Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 68578 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #45 dnia: Wrzesień 27, 2012, 21:46:19 »
Cudny koniec <3
Szkoda, że już skończyłaś pisać, ale mam nadzieję, że szybko się doczekamy nowego opa :P

A teraz napiszę coś w imieniu Ewy, która nie ma dostępu do internetu aż do środy, ale przeczytała:

"Am jak żyć? Jak mam żyć bez twojego opa? Teraz nie mam neta na studiach jeszcze, dlatego męczyłam opo tela i czytam i czytam i banan na buzi, a koniec taki bezhappyendowy :( Ja kce jeszcze już!
ps. Taki termofor to ja też chce xd"

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #46 dnia: Wrzesień 28, 2012, 11:29:50 »
Dziękuję Kochane za takie miłe słowa! :-*
Postaram się napisać kiedyś coś jeszcze, ale na razie nic nie obiecuję. :)
Teraz czekam na Wasze. ;D

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #47 dnia: Październik 07, 2012, 10:33:20 »
Coś małego ode mnie :P
Przepraszam za wszelkie błędy językowe...

Agata i Marek tworzą udaną parę już od prawie roku. Marek zaczął się zastanawiać nad ich wspólną przyszłością. Wiedział, że Agata to ta jedyna, z którą chce przez całe życie zasypiać i budzić się obok niej, mieć z nią gromadkę dzieci i zestarzeć się. Nareszcie zdecydował się na krok, który miał zmienić ich życie. Kupił brylantowy pierścionek zaręczynowy, który chciał wkrótce podarować wybrance jego życia. Pamiętał jednak incydent, kiedy rzuciła Maćka dlatego, że zbyt wcześnie się jej oświadczył. Bał się tego, jak zareaguje na jego oświadczyny, jednak on był już gotowy na ten wyjątkowy krok. Postanowił zorganizować romantyczny wieczór w mieszkaniu z lampką wina i lekką przekąską. Niestety w kuchni był kiepski, a chciał zrobić niespodziankę ukochanej. Naszykował wielką tacę z pokrojonymi (krzywo xD) owocami i tylko to się pojawiło w stoliku. Oczywiście przyszykował też i kieliszki oraz butelkę szampana. Agata była pod wrażeniem małej niespodzianki, która ucieszyła ją bardziej, niż kiedykolwiek. Stolik był mały, więc siedzieli na podłodze i konsumowali owoce. Marek był w końcu gotowy na to, by się oświadczyć kobiecie, jednak Agata skradła mu całusa, który szybko przerodził się w namiętny pocałunek. Marek nie mógł się powstrzymać i oboje szybko się skierowali do sypialni, zasypując namiętnymi pocałunkami?
Minęło kilka godzin, kiedy oboje leżeli na łóżku, przykryci kołdrą. Leżeli naprzeciw siebie, patrząc się prosto w oczy. Marek delikatnie gładził jej ramię, a Agata uśmiechała się delikatnie do ukochanego. Marek nie chciał już dłużej czekać. Trochę się bał, ale w końcu przełknął ślinę i przemówił do Agaty.
- Kochanie? Mam pytanko.
- No słucham- Agacie nie znikał uśmiech z twarzy.
- Czy mogłabyś na chwilę zamknąć oczy?
Kobieta przytaknęła i wykonała polecenie. Marek sięgnął do spodni, gdzie miał schowane pudełeczko. Wyciągnął jego zawartość, wziął delikatnie prawą dłoń ukochanej, po czym zsunął pierścionek na jej serdeczny palec. Agata szeroko się uśmiechnęła i otworzyła oczy. Marek nadal trzymał jej rękę.
- Agatko? Kocham cię i wiem, że to z tobą spędzę całe życie. Długo myślałem o tobie.. o nas! I bardzo chciałbym, abyś została moją żoną. Ale ja wiem? Doskonale wiem, że ty? że to pewnie dla ciebie za wcześnie? Jeżeli nie chcesz teraz to? to za zrozumiem i przyjmę wiadomość, że nie chcesz?
Agata spojrzała się słodko na mężczyznę swojego życia. Lekko pogładziła jego policzek, po czym odparła:
- Ja też ciebie bardzo, bardzo kocham i też chcę z tobą żyć do końca życia. I niczego się nie bój, bo ja przyjmuję twoje oświadczyny, głuptasku!
Marek odetchnął szybko z ulgą. Pocałował jej delikatnie w czoło.
- Kocham cię, skarbie- odparł krótko.
- Ja ciebie też?- wyszeptała, zbliżając się do niego. Objęci wrócili do namiętnych i gorących pocałunków?

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #48 dnia: Październik 10, 2012, 20:28:26 »
Karo, nie przepraszaj tylko pisz! Więcej i więcej. :-*
Miło z rana (w sumie już po 11 ;) ) przeczytać takie słodkie opowiadanie. :buzki:




Takie coś nasmarowałam z nudów :P


Płakała. Nie potrafiła powstrzymać łez. Leżała na łóżku i wylewała hektolitry łez. Nie spała, nie jadła. Od trzech dni nie miała ochoty na nic. Nie miała ochoty, bo czuła, że jej życie się skończyło. Zadawała sobie tylko jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego to spotkało właśnie ją? Była zła na cały świat, rozczarowana, zawiedziona. Przecież było tak pięknie. Wszystko zaczynało się układać. Była szczęśliwa. Była z Nim, z mężczyzną, którego pokochała całym sercem. On też ją kochał. Twierdzi, że kocha nadal. Jednak ona gdzieś zagubiła swoją miłość. Nie potrafi już z Nim być. Nie mogłaby. Było jej ciężko pogodzić się z tym wszystkim. Kolejny raz los pokazał jej, że nie szanuje jej uczuć, że się nią bawi. Los, którego nienawidziła za to, że to on ma nad nią władzę. Uwziął się na nią. Dlaczego na nią? Co ona mu zrobiła, że się na niej mści podsuwając jej mężczyzn, którzy ją ranią. Mężczyzn oszustów i podłych kłamców. Czy na świecie nie ma normalnych facetów? Czy tylko ona trafia na samych popaprańców? Najpierw Hubert, który tak naprawdę nie był Hubertem. Później Maciek, który zostawił ją, bo nie była gotowa na ślub. A teraz Marek.. kiedy już myślała, że to ten jedyny znowu okazało się, że mężczyzna potrafi tylko ranić. Przestała wierzyć, że jest księżniczką, która trafi w końcu na królewicza na białym koniu, który nigdy jej nie okłamie, nie zdradzi. Królewicz spadł z konia i nigdy do niej nie dotrze. Powoli oswaja się z tą myślą.
Marek - mężczyzna, za którym nie przepadała. Ich rozmowy zawsze kończyły się kłótnią. Aż w końcu jednak skończyła się dość niespodziewanie. W jej mieszkaniu, przy lampce czerwonego wina. Ich usta plątały się niewinnie, szybko przerodziło się to w namiętny pocałunek. Była szczęśliwa. Widziała w jego oczach radość. Odważył się. Wyznał jej miłość. Nie wierzyła w swoje szczęście, ale.. no właśnie, zawsze jest jakieś 'ale'. Marek był z Marią, kobietą, której szczerze nie znosiła. Nie chciała o tym myśleć. Tej nocy była tylko dla niego. Nic się nie liczyło. Obudziła się w jego ramionach. Obiecał jej, że zakończy związek z Okońską. Tak też zrobił. Myślała, że wszystko się ułoży, że będzie szczęśliwą kobietę, ale.. i znów jakieś 'ale'.. Marek ją zdradził. Z nią.. Marią, która życzliwie ją o tym poinformowała. W jednej chwili wszystko stracił sens. Kochała go, a on zranił ją bez najmniejszych skrupułów. Oszukał ją. Nie miał odwagi by się przyznać. Stchórzył. Twierdził, że to nie prawda. Nie chciała słuchać. Nie chciała na niego patrzeć. Brzydziła się nim. Rozwalił jej marzenia. Przekreślił ich ot tak. Zabawił się jej uczuciami, zadrwił z niej. Bolało. Tak strasznie bolało. Dzwonił, przychodził, wystawał pod drzwiami. Nie obchodziło jej to. On dla niej już nie istniał. Był nikim.
Dorota próbowała go bronić. Namawiała ją do tego by z nim porozmawiała, żeby dała mu wyjaśnić. Mówiła, że Marek cierpi, że snuje się po kancelarii. Zwierzył się Dorocie, że nigdy nie zdradził Agaty, że Maria to wymyśliła. Błagał by pomogła mu skontaktować się z Agatą. Nie udało się. Agata nie chciała nikogo słuchać. Była jak w transie. Marek już dla niej nie istniał. I nigdy nie zaistnieje.
Wyciągnęła starą mp trójkę, nałożyła słuchawki i włączyła muzykę. Wyświetlił się tytuł Mela Koteluk - Wolna. Zbieg okoliczności? Wsłuchała się.


Tyle
Tyle zdarzeń łączy nas
Tyle
Tyle zdarzeń jeszcze łączy nas

Wyobraźnia wolna
od tygodnia nie pozwala
mi spokojnie spać
Gdy kobieta kocha
od ciszy pęka głowa i starzeje twarz
Powrotów nie przewiduję.


Zasnęła.
Obudził ją dzwonek do drzwi. Nie miała ochoty nikomu otwierać. Ten ktoś, kto stał po drugiej stronie drzwi nie dawał za wygraną. Marek? Gdyby to był on wrzeszczał by na cały blok, że jest niewinny. Pewnie Dorota. Wstała. Poczłapała do drzwi. Po drodze minęła lusterko. Przeraziła się swoim wyglądem. Może to dobrze? Wystraszy gościa i nie będzie musiała z nim gadać. Otworzyła drzwi. Zobaczyła jego. Chciała zamknąć. Nie zdążyła. Wepchnął się do środka. Nie chciała na niego patrzeć. Tak bardzo go kochała. Mimo wszystko był dla niej najważniejszy. Marzyła o tym, żeby się do niego przytulić. Musiała jak najszybciej przegonić te myśli ze swojej głowy. On znów tłumaczył. Błagał, żeby mu uwierzyła. Nawet go nie słuchała. Miała gdzieś jego tłumaczenia. Odwróciła się i chciała iść do innego pokoju. Poczuła szarpnięcie i jego usta na swoich. Nie miała siły się opierać. Sama nie wierzyła w to co się stało. Kochała się z nim. Z mężczyzną, który tak ją zranił. Nie mogła mu wybaczyć. Leżała teraz obok niego, a w jej głowie myśli toczyły wojnę. On nadal zapewniał, że nigdy jej nie zdradził. Pierwszy raz przeszło jej przez głowę, że to może Okońska kłamie, przecież jej nienawidzi. Wstała, poszła do łazienki. Ogarnęła się. Gdy wyszła jego już nie było. Więc jednak kłamał? Zrobiła sobie mocną kawę i usiadła przed telewizorem. Włączyła jakiś nudny film. Znów ktoś pukał do drzwi. Otworzyła i zamarła. W progu stał Marek i Maria. Czyżby przyszli oznajmić jej, że się pobierają? Nogi się pod nią ugięły. Czuła, że zaraz się rozklei. Myliła się. Maria przyznała się, że wymyśliła zdradę, żeby się na niej zemścić. Przeprosiła i odeszła. Teraz ona stała na przeciwko mężczyzny, którego osądziła zbyt szybko. To ona skrzywdziła jego swoimi oskarżeniami. Rzuciła mu się na szyję i się rozpłakała ze szczęścia. Przytulił ją. Znów poczuła ten jego przyjemy zapach. Uwielbiała to. Kochała go i wiedziała, że on kochał ją.
<na_poduszce>

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #49 dnia: Październik 10, 2012, 21:53:29 »
Ach... Cudnie! <3333
Zakochałam się w twoim opowiadaniu... Po prostu... Kocham to!  <zakochany>

Offline Markoagatoholiczka

  • MarGatoGatkoLichoholiczka
  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 43
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #50 dnia: Październik 12, 2012, 18:40:17 »
Ja nie mogę <dedła> mmmmrrr <zakochany>
Body Am... Wiesz, że wracasz mi chęci do życia?   <serduszko> Pisz jeszcze, pisz więcej! Kce długiego opa!  <serduszko> Jedynie twoje opa trzymają mnie przy życiu, bo niestety studia tą chęć odbierają :(
  Jak sobie wyobraziłam Marka pod drzwiami Agatki to <ahhhh - odchyla się klasycznie  z uśmiechem na ustach>

Kcem więcej! <serduszko>
"Markowe gatki znakiem markowym Marka. Agatka w szoku, a Ewka w kanarkach" <3
"I ciągle sobie zadaje pytanie: W jakich gatkach chodzi dziś moje kochanie?" <3
Lichy <3

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #51 dnia: Październik 26, 2012, 21:58:26 »
Moja mała wizja do sceny w 10 odcinku (zdjęcia: http://img9.eastnews.pl/th/small/arch10/dvd0677/01/EN_01054618_0125.jpg, http://img8.eastnews.pl/th/small/arch10/dvd0677/02/EN_01054618_0177.jpg)

