Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 67534 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #60 dnia: Luty 25, 2013, 09:35:14 »
Fajna opowiastka, zgrabnie napisana, chociaż ja wolę zdecydowanie bardziej historie kancelaryjno - sądowe z miłością w tle niż miłosne z kancelarię jako tłem zdarzeń. Ale czytało mi się bardzo dobrze.
Jeden fragment mnie rozwalił (w pozytywnym sensie) <smiech>

Cytuj
Nie ma na to czasu! (w tle drugi,trzeci,czwarty dzwonek do drzwi) . Marek! Do łazienki! Szepcze zdesperowana kobieta wpychając mężczyznę do pomieszczenia i wrzucając tam jego ciuchy. Sama niewiele myśląc wskoczyła w jego niebieską koszulę i czarne leginsy,żeby wyglądało to mniej podejrzanie

Może gdyby założyła coś swojego, to może wydało by się mniej podejrzane? Chyba to było jej mieszkanie, skoro do drzwi dzwonił jej ojciec? Jakaś bluzka czy coś...

Offline Dębiu235

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #61 dnia: Luty 25, 2013, 20:04:34 »
 Opowiadanie to jest częściowo oparte na przeciekach z DDTVN.


Nastał ranek. Dzień jak każdy inny. Marek jak co dzień  zbierał się do pracy. Nigdy nie spodziewał by się w tym wiosennym ,słonecznym dniu los  może spłatać mu takiego figla.
Siedząc jak co ranek przy stole , zbierając akta i popijając przy tym świeżo zaparzoną kawę usłyszał zza swych pleców zmysłowy szept.
-Witaj kochanie-powiedziała Maria oplatając równocześnie jego szyję swymi rękami.
-Cześć-odpowiedział zdawkowo po czym odwrócił się,cmoknął ją niechętnie w szyję po czym wstał. Nie lubił jak ktoś przeszkadza mu w pracy. Znaczy...zależy kto. Była taka jedna  czarnowłosa wariatka,która mu nigdy w niczym nie przeszkadzała. Zawsze gdy ją widział ogarniała go niewyjaśniona radość. Mimo licznych kłótni wynikających z ich upartości i zawziętości zawsze potrafili się dogadać. Chwilami miał on wrażenie,że rozumieją się niemal bez słów,a są tylko przyjaciółmi. Właśnie...tylko. Od pamiętnego wieczoru,kiedy to jego przyjaciółka po pewnym przyjemnym incydencie niemalże wyrzuciła go z jej mieszkania coraz częściej myślał o niej jako nie tylko koleżance z pracy. Agata jest wyjątkową kobietą. Twardą i wrażliwą równocześnie. Jest okropnie uparta i zawsze stara się dążyć do celu,ale wie również kiedy odpuścić. Od początku go intrygowała. Na początku bardzo wkurzała,lecz z czasem ,gdy się poznali ,ta lekka nienawiść przerodziła się w fascynację. Intrygowały go jej charakter,sposób działania w różnych sytuacjach...wszystko.
  Mimo,że pogodził się z Okońską i pozornie wszystko wróciło do normy w jego myślach ciągle pojawiała się jego wspólniczka...
Z dalszych rozmyślań wyrwał go głos Marii:
- Kochanie, a co powiesz na romantyczną kolację dziś wieczorem?? Dawno nigdzie razem nie byliśmy. Pójdziemy do naszej ulubionej restauracji. Zobaczysz,będzie wspaniale...
- Mario,ja dziś nie mogę. Mam dużo pracy. Jutro termin złożenia apelacji,a dziś mam 3 rozprawy i pięciu klientów . Mogę się z tym nie uwinąć do wieczora...
- Ale Mareczku,nie możesz mi przecież odmówić. Mam dla ciebie niespodziankę. To jak ? Skusisz się? -spojrzała na niego zalotnie.
- No dobrze,dobrze kochanie. Pójdziemy. Tylko nastaw się,że przyjadę prosto z kancelarii. Obym się z tym wszystkim uwinął...
-Uwiniesz się kochanie,uwiniesz. To jesteśmy umówieni o 19 na miejscu .
- Dobrze-odpowiedział Marek sztucznie się przy tym uśmiechając. Prawdę mówiąc wcale nie chciało mu się tam iść. Wolał spędzić ten wieczór w kancelarii ze swoją wspólniczką,która bardzo lubiła tam przesiadywać po godzinach. Zawsze pracując rozmawiali,śmiali się. Marek czuł się bardzo swobodnie w jej towarzystwie.
Po krótkiej wymianie zdań z Marią,Marek niczym torpeda wyleciał z mieszkania by zdążyć do sądu. W drodze na salę rozpraw minął się z prokurator Czerską,która przywitała się z nim zalotnie się przy tym uśmiechając. On widząc jej słabe zaloty zbył ją mówiąc,że za pięć minut ma rozprawę. Mimo,że wszystko sobie wyjaśnili ona dalej próbowała postawić na swoim. Już bez jej dodatkowego wkładu miał niemały problem. Mieszkał pod jednym dachem,swoim dachem z jedną kobietą,a ciągnęło go do tej drugiej. Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane ? - myślał. Dwie baby kręcą się wokół mnie jak opętane,a mnie stanowczo bardziej ciągnie do tej niedostępnej...
