami próbowała sięgnąć po telefon, ale poczuła, że coś krępuje jej ruchy. Powoli podniosła powieki i niewyostrzonym jeszcze wzrokiem dokonała oględzin. Leżała na kanapie wtulona w obejmującego ją Dębskiego. Czuła jego ciepło, spokojny oddech, bicie serca. Po raz kolejny motyle w jej brzuchu zatrzepotały skrzydłami. Uśmiechnęła się do siebie i ponownie zamknęła oczy, wtulając się mocniej w ramiona śpiącego Marka. Kilka minut później obudził się także Dębski. Agata obejmowała go w pasie, więc postanowił nie wyrywać jej ze snu i poczekać, aż ta sama się obudzi. Zaczął gładzić delikatnie jej ciemne włosy. Pod wpływem pieszczoty kobieta uśmiechnęła się, a potem podniosła powieki. Dębski od razu cofnął rękę, lecz twarz brunetki nadal wyrażała zadowolenie. Dopiero po chwili, gdy wszystko do niej dotarło, zmieszała się.
- Która godzina? ? zapytała, chcąc rozładować niebezpieczną ciszę.
- Nie mam bladego pojęcia. Zresztą co to ma za znaczenie, sama mówiłaś, że mamy dzisiaj wolne ? odparł.
Zawstydzeni prawnicy wyswobodzili się ze swoich uścisków i wstali.
- Odświeżę się trochę ? powiedziała Agata i ruszyła do łazienki.
Marek w tym czasie przygotował małe śniadanie. Zjedli w milczeniu, zerkając na siebie ukradkiem. Gdy po posiłku Dębski poszedł wziąć prysznic, Agata wyszła cichaczem z jego mieszkania i wróciła do swojego królestwa.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #79 dnia: Marzec 12, 2013, 14:28:08 »
Tylko nie chcę żebyś przedawkowała czy coś, bo jednak sporo cukru do tego opa dosypałam. <mruga>
Ale ja lubię słodycze  <haha> a w takiej formie są bardzo zdrowe ;)

Bardzo fajnie piszesz! Wciągająco, super!  <brawo>

Dębski śpiewał jak z nut.
Aż to słyszę. <piwo>

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #80 dnia: Marzec 15, 2013, 14:23:24 »
Kolejne opowiadanie, tym razem jest to moja wizja wspólnego wyjazdu do Krynicy. ;)


1.

Styczeń, straszna zawierucha. Śnieg sypie jakby miał dość leżenia tam, u góry, teraz chce sobie poleżeć na ziemi i nie zwraca uwagi na ludzi, którzy wbrew pozorom lubią zimę, z jednym małym 'ale', lubią zimę, gdy jest lato i słońce grzeje jak wściekłe. I to akurat w tą największą zawieruszę dwójka sympatycznych adwokatów wybrała się w drogę do Krynicy. Gdyby to był wyjazd dla przyjemności to pół biedy, ale zapowiadała się ciężka sprawa z trudnym klientem.
Marek jako kierowca klął pod nosem, że nic nie widzi, że jest ślisko, że w radiu lecą tanie piosenki o miłości. Agata, która nie odważyła się na podróż swoim ukochanym autkiem, zabrała się ze swoim wspólnikiem., choć czuła, że to nie będzie lekka podróż. Dorota natomiast miała dzisiaj dwie rozprawy, dlatego postanowiła dojechać jutro rano, oczywiście jak mała Zuzia ją puści. Bartek został na posterunku z poleceniem pilnowania kancelarii.
W radio podają właśnie, że minęła godzina 12.00, a oni byli zaledwie w połowie drogi.
- Mówiłam Ci, żeby wyjechać wcześniej - mruknęła z pretensją Agata
- Mówiłam Ci.. mówiłam Ci.. - Marek w zabawny sposób zaczął ją przedrzeźniać, co wywołało uśmiech na jej twarzy.
- Wybacz ma pani, że Cię nie posłuchałem .
- A od kiedy ja jestem Twoja? Nie przypominam sobie dnia naszego ślubu - kobieta udała poważną choć w duchu śmiała się jak oszalała.
- Jak możesz nie pamiętać naszego ślubu? - Dębski zrobił obrażoną minę - Zaraz Cię tu wysadzę, niewierna kobieto!
- Ej, ej.. spokojnie mężu, już sobie wszystko przypomniałam! - w tym momencie oboje wybuchli śmiechem jak na zawołanie.
Wbrew oczekiwaniom Agaty podróż z Markiem była bardzo przyjemna. Przez resztę drogi rozmawiali o głupotach, żartowali. Ani raz się nie pokłócili, nawet sobie nie dogryzali, czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Nawet nie spostrzegli się, że dojechali do celu. Hotel 'Róża'. W około piękne, górskie widoki, ośnieżone szczyty przysłonięte były ścianą spadającego na ziemię puchu.
Gdy mężczyzna wyciągał walizki, mecenas Przybysz zachwycała się zimowym krajobrazem. Dawno nie była w górach, w ogóle nigdzie nie była. Tylko praca i praca. Po chwili zadumy oboje ruszyli w stronę hotelu. Kobieta obawiała się powtórki z ostatniego służbowego wyjazdu. Jeden pokój i oni. Tym razem jednak nikt nic nie pomylił. Pokoje były dwa, obok siebie. Marek jak na dżentelmena przystało odprowadził koleżankę do pokoju, niosąc jej bagaż. Będąc w pokoju zderzył się niefortunnie z drzwiami od łazienki. Syknął z bólu, a Agata podbiegła do niego z prędkością światła.
- Nic Ci nie jest? - zapytała przestraszona, widząc grymas na twarzy kolegi - Pokaż - z trudem oderwała jego ręke od bolącego miejsca. Tego się spodziewała. Rozcięta skóra, trochę krwi, ale nie wyglądało to groźnie. Mecenas Przybysz złapała swojego wspólnika za ręke i jak małe dziecko posadziła go na łóżku - siedź tu - wydała rozkaz i udała się do łazienki w poszukiwaniu wody utlenionej i plastra. Gdy wróciła do pokoju na twarzy Marka gościł uśmiech
- Skąd ta zmiana nastroju? - usiadła obok i zaczęła opatrywać ranę - Jeszcze przed chwilą miałeś minę jak umierający zając, a teraz szczerzysz się sam do siebie - Dębski nie odpowiedział tylko syknął, gdy wspólniczka zaczęła przemywać miejsce rozcięcia, po opatrzeniu przykleiła plaster i z dumą w głosie oznajmiła - Gotowe!
- Dziękuję - usta Marka wskazywały  na jego zadowolenie - A uśmiecham się, bo bardzo mi miło, że się o mnie troszczysz - Agata poczuła się przyjemnie, odwzajemniła uśmiech kolegi i zorientowała się, że jego usta są coraz bliżej jej ust. Nie protestowała. Marek, jakby badając grunt delikatnie musnął jej wargi. Nie poczuł oporu, więc poszedł krok dalej. Powoli wsunął swój język, choć bał się, że zaraz poczuje na nim jej ostre zęby. Duże było jego zdziwienie, kiedy Agata całkowicie mu się poddała. Gładził ją po plecach jakby była jego najcudowniejszym skarbem. Oboje czuli się cudownie. Całą przyjemność popsuło pukanie do drzwi. Z trudem się od siebie oderwali. Kobieta szybko wstała z łóżka, poprawiając włosy - Proszę -krzyknęła opierając się o parapet. Do pokoju weszła radosna Dorota.
- Cześć! Jak się macie, moi drodzy wspólnicy? - widać było, że górskie klimaty działają kojąco na rudowłosą panią mecenas. Agata i Marek dyskretnie wymieniali spojrzenia, jednak nie umknęło to ich przyjaciółce, która wyczuła, że w czymś przeszkodziła. Pozostawiła swoje domysły dla siebie.
- Co Ty tu robisz? - z ciekawością zapytała wspólniczka.
- Jedną rozprawę odwołali, a na drugą wysłałam Bartka, niech się wykaże w sprawie o alimenty - szybko wyjaśniła mecenas Gawron.
Po krótkiej rozmowie cała trójka zeszła na obiad. Dorota cały czas obserwowała swoich przyjaciół. Zdziwiło ją to, że nie dogryzali sobie nawzajem, a wręcz przeciwnie, byli dla siebie bardzo mili. Zauważyła też ciepły blask w ich oczach. Była pewna, że między nimi coś jest.




Ala, nie śpij! Poziom cukru znacznie mi spada, musisz coś na to poradzić :D

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #81 dnia: Marzec 15, 2013, 16:18:52 »
Oj, Am, rozgrzałaś mi serducho znowu! Świetne opo! Cudeńko, na serio ciekawie się zaczęło. <zakochany> Dajesz dalej! <brawo>

Proszę bardzo, cedek. :D

6.   