Agata siedziała na kanapie. Ostatni raz przeanalizowała dokumenty po wygranej sprawie znajomego Marka, który był podejrzany o zabójstwo żony. Kiedy już skończyła i miała ochotę położyć się spać, usłyszała dzwonek do drzwi. Była trochę zdziwiona, bo to już późna pora, jednak postanowiła sprawdzić, kto ją jeszcze odwiedza. Przy drzwiach stał nikt inny, jak? Marek.
- Co ty tu robisz?- Agata lekko się uśmiechnęła, jednak była zdziwiona jego wizytą.
- Stoję- odparł krótko mężczyzna- Stoję i czekam, aż mi otworzysz.
- No? Dobra odpowiedź. A celem tej wizyty jest?- lekko się oparła o drzwi.
- No? Przede wszystkim to chce ci podziękować za pomoc, którą okazałaś Adamowi*. Wiedziałem, że mogę zawsze na ciebie liczyć.
- Ciekawy wstęp?- odparła Agata.
- I co? Będę ciągle tak stać, czy mnie w końcu wpuścisz?- mężczyzna złożył ręce, ciągle się patrząc na Agatę.
- Nie no, wchodź!- zgodziła się kobieta, a Marek z chęcią wszedł do środka. Zatrzymał się przed salonem. Agata znowu zdziwiona stała przed nim.
- Chyba nie tylko to jest celem twojego przybycia, czyż nie?- kobieta zaczęła podejrzewać. Marek lekko posmutniał.
- I jesteś jedyna, która mnie rozumie- odparł smutno- Muszę z tobą porozmawiać.
- A więc słucham- Agata ciągle patrzyła się na Marka.
- To chodzi o mnie i o Marię- zaczął.
- A co się stało?
- No bo ja? i ona? to?- trochę nawijał.
- Marek, spokojnie!- odparła szybko.
- Bo my to już? nie jesteśmy razem- w końcu wyznał.
- Ale jak to? Jak to już nie jesteście razem?- Agata nie mogła uwierzyć.
- Niby to chodzi tylko o tą sprawę, ale czuję, że od dawna mi się z nią nie układa. I to od bardzo, bardzo dawna. Ja już jej nie kocham?
- Marek! Ale? to chyba nie?- Agata już myślała o najgorszym.
- Nie, nie. To nie przez ciebie.
Agata odetchnęła z ulgą.
- To dzięki tobie!- dodał. Agata o mało nie wywróciła się z wrażenia.
- Słucham?- chciała potwierdzenia. Marek nic nie odpowiedział. Lekko ją objął w pasie, po czym zaczął ja do siebie zbliżać. Agata była w szoku. Kiedy ich usta dzielił centymetr, kobieta wyszeptała.
- Marek, ja?
- Ciii?- mężczyzna położył palec na jej ustach. Agacie wypłynęła mała łza. Mężczyzna zauważył to i delikatnie wycierał łzę. Patrzyli się na siebie głęboko w oczy. Kolejno Marek ogarnął kosmyki jej ciemnych włosów, by zobaczyć jej całą, piękną twarz. W końcu złączył swoje gorące usta na wargi koleżanki. Agata była zszokowana tymże gestem, jednak nie protestowała. Objęła ręce wokół jego szyi i oznajmiła pocałunek, który był początkowo nieśmiały, ale szybko się przerodził w bardzo namiętny. W tym momencie to oni byli całym światem. Nic, co było obok, nie istniało. W objęciach oddawali coraz to bardziej zmysłowe pocałunki. Ich języki wykonywały miłosny taniec. Ich ciała były gorące od żaru uczuć. W końcu Marek przerwał pocałunek, a Agacie nadal spływały łzy szczęścia. Mężczyzna delikatnie musnął jej czoło i oparł się o jej głowę. Nadal byli w swoich objęciach.
- Agata?- wyszeptał delikatnie, a kobieta spojrzała się na mężczyznę swojego życia.
- Może jest to trochę głupie i mnie uznasz za wariata?. No i pewnie powiesz, że to za wcześnie i?
- No mów, głuptasku!- wykrzyczała ze śmiechem- Ja tez cię kocham!- odparła i teraz Marek stał jak wryty.
- Ale? Ale ty masz Maćka- od razu zauważył, a Agata znów się zaśmiała.
- Maciek już od dawna nie jest w moim życiu. Już od ponad trzech miesięcy- szybko wytłumaczyła. Marek znowu się zdziwił.
- Jak to? Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś?
- A po co miałam mówić? Nie potrzebnie bym tobie zawracała głowę.
- Bo od trzech miesięcy bylibyśmy już razem.
Agata ponownie się zdziwiła. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw.
- Już od bardzo dawna czuję do ciebie coś takiego, że od razu szaleję- Marek uśmiechnął się do Agaty- Kiedy cię widzę, kiedy rozmawiam z tobą? To mam ciarki po uszy! Wieczorem często myślę o tobie i o tym, co robisz z tym? Maćkiem. Byłem o ciebie szaleńczo zazdrosny, ale przy mnie była Maria i tylko ona powodowała, że nikt nie widział tej zazdrości. Teraz wiem, że to ty jesteś moim światem i że to z tobą chcę spędzić wolne chwile.
Agata delikatnie się uśmiechnęła. Rzuciła się na jego ramiona, po czym Marek znowu złożył na jej ustach namiętny i pełen miłości pocałunek?


* Musiałam dać jakieś imię, bo w streszczeniach nie jest podane, jak ma na imię przyjaciel Marka

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #52 dnia: Październik 27, 2012, 10:18:51 »
Karo, bardzo mi się podoba ta wizja! ;) Świetne. :-* Pisz, pisz! :)

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #53 dnia: Październik 27, 2012, 15:19:57 »
Dziękuję bardzo :buziak: I ty też pisz :D

Offline malina-carpie

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #54 dnia: Grudzień 25, 2012, 19:08:44 »
Amaranth, przeczytałam twoje opowiadania,żałuję,że zobaczyłam je dopiero teraz i że jest ich tak mało. Są cudowne, śmieszne, wciągające, takie w stylu Margaty. Idealne po prostu. Ja i Karo chcemy więcej, dlatego zapraszamy  Cię na  http://serialprawoagaty.streemo.pl/,  tam się wszystkiego dowiesz, kim jestem i o co chodzi. Bez obaw,atmosfera jest tam fajna, prawie rodzinna :* Będziemy zaszczyceni, jeśli sie dołączysz do nas :* :)

Offline malina-carpie

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #55 dnia: Luty 24, 2013, 19:17:23 »
Jedno z pierwszych opowiadań na stronie społeczności Prawa Agaty i pierwsze zamieszczone tutaj. Napisane koło listopada, akcja zaczyna się w rejonie siódmego odcinka II serii. Mam  nadzieję, że będzie względnie dobrze :) :) :) :)