Z zamyślenia wyrwał go klient,który chciał się go o coś zapytać. Po chwili obydwoje weszli na salę rozpraw. Sprawa była mało skomplikowana,więc pan mecenas bez problemu ją wygrał. Po dwóch następnych rozprawach,w których przypadku nie było już tak różowo zmęczony mężczyzna udał się do kancelarii. Wchodząc do lokalu ujrzał Agatę. Ten widok bardzo go ucieszył. Od razu gdy na nią spojrzał,na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech.
-Witam panią mecenas ! -zagadał.
- Cześć ! Odpowiedziała uśmiechnięta kobieta. Jak tam? Wygrałeś coś?
- Tak,jedną. Druga niestety była od początku przegrana,a co do trzeciej to będziemy się jeszcze odwoływać -odpowiedział.  A co tam u ciebie...-poszli zrobić sobie kawę. Nie chcieli go już o to prosić. Ostatnio bez tego miał dużo na głowie. Dostawał coraz więcej swoich spraw,a mimo to jakoś z tym wszystkim nadążał. Agata,choć może nie zawsze to okazywała,była bardzo dumna ze swojego aplikanta.
Adwokaci po krótkiej przerwie na kawę poprzyjmowali swoich klientów po czym zabrali się za papierkową robotę. Było już koło 17, a Marek oprócz przygotowywania się do jutrzejszych rozpraw miał jeszcze to nieszczęsne odwołanie do napisania. Jednak ze wspólniczką u boku wszystko lepiej mu szło. Ponieważ jutro miały się odbyć dwie ich wspólne rozprawy ,przygotowywali się razem. Śmiejąc się i dogryzając sobie nawzajem skończyli około 18. Pewnie siedzieliby tak do 20,gdyby nie to,że Agata miała jeszcze sporo pisania,a on musiał zdążyć na tą "pseudo nie wiadomo co randkę". Na jego nieszczęście jego najlepszy wykręt nie wypalił ponieważ udało mu się wyrobić szybciej niż zwykle. Do tego nie zniósłby już chyba następnej awantury pt." nie masz dla mnie czasu,nigdzie razem nie wychodzimy itd". Dasz radę-pomyślał ,pożegnał się z Agatą i wyszedł. Oczywiście tuż przed wyjściem tak się zagadał z koleżanką,że się spóźnił . Nie ułatwiły mu tego korki w centrum będące na porządku dziennym o tej porze. Mężczyzna niemalże wbiegł  do restauracji i od razu zauważył siedzącą w głębi sali lekko niezadowoloną Marię. Widząc jej minę podszedł do stolika ,ucałował ją w szyję i powiedział:- Przepraszam cię bardzo z spóźnienie kochanie,ale wiesz...korki-uśmiechnął się i usiadł na przeciwko niej.
- Oczywiście,nic się nie dzieje-odpowiedziała z nutą niezadowolenia w głosie. Zresztą przejdźmy do rzeczy.
- Tak?-zapytał z ciekawością Marek.
-Widzisz...pamietasz jak mowilam,że mam dla ciebie niespodziankę? Pomyślałam,że ponieważ twoja,wasza kancelaria jest na skraju bankructwa to może zastanowił się nad pracą w innej kancelarii?
-Coo?? Nie ma mowy . Nie zostawię dziewczyn z tym samych . Jak ty to sobie wyobrażasz....
- Znalazlam ci posadę w jednej z najlepszych kancelarii w stolicy. Wystarczy,że tam pójdziesz,porozmawiasz i posada jest twoja. Zastanów się nad tym . Na pewno przyniesie ci to dużo więcej korzyści niż dalsza współpraca z mecenas Przybysz i jej przyjaciółmi.
- Czy ty siebie w ogóle słyszysz?? Mam rzucić swoją kancelarię i zostawić swoich przyjaciół ,bo tobie się tak podoba? Co to ma znaczyć? Wystarczy,że pracowałem dla kogoś będąc aplikantem. Nie mam zamiaru nigdy w życiu pracować w jakimś korporacyjnym molochu,czy innej kancelarii,bo wiem czym to się może skończyć...!
- Co boisz się,że uwiedzie cię jakaś pani mecenas,która podetknie ci jakieś fałszywe dokumenty do pracy do podpisania??-awantura rozpętała się na dobre.
- Nie będę nigdy w życiu dla nikogo pracował!! A tak w ogóle to kto cię upoważnił do układania mi życia,co??? Jak śmiesz??? Moja kancelaria,moje życie i nikt nie będzie nim kierował oprócz mnie rozumiesz???!!!  Wiedz jedno. Choćby mi mieli caly mój dobytek zastawić to nie odpuszczę tej kancelarii!!!Rozumiesz??? Nigdy!!!- powiedziawszy to wstał z miejsca. A jeśli coś ci się nie podoba i masz zamiar w dalszym ciągu mną dyrygować to skończmy z tym. Skończmy raz na zawsze!!! Wykrzyczał i wyszedł zostawiając zszokowaną Marię w restauracji. Po chwili otrzymała sms-a:- Klucze zostaw w kancelarii.