Mecenas Przybysz postanowiła wykorzystać wolny dzień i zrobić w mieszkaniu porządki. Założyła na uszy słuchawki, włączyła mocną muzykę i wzięła się za odkurzanie. Czynność ta zajęła jej dużo czasu. Tak dużo, że Dorota zaczęła się niepokoić. Brunetka nie odbierała telefonu od kilku godzin. Ciężarna pofatygowała się i przyjechała do przyjaciółki, lecz ta nie reagowała na dźwięk dzwonka, a kobiecie wydawało się, że słyszy jakieś trzaski dobiegające z wnętrza mieszkania. Postanowiła zadzwonić do Dębskiego.
- No cześć Dorotko ? przywitał się.
- Marek, nie ma u ciebie przypadkiem Agaty? Nie mogę się do niej dodzwonić, drzwi też nie otwiera? - poczęła tłumaczyć z lekkim zdenerwowaniem.
- Nie ma jej u mnie, wyszła rano? - Ugryzł się w język, gdy zrozumiał, co powiedział.
Dorota, pomimo niepokoju, uśmiechnęła się lekko, lecz zaraz powróciła do rozmowy.
- To co robimy? Sterczę już 10 minut pod jej drzwiami i wydaje mi się, że słyszę jakieś? coś. Jakby ktoś stukał w ściany. ? W głowie kobiety pojawiła się straszliwa wizja przyjaciółki zamurowanej we własnej sypialni.
- Zaraz tam będę, czekaj na mnie ? odparł pewnie Dębski i ruszył do wyjścia.
Dotarcie na miejsce zajęło mu zaledwie 10 minut. Wbiegł po schodach, a gdy zobaczył Dorotę, która cierpliwie na niego czekała, zapytał:
- Nadal nic?
- Tylko stukanie co jakiś czas ? odparła.
Marek wyjął z kieszeni zapasowy klucz, którego nie oddał Agacie poprzednim razem. Gdy wkroczyli do mieszkania pani mecenas, o mało nie zeszli na tamten świat ? Dębski ze śmiechu, Dorota ze złości. Agata, która stała do nich plecami, poruszała się dziko w rytm muzyki z wyłączonym odkurzaczem. Ciężarna usiadła na kanapie, żeby się trochę uspokoić, a Dębski zaszedł Agatę od tyłu. Chwycił pewnie za słuchawki i zsunął je z uszu kobiety, a ta, zaskoczona, o mało nie się nie przewróciła.
- A co ty tu robisz?! ? krzyknęła, będąc jeszcze pod wpływem emocji.
- Stęskniłem się, wiesz ? rzekł zawadiacko i mrugnął do niej, a Agata pokręciła tylko głową.
- Cała noc w moim towarzystwie to dla ciebie za mało? ? spytała z lekką irytacją, aczkolwiek już łagodniej.
Dorota, która obserwowała scenę z boku, odchrząknęła, by dać znać przyjaciółce, że nie są sami. Agata odwróciła się szybko, a widząc siedzącą na kanapie rudowłosą, która na dodatek miała niezbyt przyjazną minę, zawstydziła się odrobinę.
- Yyy, cześć Dorota ? przywitała się, patrząc gdzieś w bok.
- No cześć, ty małpo jedna mała wredna. Chcesz, żebym ja przez ciebie poroniła? ? Kobieta wstała w podeszła do dwójki adwokatów. ? O mało nie umarłam! ? pokręciła głową z dezaprobatą.
- Niby czemu? ? zdziwiła się. - Tak właściwie to na chwilę obecną ja tu jestem poszkodowana. Nachodzicie mnie jak złodzieje, straszycie? - broniła się Przybysz.
Zdenerwowana Dorota podała przyjaciółce jej telefon.
- Zanim zaczniesz nas dalej oskarżać, zobacz, ile razy do ciebie dzwoniłam.
Agata spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu.
- Trzydzieści cztery razy! Trzydzieści cztery, a teraz jeszcze prawie pół godziny sterczałam pod twoimi drzwiami! Co ty sobie myślisz?! ? krzyczała na nią ciężarna.
- Jeny, Dorota, opanuj się? - Agata podniosła ręce w geście poddańczym. ? Przepraszam, że chciałam posprzątać?
- Z wyłączonym odkurzaczem ? skrzywiła się Gawron.
- Jejku, no, nie zauważyłam. Muzyka grała, nie słyszałam nic? - Ciągnęła tłumaczenia. ? Chyba mnie za to nie wsadzicie do więzienia, co? ? Agata spojrzała na wspólników.
- Do więzienia to może nie, ale jakoś ukarać trzeba ? odezwał się Marek. ? Jeszcze to między sobą skonsultujemy ? rzekł do Doroty, która pokiwała głową, zgadzając się z pomysłem kolegi.   
Kiedy sytuacja została opanowana, Dębski zostawił dziewczyny same i wrócił do siebie.
- No więc słucham, czego się dowiedziałaś? ? rudowłosa, wracając na kanapę, od razu przeszła do rzeczy.
- Że Okońska to jedna wielka? - przerwała, gdyż nieczęsto używała wulgaryzmów. Usiadła obok i powtórzyła przyjaciółce to, co zdradził jej ubiegłego wieczora Dębski.
- Świnia ? podsumowała po wszystkim Dorota, kręcąc głową. ? Nie dziwię się, że nie chciał o tym gadać na trzeźwo.
- No właśnie ? mruknęła Przybysz.
- A tak poza tym noc się udała? ? spytała, niby bez zainteresowania, ciężarna. Lekko zaniepokojona Agata spojrzała na nią z przymrużonymi oczami.
- Co masz na myśli?
- Co masz na myśli, co masz na myśli? - przedrzeźniała ją mecenas Gawron. ? Się pytam, czy się wyspałaś, no nie? ? zrobiła minę, jakby to było oczywiste. ? Chyba że robiłaś w nocy coś innego? ? wyszczerzyła zęby.
Agata przygrzmociła przyjaciółce poduszką. Zaczęły się okładać jak za starych, dobrych czasów.
- Dla twojej wiadomości przez calutką noc grzecznie spałam ? oświadczyła Przybysz, gdy zakończyły wojnę.
- Powiedzmy, że ci wierzę?
- No przyrzekam, spałam jak zabita! ? próbowała przekonać kobietę.
- A Marek? ? zachichotała.
- Co Marek? Co Marek? ? zirytowała się brunetka.
- No Marek też spał, nie? ? drążyła rozbawiona Dorota.
- No spał ? westchnęła poddana Przybysz.
- Agata? Uhu? - Mecenas Gawron spojrzała bardzo wymownie i z wielkim uśmiechem na przyjaciółkę.
- Herbatki się napijesz, prawda? No, to pójdę zrobić ? wystrzeliła brunetka, ignorując swoją rozmówczynię.
- A spaliście w osobnych pokojach? ? zapytała, puszczając mimo uszu słowa Agaty, która wchodziła już do kuchni.
Kiedy zorientowała się, że przyjaciółka nie jest skłonna odpowiadać, poszła za nią. Wpatrywała się w brunetkę tak długo, aż ta, nie patrząc na Dorotę, powiedziała:
- Nie.
Nieusatysfakcjonowana krótką odpowiedzią przyjaciółki mecenas Gawron wciąż wlepiała w nią świdrujący wzrok.
- Zasnęłam na kanapie, okej? ? skapitulowała Agata.
- I Marek też?
- Też.
Kobiety milczały, Dorota się uśmiechała. Agata kontynuowała parzenie herbaty.
- Fuksiara ? odezwała się po chwili Gawron. ? Dębski, takie ciacho?
- Daruj sobie te uszczypliwości ? poprosiła Przybysz. ? Tak właściwie to nie masz dla mnie żadnego innego romansu?
- Ano, tak się składa, że mam. ? Gawron dała już spokój przyjaciółce. - Pamiętasz tę kobietę, która poprosiła mnie ostatnio o pomoc, Raczyńską?
- No, coś mi tam świta?
- Zastanawiam się, czy nie przekazać jej sprawy Bartkowi. Dużo roboty nie ma, wygrana właściwie w kieszeni, a chłopak sobie trochę doświadczenia zdobędzie. Co ty na to? ? spytała Dorota, biorąc łyk gorącego napoju.
- Myślę, że to nienajgorszy pomysł ? przyznała Agata. ? Niech się chłopina nacieszy nowymi obowiązkami, sam chciał. ? zaśmiały się obie.
Mecenas Gawron posiedziała u przyjaciółki trochę dłużej. Oglądały razem stare zdjęcia z czasów dzieciństwa Agaty.
- Jak ten czas szybko leci, co nie? ? westchnęła rudowłosa, kładąc się na łóżku przyjaciółki.
- Ano, leci, leci? - przytaknęła Przybysz i wtuliła się w jej ramiona.
Dorota przyjrzała się uważnie brunetce.
- Masz kogoś na oku? ? spytała, zaskakując tym Agatę, która patrzyła gdzieś w sufit.
- Nie, chyba nie ? zaśmiała się sztucznie. ? Za stara jestem na romanse ? wywróciła oczami.
- Jaka stara? ? oburzyła się Dorota.
- Wiesz, chciałam nadać swojej wypowiedzi takie dramma ? parsknęła śmiechem.
- Ale ja pytam tak serio? - Dorota nie odpuszczała.
- A ja serio odpowiadam ? powiedziała niewyraźnie mecenas Przybysz.
Przyjaciółki droczyły się tak jeszcze chwilę, ale Dorota musiała wracać do sądu. Gdy rudowłosa wyszła, Agata postanowiła się przewietrzyć. Udała się w stronę parku, gdzie jeszcze dwa dni temu spędziła popołudnie z Dębskim. Usiadła na tej samej ławce i pogrążyła się w zadumie. Tymczasem Marek wpadł na identyczny pomysł. Uśmiechnął się, widząc brunetkę. Podszedł do niej od tyłu i zakrył jej oczy. Agata w pierwszej chwili się wystraszyła, ale gdy poczuła zapach znajomych perfum, uśmiechnęła się.
- Cześć ? szepnęła.
- Hej ? usiadł obok, posyłając jej uśmiech.
Wpatrywali się w siebie dłuższą chwilę.
- Dzięki, że zajrzałaś do mnie w nocy. Chyba potrzebowałem tej rozmowy.