Nadszedł nowy dzień.Mecenas Przybysz obudziła się koło ósmej i od razu powitały ją słoneczne promienie, wdzierające się do pokoju przez niezasłonięte okno. Zbliżyła się do niego, otworzyła je i odetchnęła głęboko. Zbliżała się jesień, wyjątkowo lubiana przez Agatę. Przez chwilę cieszyła się,że jest tak piękna pogoda, ale po minucie jej radość zniknęła, gdyż przypomniała sobie wydarzenia z wczoraj, kiedy to jej chłopak tak samo jak przed laty z nią zerwał. Wszystko przez to,że znalazła ten pierścionek i powiedziała mu,że za niego nie wyjdzie. On poczuł się urażony i zakończył ich związek. Zabolało ją to,ale z drugiej strony poczuła ulgę. Jednak zadra pozostała,a kobieta nie miała najlepszego humoru. Postanowiła,że dziś dłużej popracuje nad papierkową robotą w kancelarii.Gdy powzięła to postanowienie, szybko się ubrała , umalowała się, zjadła śniadanie i ruszyła do pracy.
Gdy przyszła, wszyscy już byli. Szybko przemknęła do swojego gabinetu, nie miała ochoty na rozmowę z nikim. Szybko wzięła się do pracy i chwilę potem zapomniała o całym świecie. Minęło dwie godziny. Agata dalej siedziała w gabinecie, co nie uszło uwadze Dębskiego. Czuł,że coś jest nie tak i postanowił dowiedzieć się o co chodzi. Wiedział,że dalej jest na niego zła za to sprawę z Hubertem, ale... za bardzo się o nią martwił,żeby ją tak zostawić. Póżnym popołudniem zrobił jej kawę, kanapki i tak uzbrojony poszedł do gabinetu ambitnej pani mecenas. Wszedł i zobaczył kobietę, piszącą coś na komputerze. Bez zastanowienia położył na stole ekwipunek i usiadł na krześle, stojącym przed biurkiem. Nie zwracała na niego uwagi,ale on niezrażony powiedział:
- Agata pogadamy?
- Jest o czym?- zapytała oschle
- Tak. Posłuchaj, jeśli chodzi o Huberta, to ja nie wiedziałem,że Maria prowadzi jego sprawę.- wyznał
- Marek wiem,ale nie powinieneś wchodzić z buciorami w moje życie.Wtedy na komisariacie dałabym sobie rady bez twojej pomocy, jestem dużą dziewczynką- powiedziała zirytowana, nieco podniesionym tonem
- Ach tak? w takim razie możesz być pewna,że już nie stanę ci na drodze- wykrzyknął i wybiegł.
Agata została sama. W końcu poczuła zmęczenie i zaczęła zbierać się do domu. Po drodze zahaczyła o bar, zjadła coś ciepłego i udała się do domu. Gdy dotarła wzięła kąpiel i poszła spać.
Nazajutrz jak co dzień wyszła do pracy i w drzwiach natknęła się na Dębskiego, który wychodził do sądu. Minęli się bez słowa, obrzucając się wrogimi spojrzeniami. Gdy udał jej się wejść, zobaczyła Dorotę i Bartka. Chwilę z nimi pogadała, a potem wzięła ważne dokumenty i udała się na spotkanie na mieście.Potem poszła do sądu i wróciła koło 17 do kancelarii. Zaczęła wypełniać papierki. Nim się obejrzała była 19. Budynek opustoszał, był tylko Dębski, który też pracował. Pech chciał,że spotkali się w kuchni, gdzie udali się, aby zrobić sobie kawę. Panowała niezręczna cisz, którą przerwał Marek:
- Przepraszam Agata za wczoraj, może faktycznie za bardzo wtrącam się do twojego życia, ale to dlatego,że się martwię.
- Ja też nie byłam bez winy. Pomogłeś mi, a ja miałam tylko pretensje. Przepraszam.
- To może w ramach zakopania topora napijemy się wina, zamiast kawy?- zaproponował
- W porządku.
Marek wyciągnął wino, kieliszki i rozlał trunek do nich. Usiedli naprzeciwko siebie i zaczęli rozmawiać:
- Agata nie chce być wścibski,ale co się dzieje? Ostatnio jesteś jakaś inna, zamyślona. Dużo pracujesz, mało odpoczywasz. Co jest?- zapytał
- Nic - odpowiedziała szybko
- Przecież widzę.
- Dobrze skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to ci powiem.Nie jestem już z Maćkiem.- powiedziała podniesionym głosem
- Przykro mi Agata.
Potem opowiedziała mu całą historię i nagle nie wiedzieć czemu po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Radko płakała,ale teraz nie mogła się powstrzymać, choć bardzo chciała,żeby mężczyzna nie zobaczył jej słabości. Jego też zaskoczył ten widok, ale nic nie mówiąc podszedł do niej i mocno ją przytulił. Kiedy się uspokoiła, zaczął koniuszkami palców ścierać jej łzy, a potem gładzić jej policzek. Ona poddawała się temu bez żadnych protestów, Bardzo potrzebowała bliskości, kogoś kto ją pocieszy. Gdy w pewnej chwili Marek spojrzał w jej błękitne oczy, zrozumiał,że ta wariatka jest mu bliższa niż przypuszczał.Od dawna wiedział,że nie jest mu obojętna,fascynowała go pod każdym względem.W tym momencie odżyło to wszystko co czuł podczas ich pierwszego pocałunku i niewiele myśląc zrobił to samo co wtedy.Agata odpowiedziała na ten pocałunek, ale po chwili oderwała się od niego i wyszła bez słowa...Wsiadła do auta i udała się do domu. Tego dnia było wyjątkowo ślisko, padał od rana rzęsisty deszcz, a po niebie snuły się ołowiane chmury. Brzydka pogoda, ale nic dziwnego w końcu był początek listopada. Agata długo stała w korkach oddając się rozmyślaniom na temat Dębskiego, ich znajomości, pocałunków..... Miała mętlik w głowie, nie rozumiała jego zachowania, nie wiedziała co ma robić w tej sytuacji. Wreszcie, kompletnie skołowana dotarła do domu. Postanowiła się odstresować, przy "grzańcu" i dobrym seansie filmowym. Jak pomyślała, tak zrobiła. Obejrzała film , wypiła całą butelkę wina i mocno wstawiona poszła spać, nawet się nie przebierając. Następnego ranka, po przebudzeniu czuła jakby całe stado słoni przebiegało jej po głowie. Miała solidnego kaca, była otępiała i zła. Szybko zebrała się do pracy, po raz kolejny w drodze myśląc wbrew woli o Marku. Gdy dojechała do kancelarii, wiedziała jak się zachowa wobec niego po wczorajszych wydarzeniach. Pogadała chwilę z Bartkiem i Dorotą, a kiedy zjawił się Dębski, pod pretekstem nawału pracy czmychnęła z kawą, proszkami na ból głowy, do gabinetu. Tam oddała się papierkowej, zaległej robocie, aż do południa. O 12 poszła po nową porcję kofeiny i pech chciał, że natknęła się na Marka. Byli sami, bo pozostali współpracownicy byli w sądzie, Głośno przełknęła ślinę i niepewnie podeszła do ekspresu. Jej wspólnik, nie tracąc chwili, oznajmił:
- Agata, chyba musimy pogadać o tym co się stało . Chyba znowu nie powiesz mi, że nie było żadnego wczoraj.
- O ci chodzi?- zapytała, jednocześnie przewracając ze zniecierpliwienia oczami i robiąc sobie kawę
- O to, do jasnej cholery, że między nami coś zaszło i to dwukrotnie, nie zamiatajmy tego po dywan, udając, że nic nas nie łączy poza przyjaźnią- powiedział podniesionym tonem.
- Słuchaj, żeby było jasne. Między nami nic nie było, nie ma i nie będzie. Nasze pocałunki to tylko wynik impulsu, chwilowego mojego załamania, tyle- odpowiedziała chłodno. Sięgnęła ręką po filiżankę, A Dębski błyskawicznie uchwycił jej nadgarstki i usiłował ją przyciągnąć do siebie, jednak ona równie szybko i zręcznie uwolniła się od jego dłoni i powiedziała ostro wkurzona:
- Dębski, do cholery! Zostaw mnie w spokoju, przestań się mną bawić, odczep się. Od teraz łączą nas tylko kontakty służbowe i te w obecności Doroty i Bartka! Jasne?!- zapytała, a raczej wykrzyczała
- Jasne jak słońce, święta Pani mecenas! Spełnię chętnie twa prośbę, bo mnie doprowadzasz do szału, tylko nie przychodź wypłakiwać mi się w rękaw, kiedy Hubercik albo Maciuś, znów skrzywdzą waszą wysokość- powiedział podniesionym, kpiącym głosem i dostał siarczysty policzek, tak mocny ,że aż się zatoczył. Agata wybiegła, Marek za nią, gdy zdał sobie sprawę, że skrzywdził osobę, którą kocha! Tak kocha, wbrew sobie, ale jednak! Nie zdołał jej dogonić i poszedł na spacer do parku, z każdą sekundą coraz bardziej wyrzucając sobie swoje zachowanie, żałując swych słów i czynów.....
Tego dnia już ani Marek, ani Agata nie wrócili do kancelarii. Każde z nich, na swój sposób próbowało odreagować dzisiejszą kłótnię, która choć się do tego nie przyznawali, przysporzyła im wiele bólu. Marek spędził wieczór z Okońską w ich wspólnym mieszkaniu. Niedawno pokłócili się o tę sprawę z Hubertem, ale szybko doszli do porozumienia i wszystko pozornie wróciło do normy. Pozornie, ponieważ Dębski coraz częściej był niepewny swoich uczuć do Marii, nie był pewny czy ją kocha. A Agata... no cóż od dawna nie była mu obojętna. Na początku ich znajomości bardzo go irytowała, później gdy prowadzili razem sprawę, a następnie kiedy poznał jej historię, bardzo się do siebie zbliżyli. Marek coraz częściej szukał sposobności, żeby z nią przebywać, łapał się na tym, że coraz częściej myśli o niej, nie jak o przyjaciółce.....Jednak po tej kłótni stwierdził, że musi dać sobie z nią spokój, przecież ma Marię, planują wspólną przyszłość....
Zjedli razem kolację, po czym Dębski chwycił Okońską za rękę i skierowali się w stronę sypialni....Agata natomiast umówiła się na przyjacielskie spotkanie z Maćkiem, z tych samych pobudek co Dębski; żeby zapomnieć, nie myśleć. Jednak obojgu to nie wyszło. Następnego dnia spotkali się wszyscy , aby omówić sprawy organizacyjne, dotyczące finansów kancelarii. Dorota i Bartek wyczuli spięcie między Dębskim i Agatą, więc postanowili zainterweniować. Ustalili, że Bartek spróbuje wziąć na spytki Agatę, a Dorota porozmawia z Markiem. Nic jednak się nie dowiedzieli, oboje milczeli jak zaklęci, zapewniając, że jest wszystko ok, więc postanowili dać spokój i poczekać, aż emocje opadną i zainteresowani sami się dogadają. Jednak miesiące mijały, a ich relacje nie poprawiły się ani o jotę. Do pewnego marcowego dnia.....
Początkowo zaczynał on się zupełnie normalnie. Wszyscy stawili się w czwartkowy ranek, w kancelarii, nawet Dorota która była w 9 miesiącu ciąży. Od pewnego czasu miała mniej spraw, ale chodziła do pracy, żeby, jak mówiła nie zwariować w domu Wraz z Agatą wypiły kawę, poplotkowały i rozeszły się do obowiązków.
Po południu przyszedł Dębski i zwołał zebranie, jak zwykle pod koniec miesiąca. Rozmawiali akurat o finansach, gdy nagle na twarzy Doroty ukazał się grymas bólu i strachu. Agata zareagowała błyskawicznie i zapytała:
- Dorota wszystko ok?
- Ja zaczynam rodzić! Odeszły mi wody i skurcze zaczynają być coraz...- nawet nie skończyła, gdyż Marek złapał kluczyki od auta, Agata pomogła jej wstać i zawieźli ją do szpitala. Bartek został wysłany po jakieś osobiste drobiazgi do jej domu, Gdy dotarli do szpitala, szybko wzięto Dorotę na porodówkę, a im kazano czekać przed salą. Czas mijał, a oni nic nie wiedzieli. W końcu Agata mocno zdenerwowana krzyknęła:
- Dlaczego nikt nie wychodzi? Mam nadzieję, że wszystko jest ok- dodała cicho
- Spokojnie Agatko, wszystko będzie w porządku- wyrwało się Dębskiemu
- Agatko? A od kiedy ty jesteś taki miły?- powiedziała zirytowania
- Posłuchaj, może to nieodpowiedni moment, ale bardzo chciałbym przeprosić za tamtą kłótnię i wyjaśnić...- nie dokończył, bo Agata oschłym głosem stwierdziła:
- Tak, to nie jest odpowiedni czas i miejsce
- Wrócimy jeszcze do tej rozmowy, nie odpuszczę- skwitował Dębski, który od pewnego czasu nosił się z zamiarem pogodzenia się z Przybysz. Agata nie zdążyła zaprzeczyć, bo jednocześnie z sali wyszedł lekarz i przyjechał Bartek z zawiadomionym Wojtkiem. Gdy byli w komplecie, lekarz zapytał, czy ma do czynienia z bliskimi Doroty, a gdy otrzymał twierdzącą odpowiedz, powiedział:
- Podczas porodu wystąpiły komplikacje, jednak Pani Gawron i jej córce nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Obie są zdrowe, jednak będą musiały zostać na dłuższej obserwacji
- A czy możemy do niej wejść?- zapytał Wojtek.
- Dobrze, ale tylko na chwilę i nie wszyscy, bo Pani Dorota jest dość osłabiona- powiedział z wahaniem
- To w takim razie może pójdę ja i Bartek? Ktoś musi pojechać do domu i ogarnąć sytuację, zająć się dziećmi, bo zostały same- tu popatrzył na Agatę i zapytał:
- Agata mogłabyś?
- Jasne, nie ma sprawy- odpowiedziała
- Zawiozę cię- zaofiarował się Marek.
Chciała zaprotestować, ale Wojtek przytaknął Dębskiemu i nie chcąc wszczynać kłótni, niechętnie się zgodziła. Podróż mijała im w milczeniu. Gdy dotarli do domu, zastali straszny bałagan i chłopców, którzy siedzieli i oglądali telewizję. Szybko zaczęli sprzątać, a gdy z tym się uporali, wytłumaczyli chłopcom zaistniałą sytuację. Później okazało się, że nie ma nić do jedzenia, a wszyscy są bardzo głodni. Mały Filip upominał się o naleśniki, więc Agata przy pomocy braci wzięła się do pracy, uruchamiając swoje zdolności kulinarne. Chwilę potem dołączył się Marek, który na kilka minut opuścił pomieszczeni, aby zadzwonić do Marii i wszystko jej wytłumaczyć. Ochoczo przyłączył się do pracy. Na początku Agata i Dębski byli trochę skrępowani sytuacją w jakiej się znaleźli, ale z upływem czasu atmosfera dzięki chłopcom się rozluźniła i w kuchni Gawronów co chwilę wybuchał śmiech. Okazało się, że Marek i Agata tworzą zgrany duet i świetnie gotują. Chłopcy chętnie im pomagali, z zainteresowaniem słuchając ich wspomnień z studenckich lat. Ponadto wszyscy bez sprzeciwu jedli naleśniki, nawet te lekko przypalone. W takiej miłej atmosferze minęło trzy godziny, nastał wieczór. Przybysz i Dębski zagonili Jaśka do nauki, a sami podzielili między sobą zadania do wykonania: Marek sprzątał w kuchni, a Agata miała wykąpać Filipa, a potem wszyscy razem mieli obejrzeć bajkę. W międzyczasie zadzwonił Wojtek, aby upewnić się, czy wszystko ok i informując, że przyjedzie rano, bo chce być przy żonie i nowo narodzonej córce. Prawnikom to nie przeszkadzał, no nie mieli na jutro zaplanowanych żadnych ważniejszych spraw, tylko spotkania z klientami. Gdy kuchnia była sprzątnięta, Filip wykąpany, cała trójka usiadła przed telewizorem. Agata usadowiła się koło chłopca, a parę minut później między nimi usiadł Marek i zaczęli oglądać ulubiony seans młodego Gawrona. Filip oglądał bajkę z zainteresowaniem, w przeciwieństwie do pary prawników, którzy raz po raz obdarzali się ukradkowymi spojrzeniem, myśląc o sobie nawzajem. Oboje zdali sprawę, że cieszą się z takiego obrotu sprawy, uświadomili sobie, że cała złość już nich się ulotniła i ,że bardzo im siebie brakowało. Tak rozmyślając nie zauważyli ,że Filip już śpi. Nie chcieli go budzić, więc dalej oglądali bajkę, aż ich zmorzył sen. Gdy rano wrócił Wojtek ujrzał niecodzienny widok przytulonych do siebie prawników, a obok jego syna, który głowę miał na kolanach Dębskiego. Po cichu zrobił śniadanie i zaczął ich budzić. Agata i Marek byli dość zawstydzeni, tym że spali w swoich objęciach i tak zastał ich Wojtek. Nie mieli pojęcia jak to się stało, ale udawali, że to nic takiego. Zjedli śniadanie, porozmawiali o narodzinach nowego członka rodziny, dowiedzieli się, że Dorota ma wyjść dopiero na weekendzie. Prawnicy postanowili, że udadzą się do niej jeszcze przed pracą. Pół godziny później pojechali. Po drodze mieli podjechać pod pod mieszkanie Dębskiego i Przybysz. Gdy udali się pod pierwszy adres Marek zorientował się ,że Marii nie ma. Początkowo był tym zdziwiony, ale przypomniał sobie, iż miała wyjechać do Krakowa w sprawach służbowych na tydzień. Ucieszony faktem, że nie musi się jej spowiadać, wykąpał się, przebrał i wrócił do Agaty czekającej na dole. Później zahaczyli o mieszkanie Agaty . Mężczyzna wprosił się na górę pod pretekstem obejrzenia mieszkania. Tak naprawdę chciał podpatrzeć ją gdy się przebierała, podobnie jak tamtego wieczoru w hotelu i miał zamiar porozmawiać z nią o ich relacji. Poszła się kąpać, a on lekko i dyskretnie ją podpatrywał, ciesząc oko. Gdy wyszła, momentalnie ścięło go z nóg. Miała na sobie czarną sukienkę sięgającą jej przed kolano, która podkreślała jej wspaniałe długie nogi. Włosy miała rozpuszczone, była bez butów. Szybko założyła jakieś stojące w przedpokoju i zaczęła malować usta błyszczykiem. To już było już za wiele jak dla niego. ?Cholera, jestem tylko facetem?. Postanowił przerwać krępującą ciszę i zagadnął:
- Ładnie wyglądasz- zmierzył ją świdrującym spojrzeniem i uśmiechnął się szelmowsko
- Dziękuję- odpowiedziała
- Słuchaj mamy sporo czasu, możemy pogadać?
- A o czym?- zapytała
- Jeszcze pytasz? O tym co nas łączy..
- A łączy nas coś?- zapytała, udając że nie wie o co mu chodzi
- Dobrze wiesz o co mi chodzi- stwierdził zbliżając się na taką odległość, że stykali się nosami Oho, robi się niebezpiecznie- pomyślała i szybko powiedziała:
- Dobra Dębski zbieramy się- oddaliła się i potem poszli do samochodu. Pojechali do szpitala, gdzie zobaczyli Dorotę i jej córkę. Dowiedzieli się, że wszystko ok. Największą niespodzianką okazało się imię dziecka, wybór padł na Agatę. Jakby tego było mało zostali poproszeni o to, żeby byli rodzicami chrzestnymi. Bardzo się ucieszyli z tej propozycji i naturalnie zgodzili się. Po godzinie musieli jechać do kancelarii. Byli sami, bo Bartek był w sądzie. Rozeszli się do swoich obowiązków. Przez resztę dnia pracowali, nie mieli czasu nawet dokończyć rozmowy. Minęły dwa tygodnie. Powoli wszystko wracało do normy. Dorota zajmowała się dzieckiem, więc jej obowiązki przejął Bartek, który choć miał 2 razy więcej roboty, cieszył się z każdej sprawy. Relacje między Dębskim a Przybysz były coraz lepsze. Oczywiście kłócili się, nawet bardzo często, ale ich stosunki była bardzo bliskie, spędzali dużo czasu razem, co nie uszło uwagi Okońskiej. Coraz częściej wybuchały nieporozumienia o Agatę i sprawę Huberta, którą Maria prowadziła. Czuła, że między Markiem a jego wspólniczką jest coś więcej niż przyjaźń. Starała się ratować swój związek, ale na próżno, było coraz gorzej. Już nie umieli ze sobą rozmawiać, nie potrafili pójść na kompromisy, coraz rzadziej ze sobą sypiali, a gdy już sypiali, on zamiast Marii widział Agatę..... Ostateczna kłótnia i rozstanie miały miejsce na początku maja, dwa tygodnie przed chrztem Agatki Gawronównej i trzy tygodnie przed ostateczną rozprawą Huberta. Kłótnia Dębskiego z Okońską zaczęła się niewinnie. Marek przejęzyczył się i do swojej ?ukochanej? powiedział Agata. Początkowo Okońska nie zwróciła na to większej uwagi, ale po chwili ocknęła się i zaczęła wypytywać prawnika o jego relacje z wspólniczką. Słysząc jego mętne tłumaczenia, domyśliła się wszystkiego i zrobiła mu karczemną awanturę, która zakończyła się rozstaniem pary w mało przyjemnych okolicznościach. Maria rozwścieczona wyrzuciła walizkę mężczyzny przez okno. Dębski nie chciał dolewać oliwy do ognia, więc postanowił, że wyjaśni sytuację z mieszkaniem. Tymczasem wziął walizkę i po dłuższych wahaniach postanowił, że pójdzie do Agaty pogadać o tym co się stało, bo choć nie kochał Marii był z nią bardzo długo i jakaś zadra po zakończeniu tego związku pozostała. Wsiadł do samochodu i ruszył ulicami Warszawy do mieszkania wspólniczki. Był wieczór, więc na drogach nie było specjalnie dużego ruchu. Marek dotarł do mieszkania Agaty w piętnaście minut. Gdy znalazł się przed drzwiami kobiety, zadzwonił dzwonkiem. Po chwili usłyszał lekkie kroki kobiety i kilka minut później zobaczył ją w drzwiach. Na jej widok po raz kolejny stanął jak wryty. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Zdał sobie sprawę, że ona nawet w worku po ziemniakach wyglądałaby pięknie. Wtedy miała na sobie króciutką, ciemnoniebieską sukienkę. Najwyraźniej była zdziwiona jego wizytą i nie czekając na wyjaśnienia zagadnęła:
- Hej co ty tu robisz?- w tym momencie zobaczyła walizkę stojącą obok i bez ogródek zapytała:
- Stało się coś?
- Jak mnie wpuścisz to ci wyjaśnię- powiedział trochę zirytowany.
- Jasne, wejdź i rozgość się- to mówiąc, zrobiła mu przejście Wszedł do mieszkania i rozsiadł się w kuchni. Kobieta krzątała się do kuchni, a on w zamyśleniu podziwiał jej sylwetkę? Wreszcie z rozmyślań wyrwał go jej głos:
- Czego się napijemy, do tego ciasta?- zapytała kładąc na stole pokrojoną szarlotkę - Herbaty, wina?- kontynuowała
- Może wina- odparł. Po chwili z ciekawością przyglądając się szarlotce, zapytał:
- Sama piekłaś?
- Owszem, a co boisz się, że cię otruję?- powiedziała ironicznym głosem.
- No nie wiem, z tobą nigdy nic nie wiadomo- stwierdził rzucając jej zagadkowe spojrzenie
- Spokojnie, jeszcze parę lat chcę popracować w zawodzie- prychnęła, jednocześnie mocując się z butelką czerwonego wina.
- Daj, pomogę ci- zaofiarował się
- Spoko, dam radę. Muszę tylko zamiast tego przeklętego otwieracza użyć nożyczek
- Nożyczek?- zapytał zdziwiony.
- Tak, to stara sprawdzona metoda bydgoska.
-Ta, której użyłaś w kancelarii, jak oglądaliśmy ten film- upewnił się
- Tak, ta sama. Kurczę zdradzam ci moje największe sekrety- zaśmiała się, a potem dodała:
- Pamiętasz ten wieczór? Przecież dawno to było- stwierdziła
-Chcąc, nie chcąc pamiętam wszystkie chwile spędzone z tobą- odparł poważnie patrząc jej w oczy
- Serio?- zapytała, zauważając, jednocześnie że Marek się do nie przysunął
- Naprawdę- to powiedziawszy zbliżył się na taką odległość, że ich usta dzieliły milimetry... Prawnik ciężko westchnął i ruszył za kobietą. Chwilę później rozsiedli się obok siebie na podłodze i wtedy mężczyzna opowiedział Agacie o zerwaniu z Okońską, w międzyczasie dolewając im wina i jedząc szarlotkę. Wkrótce wino podziałało na Dębskiego, rozplątał mu się język i powiedział jej dlaczego rozstali się z Mari. Agata była w szoku, gdy Marek powiedział jej o przyczynie swego rozstania z Marią i wyznał, że jest dla niego kimś bardzo ważnym, choć po części wbrew jego woli. Ona nic nie mówiła, tylko słuchała zwierzeń Dębskiego i biła się z myślami. Z jednej strony czuła to samo, co i to od dawna. Broniła się przed tym tak samo, jak on, ale serce nie sługa. Jednak, gdy zaczynała myśleć o ich ewentualnym związku, w jej głowie zapalała się czerwona lampka. Bała się kolejnego związku, który mógł się skończyć fiaskiem, jak dwa poprzednie, obawiała się, że znowu zostanie skrzywdzona. Tak rozmyślając, nawet nie zauważyła jak Dębski z powodu ilości wypitego alkoholu i wrażeń z całego dnia, położył głowę na jej kolanach i usnął. Właśnie jego pochrapywanie, sprawiło, że ocknęła się z letargu. Nie za bardzo wiedziała co ma zrobić. Nie chciała go budzić, ale też nie za bardzo uśmiechało jej się spędzić pół nocy w pozycji siedzącej. Postanowiła, że jak najdelikatniej uwolni się od jego ciała, wstanie i pomoże mu dotrzeć do kanapy. Nie chciała, żeby nazajutrz oprócz kaca doskwierał mu ból pleców z powodu spania na podłodze. Troszczyła się o niego, bo.....go kochała, choć wtedy nie była w stanie się do tego przyznać przed samą sobą, Jak pomyślała, tak zrobiła. Nie bez trudu, ale doprowadziła Marka na kanapę i przykryła go kocem. Sama z pustą butelką, talerzem i kieliszkami udała się do kuchni. Zmyła naczynia, posprzątała trochę kuchnię, a gdy zobaczyła na zegarze ,że jest trzecia w nocy, wzięła prysznic i poszła spać.
Następnego dnia, Agatę obudziły jakieś dźwięki pochodzące z kuchni. Czym prędzej wstała i udała się w tamtym kierunku. Gdy doszła, zobaczyła Marka ubranego we wczorajsze ciuchy, który kończył przygotowywać śniadanie. Kiedy ją zobaczył zagadnął
- Hej wyspałaś się? Mam nadzieję, że nie jesteś zła za to, że się tak panoszę po twoim mieszkaniu- zażartował
-Co ty, dzięki tobie pierwszy raz od dawna zjem normalnie śniadanie, na spokojnie, bez pośpiechu. Dzięki- mówiąc to obdarzyła go tym uśmiechem, który najbardziej u niej lubił.
- No widzisz, bardzo dobrze zrobi ci to śniadanie, jesteś bardzo szczupła- powiedział mierząc ją od stóp do głów. Tą uwagą nie chciał jej urazić, pragnął podtrzymać rozmowę i zobaczyć jak złości. ?Jest wtedy taka piękna, bardziej niż zwykle? pomyślał. Efekt został osiągnięty, kobieta lekko zirytowana powiedziała:
- Proszę, jaki opiekun się znalazł
-Oj nie złość się, żartowałem- powiedział z szelmowskim uśmiechem, jednocześnie , obejmując Agatę w talii. Zbliżał się do niej, aby skraść jej buziaka, ona specjalnie się temu nie opierała.... Początkowo bardzo delikatnie musnął jej policzek, a później trochę śmielej zaczął kierować się do jej ust...., a wtedy Agata odepchnęła, go sama nie wiedząc dlaczego. Coś w jej głowie ostrzegało ją, żeby tego nie robiło, a serce, że naprawdę kocha tego facet, który teraz zdezorientowany stał koło niej. Zdrowy rozsadek zwyciężył... Po chwili niezręcznej ciszy, Marek z wyraźnym smutkiem w głosie powiedział:
- Co się stało? Myślałem, że czujesz to samo co ja.... Agata nie odpowiedziała nic na jego sugestie, tylko stwierdziła
- Słuchaj Marek, to jest dla mnie za wcześnie. W ostatnim czasie byłam w dwóch związkach, które zakończyły się katastrofa, zresztą ty też niedawno skończyłeś swój związek. Musimy ochłonąć i przemyśleć czego tak naprawdę chcemy. Nie spieszmy się, dajmy sobie trochę czasu.
-Jak chcesz- odpowiedział z pozoru obojętnie, ale Agata wiedziała, że jest trochę zawiedziony. Chwilę porozmawiali o jakiś głupotach, sytuacja była dość napięta, więc czym prędzej udali się do pracy. Pojechali osobno do pracy, źli na siebie nawzajem, a Agata postanowiła, że musi wyjechać z Warszawy, chociaż na kilka dni. ?Poukładam swoje sprawy i wyjadę. Tylko gdzie??- myślała. Po momencie ją olśniło" Bydgoszcz"- na tą myśl uśmiechnęła się do samej siebie. W kancelarii wpadła na Dębskiego odbierającego pocztę od Bartka. Zdawkowo przywitała się z nim, a on równie lakonicznie odpowiedział. Odebrała korespondencję, pogadał z Bartkiem i poszła do gabinetu pracować. To samo zrobił Dębski. Napiętą atmosferę zauważył Bartek, nawet chciał zainterweniować, ale zaraz potem pomyślał, że prędzej czy później prawnicy się pogodzą, jak zwykle. Doroty nadal nie było, całą swoją uwagę poświęcał małej Agatce, której chrzest miał się odbyć za miesiąc. Wszyscy pozostali, nie narzekali więc na brak zajęcia. Agata postanowiła, że wszystkie sprawy pozamyka tego dnia, poprosi współpracowników o urlop, a sprawy przekaże Bartkowi, który nadal trochę się dąsał, że dostaje za mało spraw. Nie wiedziała na ile wyjedzie, ale los sam jej to określił. W porannej poczcie przyszło pismo z sądu, w którym Agata została powołana na świadka w sprawie Huberta. Termin ją trochę zdziwił, bo został przesunięty o 2 tygodnie, ale później gdy, była w sądzie, dowiedziała się na korytarzu od znajomego adwokata o chorobie Okońskiej, która była powodem przesunięcia rozprawy. Wieczorem poinformowała panów z kancelarii o swojej prośbie, oni początkowo trochę niechętnie, ale zgodzili się. Później pojechała do Doroty i ona też się zgodziła. Zasiedziała się u niej trochę i gdy wróciła do domu był 19. Szybko spakował się, ogarnęła się i swoje mieszkanie, a potem ruszyła na dworzec. Nie chciała jechać swoim mocno sfatygowanym autem takiej trasy, więc postanowiła pojechać pociągiem. Nie uprzedzała też ojca o swojej wizycie, chciała zrobić mu niespodziankę. Gdy dotarła na dworzec, okazało się ,ze pociąg jej zwiał i na następny musi czekać godzinę. Po 60 minutach przyjechał i wreszcie skierowała się do celu. Po kilku godzinach, w środku nocy stała zmęczona i głodna przed drzwiami domu rodzinnego. Nie miała kluczy, więc zadzwoniła dzwonkiem. Ojciec rozespany, w piżamie, otworzył drzwi i gdy zobaczył swoją córkę, wyglądał jakby zobaczył ducha. Oczywiście wpuścił ją, zrobił jej posiłek, przygotował posłanie w jej dawnym pokoju, a ona w międzyczasie się wykąpała. Oczywiście tatuś obiecał, że jutro weźmie ją na spytki. Agata lekko się zaśmiała, zjadła i poszła spać. Następnego dnia, obudziły ją dopiero koło 10, promienie kwietniowego słońca, wdzierające się przez niezasłonięte okno do pokoju Agaty w jej pokoju, w jej rodzinnym mieszkaniu. Wstała, poprzeciągała się, podeszła do okna. Otworzyła je i uśmiechnęła się sama do siebie, widząc widok jej ukochanej Bydgoszczy. Wróciła do najlepszych lat jej życia, burzliwego okresu młodości, czasu pierwszych miłości, rozczarowań, cierpienia, ale i radości. Z tych rozmyślań wyrwał ją brzęk naczyń, dochodzący z kuchni." Oho, pewnie ojczulek robi śniadanie. Jak za dobrych, starych czasów"- pomyślała. Poszła do kuchni, zobaczyła nakryty stół i ojca siedzącego przy nim. Przywitała się buziakiem i wzięła się do jedzenia. Wcinała aż się jej uszy trzęsły, pyszne zapiekanki z serem i szynką, a wszystko popijała aromatyczną, zieloną herbatą. Andrzej chwile przyglądał się jej z rozbawieniem, a później poważniejąc spróbował się dowiedzieć, dlaczego jego jedyna córeczka pojawił się tak nagle w domu. Podejrzewał, że ma to związek z Markiem, ale gdy o to zapytał, nie chciała mu nic powiedzieć, zresztą jak zwykle i natychmiast zmieniła temat na bardziej neutralny. Zapytała ojca o jego plany, a on uprzedził, że idzie na stadion przeprowadzić trening z młodymi piłkarzami koło 13. Postanowiła, że pójdzie z nim, potem pojedzie na grób mamy i wieczorkiem posiedzi w domu. Powiedziała mu o tych planach, on zaproponował jej swoje towarzystwo, a Agata z radością się zgodziła. Posiedzieli trochę, gawędząc ze sobą. Agata była silnie związana ze swoim ojcem, choć ich relacje były nieco szorstkie. Kochała go nad życie i gdyby było trzeba skoczyłaby za nim w ogień, podobnie było z jego strony. Od zawsze, choć tego nie okazywał, był z niej dumny i uważał ją za największe szczęście, które mu się przytrafiło. Nim obejrzeli się, było za piętnaście 13. Wstali od stołu i ruszyli spacerkiem na stadion. Punktualnie doszli na miejsce, Andrzej zajął się pracą, a Agata przysiadła na trybunach i z rozbawieniem patrzyła jak jej poczciwy ojciec surowo strofuje młodych chłopaków. Dwie godziny później trening się zakończył, oni wypełnili swój plan, a wieczorem zasiedli z winkiem na tarasie. Wieczór był ciepły, Agata piła jeden kieliszek za drugim, ojciec przyglądał się jej z niepokojem, ale nic nie powiedział tylko słuchał. Po kilku głębszych Agacie rozwiązał się język i opowiedziała Andrzejowi całą historię z Markiem, o swoich uczuciach i obawach. Agata była wstawiona, ale kontaktowała, wiec Andrzej udzielił jej kilku rad. Tego wieczoru oboje poszli późno spać, a następny dzień spędzili na miłym odwiedzaniu starych kątów. W takiej fajnej, sielankowej atmosferze minęły 2 tygodnie. Pewnego piątkowego wieczoru, jak co dzień zadzwoniła Dorota i zaprosiła Agatę na chrzciny swojej córki, a jej chrześnicy, które miały odbyć się za dwa dni. Kobieta oczywiście obiecała, że przyjedzie. W sobotę rano kupiła małej prezent, w międzyczasie wytłumaczył wszystko ojcu, który zgodził się ją puścić, dopiero wtedy, gdy obiecała przyjechać jeszcze w tym roku. Późnym popołudniem, żegnana przez ojca, wracała do Warszawy z nową energią, wypoczęta, zdystansowana. Wieczorem po powrocie, zadzwoniła do Doroty ,żeby zapytać ją o szczegóły, po czym przygotowała ubranie, zjadła kolację, wykąpała się i poszła spać, nie mając świadomości jak wiele się jutro wydarzy?. Następnego dnia, obudziła się koło ósmej spokojnie zjadła śniadanie, ubrała małą czarną i czarne, eleganckie szpilki. Następnie zrobiła lekki makijaż, związał włosy, ubrała płaszczyk, wzięła prezent i tak uzbrojona udała się do kościoła. Tam już byli wszyscy goście, łącznie z Dębskim, którego dosłownie wbiło w podłogę, gdy zobaczył Agatę. Głośno przełknął ślinę, a chwilę później odbyła się ceremonia, z której niewiele pamiętał, ponieważ cały czas patrzył się i myślał o stojącej obok Agacie. Jej nieobecność doprowadzała go do furii, czuł jakby brakowało mu powietrza, nie mógł nigdzie znaleźć sobie miejsca. Tęsknił i to bardzo, był pewny, że kocha tą drobną, nieco stukniętą brunetkę, która teraz obecnością sprawiała, że czuł się najszczęśliwszym facetem na świecie. Chłonął jej wygląd, zapach, każdy gest. Po półtora godzinie msza dobiegła końca i wszyscy udali się do domu Doroty na małą imprezę. Mijały kolejne minuty, godziny, a Marek nie miał nadal sposobności, żeby pogadać z Agatą sam na sam. Prawniczka czuła się trochę obco w tym towarzystwie, wiec postanowiła pod byle jakim pretekstem się zmyć. Wymówiła się bólem głowy, ale zamiast do mieszkania pojechała do kancelarii, aby w pracy zapomnieć o swoich smutkach, o Marku. Jej zniknięcie zanotował adwokat, który po krótkim odstępie czasu również zmył się po angielsku z tej imprezy, jako powód podawszy nawał pracy. Tak naprawdę chciał pogadać z Agatą, wytłumaczyć i pierwsze kroki skierował do jej mieszkania, ale pocałował klamkę. Udał się więc do kancelarii, gdzie zastał kobietę. Spotkali się w kuchni, a gdy mężczyzna ją zobaczył zażartował:
- Ładnie to tak kłamać i z imprezy uciekać?
- Kompletnie nie wiem o co ci chodzi- powiedziała Agata
- Dobrze wiesz- mówiąc to zmierzył ją takim spojrzeniem, że aż ją ciarki przeszły.
- Oj tam, po prostu mam sporo pracy, a Dorota uznałaby mnie za nienormalną, gdybym jej tak powiedziała
- Akurat- prychnął- Przyznaj się, że zwiałaś z mojego powodu- powiedział przechwalczym głosem. Mówiąc to oparł się rękami o blat szafki, o którą Agata opierała się biodrami. W ten sposób znaleźli się w ścisłym kontakcie, a ich twarze dzieliło kilka centymetrów.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo Dębski- powiedziała z ironią. On na to nie zwrócił większej uwagi, tylko patrzył w jej błękitne tęczówki, swoim iskrzącymi oczami. Po chwili milczenia powiedział: - Masz dużo pracy? Może uda mi się cię wyciągnąć w moje ulubione miejsce, na mały spacer?
- No nie wiem, nie wiem. Napisz podanie, załącz zdjęcia, a ja rozważę twoją propozycję w ciągu miesiąca- nadal się z nim drażniła.
- Hmmm, nie odpowiada mi to, możemy negocjować?- zapytał zbliżając się do niej jeszcze bardziej
- No w sumie....- nie dokończyła, bo Dębski wziął ją za rękę, porwał marynarkę i wyprowadził na zewnątrz, nie przyjmując sprzeciwu. Zresztą Agata nie protestowała, posłusznie wyszła za nim.
Gdy znaleźli się na polu, przeszył ją dreszcz, nie wzięła swojego płaszcza, a Dębski widząc jej dygotanie, odstąpił jej swoją marynarkę.
- Dzięki- Agata obdarzyła go uśmiechem
- Nie mogę pozwolić, żebyś się przeziębiła- odparł
Udali się na spacer ruchliwymi ulicami Warszawy. Przy przebieganiu jednej z nich, Marek chwycił dłoń Agaty, czemu ona się nie sprzeciwiła. Po półgodzinie byli w ulubionym miejscu Marka nad Wisłą. Agata oparła się o barierkę i przyglądała się na przemian gwiazdom i szumiącej cicho wodzie. Dębski robił to samo, stojąc koło prawniczki. Zapanowała cisza, którą przerwała Agata:
- No dobra, po co mnie tu przyprowadziłeś?- zapytała nieco wojowniczo.
- Żeby ci coś powiedzieć
- Niby co?- powiedziała zirytowana.
- To- odpowiedziała i zanim kobieta się obejrzała, objął ją w pasie i pocałował. najbardziej namiętnie jak potrafił. Prawniczka poddała się temu, bez żadnych oporów. Wiedziała, że kocha tego" bufona" i chce z nim być. Przez kilkanaście minut całowali się, a ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Agata objęła mocniej Dębskiego w pasie, za to on zaczął błądzić rękami po jej plecach. Dotarł do zamka sukienki i gdyby nie to, że byli na dworze, bez oporów by go rozpiął. Po dziesięciu minutach oderwali się od siebie i niemal równocześnie zaśmiali. Później chwycili się za ręce i ruszyli przed siebie. Po drodze Marek powiedział Agacie, że wyjaśnił wszystko z Okońską i wrócił do swojego mieszkania. Później zaczęli wspominać swoje młodzieńcze lata, przerywając je pocałunkami. Wreszcie dotarli pod mieszkanie Agaty. Kobieta oparła się o drzwi i zapytała Dębskiego
- Wejdziesz, na herbatę? On uśmiechnął się szeroko, popatrzył na nią iskrzącymi tęczówkami i przyjął propozycję. Ledwo przekroczyli próg mieszkania, zaczęli się całować, pozbywając się w kolejnych pomieszczeniach swojej garderoby. Gdy dotarli do jej sypialni, przeszli do sedna, robiąc to o czym oni od dawna marzyli. Kilka godzin później, gdy leżeli w łóżku zaczęli wspominać początek swojej znajomości, jak zwykle się drażniąc, a później zasnęli wtulenie w swoje ramiona? Rano, gdy Dębski się obudził, zauważył, że nie ma Agaty, ale chwile potem usłyszał hałas w kuchni i tam też się skierował. Prawniczka stała przodem do blatu, w jego koszuli, a tyłem do nadchodzącego Dębskiego. Ten zmierzył ją wzrokiem podszedł do niej i przytulił ją w pasie. Ona odwróciła się do niego i zapytała: - Jak się spało?
- Świetnie- odpowiedział z uśmiechem. Potem zapytał:
- Śniadanie robisz?
-A tak, Zjesz ze mną?- powiedziała rozbawiona Agata
- Wiesz, chętnie, ale mam lepszy pomysł- skwitował i nie czekając na jej reakcję wziął ją na ręce i zaniósł w stronę sypialni.... Cały dzień spędzili razem, oglądali zdjęcia rozmawiali i pili wino. Nazajutrz, gdy już poszli do pracy od progu, powitały ją pytania Bartka i Doroty. Udzielili im bardzo wymijających odpowiedzi i udali się do swoich gabinetów, aby chociaż udawać, że pracują. Zdradzili się jednak przed Dorotą, kiedy to wpadła bez zapowiedzi do gabinetu Agaty i zobaczyła prawników w niedwuznacznej sytuacji. Dębski i Przybysz przerwali swoje pocałunki, uśmiechnęli się znacząco, a Dorota nie czekając na wyjaśnienia, powiedziała rozbawiona:
-No proszę. Ładnie to tak oszukiwać najlepszą przyjaciółkę? Para nic nie powiedziała, a Dorota stwierdziła z dumą
- A nie mówiłam, że się polubicie?- puściła im oczko i wyszła, aby nie przeszkadzać zakochanym. Oboje wy buchnęli śmiechem, a później Marek zapytał żartobliwie:
- Kobieto, co ty ze mną wyprawiasz? - Ja?- udała oburzenie- No ty, a kto? Mówiłem ci już, że cię kocham jak wariat- zapytał, a ona pokręciła przecząco głową
- No to ci mówię- powiedział i po raz kolejny ją pocałował, a między pocałunkami Agata powiedziała
- Też cię bardzo kocham. Wrócili do pracy, wieczorem dla odmiany udali się do mieszkania Dębskiego, spędzili razem noc zjedli śniadanie i pojechali do pracy. Od tamtej pamiętnej nocy u niej, tak było już codziennie. Spędzali ze sobą prawie cały czas, chodzili na randki, a ich przyjaciele obserwując ich szczęście byli pewnie, ze są dla siebie stworzeni. Oni sami nie wyobrażali sobie już życia bez siebie, W międzyczasie odbyła się rozprawa Huberta, na której Agata zeznała całą prawdę, obciążając swojego byłego " narzeczonego". Nawet Okońska była dla niej miła, bo jak się później okazało związała się z mecenasem Olszewskim, tym przed którym Marek " obronił" Agatę. Zapadł wyrok skazujący na Sułeckiego, wtedy widziała go po raz ostatni. Zamknęła tamten rozdział i zaczęła nowe życie z Markiem u boku...Kilka miesięcy później zaręczyli się, a po roku, dokładnie w rocznicę pierwszego spotkania wzięli ślub.