Ciąg dalszy być może kiedyś nastąpi...

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #62 dnia: Luty 25, 2013, 20:15:09 »
Dębiu, witaj! Świetne opowiadania!
Maria, jak zawsze wie co lepsze dla Mareczka, ale ten w końcu postanowił się jej postawić  <brawo>
Nie podoba mi się tylko to 'być może...' ? Ma być i koniec :)

Dawajcie więcej i więcej, ja chcę więcej! :D
Naczytałam się Waszych, cudnych opowiadań i mnie naszło na coś nowego. :)
Jest to połączenie dwóch seriali -  "Prawa Agaty i "Fali zbrodni'. Jeżeli ktoś FZ nie oglądał to w opowiadaniu wszystko się wyjaśni, kim jest Igor, co go łączyło z Agatą, dlaczego się rozstali. Ci, którzy oglądali FZ już wiedzą, ale sama do końca nie wiem czy czegoś w ich historii nie zmienię ;)
No, więc zapraszam do czytania :-*




Maj. Do mieszkania mecenas Przybysz bezczelnie wkradają się promyki słońca. W łazience słychać dźwięk upadającej szminki, która pechowo wturlała się pod szafkę. Od rana pech, aż strach pomyśleć co będzie później. Agata zaklęła w duchu i w pośpiechu wyszła z domu.  Nie była w najlepszym humorze, ostatnio nic nie układało się po jej myśli. Po ostatnich wydarzeniach nie potrafi normalnie rozmawiać z Markiem, choć to przecież nic nowego, nigdy nie mogli się dogadać i tak już pewnie między nimi zostanie, patrzą na siebie wilkiem, ostatnio już nawet nie rozmawiają, bo każda rozmowa zamienia się w awanturę. Poza problemami w życiu prywatnym są też problemy w pracy. Kancelaria ma kłopoty, a ona przegrywa coraz więcej spraw. To jakieś fatum, nic jej się nie udaje... nie ma nawet komu się wypłakać. Z Maćkiem się rozstała, z Markiem nawet nie zaczęła, a już się skończyło, Dorota ma nadmiar obowiązków. Do bani z tym wszystkim...
Dotarła do kancelarii, za godzinę ma rozprawę, niby nic takiego, ale boi się. Ostatnio boi się nawet najprostszych spraw, straciła pewność siebie. Jedyne co poprawiało jej humor to piękna pokona za oknem. Kochała wiosnę, kochała zieleń, która ją otaczała, wiosną nie zwracała uwagi na ponure, szare bloki, wszystko wydawało jej się piękniejsze, a śpiew ptaków był jak balsam na jej uszy. Postanowiła, że dziś do sądu pójdzie pieszo, przecież to kilkanaście minut stąd, przy wolniejszym tempie może jakieś pół godziny. Zebrała z biurka wszystkie swoje dokumenty, wrzuciła do swojej ogromnej torby i ruszyła. Jedyne o czym nie pomyślała to wygodne obuwie, no, ale cóż, przecież i w tych nowych, cudnych szpilkach da radę.
Wybrała drogę przez park. szła powoli, delektowała się każdą sekundą, syciła oczy zielenią drzew, zieleń zawsze dobrze na nią działała. Co chwilę mijała jakąś zakochaną parę, jedni się całowali, inni siedzieli przytuleni na ławce, albo trzymali się za ręce. Zatęskniła za miłością. Chcąc, nie chcąc w tej chwili pomyślała o Marku. To już 3 miesiące od tego pamiętnego pocałunku. Nie raz żałowała, że tak się zachowała. Sama nie wiedziała, dlaczego chciała, żeby wyszedł. Choć może dobrze się stało. Od zawsze twierdziła, że do siebie nie pasują, nigdy nie mogli się dogadać, nie chciała rozwalać jego związku z Marią. Szybko wróciła na ziemię gdy poczuła zderzenie, zakręciło jej się w głowie, a od upadku uratowały ją silne męskie ramiona. Spojrzała do góry i... i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jej oczom ukazał się dobrze zbudowany, dość wyskoki mężczyzna. Spojrzała w jego oczy, a po jej plecach przeszedł przyjemny dreszcz. W jej głowie kotłowało się tylko jedno pytanie - To on? Igor? Jej dawna wielka miłość. Nie to nie możliwe. Była w szoku. Z jego miny wywnioskowała podobną reakcję. Stała jak wryta w ziemię, żadne z nich nie mogło wydusić z siebie słowa. Przyglądali się sobie uważnie, jakby nie mogli uwierzyć, że znów się spotkali. Wreszcie on wydobył z siebie dźwięk. Do jej uszu, jakby z zaświatów, doleciał głos, który doskonale pamiętała, teraz już była pewna, że to on.
- Cześć Czarna. - wykrztusił z trudem. Był tak samo zaskoczony jak ona. Ile tak się nie widzieli? Będzie już ponad 10 lat! 10, a może i więcej.
- Cześć Szajba. - starała ukryć się swoje zdenerwowanie. - Sto lat! Co u Ciebie słychać? Ustatkowałeś się w końcu? ? nerwowo się roześmiała, a on bacznie się jej przyglądał, na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ten uśmiech, za który kilkanaście lat temu oddałaby wszystko. I nagle jakiś głos w środku wykrzyczał do niej - Rozprawa! - podskoczyła jak oparzona, wyrzuciła z siebie szybkie - Muszę iść! Zaraz się spóźnię! - i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Za plecami usłyszała jego krzyk - Hej, poczekaj! Daj mi jakiś namiar na siebie! - Czarna! - Nie miała czasu wdawać się z nim w rozmowę, dlatego odkrzyknęła mu tylko - Znajdziesz mnie! Przecież jesteś świetnym policjantem. Muszę iść mam rozprawę! Pa! - nie była pewna czy jej głos do niego doleciał, uśmiechnęła się do siebie i pewnie ruszyła do przodu.
« Ostatnia zmiana: Luty 27, 2013, 19:25:56 wysłana przez Amaranth »

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #63 dnia: Luty 25, 2013, 20:52:40 »
Am! Świetnie się zapowiada! Uwielbiałam swego czasu FZ, ale nigdy nie dopaczałam do końca.  :ysz: Jestem ciekawa, jak to dalej wykombinujesz!  ;D Bomba, czekam na ciąg dalszy!

Offline Marciocha

  • Pink Cadillac
  • *****
  • Wiadomości: 146
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #64 dnia: Luty 26, 2013, 14:58:57 »
Czarna stała się panią adwokat? :) Błagam, niech nie ulegnie Igorowi. Przecież zrobił jej takie świństwo...

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #65 dnia: Luty 27, 2013, 20:46:04 »
Czarna stała się panią adwokat? :)
Wiem, że to głupie, ale jak mnie naszło to już nie mogłam się powstrzymać :D Jak tak porównać sobie Czarną i Agatę to dwie odmienne postacie, ale moja wyobraźnie nie zna granic. ;)

Błagam, niech nie ulegnie Igorowi. Przecież zrobił jej takie świństwo...
A tego to jeszcze sama nie wiem. :)