- Nie ma za co ? odparła Przybysz. ? Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. ? powiedziawszy to, ścisnęła jego rękę.
- Wiem ? potwierdził, głaszcząc ją po policzku.
Agacie spodobał się ten czuły gest. Przymknęła oczy i ułożyła głowę na ramieniu Marka. W jej sercu panowała wiosna, kiedy on był blisko. Chciałaby czuć się tak codziennie, w każdej chwili. Z Dębskim było podobnie. Nawet nie zauważył, kiedy ta drobna brunetka stała się dla niego całym światem.
- Oj Agata, Agata? - westchnął, kręcąc głową.
- Słucham?
- Wiesz, że? - zawahał się. Spojrzał jej w oczy. ? Wiesz, że jesteś dla mnie ważna?
- Teraz już wiem ? przyznała, uśmiechnięta. ? A wiesz? - urwała, przygryzając wargę.
- Tak? ? dopytywał Dębski.
- Wiesz, że ty dla mnie też, prawda?
- Teraz już wiem ? powtórzył jej słowa.
Brunetka nagle poczuła się lekko, wypowiadając wreszcie na głos to, co chciała powiedzieć już od kilku dni. Marek również był usatysfakcjonowany tą krótką wymianą zdań.
Zimny, późno popołudniowy wiatr wygonił parę adwokatów z parku. Dębski zaproponował Agacie swoje towarzystwo w drodze powrotnej do domu. Szli tą samą trasą, co ostatnio, lecz już bez milczenia, a głośno się śmiejąc. W pewnym momencie przeszedł obok nich młody chłopak, który sprzedawał róże.
- Może kwiatuszka dla ukochanej? ? zaproponował Markowi.
Dębski spojrzał na rozbawioną Agatę.
- Poproszę wszystkie ? odparł, wyciągając banknot. ? Reszty nie trzeba ? mrugnął do zadowolonego chłopaka.
Dębski odwrócił się w stronę Agaty. Wręczył jej bukiet, wlepiając w nią rozmarzone wręcz spojrzenie. Mile zaskoczona kobieta nie wiedziała, co powiedzieć. Posłała mu najpiękniejszy uśmiech, na jaki ją było stać.
Resztę drogi pokonali żwawym krokiem, gdyż mróz chwytał coraz większy. Kilka minut później zrobiło się ciemno ? przyszły chmury i zaczął sypać śnieg. Ostatnie metry pokonali biegiem. Agata zaprosiła mężczyznę do siebie, aby przeczekał kapryśną niepogodę. Wsadziła bukiet do dużego wazonu i z gorącą czekoladą powróciła do gościa. Upewniła się także, że wszystkie okna są szczelnie zamknięte. W jej mieszkaniu panował ziąb. Założyła dodatkowy sweter i usadowiła się przy Dębskim na kanapie.
- Nie wiem, czemu tak chłodno się tutaj zrobiło. Kiedy wychodziłam, zostawiłam kaloryfer włączony? - dumała.
- Jesteś pewna? ? spytał Marek.
- No tak, jestem pewna ? przytaknęła.
Dębski mimo wszystko, postanowił to sprawdzić. Podszedł do urządzenia, dotknął, po czym stwierdził:
- Zimny jak lód. ? Pochylił się, pooglądał z każdej strony, poprzekręcał co się dało, ale zrozumiał, że to nic nie da. ? Ogrzewanie ci padło ? przyznał.
- Cholera ? mruknęła Agata i poszła do sąsiadki, by zorientować się, jaką skalę osiągnął brak ogrzewania.
- We wszystkich okolicznych budynkach są zimne kaloryfery ? powiedziała pani Kasia. ? Dzwoniłam już gdzie trzeba, stwierdzili, że to poważna awaria i że musimy tę jedną noc jakoś wytrzymać.
- Niedobrze ? przyznała Przybysz. ? No cóż, dziękuję za informacje ? Agata uściskała starszą panią i wróciła do siebie.
- Wszystko padło, niech to diabli wezmą ? rozeźliła się, wchodząc pod koc i zapalając na stoliku świeczki.
- Jeśli myślisz, że świeczki rozgrzeją ci całe mieszkanie, to się mylisz ? zaśmiał się Marek, widząc naburmuszoną kobietę.
- Ha, ha, ha ? odpowiedziała, okładając się dookoła poduszkami. ? A tobie zimno nie jest? ? spytała, gdy zauważyła, że Dębski mocno ściska kubek z czekoladą.
- W sumie to trochę jest, miło, że pytasz ? puścił jej oczko.
- Chodź tu ? rozkazała Agata.
Podała mu część koca. Mecenas przysunął się bliżej i okrył materiałem. Kiedy zobaczył, że Agata lekko drży, przytulił ją do siebie. Od razu zrobiło im się cieplej. Trwali w tej pozycji i w ciszy dobry kwadrans, kiedy Agata wreszcie przemówiła:
- Może lepiej wracaj do siebie, jeszcze się u mnie przeziębisz i będziesz chciał jakieś odszkodowanie czy Bóg wie co jeszcze, na co mnie nie stać.
- Mam lepszy pomysł ? powiedział i podniósł się z kanapy. ? Spakuj potrzebne rzeczy i jedziemy.
- Gdzie? ? zdziwiła się Przybysz, nie rozumiejąc.
- Jak to gdzie? Do mnie ? oznajmił. ? I nie przyjmuję sprzeciwu ? dodał, gdy zauważył, że kobieta już chciała coś powiedzieć.
Pół godziny później para adwokatów siedziała w ciepłym mieszkaniu Dębskiego. Oboje zajęli się przygotowaniami do jutrzejszej pracy. Brunetka podziękowała Markowi za wcześniejszą pomoc w sprawie Kowerskiej. Dzięki jego spostrzeżeniom wszystko układało się w jedną, logiczną całość. Agata miała satysfakcję, że mogła pomóc młodej dziewczynie. Chociaż wiedziała, że Julia od razu nie będzie zbytnio zadowolona z obrotu spraw, miała pewność, że już niedługo zrozumie, jak bardzo jej ojczymowi na niej zależy.
Wieczór prędko przerodził się w noc. Marek wykąpał się pierwszy i gdy Agata się myła, przygotował dla niej swoje łóżko. Sam ułożył się na niewielkiej kanapie i szybko zasnął. Kiedy kobieta wychodziła z łazienki, nagle zgasło światło. Nic nie widząc, próbowała chwycić się jakiejś ściany, by nie stracić orientacji. Jednak niedokładna znajomość rozmieszczenia mebli w mieszkaniu Dębskiego spowodowała, iż wpadła na szafę, uderzając się mocno w ramię i powodując hałas. Marek natychmiast zerwał się z kanapy.
- Agata? ? spytał, próbując bezskutecznie znaleźć kobietę w ciemnościach.
- Ajć, tak, to ja ? odpowiedziała, rozmasowując bolące miejsce.
- Czemu po ciemku chodzisz, światło byś zapaliła ? powiedziawszy to, pstryknął włącznikiem lampy stojącej obok. Od razu zorientował się, że nie ma prądu.
- Gdyby to było takie łatwe? - zaśmiała się lekko, zaciskając zęby.
- Gdzie jesteś? ? spytał, podążając w kierunku, z którego dochodził jej głos.
- Pod szafą w przedpokoju. Uderzyłam się trochę ? przyznała.
- Oj, ty niezdaro ? uśmiechnął się Dębski, próbując znaleźć na stoliku telefon, lecz nie było go tam. Szedł więc dalej po omacku w wyznaczone przez Agatę miejsce. Kiedy poczuł, że chwycił kobietę, przyciągnął ją delikatnie do siebie.
- Ała ? syknęła, kiedy Marek niechcący pociągnął ją za bolącą rękę.
- Gdzie się uderzyłaś? ? zapytał.
- Tutaj ? skierowała wzrok na ramię, lecz Dębski nie mógł tego zobaczyć. Chwyciła jego rękę i pokierowała w odpowiednie miejsce.
- Bardzo boli?
- Już trochę mniej ? przyznała, gdy mężczyzna zaczął delikatnie masować jej ramię.
Prawnicy uśmiechali się w ciemnościach. Marek chwycił Agatę i zaprowadził ją bezpiecznie do łóżka. Na nocnym stoliku znalazł swój telefon. Stanął obok i skorzystał z Internetu w komórce. Na głównej stronie wiadomości wyświetlił się wielki, czerwony napis: ?Seria awarii w stolicy?. Szybko przeczytał artykuł.
- Cała Warszawa padła ? podsumował to, co wyczytał.
- Świetnie ? szepnęła z ironią Przybysz.
- Jak ramię? ? zapytał z troską Marek.
- Chyba przeżyję ? przyznała, układając głowę na poduszce.
- Na pewno?
- Na pewno.
Dębski stał jeszcze chwilę nad łóżkiem, w którym leżała Agata. Potem pochylił się nad nią.
- Dobranoc ? szepnął tuż przy jej uchu.
- Słodkich snów ? powiedziała równie cicho.
Kiedy mężczyzna odchodził w stronę kanapy, brunetka odezwała się trochę głośniej:
- Marek?
- Tak? ? odpowiedział od razu, wracając do wspólniczki.
Kiedy Agata poczuła obecność Dębskiego, wyciągnęła rękę w jego stronę. Złapała jego dłoń i przyciągnęła powoli do siebie. Gdy mężczyzna był już wystarczająco blisko, złożyła na jego ustach delikatny pocałunek.
- Zostań ? szepnęła.
Markowi nie trzeba było dwa razy powtarzać - od razu wszedł pod kołdrę. Agata objęła go mocno, a Dębski zaczął całować ją po szyi, wracając co chwila do jej zachłannych ust. Zakochani poddawali się niewinnym pieszczotom tak długo, aż, uśmiechnięci, usnęli w swoich ramionach.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #82 dnia: Marzec 15, 2013, 16:38:25 »
Wywołałaś uśmiech na mojej twarzy tym opowiadaniem. ;) siedzę w pokoju i szczerzę się do laptopa <haha>
Agata pochłonięta porządkami - chciałabym to zobaczyć! <hahaha>
Końcówka piękna! <zauroczony>