KONIEC






Offline Ala94

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #56 dnia: Luty 24, 2013, 19:45:13 »
Wstawiam tu pierwszą część mojego opowiadania, które stale piszę. :) Tak dla rozkręcenia imprezy. :D

1.

Ulewny deszcz zadudnił w szyby mieszkania Agaty Przybysz. Zegar wskazywał 6 rano, a za oknem było jeszcze ciemno. Ta jesień? Od wielu lat jej nie lubiła. Wszystko było oprószone szarością, ludzie ubrani w ciemne płaszcze kroczyli we mgle jak duchy. Rozmyty obraz stolicy napawał ją sennością, odciągał od pracy. W takich chwilach Agata często uciekała myślami we wspomnienia, gdy była małą dziewczynką. Jeszcze wtedy każda jesień kojarzyła jej się z pięknymi kolorami liści, które uwielbiała łapać w powietrzu, kiedy te spadały na ziemię. W dzieciństwie każda pora roku jest ekscytująca. W dorosłym życiu ? niekoniecznie.
Prawniczka wypełzła z łóżka prosto w stronę łazienki, gdzie zażyła gorącej kąpieli, która postawiła ją na nogi. Jeszcze tylko kawa, gryz maślanej bułeczki i może ruszać do kancelarii.

- Cześć Bartek! ? zawołała tuż nad uchem rozpłaszczonego na biurku chłopaka.
- Jezus Marian! ? aplikant skoczył jak oparzony, o mało nie wybijając zębów Agacie. ? Co jest?! Chcesz żebym zawału dostał?! ? wykrzyczał, rozglądając się jeszcze nieprzytomnym wzrokiem dookoła, czy rzeczywiście nic się nie stało.
- Zawału to ja o mało nie dostałam, gdy tu weszłam. Leżałeś jak zabity, już po karetkę chciałam dzwonić, bo w momencie zapomniałam zasad resuscytacji krążeniowo-oddechowej i zapewne bym ci nie pomogła, a ktoś przecież musi napisać zaległą apelację ? kobieta zaśmiała się cicho i puściła mu oczko. Chłopak tylko pokręcił głową i westchnął. ? Dębski i Dorota już są?
- Ymmm? Tak. Nie. Nie wiem ? wystrzelił zdezorientowany młodzieniec. ? Podejrzewam, że jeszcze nie. Zapewne żadne z nich nie darowałoby mi takiej pobudki ? Bartek wywrócił oczami, ziewając.
- Noc jest od spania ? pouczyła go, mierzwiąc jego i tak już rozczochrane włosy, po czym wzięła do ręki pocztę dla niej przeznaczoną i zaczęła ją przeglądać.
- Jakoś nie mogłem zasnąć. Chyba jest pełnia ? tłumaczył się.
- A wiesz, od zawsze podejrzewałam, że jesteś wilkołakiem.
Bartek spojrzał na nią jak na kosmitkę, po czym oboje buchnęli śmiechem. W tym momencie do kancelarii wszedł przemoczony Marek, a za nim Dorota, która wyglądała, jakby dopiero co zeszła z wybiegu dla modelek.
- No, no, kochana, ciąża ci służy. Wyglądasz olśniewająco ? Przybysz pochwaliła przyjaciółkę. ? Marek, może weźmiesz przykład z Doroty? Coś niewyraźnie dziś wyglądasz ? Agata wyszczerzyła zęby do kolegi, który obdarzył ją spojrzeniem spod byka. Dorota przybiła jej piątkę i obie panie powędrowały do swoich gabinetów, kręcąc przy tym na pokaz zgrabnymi tyłeczkami. Obaj panowie obserwowali je niczym w amoku, a kiedy znikły z pola widzenia, brutalnie wrócili do rzeczywistości.
- Bartek, powieś gdzieś moją kurtkę, żeby wyschła ? rozkazał naburmuszony Dębski.
Chłopak spojrzał na swojego pracodawcę i z nutką ironii rzekł:
- Babcia zawsze mówiła mi, że jak się wyjdzie na deszcz, to ten z każdego zmywa wszelkie negatywne emocje. Chyba nie brała pod uwagę jednego, wyjątkowo opornego samca?
Marek, ku zdziwieniu Bartka, który spodziewał się oberwania po głowie mokrą gazetą, zaśmiał się.
- Wybacz, nie wiem, co mnie ugryzło. Ta pogoda chyba tak na mnie działa. No wiesz, te jesienne depresje i inne duperele ? mruknął mecenas, kręcąc głową, jakby nie mógł uwierzyć, że i jego dopadły takie problemy. Typowo kobiece przecież? Jednak z jego strony była to tylko gra przed chłopakiem. Powód jego niezadowolenia był zupełnie inny. Nie chciał wciągać w to młodzieńca.
Dzień wszystkim bardzo się dłużył. Dorota załatwiła jedną sprawę spadkową, wygrała rozprawę o alimenty i nie miała już więcej zleceń. Ciąża stawała się coraz bardziej zaawansowana i musiała ograniczać ilość obowiązków ? taki był warunek, skoro nie chciała siedzieć cały dzień w domu. Agata spotkała się z trójką swoich klientów ? nic ciekawego. Dębski natomiast miał mnóstwo roboty, więc dziewczyny postanowiły mu ?pomóc?...
- Mareczku, co możemy dla ciebie zrobić? ? zapytała przymilnie Dorota, wchodząc z Agatą do jego gabinetu.
- A co, dziś dzień dobroci dla zwierząt? ? zmarszczył czoło i wybałuszył oczy ze zdziwienia, ale w głębi poczuł przyjemne ciepło.
Agata z przyjaciółką usiadły na brzegach mareczkowego biurka, Dorota skrzyżowała ręce na piersi, mecenas Przybysz skrywała coś za plecami. Obie wlepiły w niego słodkie oczka.
- Haha, niemożliwe, wy coś knujecie. Gadać, ale to już, co jest grane, hę? ? teraz to on skrzyżował ręce i uparcie wpatrywał się w swoje współpracowniczki.
Dorota spojrzała znacząco na Agatę. Ta druga skinęła głową na znak gotowości i ukazała Dębskiemu dostojną butelkę czerwonego wina oraz soczek w kartoniku dla mecenas Gawron. Panie momentalnie ukazały wszelkie swoje uzębienie.
- No nie, to jest obraza sądu! Gadać, która na to wpadła? Obiecuję, że kara będzie łagodna, jeśli winowajca sam się przyzna do popełnienia czynu zabronionego ? wyrecytował z wielką powagą Mareczek.
Panie opuściły głowy. Żadna się przyznać nie chciała, a przyjaciółka przyjaciółki nie wyda.
- Bo będę musiał zastosować tortury? - zagroził.
- A będzie boleć? ? spytała cichutko Agata, przygryzając dolną wargę, próbując ukryć uśmieszek.
Marek spojrzał na nią z udawaną dezaprobatą, pogroził palcem i schwycił butelkę.
- Pozwólcie, że skonfiskuję materiał dowodowy i wyślę go do prokuratury?
Dębski schował butelkę pod marynarkę, wstał z krzesła i ruszył w stronę drzwi. Na progu odwrócił się i ujrzał przyjaciółki, które udawały płacz.
- No idziecie, czy sam mam to wszystko wypić? ? zawołał w stronę pań.
Sekundę później wyszedł z gabinetu w towarzystwie dwóch pięknych kobiet. Bartek spojrzał na nich z niedowierzaniem.
- Ekhem? A gdzie to się wybieracie? ? zapytał chłopak, gdy wesoła trójka zbliżała się w stronę dziwy wyjściowych z kancelarii.
- Idziemy się integrować u Dorotki ? wyjaśniła Przybysz. ? No już, ubieraj się i jedziemy! Ruchy, ruchy, nie będziemy czekać w nieskończoność!