Sprawa wygrana. Szczęśliwa pani mecenas wyszła z sądu. Pogoda miała ochotę trochę pokaprysić. Po słonecznym blasku nie było ani śladu. Powietrze było ciężkie, zdecydowanie mniej przyjemne niż godzinę temu, mimo wszystko zdecydowała się na pieszą przechadzkę. Nowe, eleganckie szpilki delikatnie dały o sobie znać, ale chęć powrotu tą samą drogą była silniejsza. Gdzieś w głębi duszy miała nadzieję, że może znów go spotka. Szła powolnym krokiem, tym razem nigdzie jej się nie spieszyło, mogła chłonąć wiosnę. Przysiadła na pierwszej wolnej ławce. Cudne buty już nie były takie cudne. Stopy coraz mocniej domagały się odpoczynku, gdy pozbyła się ciężaru odetchnęła z ulgą. Teraz spokojnie mogła pomyśleć, powspominać.
Poznała go dawno temu. Zaraz po szkole policyjnej dostała się do wydziału, który zajmował się przestępczością zorganizowaną. Wszyscy jej mówili, że to nie jest bezpieczna praca, ale właśnie to ją najbardziej kręciło. Tam poznała jego, Igora. Od razu wpadł jej w oko. Był męski, silny, miał nieziemskie ciało i zabójczy uśmiech. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła, jednak skrzętnie skrywała swoje uczucia. Szybko zostali kumplami. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu, ale ona czuła, że nie traktuje jej jak kobiety. Sprawa bardziej się skomplikowała, gdy w biurze pojawiła się nowa pani psycholog - Aleks. Widać było, że Igor jest zainteresowany nową, co nie umknęło uwadze Czarnej. Była załamana, wściekła. Nie ukrywała swojej niechęci do Aleks, która bardzo szybko znalazła się w ramionach Szajby. Wtedy Agata się od niego odsunęła, wiedziała, że z jego strony może liczyć tylko na przyjaźń. Tylko, bo chciała czegoś więcej. Pogodziła się z tym. Związek nowej pani psycholog i Igora szybko się rozpadł. Nie było jej przykro z tego powodu, choć nadal nie robiła sobie nadziei. Wszystko się zmieniło, gdy wspólnie pilnowali świadka. Dom na obrzeżach miasta, skuty świadek zamknięty w pokoju i oni. W najśmielszych snach niespodziewałaby się, że zwykła kłótnia zamieni się w namiętny pocałunek. Tak się zaczęło. Od tej pory zasypiała i budziła się przy nim. Jednak nic nie trwa wiecznie. Dostała propozycję szkolenia w Londynie, długo się wahała, ale zgodziła się. Miało to być pół roku. Obiecali sobie, że będą na siebie czekać. Kilka miesięcy po wyjeździe dostała wiadomość o ślubie znajomych. W dniu ślubu przyleciała do Polski. Igor nic nie wiedział, chciała mu zrobić niespodziankę. Pojechała pod Kościół. Wysiadła z taksówki i z oddali czekała na zakończenie ceremonii. Po kilku minutach goście zaczęli wychodzić. Niecierpliwie czekała, kiedy go zobaczy. W końcu wyszedł. Chciała do niego biec, ale spostrzegła, że podeszła do niego młoda, atrakcyjna blondynka. Przeczuwała najgorsze. Jej obawy potwierdził namiętny pocałunek tych dwojga. Słona łza spłynęła po jej policzku. Poczuła jakby ktoś strzelił jej prosto w serce. Otrząsnęła się z szoku, zobaczyła, że idzie w jej stronę. Nie chciała go słuchać, nie chciała go widzieć. Jeszcze nikt, nigdy jej tak nie zranił. Nie wróciła do Londynu. Wyjechała do Warszawy, dostała się na prawnicze studia. Od wspólnych znajomych dowiedziała się, że jego nowa dziewczyna - Iza - nie żyje. Została śmiertelnie postrzelona podczas jednej z akcji. Igor długo nie mógł pogodzić się z jej śmiercią. Pił, nie chodził do pracy. Współczuła mu, wiedziała jak to jest stracić kogoś kogo się kocha. Z czasem o nim zapomniała, aż do dziś. Czyżby przeprowadził się do Warszawy? Zostawił swój ukochany Wrocław? Z zadumy wyrwała ją zimna kropla, która spadła na jej odkryte ramie. Spojrzała w górę i już wiedziała, że nie uniknie ulewy. Nie myliła się. Momentalnie lunęło jak z wiadra. W jedną ręke wzięła torebkę, w drugą buty i boso biegła przez park. Czuła się jak bohaterka taniego romansu. Park opustoszał, wszyscy gdzieś się pochowali. Wbiegła do budynu, w którym mieści się kancelaria. Odetchnęła. Resztkami sił wdrapała się po schodach. Po wejściu do kancelarii zauważyła swoich dwóch współpracowników. Oboje przyglądali się jej z ciekawością. No fakt, wyglądała jakby brała prysznic w ubraniu.
- Co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście miss mokrego podkoszulka? - zabawnie zarzuciła mokrą grzywką, minęła zdziwionych panów i jak urodzona dama usiadła na kanapie. Marek dał znak Bartkowi, który natychmiast zrozumiał o co chodzi. Wstał, zebrał z biurka plik dokumentów i wyszedł. Dębski oparł się o biurko aplikanta, skrzyżował ręce i przyglądał się  swojej wspólniczce. Było w niej coś co go przyciągało. Już dostał od niej kosza, ale postanowił jeszcze raz zaryzykować. Zniknął na chwilę, żeby przynieść jej ręcznik. Była zdziwiona jego gestem. Przecież od kilku dni nie odezwał się do niej słowem. Kiedy się osuszyła, wyciągnęła się zmęczona na kanapie. Bieg w deszczu kosztował ją stratą energii. Nie widziała, że Marek cały czas ją obserwuje. W końcu nie wytrzymał. Podszedł do niej, podniósł jej nogi i usiadł, kładąc jej nogi na swoich. Serce biło mu jak oszalałeś. Serce Agaty zareagowało tak samo. Dopiero teraz zauważył jej poprzecierane od biegu pończochy - Boli? - zapytał nieśmiało, wskazując głową na jej stopy - Trochę... - nie było jej stać na dłuższą odpowiedź, zdziwiło ją to, że w ogóle wydała z siebie dźwięk.  Drżącymi rękami zaczął masować jej stopy. Bał się jak zareaguje, ale kontynuował. Nie reagowała. Dla niej było to przyjemne. Nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. Spojrzeli sobie głęboko w oczy. Oboje zobaczyli to samo, blask i radość. Dla niego był to znak. Pochylił się delikatnie i zaczął całować jej nogę. Obawiał się, że zaraz dostanie w twarz, ale nie przestawał. Szedł wyżej i wyżej. Nie liczyło się to, że w każdej chwili ktoś może wejść. Bartek, Dorota, klient, a w najgorszym wypadku Maria. Gdy doszedł do ud, delikatnie wsunął dłonie pod jej spódnicę. Zdjął jedną pończochę, później drugą. Kątem oka widział, że jej się to podoba, więc dalej ciągnął tę przyjemną grę. Szybko poczuł szarpnięcie za krawat i w momencie jego usta spotkały się z jej ustami. Ich języki splątały się w namiętnym tańcu. Jego dłonie błądziły po jej udach. Jej dłonie wplotły się w jego włosy. Tą przyjemną zabawę przerwało czyjeś chrząknięcie...

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #66 dnia: Luty 27, 2013, 21:47:30 »
Żeby przerwać w takim momencie? Jak tak można? xDD
Jak widać zapowiada się nieźle.... :D Nie mogę się doczekać cedeka <buziak>

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #67 dnia: Marzec 10, 2013, 16:24:20 »
Am, gdzie cedek? :D Czekam z niecierpliwością!  <zakochany>

2.