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #83 dnia: Marzec 15, 2013, 16:46:20 »
Te porządki Agaty to historia rodem z mego życia wycięta. :D

Jesteś już w połowie mojego opowiadania (no gdzieś około :D), części które mam w planach napisać nie będą już raczej takie słodkie, więc naciesz się, póki czas. :D

No i na twojego cedeka niecierpliwie czekam!  <buja_w_oblokach>

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #84 dnia: Marzec 16, 2013, 16:39:16 »
Ulala... Ależ się zapowiada, Am! Nie mogę się doczekać 2 części :)   <buziak>

Offline okońska jest koniem

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 19
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #85 dnia: Marzec 16, 2013, 20:48:47 »
Świetne to było!

Prosiłabym o dłuższe, bardziej rozbudowane wypowiedzi.
« Ostatnia zmiana: Marzec 17, 2013, 11:51:06 wysłana przez Amaranth »

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #86 dnia: Marzec 17, 2013, 19:38:47 »
Am, czekam na Twoje cudo! <serduszko>

7.

Marek obudził się pierwszy. Widok śpiącej kobiety u boku wywołał na jego twarzy wielki, promienny uśmiech. To już drugi raz z rzędu, kiedy Agata u niego nocowała. Delikatnie przeczesał jej włosy i ucałował w czoło. Wyszedł z łóżka, wziął prysznic i zaczął przygotowywać śniadanie. Po nocnej awarii nie było już śladu.
Dzwonek do drzwi rozniósł się echem po całym mieszkaniu. Dębski miał nadzieję, że nie zbudził Agaty. Poszedł szybko sprawdzić, cóż to za intruz zapragnął zepsuć ten piękny poranek. Kiedy otworzył i zobaczył mecenas Gawron, zdziwił się.
- A co ty tutaj robisz? Jeszcze nawet siódma nie wybiła ? rzekł na powitanie.
- Też się cieszę, że cię widzę, drogi Marku ? odparła z udawaną zgryźliwością i weszła do środka, przyglądając się mu podejrzliwie. Mecenas kontynuował przygotowywanie posiłku. ? Mam dla ciebie papiery ? powiedziała w końcu.
- Jakie papiery? Nie prosiłem cię przecież o nic, prawda? ? próbował sobie przypomnieć.
- Mnie nie, ale Bartka tak ? oznajmiła. ? Będzie dziś w kancelarii trochę później, a obiecał dać ci te dokumenty przed rozprawą.
Dębski kiwnął głową na znak zrozumienia i grzecznie podziękował. Rudowłosa cały czas mu się przyglądała.
- Coś się stało? ? zapytał w końcu.
- Nie, czemu? ? zdziwiła się.
- Bo tak jakoś się na mnie ciągle patrzysz?
- A, tak sobie tylko patrzę i myślę? - uśmiechnęła się i oboje ucichli.
W pokoju obok Agata lekko się przeciągnęła. Chwilę zajęło, zanim przypomniała sobie, skąd wzięła się u Dębskiego w mieszkaniu. Razem z jesiennym słońcem wstała i udała się na poszukiwania Marka. Miała nadzieję, że znajdzie go w kuchni.
Mecenas Dębski nakrył do stołu. Spojrzał na Dorotę, która nadal bacznie mu się przyglądała z lekkim uśmiechem.
- Zostaniesz na śniadaniu? ? zapytał, trochę zaniepokojony faktem, że ciężarna może spotkać w jego mieszkaniu Agatę.
- Nie, wiesz, muszę zaraz uciekać. Tylko czekam aż Aga?
W tym momencie do kuchni weszła głośno ziewająca mecenas Przybysz, z rozczochraną głową i wymiętą koszulą nocną, przerywając przyjaciółce w połowie zdania. Gdy zauważyła Dorotę, stanęła jak wryta i szybko rzuciła Dębskiemu pytające spojrzenie. Ten dyskretnie pokręcił głową, nie wiedząc, co zrobić.
- No, nareszcie! Czekałam na ciebie ? rzekła mecenas Gawron, jak gdyby widok Agaty u Dębskiego z rana był czymś oczywistym. ? Ileż można spać? Już myślałam, że nigdy nie wstaniesz ? popatrzyła na brunetkę z lekkim wyrzutem.
- Yyy, cześć ? przywitała się Przybysz, zachodząc w głowę, skąd przyjaciółka wiedziała, że tutaj jest. Po chwili zrozumiała, że kobieta najprawdopodobniej natknęła się na jej samochód pod blokiem. No tak.
- Razem z Wojtkiem wpadliśmy na fajny pomysł ? zaczęła ruda. - Może wpadlibyście do nas w piątek na małe pidżama party? Pooglądamy stare zdjęcia, powspominamy, zobaczymy jakąś komedię? ? wymieniała z entuzjazmem.
- Jasne, z wielką chęcią ? odpowiedział za dwoje Dębski, nie chcąc robić przykrości wspólniczce. W sumie nawet miał na taki wypad ochotę.
- Oczywiście ? poparła go Przybysz.
Dorota była wniebowzięta. Ucałowała przyjaciółkę, obdarzając ją przy tym bardzo wymownym, wesołym spojrzeniem i szepcząc na ucho: ?No, no, ty znowu tutaj??, uściskała Marka i jak na skrzydłach pobiegła z powrotem do pracy.
Gdy prawnicy zostali sami, zapanowała cisza. Stojąca po przeciwnej stronie stołu Agata nieśmiało uśmiechała się w kierunku podłogi, zerkając co chwila na zadowolonego mężczyznę.
- Jak się spało? ? zapytał Marek, podchodząc do niej.
- Całkiem dobrze ? odpowiedziała Przybysz, mrużąc przy tym zalotnie oczy.
Kiedy Dębski stanął naprzeciwko niej, oboje się do siebie uśmiechnęli. Mężczyzna przeczesał splątane włosy Agaty, po czym objął ją w pasie i przyciągnął mocno do siebie. Chwilę patrzyli w swoje roziskrzone źrenice, próbując uwierzyć, że ta chwila dzieje się naprawdę. Marek delikatnie cmoknął usta brunetki. Rozbawiona kobieta zachichotała cicho, kiedy pocałunki zaczęły schodzić coraz niżej.
Usiedli razem do stołu. Agata usadowiła się na kolanach Dębskiego i w wesołej atmosferze zjedli pyszne kanapki. Później zebrali się szybko i ruszyli do pracy. Marek obrał kierunek sądu, Agata zawitała do kancelarii. Siedziała tam przez dłuższą chwilę sama, lecz wkrótce dołączyła do niej mecenas Gawron. Zapukała cicho i weszła do gabinetu przyjaciółki, która ślęczała nad dokumentami, lecz myślami była zupełnie gdzie indziej.
- Co tak dumasz nad tą kartką? ? spytała ruda, stając za jej plecami i przyglądając się papierom.