Październikowe popołudnie przyniosło dużo słońca i powiewy ciepłego wiatru. Poranny deszcz wysechł, powietrze pachniało w ten wyjątkowy, jesienny sposób. Miasto nabrało znów barw od wirujących liści. Przyjaciele postanowili wykorzystać tę niecodzienną przychylność pogody i zabawić się w ogrodzie. Panowie wynieśli na zewnątrz składane krzesła oraz ciężki stół, a przedstawicielki płci pięknej ruszyły przygotować kanapki i sałatkę. Kiedy już wszyscy wygrzewali się w promieniach popołudniowego słońca i zajadali pysznościami, Agata zadała nurtujące ją od jakiegoś czasu pytanie:
- Dorotko, a gdzie jest twój mąż marnotrawny i dzieciaki?
Nagle wśród zebranych zapanowała cisza. Męska część towarzystwa nie zauważyła wcześniej braku trzech muszkieterów.
- Ano, cóż. Muszę się pochwalić, że MÓJ MĄŻ zabrał chłopców na całą noc do centrum nauki. Jasiek ma nową pasję, mianowicie chyba oberwał jakimś meteorytem i non stop jęczy, żeby mu kupić teleskop. Od paru dni wisi w oknie i gapi się na gwiazdy. A jak go do łóżka chcę zagonić, to mówi, że nie będzie spał, póki tego teleskopu nie dostanie ? Dorota przewróciła oczami.
Tu zebrani buchnęli soczystym śmiechem, a mecenas Przybysz lekko zakrztusiła się winem. Na szczęście Mareczek był blisko, niczym bohater poklepał ją w plecki i uratował od uduszenia. Agata, w podzięce, zaserwowała swojemu wybawcy kuksańca w bok i skwitowała to stwierdzeniem: ?palant?. Bartek spojrzał na tę dwójkę podejrzliwie.
- Tak, śmiejcie się z biednej matki Polki, śmiejcie ? naburmuszyła się Dorota i skrzyżowała ręce na piersi. ? Ale przynajmniej dzisiaj mam święty spokój i nie muszę wam zazdrościć, że nie macie dzieci! ? pokazała język przyjaciołom.

Integracja trwała do wieczora, kiedy to słońce już zaszło i powiało chłodem. Bartek musiał wyjść wcześniej, bo w pośpiechu zapomniał ważnych dokumentów z kancelarii. Zmęczona mecenas Gawron z wnętrza domu obserwowała Agatę i Marka chowających meble ogrodowe do garażu. Zachowywali się jak dzieci. Dębski chciał zaprezentować siłę swoich mięśni (wino zrobiło swoje) i postanowił przenieść ciężki stół w pojedynkę. Skończyło się na bolesnym strzyknięciu w barku i śmiechu Agaty. Marek zaczął gonić koleżankę po całym ogrodzie, a gdy już ją dopadł, unieruchomił jej ręce i łaskotał, gdzie tylko się dało. Agata śmiała się i piszczała tak głośno, że gdyby nie Dorota, która przyszła przyjaciółce na ratunek, któryś z sąsiadów zadzwoniłby na policję, że u Gawronów kogoś mordują.
- Drogi Marku, proszę po dobroci, odłóż broń, albo będę musiała wezwać posiłki ? zagroziła Dorota, która podeszła do niego od tyłu.
Mecenas Dębski grzecznie wykonał rozkaz, a zdyszana Agata rzuciła się w ramiona przyjaciółki.
- To jest świr! ? zawołała, mimowolnie się uśmiechając, a Marek puścił jej oczko.
Po dokończeniu sprzątania (już pod baaaardzo czujnym okiem Doroty), Agata i Marek musieli się zbierać. Ciężarna potrzebowała odpoczynku, a było rzeczywiście późno. Przybysz i Dębski życzyli przyjaciółce dobrej nocy, po czym opuścili posesję Gawronów. Doszli do bramy w milczeniu, lecz tu pojawił się problem. Spojrzeli na swoje auta, potem na siebie.
- Chyba musimy zadzwonić po taksówkę ? podsumował ich myśli Marek.
- No chyba tak ? poparła go Agata.
Mareczek wyjął telefon, wykręcił odpowiedni numer i odbył niedługą rozmowę. W tym czasie Agata usiadła na murku i bacznie obserwowała kolegę, który odszedł kawałek dalej i spacerował w mroku nieoświetlonej części uliczki. W jej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Wcześniej nie miała zbyt wielu możliwości poznania go od tej prywatnej strony. Fakt, spędzała z nim dużo czasu każdego dnia, jednak zajmowali się wtedy sprawami służbowymi. Pracowali ze sobą już od roku i nie był to ich pierwszy wypad integracyjny, a tak bardzo różnił się od tych poprzednich. Tylko dlaczego? Ach, tak. Dziś nie było z nim Marii. Prokurator Okońska zawsze wkręcała się na wszystkie imprezy, by pilnować swojego ukochanego?
- O czym tak myślisz? ? Marek wyrwał Agatę z zadumy.
- Chyba nie chcesz wiedzieć ? odparła niemrawo.
- Zaryzykuję ? rzucił, niby obojętnie i usiadł tuż obok niej.
Agata westchnęła, odwróciła się w stronę mecenasa i rzekła:
- Tak sobie myślałam? o tobie. To znaczy nie o tobie, że tak o tobie, tylko o tobie w sensie takim, że wiesz? - Agata zaczęła się plątać, a Dębski nie pomagał jej swoim wybuchem śmiechu.
- No właśnie nie wiem i oczekuję wyjaśnień ? Marek opanował rozbawienie i zachęcił towarzyszkę do mówienia, przyglądając się jej uważnie.
Kobieta siedziała kilka minut w ciszy zagryzając dolną wargę i wpatrując się w swoje ręce. Jeszcze nigdy nie miała takich problemów z wyjaśnieniem, o co jej chodzi. Tłumaczyła się sama przed sobą, że to wina wypitego alkoholu. Bo przecież TYLKO wino mogło jej tak zawrócić w głowie, czyż nie?
Marek patrzył na nią cały czas. Był ciekawy jej myśli, jednak nie chciał naciskać. W końcu odpuścił i spojrzał przed siebie. Trwali jeszcze chwilę w tych pozycjach. Nagle Agata skierowała swoją głowę w lewo i już chciała coś powiedzieć, gdy rozległ się dźwięk nadjeżdżającego pojazdu. Marek zauważył zmieszanie przyjaciółki, wstał i wyciągając w jej stronę rękę, spytał:
- Idziesz?
Agata przytaknęła głową, złapała jego rękę i wstała, po czym wsiedli do taksówki.

Jechali w milczeniu. Mecenas Przybysz podziwiała zza szyby kładącą się do snu Warszawę. Marek co chwilę na nią zerkał. Uśmiechał się sam do siebie, bo nie wiedział czemu jego wzrok wciąż podążał za kobietą siedzącą po jego prawicy. Ostatni tydzień był dla niego ciężki, wciąż miał zły humor, ale gdy tylko obok niego pojawiała się Agata, zaraz o tym zapominał. Zapominał o Marii, która podle go wykorzystała?
Kiedy przejeżdżali w okolicach Starego Miasta, kobieta przerwała ciszę.
- Zawsze, kiedy jest mi smutno albo mam jakiś problem, przyjeżdżam tutaj, parkuję na Placu Teatralnym i spacerkiem wybieram się na brzeg Wisły i tam słucham spokojnych i nastrojowych piosenek. Może to śmieszne, ale zawsze mi to pomaga ? Agata uśmiechnęła się lekko na wspomnienie szumu rzeki.
- Niech pan zatrzyma ? poprosił natychmiast Dębski. Sympatyczny kierowca spełnił jego prośbę, pobrał opłatę i życzył miłego spaceru.
Gdy wysiedli na Senatorskiej, Agata była zaskoczona. Spojrzała zmęczonym wzrokiem na Marka i zapytała jednym słowem:
- Dlaczego?
Mężczyzna spuścił głowę, kopnął jakiś kamyk, który mu przeszkadzał i wręcz z nieśmiałością odparł:
- Bo mam problem. Chodźmy ? zaproponował.
Agata chwyciła go pod rękę i wolnym krokiem ruszyli w stronę Zamku Królewskiego. Dębski nic nie mówił. Starał się o niczym nie myśleć. Podążał tylko wzrokiem po wyjątkowo pustym placu i rozświetlonej dumie Starego Miasta.
- Warszawa jest piękna, zwłaszcza nocą. Taką chyba lubię najbardziej ? przyznała mecenas Przybysz.
- No proszę, kto by pomyślał, że nasza Agatka jest taka wrażliwa ? zaśmiał się Marek.
- Ha, jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz! ? skwitowała ożywiona.
- Na przykład czego? ? Marek uniósł brwi i zatrzymał się.
- Hmm. Lubię koty ? wyszczerzyła się mecenas Przybysz.
- A za co je lubisz? ? dopytywał Dębski.
- Za to, że nie zadają tyle pytań ? pokazała mu język i ruszyła w stronę Wisły, ciągnąc go za sobą.