Następnego dnia Agatę zbudził dźwięk telefonu. To Dorota próbowała się do niej dodzwonić.
- Hej, śpiąca królewno! Do pracy się dziś nie wybierasz? ? zapytała rudowłosa. ? Chyba za bardzo wczoraj zabalowałaś.
- Yyy, a to dziś nie jest niedziela? ? zapytała zdezorientowana Przybysz.
- Nie, kochanie ty moje. Mamy sobotę i byłabym niezwykle zaszczycona, gdybyś pojawiła się za godzinę w pracy. Przełożyłam ci spotkanie z pierwszym klientem na dziesiątą ? odparła przyjaciółka. ? A co do wczorajszego wieczora, to musimy poważnie porozmawiać.
Agata, jeszcze nie do końca rozbudzona, zachodziła w głowę, nie wiedząc, o czym Dorota mówi. Próbowała wszystko na szybko sobie przypomnieć, ale z marnym skutkiem. Nawet nie zauważyła, że nie ma na sobie piżamy, a ubrania z zeszłego dnia.
- Dobrze, ehe. Już się zbieram.
Powiedziawszy to, mecenas Przybysz wyskoczyła z łóżka i udała się prosto do łazienki. Po gorącym prysznicu przyszedł czas na skromne śniadanie i kawę. Gdy weszła do kuchni i zobaczyła wiadomość zostawioną przez Marka, nagle wszystko sobie przypomniała. Spędziła z nim miły wieczór. Nie mogła w to teraz uwierzyć. Te wszystkie wygłupy, spacer, taniec nad rzeką? Przecież to było jak bajka i zupełnie nie miało prawa się wydarzyć.
Agata wyszła do pracy godzinę przed umówionym spotkaniem z klientem. Z wielką niechęcią wsiadła do zatłoczonego autobusu. W kancelarii zastała tylko Dorotę, która wysłała Bartka do sądu. Cała trójka obiecała mu, że będzie dostawał poważniejsze zadania, więc teraz miał urwanie głowy, co bardzo chłopaka cieszyło.
- Agatko? - zaczęła mecenas Gawron, ale nie dokończyła.
- Tak?
- Wiesz, że Marek dziś nie przyjdzie do pracy?
- No domyślam się, skoro jeszcze go nie ma ? odparła Przybysz.
- A wiesz czemu? ? dalej pytała ciężarna.
- Niet ? odparła krótko Agata i spojrzała w dokumenty. Ogarnęła ją dziwna niechęć do rozmowy na temat Dębskiego.
- A nie mówił ci przypadkiem, czy nie ma ostatnio jakichś problemów czy coś? ? Dorota cały czas siedziała na rogu biurka przyjaciółki, z którego nie zamierzała się ruszyć, póki nie usłyszy jakichś konkretów.
- Nie wiem, Dorota! Co ty się tak uczepiłaś? ? krzyknęła Agata.
Dorota spojrzała na kobietę z niemym pytaniem.
- Jejku, przepraszam, nie wiem, co mnie ugryzło ? oznajmiła po chwili Przybysz. ? Jakaś taka drażliwa jestem, sama nie wiem czemu. Wybaczysz mi? ? spojrzała błagalnie na przyjaciółkę.
Dorota westchnęła z pojednawczym uśmiechem na ustach. Agacie zrobiło się lżej na sercu.
- Mówiłaś przez telefon, że chciałaś pogadać ze mną na temat wczorajszego wieczora? No więc słucham ? powiedziała brunetka i odłożyła papiery na biurko.
- A takie tam, nieważne ? machnęła ręką. - Chodziło mi tylko o twój samochód. Zabierzesz się dzisiaj ze mną, to go sobie odbierzesz. Marek już rano wpadł po swoje.
- Okej ? kiwnęła głową, zgadzając się na propozycję przyjaciółki.
Dzień upłynął dziewczynom na spotkaniach z klientami, Agata wygrała też trudną rozprawę o odszkodowanie, mecenas Gawron nie ruszała się z kancelarii. Bartek biegał po całej Warszawie załatwiając sprawy ciężarnej współpracownicy.
Późnym popołudniem, gdy mecenas Przybysz wreszcie miała chwilę na odpoczynek, rzuciła się na kanapę w swoim gabinecie. Od kilku godzin bardzo kręciło jej się w głowie i nie czuła się najlepiej.
- Heloł, noc jest od spania ? oznajmił cicho nad jej uchem Bartek.
- Ja ci zaraz dam noc ? pogroziła niemrawo z twarzą przyciśniętą do poduszki.
Aplikant przyjrzał się kobiecie dokładnie. Była cała rozpalona.
- Agata, nie chcę nic mówić, ale chyba masz gorączkę?
Mecenas spojrzała na niego spod brwi i rzekła:
- Ej, może ty się na medycynę przerzucisz, co doktorku?
- Zastanowię się ? wyszczerzył zęby Bartek. ? Masz dziś jeszcze coś do zrobienia?
- Hmm. W sumie, to nie. Miałam jechać z Dorotą odebrać mój samochód, ale chyba nie powinnam prowadzić. Wszystko się tak kręci? - przewróciła oczami.
- Jak chcesz, mogę cię podwieźć do domu, a auto odbierzesz przy okazji.
- Dzięki, młody ? posłała mu uśmiech, a on odpowiedział tym samym.
Na dworze było już całkiem ciemno, a ulicami przechadzała się mgła. Jesienna aura znów nie sprzyjała mieszkańcom stolicy ? zabieganym i zmęczonym. Mecenas Przybysz usiadła na podłodze pod oknem i, owinięta kocem, obserwowała rozmyte postacie. Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Niechętnie podniosła się z ziemi i z kocem poczłapała, by przyjąć gościa.
- Słyszałem, że się rozchorowałaś ? powiedział na przywitanie Marek. ? Jako że jest to zapewne moja wina, przyszedłem ją odkupić ? uśmiechnął się, a Agata wpuściła go do środka. ? To dla ciebie ? podał jej ozdobną torebeczkę.
Przybysz zajrzała do środka i zaśmiała się na widok wielkiej paczki chusteczek i kilku opakowań różnych leków na grypę.
- Marek, nie musiałeś? To tylko gorączka, do jutra przejdzie. - westchnęła kobieta.
- Lepiej zajrzyj, co jest pod chusteczkami ? powiedział i usiadł wygodnie na kanapie, a Agata zaczęła wyjmować wszystko z torebki. Uśmiechnęła się promiennie na widok kieszonkowego wydania kodeksu karnego. ? Podoba się?
- Kurcze, Marek, nie wiem, co powiedzieć ? rzekła, siadając obok niego i szczelnie zakrywając się kocem.
- Może po prostu podziękuj ? zaproponował, wciąż uśmiechnięty.
- Dziękuję ? szepnęła, wpatrując się w jego twarz.
- Tak się zastanawiam? Po co ci nosić ten kodeks ze sobą wszędzie? Bo to, że w celach wyższych, to już wiem.
Agata uśmiechnęła się, słysząc to pytanie.
- Zanim zaczęłam studiować prawo, koleżanka zaprosiła mnie do siebie na noc, miałam wtedy jakiegoś dołka, chciała mnie pocieszyć i takie tam. Jej mama była adwokatem i miała w domu własny gabinet. Bardzo lubiłam wtedy czytać, więc na widok tych wszystkich grubych tomów po prostu oszalałam. Chwyciłam pierwszy lepszy, jak się okazało ? kodeks karny, i zaczęłam go przeglądać? - tu na chwilę przerwała swoją wypowiedź. Dębski wpatrywał się w nią z zaciekawieniem.
- I co dalej? ?zapytał.
- Tak mi się spodobały te wszystkie kosmiczne pojęcia i zawiłe sformułowania, że postanowiłam zostać prawnikiem ? zaśmiała się delikatnie. ? A kodeks karny noszę ze sobą wszędzie, bo, może to śmieszne, ale pozwala mi się rozluźnić, gdy jestem spięta. Działa na mnie trochę jak Wisła?
Kobieta położyła głowę na oparciu kanapy i zamknęła oczy. Siedzieli w ciszy. Agatę znów ogarnęło to dziwne uczucie ciepła w brzuchu, choć było jej zimno. Marek przyglądał się jej mocno zarumienionej twarzy. Bezwiednie wyciągnął rękę w jej stronę i delikatnie odgarnął ciemne włosy z policzka. Agata natychmiast otworzyła oczy, a Dębski w momencie cofnął dłoń. Oboje byli trochę zmieszani.
- Przepraszam ? powiedział, odwracając głowę.
- Nic się nie stało ? odparła spuszczając wzrok.
Zaczęła się zastanawiać, co się z nią dzieje. I z nim. Nigdy nie byli dla siebie tacy czuli i ciepli. Zawsze się sprzeczali, dogryzali sobie ? oczywiście w żartach, ale jednak. A teraz? Pokazuje mu swoje miejsca, opowiada historie z przeszłości, gości wieczorem w mieszkaniu? Wszystko było zupełnie inaczej, niż dotychczas.
Marek, czując się niezręcznie w tej ciszy, postanowił, że już pójdzie.
- Będę się zbierał, pewno chcesz odpocząć ? powiedział i wstał.
Agata wygrzebała się z koca i również się podniosła. Odprowadziła mecenasa do drzwi.
- Jeszcze raz dzięki, że wpadłeś ? uśmiechnęła się nieśmiało.
- Drobiazg ? rzekł i wyszedł.
Brunetka oparła się o drzwi i pokręciła głową z niedowierzaniem. Wróciła na kanapę, na której jeszcze minutę temu siedzieli we dwoje. Wzięła do ręki nowiutki kodeks i zaczęła go przeglądać, kiedy usłyszała ciche pukanie. Podeszła do drzwi, spojrzała przez wizjer, a gdy zobaczyła Dębskiego, otworzyła.
- Zapomniałeś czeg? - nie zdążyła dokończyć pytania, gdyż mężczyzna przyciągnął ją do siebie, składając na jej malinowych ustach namiętny pocałunek.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #68 dnia: Marzec 10, 2013, 16:42:40 »
Oooo! Ala, jak miło! :)
 