- A, tak sobie? - odparła jeszcze niezbyt skupiona Przybysz.
Dorota pochyliła się nad nią i przytuliła przyjaciółkę od tyłu. Żeby trochę ją rozbudzić, zaczęła dmuchać jej we włosy i łaskotać. Podziałało. Agata podniosła się i razem z ciężarną przeniosła się na kanapę. Dorota bacznie się jej przyglądała.
- Znowu spałaś u Marka? ? zapytała wprost tonem, z którego trudno było odczytać jakiekolwiek emocje. Przybysz poczuła się trochę niezręcznie.
- Tak? Ale tylko dlatego, że padło ogrzewanie na moim osiedlu ? wytłumaczyła. ? Marek akurat u mnie był, zaproponował żebyśmy pojechali do niego, ale potem u niego też prądu zabrakło i tego? - plątała się i pogrążała dalej Agata, a mecenas Gawron, zaczęła się śmiać.
- Ta, zapewne tylko dlatego, że ogrzewanie ? rozbawiona pokręciła głową. ? A to skąd się wzięło? ? spytała, wskazując na szyję przyjaciółki.
Kobieta spojrzała na nią pytająco. Nie wiedziała, o co jej chodzi. Dorota, widząc jej zagubienie, wyjęła z torebki lusterko i podała je wspólniczce. Agata przyjrzała się sobie dokładnie. Na jej karku widniała sporych rozmiarów malinka.
- Yyy, tego, no. Uderzyłam się jak prądu nie było ? skłamała Przybysz, próbując zasłonić ślad sweterkiem.
- W szyję? ? zaśmiała się Dorota, która nie wierzyła w ani jedno słowo przyjaciółki. ? Agata, ja nie jestem ślepa. Widzę, jak na siebie patrzycie.
Brunetka przygryzła wargi i uciekła wzrokiem. Nie wiedziała, czy dalej kłamać, czy przyznać się do tego, że nie są sobie z Dębskim obojętni. Szybko zanalizowała swoje położenie i doszła do wniosku, że przed Dorotą nic się nie ukryje. Spojrzała na przyjaciółkę i szeroko się uśmiechnęła, rozmarzona. Rudowłosa ścisnęła jej dłoń i również wygięła usta.
- Więc jak? ? spytała Gawron.
- Co jak?
- Jesteście razem? ? przyjrzała się bacznie wspólniczce.
- Hmm. W sumie to nie wiem ? stwierdziła Agata. ? Niby coś jest, ale to raczej niewinne takie? - zmrużyła oczy i ściągnęła brwi.
- Żadnych większych wyznań? ? wypytywała Dorota, a mecenas Przybysz pokiwała głową na znak potwierdzenia.
- Ale nie jest źle ? mrugnęła do przyjaciółki Agata.
- Skoro tak twierdzisz? Ale powiem ci, że od początku wiedziałam, że to się tak skończy ? Dorota pokazała jej język.
- Taaa, jasne ? prychnęła Przybysz i rzuciła w przyjaciółkę poduszką.
- Znowu chcesz się bić? ? spytała wyzywająco Gawron, patrząc spod byka.
- Nie, nie chcę się bić. Gdzieżbym z takim wielorybem wygrała? ? wyszczerzyła zęby.
- Ja ci zaraz dam wieloryba!
Dorota rzuciła się na Agatę, ale ta szybko czmychnęła z kanapy i uciekła na drugi koniec gabinetu, opierając się o drzwi. Rudowłosa z mniejszą zwinnością stanęła na nogi i powoli zaczęła skradać się do przyjaciółki. Rozbawione panie patrzyły sobie w oczy. Agata udawała przestraszoną, wspólniczka natomiast obrała rolę jej oprawcy. Kiedy ciężarna stawiała powoli ostatnie kroki i już wyciągała ręce, by obsypać przyjaciółkę śmiercionośnymi łaskotkami, otworzyły się drzwi i Agata, która była o nie oparta, poleciała do tyłu. Dębski złapał ją w ostatniej chwili.
- Kurcze, Agata, wiem, że na mnie lecisz, ale że aż tak? ? zaśmiał się, słodko przyglądając się kobiecie.
Mecenas Przybysz zarumieniła się, a Marek puścił oczko w stronę rudej. Dorota, zadowolona, obserwowała całe zajście. Agata wyswobodziła się z objęć Dębskiego i poprawiła fryzurę. Nastała niezręczna cisza.
- To ja może wrócę do pracy, a wy tu sobie spokojnie pogruchajcie ? rzekła ciężarna i uciekła, zakrywając ręką śmiejącą się twarz.
Marek patrzył na Agatę, ona na niego.
- Jak rozprawa? ? spytała, chcąc pozbyć się rumieńców, schodząc na neutralny temat.
- A jak myślisz?
- No myślę, że wygrałeś ? wyszczerzyła się.
- I bardzo dobrze myślisz ? uśmiechnął się i porwał kobietę w ramiona. ? Nareszcie trochę kasy nam wpłynie na konto ? ucieszyli się oboje.
Agata wtuliła się w Dębskiego. Motyle zatańczyły w brzuchu. Spojrzała na niego i powiedziała:
- Cieszę się, że jesteś.
Serce mężczyzny zabiło szybciej. Bardzo chciał jej coś powiedzieć, ale bał się, że to za wcześnie.
- Zawsze możesz na mnie liczyć ? szepnął jej na ucho zamiast tych dwóch słów. ? A co ty tutaj masz? ?zapytał, gdy zauważył malinkę na jej szyi.
- No właśnie, dobre pytanie, Dorota też mi je zadała ? zaśmiała się.
- Rozumiem, że ona już wie, że my ten tego?? ? zapytał.
- Że my co? ? złapała go na haczyk.
- No, że jesteśmy razem ? odpowiedział i ścisnął jej dłoń.
- A jesteśmy? ? spytała z uśmiechem.
- A nie? ? zaśmiał się Dębski.
- No ja nie wiem? - zamruczała, przybliżając swoją twarz do jego.
Marek spojrzał jej głęboko w oczy. Nic więcej nie musiał mówić. Uśmiechnęli się do siebie. Chwilę później Agata zaczęła go namiętnie całować. Wszystko wokół wirowało, dwa serca biły tym samym, przyspieszonym rytmem. Czas przestał istnieć. A wszystkiemu, zza niedomkniętych drzwi, przyglądała się Dorota, która nareszcie mogła cieszyć się szczęściem przyjaciółki.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #87 dnia: Marzec 18, 2013, 14:35:23 »
Ala, czytałam to wczoraj wieczorem i teraz też sobie przeczytałam, tak na poprawę humoru. <zauroczony> Czekam na więcej! ;)

Cytuj
- A jesteśmy? ? spytała z uśmiechem.
- A nie? ? zaśmiał się Dębski.
- No ja nie wiem? - zamruczała, przybliżając swoją twarz do jego.
<serduszko>

Mam tylko jedną prośbę. Wklejając tekst zamiast myślników pojawiają się znaki zapytania, czy mogłabyś poprawiać to przed wysłaniem? Mnie to nie przeszkadza, ale komuś innemu już może. ;)


2.