Po drodze minęli niewielu ludzi. Wieczór był wyjątkowo chłodny, nikt normalny o tej porze roku i dnia nie zapuszczał się nad rzekę. A jednak w całej Warszawie znalazła się taka para, która bardzo tego potrzebowała.
Gdy doszli na miejsce, Agata stanęła tuż przy linii wody, a Marek rozglądał się dookoła, podziwiając rozświetlone mosty i wieżowce w centrum stolicy.
- Wow, nie wiem, co powiedzieć.
- Nie musisz. Ten krajobraz mówi sam za siebie ? podsumowała brunetka.
Trwali tak kilka minut w milczeniu. Mecenas spacerował wzdłuż brzegu, wciąż się wszystkim zachwycając. Agata była mile zaskoczona. Nie podejrzewała Marka o posiadanie aż tylu uczuć. Myśląc o tym, patrzyła w ciemną wodę. Drżała lekko z zimna, ale była gotowa zostać w tym miejscu nawet całą noc. Marek miał problem i chciała mu pomóc. W końcu się przyjaźnili.
Dębski cieszył oczy widokiem migających świateł miasta i gwiazd. Ciemne niebo było czyste, Księżyc w pełni. Po popołudniowym ?upale? nie został nawet ślad ? było bardzo zimno. Spojrzał na Agatę stojącą w oddali, ubraną w cienki płaszcz. Nie miała nawet rękawiczek. Ruszył w jej stronę, chcąc zaproponować powrót do ciepłego domu. Gdy stanął obok kobiety, zauważył, że ma zamknięte oczy. Trzymała coś prostokątnego w ręce i nawet nie zorientowała się, że nie jest już sama. Czyżby zasnęła na stojąco?
- Pobudka! ? krzyknął Marek tuż przy jej uchu, a Agata skoczyła jak oparzona. Rzecz, którą trzymała, wpadła prosto w czarną toń Wisły. ? Ups! Przepraszam! ? od razu zareagował, chwytając przyjaciółkę, która niebezpiecznie się zachwiała i o mało nie przewróciła.
- Dobry Boże, Marek! Chcesz, żebym zeszła na zawał?! ? spytała przerażona Przybysz, próbując uspokoić walące jak młot serce.
- Przepraszam! Naprawdę nie chciałem ? przyznał szczerze Dębski.
- Dobrze już, dobrze ? wybaczyła mu Agata.
- Wszystko w porządku? ? zapytał, nadal przytrzymując ją w pasie.
- Ze mną tak. Ale utopiłeś mój kodeks karny ? westchnęła.
- Kodeks karny? ? zdziwił się.
- Tak, kodeks karny. Nie wiesz, co to jest? ? mecenas lekko się zaśmiała.
- Oczywiście, że wiem ? odparł z dumą. ? Ale po kiego grzyba nosisz go w torebce?
- Wyłącznie w celach wyższych, Wysoki Sądzie ? powiedziała Agata, po czym oboje parsknęli śmiechem.
Kobieta położyła głowę na jego ramieniu i zapytała:
- Marek, co się dzieje?
Dębski policzył w myślach do dziesięciu, wziął głęboki wdech i powiedział w końcu:
- Kilka dni temu rozstałem się z Marią. I proszę, nie pytaj dlaczego. Z nikim o tym jeszcze nie rozmawiałem.
- Jasne, nie wnikam, wasza sprawa ? odpowiedziała Agata.- Chociaż przyznam, że nie poznać tego po tobie.
Oboje wpatrywali się w czerń wody, zamyśleni, jakby to nie rozmowa była tu najważniejsza, a obecność tej drugiej osoby.
- Przy tobie nie da się mieć złego humoru ? stwierdził.- Może dlatego tak bardzo lubię przebywać w twoim towarzystwie.
Agacie spodobały się słowa przyjaciela. Uśmiechnęli się oboje w stronę Wisły.
- Dobra, koniec tych filozofii ? rzekł Marek. ? Mówiłaś coś o muzyce. Co masz do zaoferowania? ? wyszczerzył się, a Agata wyjęła z kieszeni telefon.
- Nie wiem, czy ci się spodobają? - odparła zakłopotana.
Marek, widząc, że przyjaciółka ma problemy z obsługiwaniem urządzenia skostniałymi z zimna rękami, wyrwał jej telefon i zapytał, gdzie ma szukać.
- Folder o nazwie ?Wisła? ? ziewnęła.
Mecenas odnalazł to, czego poszukiwał. Zaczął przeglądać tytuły umieszczonych tam piosenek.
- No, no. Większość znam. I widzę tu jedną perełkę? - powiedział tajemniczo.
- To znaczy? ? zapytała Przybysz, chociaż już domyślała się, o jaką nutę mu chodzi.
Z głośników rozległa się cicha melodia ?Yours alone tonight?. Oboje uśmiechnęli się do siebie.
- Zatańczymy? ? spytał Dębski.
- Z przyjemnością ? odparła Agata i ponownie wtuliła się w przyjaciela.
Wirowali szalenie, śmiejąc się przy tym donośnie. Nawet kiedy ich piosenka dobiegła końca, mężczyzna nie wypuszczał z objęć Agaty, która nie miała nic przeciwko. Zamknęła oczy i uśmiechała się delikatnie. Czuła się niezwykle przyjemnie, bezpiecznie. Już zapomniała, jak to jest. Związek z Maćkiem był jedną wielką pomyłką. Miała bardzo niekomfortowe wrażenie, jakby chodziła z własnym bratem. A Marek? Był jej przyjacielem, zawsze pod ręką, gotowy rzucić dla niej wszystko. Pomógł jej już wiele razy. Chciała pokazać, że jest mu za to wdzięczna, i że on też może na nią liczyć.
- Rozumiem, że Dorota nie skarżyła się na mnie ostatnio? ? zapytał ściszonym głosem.
- Nie. A dlaczego?
- Trochę się z nią wczoraj pokłóciłem. O jakieś bzdety, chyba poszło o papier do drukarki. Wydarłem się na nią, chociaż nic nie zrobiła. Zdziwiłem się dziś rano, gdy ją spotkałem przed kancelarią. Nie była na mnie zła ? przyznał. ? Trochę mi głupio, bo zachowałem się jak totalny dureń i nawet nie przeprosiłem.
Mecenas Przybysz prychnęła cicho i rzekła:
- Wiesz, że Dorota ma niesamowitą intuicję i nawet jak nie wie, o co dokładnie chodzi, to jej nos wyczuje, że coś ma się na rzeczy. Widocznie widziała, że nie nakrzyczałeś na nią z premedytacją, a nie chciała pytać i pogarszać sprawy ? ostatnie słowo wypowiedziała wraz z ziewnięciem.
- Masz rację ? przyznał Dębski. ? Dziękuję ? powiedział i pocałował kobietę w czoło.
- Za co? ? spytała Agata, która powoli przestawała już logicznie myśleć.
- Za to, że przyjaźnisz się z takim? bufonem ? zaśmiał się, a kobieta otworzyła wreszcie zmęczone oczy, podniosła głowę i spojrzała na niego spod byka, ale sekundę później jej twarz złagodniała.
- Zawsze do usług ? skwitowała, po czym znowu zamknęła oczy i wtuliła głowę w ramiona Marka.
- Może chodźmy już, co? Zaraz mi tu zaśniesz i będę musiał wrzucić twoje zwłoki do Wisły.
Agata zgodziła się na propozycję współpracownika i ruszyli razem znowuż w stronę zamku.
- Daj rękę. Zimna jak lód jesteś ? Stwierdził mężczyzna.
Mecenas Przybysz posłusznie podała mu swoją lewą dłoń. Jego ręka była ciepła. Bardzo przyjemnie ciepła?
Marek wykonał szybki telefon i chwilę później taksówka czekała na nich na rogu ulicy Miodowej. Agata wskoczyła do ciepłego samochodu jak torpeda, a Dębski miał z tego powodu elegancki zaciesz. Kierowca pojazdu również uśmiechnął się na widok zmarzniętej kobiety.
Marek poprosił taksówkarza o podwózkę na Plac Zbawiciela, a Agata ułożyła się wygodnie na jego ramieniu i znowu zamknęła oczy. Ulice były prawie puste, więc dojechali w 10 minut. Marek uregulował rachunek i obudził kobietę, która zdążyła już zasnąć. Pomógł jej wysiąść z auta i wejść po schodach. Otworzył mieszkanie, zdjął Agacie kurtkę i zaprowadził ją prosto do łóżka. Brunetka padła na nie jak szmaciana lalka i dwie sekundy później już spała. Dębski przykrył ją szczelnie kołdrą, wziął kartkę i długopis leżący na stoliku obok łóżka. Napisał krótkie podziękowanie za miło spędzony wieczór oraz rozwianie wszelkich smutków. Zostawił wiadomość na stole w kuchni, uśmiechnął się na widok śpiącej pani mecenas, po czym wyszedł z jej mieszkania, zamykając drzwi wcześniej znalezionym zapasowym kluczem.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #57 dnia: Luty 24, 2013, 19:57:31 »
Brawo! Brawo! Brawo!
Jestem w siódmym niebie! :D
Piszcie więcej i więcej!
<zauroczony>

Offline Dębiu235

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #58 dnia: Luty 24, 2013, 20:45:44 »
Margatowe perypetie
Zadzwonił budzik. Agata poczatkowo bardzo niechętnie otworzyła jedno oko ,by go wyłączyć . Lecz gdy po chwili wstała ,odsłoniła żaluzje i zobaczyła co się dzieje za oknem,od razu  wstąpiła w nią duża dawka energii. Na zewnątrz panowała piękna , słoneczna pogoda. Może i zieleni za bardzo widać nie było (jak na centrum miasta przystało),ale mimo to aura była dużo weselsza niż w ostatnich dniach. Kobieta wiązała z tym stanem rzeczy dodatkowe nadzieje. Sądziła,że na wiosnę znajdzie wreszcie swoją "drugą połówkę".Właściwie to miała tu na myśli osobę,która zastąpi,czy też pozwoli zapomnieć o pewnym Palancie,który okazał się być dla niej kimś więcej niż tylko przyjacielem i wspólnikiem.  Tyle , że  gdy zdala sobie z tego sprawę,było już za późno. Chciała z nim porozmawiać,wytłumaczyć mu,czemu tak zareagowała po tym,co między nimi zaszło. Może by zrozumiał,albo przy najmniej spróbował ją zrozumieć....Tak myślała dopóki nie zastała u progu jego mieszkania Jej,niejakiej pani prokurator z którą niedawno zerwał. Po tym,wydarzeniu Agata postanowiła, że jeśli on chce ułożyć sobie życie z kimś innym, to ona też powinna.
 Z tą myślą tego pięknego, słonecznego poranka ubrała się w swoją nową, piękną sukienkę oraz szpilki ,które kupiła podczas ostatniego wypadu na miasto z Dorotą. Potem w locie zjadła wczorajszą drożdżówkę z serem i wyszła. O 9:00 miała rozprawę,więc musiała się pospieszyć. Nie odwiedzając po drodze kancelarii pojechała do sądu.
Gdy weszła do budynku ujrzała panujący tu codziennie harmider . Idąc na salę rozpraw, z rękami pełnymi akt dosłownie wpadła na jakiegoś wysokiego , przystojniaka . W wyniku zderzenia wypadły jej wszystkie dokumenty. Ja dziś to mam  szczęście -pomyślała.
Zaczęła mężczyznę bardzo przepraszać i zbierać akta. On zaś z uśmiechem powiedział coś w stylu nic się nie stało i zaczął jej pomagać w zbieraniu. Gdy już oboje wstali, on powiedział: Jestem adwokatem. Tydzień temu przeprowadziłem się z Wrocławia. Rozumie pani...większe perspektywy w stolicy. Dziś mam tu pierwszą rozprawę. Nikogo tu nie znam. Korzystając z okazji,że na siebie wpadliśmy...Mateusz Dąbrowski.
-Agata Przybysz ,również adwokat (uśmiechnęła się).
 -Cóż...milo mi było panią poznać,lecz muszę lecieć,bo spóźnię się na rozprawę.
- Oh, ja też.Uśmiechnęli się do siebie.
-Do widzenia- powiedziała .
-Do zobaczenia,mam nadzieję -odpowiedział.
Po tym małym incydencie Agata udała się wraz ze swoim klientem na rozprawę. Sprawa była nie do przegrania,więc kobieta się nie denerwowała. Miała ona bowiem twarde dowody stanowiące przeciwko pracodawcy jej klientki. Po dwóch godzinach rozprawa dobiegła końca. Padł wyrok na korzyść jej klientki,dlatego też Agata w jeszcze lepszym humorze niż dotychczas , udała się do automatu z kawą. Bowiem za półtorej godziny miała kolejną rozprawę,a nie opłacało się jej jechać do kancelarii. Zresztą od tamtego ,pamiętnego wieczoru starała się tam bywać nie wiecej, niż to było konieczne. Chciała w ten sposób unikać widoku pana mecenasa Dębskiego.
Gdy już doszła do automatu mieszczącego się po drugiej stronie korytarza ,natknęła się na nikogo innego jak tego samego mężczyznę z którym się rano zderzyła.
-Witam panią ponownie. Dawno się nie widzieliśmy -zażartował .
- Witam,witam-zaśmiała się kobieta.
 - Jak tam rozprawa?-zagadał.
- A wygrałam -odparła uśmiechnięta .A u pana?
- W moim przypadku juz nie tak dobrze...zresztą co będę panią zanudzał. Ważne,że pani wygrała - uśmiechnął się.
- Chętnie posłucham -odparła Agata.
- Jak pani chce,ale może zamiast tu tak stać to usiądziemy gdzieś . Widziałam jakieś 200 metrów od sądu  mila kawiarenkę. Może tam napijemy się porządnej kawy,?
-Z wielką chęcią -odpowiedziała. Rozprawę mam dopiero za 45minut ,więc zdążę.-stwierdziła z uśmiechem.
 Obydwoje w wyśmienitych nastrojach udali się do kawiarni. Tam rozmowa toczyła się bardzo sympatycznie. Obydwoje mieli wrażenie,jakby znali się co najmniej od dwóch miesięcy.Okazało się,że mają oni wiele wspólnych zainteresowań i podobny gust.W pewnym momencie Agata zaproponowała - Może przejdziemy na ty ?
 On na to -Z wielką chęcią.Właśnie sam miałem to  zaproponować.
-Agata.
- Mateusz.
 Podali sobie ręce . Po tym incydencie rozmawiali dalej zarówno o pracy,jak i sprawach prywatnych. Dwójkę tak wciągnęła rozmowa,że o mało co nie spóźnili się na swoje rozprawy. Przed rozstaniem wymienili się swoimi numerami telefonów .Po dość długim pożegnaniu każde z nich poszło w swoją stronę.
Od ich pierwszego spotkania minął miesiąc. Na codzien zdarzało im się widywać w sądzie i zamieniać ze sobą kilka słów. W wolne wieczory pisali ze sobą . Pewnego dnia on zaproponował jej wieczorny wypad na miasto. Zgodziła się.Spędzili ze sobą bardzo miły wieczór.
Z miesiąca na miesiąc takich spotkań było coraz więcej . W pewnym momencie ich zwykłe wieczorne wypady przerodziły się w coś bardziej romantycznego,zaś tą tych dwoje zaczęło coraz bardziej do siebie ciągnąć . Na jednej z kolacji,a właściwie po niej doszli miedzy nimi do czegoś więcej, niż tylko zwykłego pocałunku.Po tym wydarzeniu obydwoje ,ale szczególnie on zdał sobie sprawę, że nie mogą być juz tylko przyjaciółmi. Ona ,wiadomo z jakiego powodu z chęcią przystała na jego propozycję.
W tej sytuacji Agata musiała przedstawić swojego partnera przyjaciołom. Jej chłopak coraz częściej odbierał  ją z kancelarii,czemu bacznie przyglądał się Marek. Dorota widząca,że coś jest na rzeczy nie pytała kim tak naprawdę dla niej jest Mateusz. Wiedziała bowiem,że Agata sama jej powie jak będzie chciała.
Zbliżały się urodziny Doroty. Z tej okazji solenizantka postanowiła urządzić małą imprezę dla przyjaciół w pubie swojego męża. Agata bardzo się cieszyła z tego obrotu spraw,bo miała okazję powiedzieć kim tak naprawdę dla niej jest jej nowy przyjaciel. Poza tym była to okazja,by ci lepiej się poznali. Gdy powiedziała o tym Mateuszowi ten również bardzo się ucieszył,że może wreszcie lepiej poznać przyjaciół swojej ukochanej.
Nastał dzień imprezy. Wszyscy zebrali się w umówionym miejscu o 20:00. Agata przedstawiła Mateusza swoim przyjaciołom,raz jeszcze,tyle że tym razem już jako swego partnera. Dorota bardzo się ucieszyła na tą wieść. Nie inaczej było z Wojtkiem, Bartkiem oraz Marią,która chyba najbardziej cieszyła się z takiego obrotu spraw. Jedyną bardzo niezadowoloną z tej sytuacji osobą był Marek. Jako jedyny przy stole w ogóle się nie odzywał. Siedział cały czas zamyślony i co jakiś czas zerkał z nienawiścią na swego rywala. Reszta zdawała się tego nie zauważać,lecz Agata czuła się podobnie. Patrząc na Okońską miała ochotę ją co najmniej udusić . W gruncie rzeczy jak obydwoje przyszli na spotkanie w dobrych nastrojach to potem na pewno nie uległy one poprawie. Agata,która przy Mateuszu na jakiś czas zapomniała o Marku,teraz miała przed oczami sytuację sprzed kilku miesięcy. Marek zaś był zły na siebie,że pozwolił temu tak się skończyć.Od tamtego incydentu relacje między nimi bardzo się popsuły. Unikali się jak mogli,by nie przypominać sobie tego,co między nimi zaszło. Obydwoje teraz rozmyślali i analizowali zaistniałą sytuacje.Nie obchodziło ich teraz specjalnie o,czym rozmawiają teraz ich przyjaciele i partnerzy.Co chwila spoglądali na siebie .W ich oczach można było dostrzec wielki ból. Obydwoje modlili się,by ten koszmar skończył się jak najszybciej. Agatę powrócił do rzeczywistości głos Mateusza,który poprosili ją do tańca. Marek również oprzytomniał,gdy Maryśka zaczęła się do niego łasić. Agata,którą nie mogła na to patrzeć szybko zgodziła sie na taniec. W tej sytuacji Marek byl zobowiązany zaprosić do tańca Marię,bo inaczej ta nie dałaby mu spokoju. Zarówno on jak i Agata spoglądali na siebie zza ramion swych partnerów. Maria,która nagle zauważyła,że jej partner poświęca jej w tym tańcu za mało uwagi zaczęła go całować. Sekundę wcześniej podobną czynność w stosunku do Agaty zaczął wykonywać Mateusz. Marek nie wytrzymał. Nie zastanawiając się wyrwał się z jej objęć i zostawił zdezorientowaną Maryśkę na środku sali. Prawie,że podbiegł do Agaty i wyrwał ją z objęć rywala,po czym wyciągnął przed pub. Ona poczatkowo stawiała opór,szarpała się,lecz gdy spojrzała w jego niebieskie tęczówki,zmiękła. Reszta obecnych widząca zamieszanie po chwili pobiegła za nimi. Całą sytuacje obserwowali zza okna. W tym samym czasie Agata zszokowana zachowaniem przyjaciela zapytała
- Co ci odbiło ???!!! -  Agata ja tak dużej nie mogę. Próbowałem udawać,że nic miedzy nami nic nie zaszło,ze nic do ciebie nie czuje...
-Marek,ja też próbowałam...chciałam ci wytlumaczyc czemu wtedy tak zareagowałam. Byłam u ciebie tej nocy,kiedy Dorota urodziła. Chciałam cię przeprosić i przyznać rację...lecz drzwi od twego mieszkania otworzyła Maria...
-Agata,bo ja myślałem,że ty nic do mnie nie.... ,chciałem w jakiś sposób o tobie zapomnieć i...przepraszam ,że tak wyszło.... Podczas tej wymianie zdań niebezpiecznie się do siebie przybliżali. W pewnym momencie Marek powiedział
 -Agata...bo ja....W tym momencie spojrzeli sobie głęboko w oczy.Agata przybliżyła się do Marka i w tym momencie oddali się namiętnym pocałunkom. Zakochani zapomnieli o całym świecie. Dla liczyła się tylko ta chwila.
Zaś dla towarzystwa patrzącego na to wszystko byl to wielki szok. Mateusz bez słowa opuścił lokal.Widząc tą dwójkę,sposób w jaki na siebie patrzą zdał sobie sprawę,ze i tak nie wygra. Wkurzona Maria wyszla za nim,podeszła do Marka i gdy już ten na chwilę oderwał się od Agaty , uderzyła go torbą najmocniej jak tylko potrafiła i odeszła. Marka,aż zatoczyło,a Agata parsknęła śmiechem. On ,gdy się otrząsnął po ciosie,też zaczął się śmiać. - Cóż,nie chcę nic mówić ,ale chyba ci się należało -zaśmiała się Agata. -Ty nawet nie wiesz jak to boli...nie wiem co ona nosi w tej torbie. -powiedział ze śmiechem rozmasowując sobie obolałe ramię. Powinienem ją zaskarżyć o napaść -zażartował.Obydwoje parsknęli śmiechem. Gdy już się uspokoili Agata zagadnęła -Marek?
- Taak? Przygarnął ja do siebie.
- Wiesz...,bo zacząłeś coś mówić...
-..eee..kiedy ???- zaczął się z nią droczyć .
-Noo..zanim ...no wiesz...
- Tak..faktycznie. Agata ,chciałem ci powiedzieć,że.....kocham cię.
- Ja ciebie też. W ten sposób powrócili do pocałunków.
Nie obchodził ich przy tym specjalnie,fakt,że ich najbliżsi przyjaciele patrzą teraz na nich jak na przybyszy z innej planety i,że będą mieli się z czego jutro tłumaczyć,ale to już inna historia ;)