- Zapomniałeś czeg? - nie zdążyła dokończyć pytania, gdyż mężczyzna przyciągnął ją do siebie, składając na jej malinowych ustach namiętny pocałunek.
Ach, żeby tak było w serialu...  <serduszko>

Am, gdzie cedek? :D Czekam z niecierpliwością!  <zakochany>
Yyyy... jakby to powiedzieć... nie ma ;) Postaram się szybko coś napisać ;D

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #69 dnia: Marzec 10, 2013, 16:47:17 »
To pisz, szybko! Bo ja czekam i czekam, i nie ma, i nie ma...  <placze>

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #70 dnia: Marzec 10, 2013, 17:27:16 »
Proszę :-* Ale pisane na szybko, także szału ni ma <haha>


Jego dłonie błądziły po jej udach. Jej dłonie wplotły się w jego włosy. Tą przyjemną zabawę przerwało czyjeś chrząknięcie...


Oboje zerwali się jak oparzeni. Marek niezgrabnie poprawił krawat, Agata starała się ugładzić swoje rozczochrane, jeszcze wilgotne włosy. W kancelarii stał zupełnie nieznany Markowi mężczyzna, wziął go za klienta i szybko zagadał:
- W czym mogę panu pomóc? - starał się wywżeć jak najlepsze wrażenie, ale po minie nieznajomego widział, że na nic jego starania. Spojrzał na Agatę, która była zmieszana i zawstydzona, zauważył też, że uśmiecha się do nieproszonego gościa.
- Cześć Agata - mężczyzna w końcu przemówił, ale to niezmieniało faktu, że Marek nie miał zielonego pojęcia kim jest. Przez głowę przebiegało mu kilka myśli. Może to człowiek Marczaka, a może jakiś znajomy Huberta.. był prawie pewny, że za chwilę stanie się coś złego.
- Hej Igor. Co Ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? - Agata szybko pozbierała swoje rzeczy z podłogi  - Chodź do mnie, pogadamy - Oboje znikneli za drzwiami jej gabinetu, a Dębski siedział jak wryty. Nic z tego nie rozumiał. Przychodzi jakiś podejrzany typ, wchodzi w najmniej odpowiednim momencie, zastaje ich w prawie erotycznej sytuacji, a ona tak po prostu uśmiecha się do niego i zaprasza do siebie. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości, choć sam sobie nie chciał się do tego przyznać. Zza drzwi gabinetu mecenas Przybysz słychać było śmiech. Wściekł się. Poszedł do siebie, trzasnął drzwiami tak, że Agata i Szajba usłyszeli.
- To Twój facet? - Zapytał z nieukrywaną ciekawością dawny znajomy Agaty.
- Co? Nieee... Marek... niee - zmieszała się pani mecenas, odwróciła się w stronę okna tak, aby Igor nie widział jej twarzy - to kolega.. z pracy - zdała sobie sprawę jak to niedorzecznie brzmi.
- No tak, to wszystko wyjaśnia - roześmiał się mężczyzna, ale szybko poczuł na sobie jej zabójcze spojrzenie.
- Akurat Ty nie powinieneś tego komentować! - rzuciła zdenerwowana.
- Dobrze, przepraszam. Nie gniewaj się - chciał jakoś załagodzić sytuację, bo wiedział czym grozi zdenerwowanie Agaty. Chciał uniknąć kłótni.
Tak rozmowa zeszła na inne tematy, dobrze im się rozmawiało. Nie zauważyli kiedy na zegerku pojawiła się godzina 20.10. Igor zaproponował kawę. Przybysz miała jeszcze na sobie oznaki dzisiejszej ulewy, więc postanowiła go zaprosić do siebie. Tak, zrobili. Wychodząc z gabinetu natknęli się na Marka całującego się z Marią. Agacie szybko zszedł uśmiech z twarzy, co nie umknęło Szajbie. Marek speszył się na ich widok, nie myślał, że akurat w tym momencie pojawi się Agata. Zdenerwowana kobieta wyszła z kancelarii, to samo zrobił jej towarzysz. W drodze do jej mieszkania oboje milczeli. Ona czuła się oszukana, on czuł, że każde jego słowo może być odebrane jako atak.
W mieszkaniu Agata trochę się rozchmurzyła, jakby nie chciała przejmować się tym co zobaczyła kilkanaście minut temu. Wstawiła wodę, a sama szybko poszła zmienić ciuchy, trochę się ogarnąć. Gdy wyszła wyglądała olśniewająco. Ubrana była w krótką czerwoną sukienkę, włosy miała rozpuszczone, zdążyła też zrobić sobie delikatny makijaż.. chciała zrobić jak najlepsze wrażenie na swoim byłym mężczyźnie. Udało jej się to w 100%. On siedział w salonie na kanapie, na stole stały już dwie filiżanki ze świeżo zaparzoną kawą, więc usiadła obok niego. Cały czas czuła na sobie jego wzrok. Uwodziła go swoimi ruchami. Zgrabnie założyła nogę na nogę, ręką przeczesała włosy. Zaczęła rozmowę. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. O pracy, o sporcie, o pogodzie. W tej chwili nie myślała o Marku, nie chciała o nim myśleć. Zdała sobie sprawę, że on nigdy nie postawi się Marii, nigdy nie odważy się od niej odejść, a ona nie chce być towarem zastępczym. Która kobieta marzy o tym, aby zostać tą drugą? Ona w pracy, Maria po pracy - jego niedoczekanie. Zawiodła się na nim. Wywód Igora na temat piłki nożnej przerwał dzwonek do drzwi.