Późnym popołudniem cała trójka udała się do klienta. Był nim radny, jednocześnie ważny biznesmen, właściciel sieci sklepów sportowych. O warszawskim trio dowiedział się od swojego przyjaciela, który obecnie mieszka w Warszwie. Ze względu na problemy finansowe cała trójka przyjęła tę sprawę bez wahania. Sprawa była delikatna i nie zanosiło się na łatwy proces. Woliński został oskarżony o gwałt. Mężczyzna żekomo zgwałcił swoją dwudziestotrzy letnią pracownicę. Sprawę dodatkowo komplikuję opinia klienta. Znany jest jako podrywacz. Rok temu żona złożyła pozew o rozwód po tym jak przyłapała go z młodą kobietą. Spotkanie nie wniosło do sprawy nic nowego, Wolański nie był zbyt rozmowny. Nie ma alibi, są światkowie, którzy twierdzą, że przystawiał się do poszkodowanej. Wszystko świadczyło na niekorzyść klienta. W drodze powrotnej cała trójka żwawo dyskutowała na temat sprawy.
- Marne szanse na wygraną - stwierdziła podłamana mecenas Gawron.
- Damy radę! Mamy jeszcze 3 dni. Jeżeli facet jest niewinny, a tak sądzę, to coś znajdziemy - Agata miała odwrotne podejście.
- Zgadzam się z mecenas Przybysz - krótko podsumował Marek nie odwracając wzroku od drogi.
- A odkąd Ty się zgadzasz z Agatą, co? - przyjaciółka nie kryła swojego zdziwienia.
- Odkąd jestem jego żoną.. - dwóka wspólników wybuchła śmiechem, a zdezorientowana Dorota wpatrywała się w nich z otwartą buzią.
- Że co proszę? O czym Ty mówisz? - powoli docierało do niej, że Agata sobie z niej żartuje
- O nic, nic... - uspokoiła ją przyjaciółka - takie tam... żarty.
- Ładne mi żarty - bąknęła obrażona rudowłosa.
Gdy wrócili do hotelu, poszli wspólnie coś zjeść. Posiłek również upłynął im na analizowaniu sprawy. Po posiłku każde z nich udało się do swojego pokoju. Mecenas Przybysz od razu poszła pod prysznic, Dorota zadzwoniła do Wojtka upewnić się, że wszystko jest w porządku, później zagrzebała się w pracy. Marek natomiast snuł się bez celu po pokoju, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Podwodny relaks Agaty przerwał dźwięk telefonu, który ledwo do niej doleciał. Owinęła się białym, puszystym ręcznikiem  i niczym nimfa wodna wybiegła z łazienki, o mało nie wywracając się przy tym. Dzwonił jej ojciec z pytaniem czy przyjedzie na weekend do Bydgoszczy. Niestety córka znów musiała mu odmówićm, za co zresztą oberwała. Gdy już wysłuchała, że jest pracoholiczką i zaniedbuje ojca, wykrzyczała do słuchawki "Kocham Cię, paaa!" i z uśmiechem na ustach rozłączyła sie. W tym momencie pojawił się Dębski.
- Kogo tak kochasz? - był wyraźnie zaciekawiony tym, co przed chwilą usłyszał.
- Puka się. Nie nauczyli Cię tego? - Agata pokazała mu język i chcąc poprawić mokre, zmieżwione włosy niechcący zrzuciła ręcznik. Marek stał jak wryty, brunetka stała przed nim zupełnie nago. Otulone drobnymi kropelkami ciało mieniło się w słońcu, które nieśmiało wdzierało się do pokoju. Kobieta otrząsneła się, zebrała szybkim ruchem leżący na podłodze ręcznik i zakrywając się uciekła do łazienki. Oparła się o umywalkę i przez dłuższą chwilę patrzyła w swoje odbicie. Założyła na siebię luźną, czarną koszulkę z różowym napisem "Jestem Boska" i białe, krótkie spodenki, rozczesała wilgotne włosy, nogi wysmarowała pachnącym kremem i wyszła z łazienki. Nie spodziewała się, że w jej pokoju, na jej łóżku leży Dębski. Była pewna, że wyszedł, a on usnął jak dziecko. Przyglądała mu się z uśmiechem, w dłonie wcierając resztki kremu. Coś ją pchnęło w jego stronę. Podeszła do łóżka, usiadła obok śpiącego mężczyzny, pogładziła go po policzku i pod wpływem impulsu zbliżyła swoją twarz do jego twarzy. Ich usta dzieliły milimetry. Czuła jego oddech. Była nim tak zafascynowana, że nie zauważyła jak jej włosy łaskoczą jego policzek. Przebudził się, ale nie otwierał oczu. Podniósł delikatnie głowę i natknął się na jej wargi, które delikatnie musnął. Odwzajemniła tę przyjemną pieszczotę. Szybko te niewinne buziaki przerodziły się w namiętny pocałynek. Całowali się bez opamiętania. Agata wylądowała na Marku, żeby za chwilę znaleźć się pod nim. Tej nocy świat dla nich nie istniał. Zatracili się w sobie bez pamięci.




Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #88 dnia: Marzec 18, 2013, 15:22:15 »
W takim momencie kończyć... No wiesz co? :D
Żądam CeDeka, o ile ci czas pozwoli jak najszybciej :)  ;**

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #89 dnia: Marzec 18, 2013, 16:52:36 »
Am, nawet nie zauważyłam, ze robią się znaki zapytania zamiast myślników! Teraz w edytorze mam wszystko okej. Ale poprawię. ;)

Ach, jak w tym pokoju Przybysz gorąco jest... :D Cedek niecierpliwie wyczekiwany!  <brawo>

8.

Wszystko układało się pięknie. Agata zakończyła sprawę Kowerskiej z powodzeniem i mogła odpocząć na chwilę od beznadziejnych przypadków. Marek miał przez cały czas dobry humor i mnóstwo sił do pracy, dzięki czemu wygrywał każdą rozprawę. Bartek także pomyślnie reprezentował swoją pierwszą klientkę w sądzie, zyskał nowe doświadczenie i czuł się wreszcie doceniony i potrzebny. Dorota także radziła sobie ze wszystkimi obowiązkami, których z dnia na dzień ubywało. Jednak, jak to w życiu, nie zawsze jest kolorowo?