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #71 dnia: Marzec 10, 2013, 17:34:40 »
Am, świetnie! <brawo> Ależ pokomplikowałaś wszystko! Teraz w głowie mam milion różnych wersji jak może się to potoczyć dalej.  <ok> Nie zwlekaj za długo z cedekiem, bo zapewne nie wytrzymam.  <serduszka>

Offline Jullcia

  • Aneta&Marek
  • *****
  • Wiadomości: 339
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #72 dnia: Marzec 10, 2013, 22:24:10 »
Am nikt by się nie obraził jak byś go już jutro napisała. Nie mogę się doczekać, bo mnie to wciągnęło. Wiesz nie daj się prosić.
No czekamy, czekamy !  <zauroczony>

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #73 dnia: Marzec 11, 2013, 18:43:46 »
Jak miło, że się podoba :-* Dziękuję Wam.  :buzki:
Jest to ostatnia część tego opowiadania, także zapraszam do przeczytania. :)
Pisane na spontanie, nawet nie wiedziałam, że to takie krótkie jest, wybaczcie.
No i nie zapominajcie, że ja też lubię czytać.  :-*




Zerwała się z kanapy i zgrabnym krokiem udała się w stronę drzwi. Spodziewała się Doroty, Bartka, nawet swojego ojca, ale nie przyszło jej do głowy, że po drugiej stronie stoi on - Marek. Zdziwiła się. Co on tu robi? Przecież jeszcze godzinę temu obściskiwał się na jej oczach z Okońską, co z resztą nie było jej obojętne. Spojrzała mu głęboko w oczy. Był w nich lekki strach, obawa, ale i był w nich błysk nadziei.
-Mogę wejść? ? zapytał z niepokojem w głosie. Ona bez słowa wpuściła go do środka. Marek wszedł do salonu i napotkał zimny wzrok potencjalnego rywala. ? Nie zajmę Wam dużo czasu? chciałem tylko? - odwrócił się w stronę Agaty, spojrzał jej w oczy i zebrał się na odwagę ? chciałem Ci powiedzieć, że rozstałem się z Marią? - stracił, odzyskaną na chwilę pewność siebie i zamilkł.
- Ale po co mi to mówisz? ? zapytała zdziwiona Agata ? Naprawdę nie musisz mi się tłuma? - nie dokończyła.
- Mówię Ci to bo Cię kocham! ? prawie krzyknął ? Jeszcze tego nie widzisz? Nie widzisz jak za Tobą szaleję? Jak robię wszystko, żebyś tylko mnie zauważyła, żebyś nie traktowała mnie jak zwykłego kumpla z pracy! Ja się staram, a tu przychodzi jakiś koleś i Ty od razu z nim wychodzisz! Tak, jestem zazdrosny! Jestem cholernie zazdrosny! Ale po co ja Ci to mówię, przecież Ty i tak nie zwracasz na mnie uwagi! ? wyrzucił z siebie wszystko jednym tchem. Na twarzy Agaty i Szajby malowało się zdumienie.
- Igor? - w końcu zebrała w sobie siłę, żeby wydać z siebie dźwięk ? możesz nas zostawić?
- Tak, chyba jestem tu zbędny ? zebrał swoją kurtkę z oparcia fotela i skierował się w stronę drzwi. Przechodząc obok Marka poklepał go po plecach i rzucił ? Powodzenia. Ale pamiętaj, jak ją skrzywdzisz to Cię znajdę? reszty się domyśl. ? jego głos brzmiał zupełnie poważnie, wychodząc uśmiechnął się jeszcze do Agaty i zniknął za drzwiami. Teraz zostali sami. Ona ? zupełnie zaskoczona jego wyznaniem i on ? zaskoczony tym, że odważył się na tak szczere wyznanie. Stali naprzeciw siebie jak bezbronne dzieci, nie wiedzieli co zrobić, co powiedzieć, jak się zachować. Agata niepewnie zrobiła kilka kroków w jego kierunku, pogładziła go delikatnie po policzku i szepnęła ? Też Cię kocham głuptasie ? niczego więcej nie potrzebowali, teraz byli dla siebie całym światem. Ich usta powoli zbliżały się do siebie, aby złączyć się w upragnionym pocałunku. Z każdą sekundą pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Szybko przenieśli się do sypialni. Tam już nic ich nie powstrzymywało. Rzucili się na łóżko i smakowali się nawzajem. On składał pocałunki na jej szyi, a jego ręce błądząc po plecach spotkały się z suwakiem od sukienki. Ona wiła się z rozkoszy pod jego silnym ciałem. Uniósł się na łokciach i spojrzał na nią. Była uśmiechnięta, radosna. Wrócił do obdarowywania jej pocałunkami, ona zajęła się jego koszulą, która szybko znalazła się na podłodze, podobnie jak jej czerwona sukienka i reszta ich ubrań. To była cudowna i pełna namiętności noc. Poranek też należał do udanych, był tak udany, że spóźnili się do pracy, co nie umknęło uwadze Doroty i Bartka. Jednak zakochani nie mieli zamiaru się ukrywać, Marek co chwila latał do Agaty, aby powiedzieć jej jak bardzo ją kocha i dać namiętnego buziaka. W końcu byli szczęśliwi, po wielu kłótniach, obrażeniach się przyszedł czas na? miłość!