Agata szykowała się na piątkową imprezę u Gawronów. Spakowała albumy ze zdjęciami, piżamę i kilka filmów do wyboru. Była bardzo podekscytowana, gdyż brakowało jej takich właśnie spotkań ze znajomymi. Przez długi okres najważniejsza dla niej była praca. Teraz to się zmieniło. Miała kochającego Marka oraz kilkoro wspaniałych i wiernych przyjaciół, którym starała się poświęcać jak najwięcej czasu.
Za oknami sypał śnieg. Listopadowa pogoda w tym roku wyjątkowo płatała figle. Zmęczona mecenas Przybysz wsiadła do swojego samochodu i z trudem odpaliła niesforny silnik. Wyjechała na ciemne i zakorkowane ulice śródmieścia, Dziwił ją ruch na drogach o takiej godzinie. Zbliżała się 22, zazwyczaj Warszawa o tej porze powoli cichła. Jednak nie musiała długo się tym martwić. Szybko obrała kierunek mniej zaludnionej części stolicy. Śnieg zaczął sypać ze zdwojoną siłą. Jechała prawie na oślep nieoświetlonymi uliczkami. Jeden z zakrętów okazał się nie do pokonania w taką pogodę. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszała brunetka, był pisk opon, huk i dźwięk tłuczonego szkła. A potem nastała ciemność.
W szpitalnym korytarzu czekali Gawronowie oraz Marek z Bartkiem. Ojciec Agaty był już w pociągu zmierzającym do Warszawy. Przyjaciele nerwowo chodzili z kąta w kąt, czekali na jakieś informacje dotyczące stanu zdrowia kobiety. Godziny mijały w ślimaczym tempie. Dorota zasnęła w ramionach męża, Bartek w końcu także usiadł. Tylko Marek cały czas nerwowo przemierzał korytarz, jakby miało to w czymś pomóc.
Pan Andrzej zdyszany dotarł na miejsce i dołączył do grupki czekających. Nikt nic nie mówił. Każdy z nich próbował przekonać samego siebie, że wszystko będzie dobrze.
Koło 2 w nocy otrzymali pierwsze informacje od pielęgniarki. Dowiedzieli się, że Agata przeszła bardzo skomplikowaną operację, ale jej stan jest stabilny. Lekarze postanowili utrzymać ją w śpiączce, gdyż obrażenia były bardzo poważne. Nikomu nie pozwolono widzieć się z brunetką. Pan Przybysz zaproponował obecnym, aby udali się do domów i odpoczęli. Sam został na miejscu. Dzielnie towarzyszył mu Marek.
Rano zostali w końcu wpuszczeni do sali, w której leżała Agata, lecz tylko na chwilę. Jej ojciec załamał się widząc, w jak ciężkim stanie jest jego jedyna córka. Marek, który również ledwo się trzymał, wyprowadził go z sali i odwiózł do pobliskiego hotelu. Zadbał, by Przybysz wziął tabletki na uspokojenie. Kiedy Dębski stał już przed drzwiami, spojrzał jeszcze na zmartwionego mężczyznę.
- Będzie dobrze. Agata to silna kobieta, szybko z tego wyjdzie - powiedział z nadzieją, próbując uwierzyć w swoje słowa.
- Agatka jest bardzo podobna do swojej matki - zaczął cicho, wpatrując się w podłogę. - Walczy do końca, do upadłego. Wiem, że i tym razem się nie podda - westchnął i zamknął oczy.
Marek zauważył, że mężczyzna jest już bardzo zmęczony. Pożegnał się i wrócił do szpitala.
Nastał kolejny dzień. Dębski leżał na krzesłach na korytarzu i śnił niespokojny sen. W takim stanie zobaczyli go Gawronowie, którzy razem z ojcem Agaty przybyli do szpitala, by uzyskać nowe informacje o stanie zdrowia poszkodowanej. Dorota lekko się uśmiechnęła, widząc ten niecodzienny obrazek. Była przekonana, że dzięki Markowi jej przyjaciółka szybko dojdzie do siebie.
- Wstawaj, śpiochu - trąciła go lekko w ramię, a ten się gwałtownie przebudził.
- Co się dzieje? - spytał zdezorientowany i zaniepokojony.
- Nic, nic się nie dzieje, wszystko w porządku - pośpieszyła z wyjaśnieniem ciężarna. - Ale mógłbyś wrócić do domu i wyspać się porządnie. Agaty tak prędko nie wybudzą ze śpiączki, twoja ciągła obecność tutaj niczego nie przyspieszy - powiedziała lekko zasmucona tą okrutną prawdą.
Dębski westchnął, pokiwał głową, wstał i przywitał się z resztą obecnych. Podszedł do nich lekarz zajmujący się Agatą. Potwierdził wcześniejsze słowa Doroty, kazał być dobrej nadziei. Pozwolił im zajrzeć do brunetki, ale tylko na chwilę. Nikt nie poczuł się lepiej patrząc na jej poobijane ciało, słuchając pikania szpitalnej aparatury. W ponurych nastrojach wszyscy wrócili do domów.
Tak mijały kolejne dni. Marek zaniedbywał swoje obowiązki w kancelarii, brał mniej spraw, bo nie był w stanie skupić się na czymś innym niż jego ukochana. Dorota również ograniczała ilość pracy ze względu na ciążę. Codziennie wieczorem razem jeździli do szpitala. Siadali na godzinkę, opowiadali Agacie jak minął im dzień. Chociaż wiedzieli, że kobieta ich nie słyszy, czuli się lepiej, mogąc z nią ?porozmawiać?. Ojciec Agaty wrócił do Bydgoszczy, ale codziennie dzwonił i pytał o stan zdrowia jedynej córki.
W dwa tygodnie po wypadku lekarze podjęli próbę wybudzenia kobiety ze śpiączki. Udało się. Kilka dni później, kiedy Agata czuła się już lepiej i doktor wyraził zgodę, do szpitala znów zawitała gromadka przyjaciół. Jednak to, co zastali, przerastało ich najśmielsze oczekiwania. Nie pomyśleli nawet przez chwilę, że po czymś takim Agata może mieć problemy z pamięcią.
Kiedy razem z lekarzem prowadzącym po raz pierwszy stanęli przy łóżku mecenas Przybysz, która wyglądała już odrobinę lepiej, nie mogli uwierzyć w to, że Agata ich nie rozpoznaje. Patrzyła na Dorotę, Wojtka, Bartka i Marka jak na kosmitów, czuła się skrępowana ich obecnością.
- Tak się cieszymy, że do nas wróciłaś! - pisnęła niczego nie domyślająca się rudowłosa, roniąc przy tym kilka łez.
Agata nic nie mówiła. Patrzyła tylko pytającym wzrokiem na lekarza. Doktor od razu zrozumiał o co chodzi. Poprosił przyjaciół kobiety, by wyszli z nim na chwilę na korytarz.
- Proszę się nie denerwować, to bardzo często się zdarza przy tak ciężkich urazach - spieszył z wytłumaczeniem. - Pani Agata ma amnezję. Nie wiemy jeszcze w jakim stopniu jej pamięć została uszkodzona. Proszę wchodzić do niej pojedynczo. Nie jest jeszcze w na tyle dobrym stanie, aby znieść taką ilość stresu naraz. Jest trochę zdezorientowana.
Wszyscy posmutnieli. Niby odzyskali przyjaciółkę, ale tak właściwie to ją stracili. Nie pamiętała ich. Dorota chyba najbardziej to przeżywała. Jako pierwsza weszła do sali, w której leżała Przybysz.
- Hej Agatko? - przywitała się cicho i niepewnie, siadając na krzesełku obok jej łóżka.
- Cześć - odpowiedziała brunetka, mrużąc oczy i marszcząc czoło, jakby się nad czymś zastanawiała.
- Nie pamiętasz mnie? - Dorota spytała od razu.
- Niezbyt ? przyznała. - Chociaż mam takie wrażenie, ale... Nie, nie - pokręciła głową.
- Jestem Dorota - uśmiechnęła się lekko. - Przyjaźnimy się, pracujemy razem w kancelarii... Naprawdę nic nie kojarzysz?
Brunetka pokręciła tylko głową. Nie umiała sobie nic przypomnieć.
- Dziwnie tak. Wierzę ci. I nie mogę pojąć, jak to działa, że cię nie pamiętam - odpowiedziała, przyglądając jej się.
- Zobaczysz, szybko sobie przypomnisz - Dorota pocieszyła kobietę. - Nie takie cuda już wyczyniałaś - posłała jej ciepły uśmiech i puściła oczko. Agata odpowiedziała tym samym.
Następnie do sali weszli Wojtek z Bartkiem. Ich również nie poznała, ale tak ją rozbawili, że od razu zdobyli jej serce. Wierzyła, naprawdę wierzyła, że nie kłamią.
Jako ostatni wszedł Marek. To spotkanie było dla nich najcięższe.
- Hej, jak się czujesz? - zapytał, kiedy usiadł na łóżku obok.
- Całkiem dobrze, o dziwo - uśmiechnęła się nieśmiało.
Oboje milczeli i patrzyli gdzieś obok. Dorota powiedziała jej, kim jest Marek. Czuła się bardzo niezręcznie z tą świadomością. Jeszcze niecały miesiąc temu był dla niej całym światem, a teraz zupełnie obcym człowiekiem.
Minuty mijały, a oni nic nie mówili. Zerkali na siebie co jakiś czas, potem spuszczali wzrok. Agata była zła na siebie, że ma taką pustkę w głowie. Marka bolało to, że nie wypadało mu nawet przytulić ukochanej. Chciał być blisko niej, wspierać ją cały czas...
- Pewnie jesteś już zmęczona tymi wizytami - stwierdził Dębski, przerywając nieznośną ciszę.
- Tylko trochę - odparła.
W tym momencie spojrzeli sobie prosto w oczy. Serce Agaty zabiło szybciej. Pamiętała te oczy. Była tego pewna.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytał jeszcze przed wyjściem.
- Wszystko mam, dzięki.
- W takim razie będę już szedł - odparł, po czym wstał. Podszedł do łóżka Agaty. Ścisnął jej słabą rękę, jeszcze raz spojrzał na bladą twarz. Kobieta posłała mu smutny uśmiech. A potem wyszedł.
Kilka godzin później do Warszawy przyjechał ojciec Agaty. Lekarzy ucieszył fakt, że chociaż jego poznaje. Do zdrowia także wracała zadziwiająco szybko. Siniaki i rany goiły się prawidłowo, każdego dnia przybywało jej sił. Nie miała także większych problemów z poruszaniem się. Musiała zostać jeszcze kilka dni na obserwacji, po czym miała dostać wypis.
Przyjaciele odwiedzali ją już wspólnie. Każdego dnia opowiadali jej o życiu, którego nie pamiętała. Jej wspomnienia utknęły na przeprowadzce do Warszawy i kilku pierwszych latach pracy w ProSpectrum.. Z jej pamięci wymazało się wiele tak ważnych dla niej chwil. Dzielnie starała sobie wszystko przypomnieć. Kiedy przyjaciele snuli opowieści, miewała przebłyski, kojarzyła niektóre drobiazgi. Próbowała być silna, ale dyskomfort psychiczny był dla niej największą przeszkodą.
Pewnego wieczora Agata została sama w towarzystwie Marka. Dorota, Wojtek i Bartek starali się raz na jakiś czas zostawiać ich samych, licząc na powoli wracającą pamięć kobiety. Za oknem mocno sypał śnieg. Zbliżał się grudzień, wszędzie było już mnóstwo świątecznych ozdób, na stołecznych ulicach można było niekiedy spotkać pana przebranego za świętego Mikołaja. Często zaglądał także na oddział dziecięcy w szpitalu, w którym leżała Przybysz. Kiedy przeszedł obok pokoju kobiety, zatrzymał się na chwilę i przypatrzył milczącej parze. Marek zauważył Mikołaja, kiedy ten spojrzał znacząco na niego, a potem pokierował go wzrokiem na krzesło przed drzwiami wejściowymi do sali. Mężczyzna zauważył leżące na nim małe, czerwone pudełeczko. Mikołaj uśmiechnął się do niego lekko i odszedł dalej.
- Pójdę do bufetu po coś do jedzenia, zaraz wrócę - rzekł Agacie i wyszedł.
Po drodze wziął pudełeczko, a gdy zniknął z pola widzenia kobiety, zajrzał do środka. Była w nim srebrna bransoletka z kryształowym serduszkiem. Schował drobiazg do kieszeni i, tak jak mówił, udał się do bufetu. Zamówił dwa kawałki sernika, po czym wrócił z przekąską do brunetki.
Zjedli ciasto w milczeniu. Kiedy zostawali sami, niewiele mówili. Toteż Dębski zdziwił się, kiedy szczerze zaciekawiona Agata pierwsza zaczęła rozmowę.
- Jak się poznaliśmy?
Marek uśmiechnął się, powracając pamięcią do tamtego dnia.
- Spotkaliśmy się w sądzie. Nasi klienci występowali przeciwko sobie. Oczywiście wygrałaś. - Na te słowa uśmiechnęła się również i pani mecenas. - Na początku myślałem, że mnie nie lubisz. A kiedy się okazało, że będziemy pracować w jednej kancelarii... Cóż, początki były ciężkie, bo uparta jak osioł jesteś. Zostawałaś po nocach w pracy i w tajemnicy przed wszystkimi malowałaś ściany, bo nie było nas stać na ekipę remontową. Potem...
Markowi przerwała pielęgniarka, która rzuciła w jego stronę niepochlebne spojrzenie i poprosiła o zakończenie wizyty, gdyż zbliżała się 23, a brunetkę czekały poranne badania.
- Widzisz, wyganiają mnie już - powiedział, udając płacz.
Agata się zaśmiała. Chociaż jeszcze nie do końca czuła się komfortowo będąc z nim sam na sam, polubiła jego obecność. Podobnie było z Gawronami i uroczym Bartkiem, który przekonywał ją, że jest agentem 007. Co, jak co, ale tego nie mógł jej wmówić. Martwiła się trochę stanem zdrowia ojca, który zmizerniał z ciągłego strachu o jej życie. Często przyjeżdżał do Warszawy, a zaraz potem musiał wracać do swoich obowiązków w Bydgoszczy. Dlatego postanowiła, że gdy tylko zostanie wypisana ze szpitala, wróci na jakiś czas do rodzinnego domu. Zajmie się tatą i sama również zregeneruje siły.
- No więc idź już, idź, bo tylko mi tu kłopotów narobisz - pogroziła mu palcem, puszczając oczko pielęgniarce stojącej wciąż przy drzwiach.
Agata kiwnęła głową na pożegnanie w stronę Dębskiego. Ten odpowiedział tym samym gestem, ukłonił się również pielęgniarce i wrócił do siebie. Gdy stanął przy oknie w swojej sypialni i spojrzał na padający śnieg, uśmiechnął się i pomyślał, że jest dobrze.
Następnego dnia rano Agata przeszła ostatnie badania, dzięki którym lekarze ostatecznie zgodzili się na wypis ze szpitala. Dostała instrukcje jak ma postępować przez najbliższe tygodnie, by całkowicie powrócić do zdrowia. Polecili jej także dużo rozmów z przyjaciółmi, dzięki którym może z czasem odzyskać pamięć. Po mizernym, szpitalnym śniadaniu spakowała swoje rzeczy i czekała na wypis. Przyjechał po nią Wojtek, gdyż Marek miał rozprawę, a Bartek z Dorotą pojechali na spotkanie z klientką poza miasto.
Wojtek zaprowadził Agatę do jej mieszkania. Zaproponował swoją pomoc w razie czego i wrócił do pracy. Kobieta chodziła po pomieszczeniach i przyglądała się swoim rzeczom. Dla każdej z nich szukała w głowie powiązania z jakąś sytuacją. Bez skutku.
Kilka godzin później mecenas Przybysz siedziała na kanapie obok spakowanej walizki. Czekała na Dorotę, która miała odwieźć ją na dworzec centralny. Kiedy rudowłosa pojawiła się o umówionym czasie, Agata zeszła na dół. Wsiadła do auta i odjechały.
Na dworcu znajdowało się mnóstwo ludzi. Było bardzo zimno, a śnieg nie ustępował już od kilku dni. Mecenas Gawron razem z brunetką dreptały w miejscu, by choć trochę się rozgrzać.
- Dzięki, że mi tak pomagacie - powiedziała Przybysz. - Chociaż teoretycznie znam was od zaledwie tygodnia, to gdzieś tam w głębi czuję, że już kiedyś byliście mi bliscy. Wiem, że musi być wam strasznie głupio z tego powodu, ale nic nie mogę na to jeszcze poradzić - dokończyła już lekko zasmucona.
- Nie martw się, tak łatwo ci nie odpuścimy. Będziemy przy tobie tak długo, aż sobie wszystko przypomnisz - przytuliła ją rudowłosa.
- Pożegnasz chłopaków ode mnie? Trochę mi głupio, że sama nie mogłam tego zrobić - powiedziała Przybysz wtulona w przyjaciółkę.
- Ależ zrobisz to. Zaraz powinni być na miejscu - odparła Dorota, oddalając się od Agaty na długość ramion i mrugnęła do niej.
I rzeczywiście - trzy minuty później w stronę dziewczyn dziarsko kroczyło trzech elegancko ubranych mężczyzn. W ich stronę padały spojrzenia przechodniów.
- Ulala - rzekła Dorota zachwycona tym widokiem.
- Ano, mają klasę. To się nazywa wejście - poparła ją Przybysz.
Gdy Wojtek, Bartek i Marek podeszli do kobiet, zrugali Agatę.
- Chciałaś tak pojechać sobie w siną dal bez pożegnania? - zaczął Bartek, udając obrażonego.
- Nie byłam pewna czy dziś pojadę, a się tak złożyło, że miałam pociąg i Dorota mogła mnie?
- Winny się tłumaczy, pamiętaj - pouczył ją Wojtek, a wszyscy się zaśmiali.
Marek nic nie mówił. Zerkali na siebie od czasu do czasu, po czym spuszczali wzrok. Kiedy usłyszeli komunikat o nadjeżdżającym pociągu, zaczęli się żegnać.
- Dzwoń do nas codziennie - poprosił Bartek.
- Nie bój żaby, 007, będę dzwonić - obiecała Przybysz, mierzwiąc chłopakowi włosy. Ten odruch przypomniał jej jedną akcję, kiedy zbudziła aplikanta, który zasnął na biurku i o mało nie dostał przez to zawału. Uśmiechnęła się.
- Dzwoń dwa razy dziennie - powiedział Wojtek i spojrzał na nią wymownie oraz pogroził palcem.
- Trzy razy, albo cztery, ewentualnie dwadzieścia - odparła ze śmiertelną powagą mecenas Gawron.
- Do mnie możesz wysyłać listy - zaproponował Marek, a całe towarzystwo wpadło w śmiech.
Kiedy pociąg pojawił się na peronie, szybko wymienili uściski. Jako ostatni podszedł do niej Marek. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił, gładząc ją po ramieniu. Agata nie protestowała. Wtuliła się w niego i uroniła łzę. Poczuła dziwne ciepło w środku. Bardzo przyjemne. A kiedy się od siebie oderwali, Marek, nic nie mówiąc, spojrzał kobiecie w oczy, a potem wsadził jej do ręki małe pudełeczko. Zrobił krok w tył, w stronę reszty przyjaciół. Stanęli w szeregu i pomachali jej. Odpowiedziała tym samym. A potem wsiadła do pociągu i odjechała.