KONIEC

Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #74 dnia: Marzec 11, 2013, 18:54:23 »
Am.  <serce> Cudeńko! Bardzo podoba mi się sposób, w jaki zakończyłaś tę wyjątkową historię!  <jupi> Liczę, ze na tym nie poprzestaniesz i szybko stworzysz coś nowego.  <pompony> A tu do poczytania ;)

3.

Pod Agatą ugięły się kolana. Nie miała ani siły, ani ochoty, by odepchnąć Marka od siebie. Stojąc na środku klatki schodowej, poddała się jego delikatnym pieszczotom.
W tym samym czasie pod blokiem mecenas Przybysz pojawił się jej samochód, z którego wyszedł Bartek. Agata przekazała mu kluczyki, bo chłopak zaoferował pomoc w dostarczeniu auta właścicielce. Wchodził teraz po schodach, a z góry docierały jakieś dziwne odgłosy. Zwolnił kroku i na paluszkach wspinał się coraz wyżej. Oczy niemal wyszły mu z orbit, gdy zobaczył Agatę w ramionach Dębskiego. Na początku nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Kilka sekund potem wywnioskował, że prędzej czy później ich znajomość musiała się tak skończyć. W końcu kto się czubi, ten się lubi. Nie chcąc przeszkadzać zakochanym, z uśmieszkiem na ustach powolutku się wycofał.
Z mieszkania obok wyszła sąsiadka Agaty. Prawnicy, gdy tylko usłyszeli dźwięk otwieranych odrzwi, oderwali się od siebie.
- Dobry wieczór, pani Kasiu ? przywitała się zawstydzona Agata. Dębski skinął na widok starszej kobiety głową.
- Dobry wieczór, dzieci ? uśmiechnęła się w odpowiedzi i zeszła im z pola widzenia tak szybko, jak tylko pozwoliły jej na to stare kości.
Kiedy zostali sami, nie wiedzieli, co powiedzieć. Marek rozglądał się dookoła, Agata wpatrywała się w swoje ręce.
- Przepraszam. Nie wiem, co mi odbiło ? powiedział Dębski, nie patrząc jej w oczy.
- W porządku ? mruknęła w stronę podłogi, a chwilę później zachichotała.
Marek spojrzał w końcu na kobietę. Była wyraźnie rozbawiona.
- A ciebie co tak bawi? ? zapytał, uśmiechając się również.
- Właśnie uświadomiłam sobie, że przepraszasz mnie już drugi raz w przeciągu ostatnich dziesięciu minut ? odpowiedziała.
- A tobie najwyraźniej się to podoba? - zasugerował Marek i wlepiając w kobietę swoje błękitne oczy, zaczął ostrożnie do niej podchodzić ? niczym lew zbliżający się do ofiary.
- Wcale nie? - odparła zalotnie Agata, cofając się w głąb mieszkania.
Marek wszedł i zamknął za sobą drzwi, a brunetka wykorzystała tę chwilę i uciekła do swojego pokoju, chowając się na kanapie pod kocem jak małe dziecko.
- No gdzie ona może być? ? Dębski udawał, że jej nie widzi. ? Tu jej nie ma? - powiedział, zaglądając pod stół. Zajrzał z boku szafy. ? Tu też nie? Hmm. No więc gdzie się schowała mecenas Gorączka?
Podszedł do śmiejącej się cicho i leżącej pod beżowym kocem Przybysz. Usiadł na brzegu kanapy.
- Chyba jej tu nie ma ? westchnął ciężko i zamilkł.
Agata cały czas z ledwością powstrzymywała śmiech. Bardzo bawiła ją ta sytuacja. A kiedy poczuła, że Marek zaczyna delikatnie łaskotać ją przez koc, poczęła kwiczeć wniebogłosy. Wtedy mężczyzna zerwał z niej przykrycie i rzucił się na nią, przytrzymał jej ręce i łaskotał po całym ciele. Kobieta dusiła się ze śmiechu, a Dębski nie przestawał.
- Litości! ? udało jej się wykrzyczeć pomiędzy chichotami.
Mężczyzna powoli uwolnił jej ręce i zaprzestał tortur. Wpatrywali się w swoje iskrzące oczy. Agata poczęła wycierać łzy i uspokajać oddech. Marek ostrożnie pochylał się nad leżącą wciąż kobietą. Schwycił jej rękę i teraz to on zaczął wycierać łzy brunetki, delikatnie przy tym głaszcząc po policzku. Gdy skończył, ujął jej twarz, i patrząc Agacie w oczy, musnął delikatnie jej wargi, a ona odpowiedziała tym samym. Sekundę później tonęli w pocałunkach.
Bliskość Marka wywoływała w niej niesamowitą mieszankę poczucia bezpieczeństwa i radości, swoistego rodzaju euforii. Nie czuła się przez niego uciskana, nie musiała udawać kogoś innego. Kiedy ją całował, wirował cały świat. Nie wiedziała tylko, czy dobrze robią. Czy właśnie tak to wszystko miało się skończyć. Nawet nie zastanawiała się nigdy nad tym, co do niego czuje. Czy to jeszcze przyjaźń, czy może coś więcej. Nie była pewna swoich, a tym bardziej jego uczuć. I czy on coś w ogóle czuł? Może chciał się tylko pocieszyć po zerwaniu z Marią?
Na tę ostatnią myśl wzdrygnęła się. Marek, wyczuwając jej niepewność, zaprzestał pocałunków.
- Coś się stało? ? zapytał zmieszany.
Agata podniosła się do pozycji siedzącej. Przez chwilę nic nie mówiła, patrząc w ścianę. Zastanawiała się, czy powiedzieć mu o swoich wahaniach.
- Nie, wiesz, to chyba tylko zmęczenie ? uśmiechnęła się do niego słabo, próbując ukryć smutek.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. O co chodzi? ? zapytał, chwytając ją za ręce.
- Naprawdę, nic ? powiedziała łagodnie, po czym obdarowała go kolejnym pocałunkiem.
Mecenas Dębski dopilnował, by Agata zażyła lekarstwa, przyrządził dla niej także skromną, ale pyszną kolację. Resztę wieczora spędzili na kanapie w swoich objęciach, śmiejąc się i wspominając dzieciństwo.