Offline Dębiu235

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #59 dnia: Luty 24, 2013, 20:53:08 »
Margatowych perypetii ciąg dalszy.
Po serii namiętnych pocałunków zakochani ,chcąc uniknąć  wszelkich wyjaśnień postanowili ulotnić się z przyjęcia. Obydwoje wybrali się na spacer do parku w,którym to miało miejsce jedno z ich pierwszych wspólnych spotkań. Para ze śmiechem ich dogryzania i kłótnie . Gdy dotarli do fontanny,gdzie doszło do jednego z ich starć, Agacie od razu przypomniała się jej pierwsza urzędówka po stracie posady w  Prospectrum . Z jednej strony bardzo źle wspominała tamten okres ,a z drugiej twierdziła,że gdyby nie to ,pewnie nie szłaby teraz trzymając się za ręce z jej kochanym Palantem. Dalej wspominając swoje milsze i mniej przyjemne wspolne chwile dotarli pod kamienicę  ,w której mieszka Agata. Kobieta uśmiechając się tajemniczo zapytała :- Skoro już tu doszliśmy to może wpadniesz do mnie na herbatkę ?
- Z wielką chęcią - uśmiechnął się .
Weszli na górę .Gdy już dotarli pod jej mieszkanie, Agata zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu klucza. W trakcie  poszukiwań Marek przyciągnął ją do siebie ,objął w talii i zaczął całować po szyji . Ona nie była mu dłużna. Kiedy ostatkami sil i silnej woli wyciągnęła klucz i jak najszybciej otworzyła drzwi,żadne z nich bynajmniej nie myślało o herbacie ...
Następnego dnia pierwszy obudził się Marek. Na myśl o wczorajszej nocy uśmiechnął się. Gdy spojrzał na Agatę,wiedział,że to ta jedyna. Dla niej mógłby zrobić dosłownie wszystko.Odgarnął jej opadający kosmyk z twarzy i pocałował w czoło. Ona na to uśmiechnęła się przez sen i mocniej do niego przylgnęła. Mężczyznę bardzo cieszył ten stan rzeczy. Mógłby tak leżeć wiecznie...
Do rzeczywistości przywrócił go dzwoniący telefon,który przy okazji zbudził Agatę.
- Halo ...? Aaa...cześć ..mhm...dobrze...to zostaw w kancelarii...pa.
- Maria? -zapytała jeszcze zaspana Agata
- Mhm...zostawi klucze w kancelarii. A tak w ogóle to nie przywitaliśmy się - powiedziawszy to zaczął ją całować. Agata nie byla mu dłużna.
- Mmarek?
- Tak kochanie ?
- Tak w ogóle to która godzina ?
- Yyy...jest...9:00
- Która ???!!! Musimy jechać do pracy. Kobieta zerwała się na równe nogi.
- Jezu...ja też...dobra , to zabiorę się z tobą,ok? -zapytał lekko nieogarnięty jeszcze Marek. Wiesz...moje auto zostało pod kancelarią.
- Jasne,nie ma sprawy...tylko nie wiem jak ty się zmieścisz w tym mikrusowatym autku -parsknęła śmiechem Agata. Będziesz musiał się jakoś skulić,czy coś ty mój olbrzymie -zaśmiała się.
- Bardzo zabawne - udawał oburzonego Marek. Zresztą na kanapince Agaty też ledwo się we dwójkę mieścili. Nagle mężczyzna zaczął łaskotać ukochaną.
Ej...aaa..przestań - zanosiła się ze śmiechu Agata. Nie mieliśmy przypadkiem jechać do pracy ?-zapytała.
- Noo...jeszcze tak spóźnieni to chyba nigdy nie byliśmy -zaśmiał się Marek.
W tym momencie zadzwonił telefon Agaty.
- Halo...? Hej Dorota. Agata dała na głośnomówiący.
- Kiedy jaśnie państwo raczą się pojawić w pracy ? -zapytała rudowłosa z przekąsem.
- Eee..noo...już się zbieramy ...-odpowiedziała zmieszana Agata. Marek zaczął się cicho śmiać. Agata w ramach uciszenia walnęła go poduszką. - Ałć..nie to ramie-jęknął i parsknął śmiechem. Całe zajście słyszała Dorota,która powiedziała :-Oj ...ja sobie jeszcze dziś małe przesłuchanie zrobię.
Słysząc śmiech Marka powiedziała: - I pana to nie ominie,mecenasie Dębski.
Kobiety parsknęły śmiechem. Gdy już się uspokoiły Dorota powiedziała : - Ja nie wiem co byście beze mnie zrobili. O mało co nie mieliście tu stada wściekłych klientów. Kazałam Bartkowi wszystkich dzisiejszych odwołać...aha i jeszcze jedno....Agata,twój ojciec tu był jakieś pół godziny temu.Chciał ci zrobić niespodziankę. Powiedziałam mu ,że wzięłaś wolne...
- Hah...to faktycznie zrobi mi niespodziankę,jak tu teraz wparuje...
W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi...
-  Dorota...muszę kończyć. Pa
- No to powodzenia wam życzę -zaśmiała się Dorota i zakończyła połączenie.
-Marek ubieraj się !!!-szepnęła w panice Agata..
-Noo..kochanie ..ja nic nie chcę mówić,ale ty też powinnaś..już prawie południe.
- Nie ma na to czasu! (w tle drugi,trzeci,czwarty dzwonek do drzwi) . Marek! Do łazienki! Szepcze zdesperowana kobieta wpychając mężczyznę do pomieszczenia i wrzucając tam jego ciuchy. Sama niewiele myśląc wskoczyła w jego niebieską koszulę i czarne leginsy,żeby wyglądało to mniej podejrzanie ;)
W tym stroju poszła otworzyć ojcu drzwi. Na wszelki wypadek spojrzała we wziernik. Gdy jednak upewniła się,że to on tak natarczywie się dobija,otworzyła drzwi.
- Witaj kochana córeczko. Ile można otwierać te drzwi  ? -zaśmiał się Andrzej. Zrozumiałbym gdyby to była jakaś olbrzymia willa ,ale przecież ty tu masz dwa kroki do,wejścia. Czyżbyś nie chciała wpuścić starego ojca do środka? Słyszałem jak się tu krzątałaś
- Ee...cześć tato. Wejdź -powiedziała niepewnie Agata.
- Ładnie dziś wyglądasz - uśmiechnął się ojciec. Do twarzy ci w niebieskim -powiedział. Nagle obydwoje usłyszeli huk w łazience.
- Co to było?- zapytał ojciec. Czy ktoś tam jest? - zapytał.
- Nie no,skąd taki pomysł-zaśmiała się sztucznie Agata.
- Bo wiesz córeczko...zanim mi otworzyłaś wydawało mi się,że słyszałem przez drzwi jakiś dość znajomy męski głos ...
- Aaa...to pewnie telewizor słyszałeś -zbyła go Agata. Wyłączyłam go zanim wszedłeś.
Ojciec mimo niebezpodstawnych podejrzeń nie poruszał dalej tematu. Skinął głową i poszedł za córką do kuchni.
Kobieta sądziła,że jeszcze za wcześnie,żeby przedstawiać ojcu Marka jako jej partnera...Inna rzecz,że nawet nie wiedział on nic o incydencie,z Mateuszem. Po prostu Agata nie chciała robić ojcu wielkich nadziei,bo już wystarczająco dużo mu narobiła opowiadając o,Hubercie. Tyle,że tym razem czuła,że Marek może być tym jedynym i miała nadzieję,że on czuje samo do niej.
W tym czasie Agata zaparzyła ojcu świeżej herbaty z saganka . Zaczęli rozmawiać jak za starych,dobrych czasów w Bydgoszczy,gdy nagle biorący prysznic Marek krzyknął:-Agata?! Możesz mi podać jakiś ręcznik moją koszulę?
- A teraz mi może powiesz ,że to radio  się włączyło,co ? -parsknął śmiechem ojciec. No co?Nie patrz tak na mnie tylko podaj mu ten ręcznik i  koszulę -zaśmiał się. Mina Agaty w tym momencie była bezcenna.Spojrzała na swoje ubranie,potem na ojca i powiedziała słabym głosem:- Too...ja zaraz wracam.
- Dobrze,tylko nie siedźcie tam za długo -parsknął śmiechem Andrzej.
Agata poszła w stronę łazienki. Po drodze zgarnęła z szafy jakiś t-shirt . Podała mu ręcznik i sama weszła do pomieszczenia.
- Wybacz ,ale nie moglem tu siedzieć cały dzień . -powiedział Marek.
- Rozumiem. Ja też cię przepraszam,ale nie miałam go jak zbyć . Sam słyszałeś,chciał mi zrobić niespodziankę. Nie myśl,że nie chciałam cię przedstawić ojcu jako mojego partnera,ale nie w takich okolicznościach.
-Szczerze powiedziawszy ja też bym się nie chciał przedstawić w takiej sytuacji,ale skoro już tak wyszło.... Ehh...dobrze ty moja wariatko,oddaj mi moją koszulę.
- Dobrze...ale nie podglądaj-powiedziała
- Kochanie..ty już przede mną nic nie ukryjesz.
- Wiem ty mój palancie,ale przypominam,że mój ojciec jest w pomieszczeniu obok.
- No to chyba powinniśmy się streszczać - powiedział , przyciągnął ją do siebie i pomógł zdjąć koszulę,którą potem on ubrał. Obydwoje resztkami silnej woli doprowadzili się do porządku i wyszli z łazienki. Po drodze do kuchni Marek szybko cmoknął Agatę w policzek.
- Dzień dobry -powiedział lekko zmieszany zaistniałą sytuacją Marek.
- O witam Cię drogi Mareczku.-odpowiedział rozradowany Andrzej.
- Noo...tak. Znacie się...-zaczęła zmieszana Agata. Obydwoje zasiedli do stolika.Niezręczną ciszę przerwał Marek:- Ładny dziś dzień,prawda ?
- Tak,tak . Bardzo ciepło jest na dworze.-odpowiedział z uśmiechem ojciec Agaty.
-Co tam u ciebie słychać Mareczku ?? Dawno się nie widzieliśmy.
- Noo...u mnie w porządku. A u pana?
- Też dobrze. Już nawet nie czuję się jak po zawale...pewnie słyszałeś???
- A tak ,tak...zresztą podwiozłem Agatkę do Bydgoszczy,bo auto jej się zepsuło. Ekhem...czyli przyjechał pan odwiedzić Agatę,tak?
- Mhm...niezłą wam niespodziankę zrobiłem,co ? -zaśmiał się. A tak w ogóle to przyjechałem do Warszawy w interesach. Mam załatwić jakieś fundusze dla klubu,czy coś...ale mniejsza o to. Może dacie się wyciągnąć dziś wieczorem na kolacje? Co ty na to córeczko ?-zapytał.
- Noo...my chętnie pójdziemy. Prawda Marek?
- Tak,tak . Z wielką chęcią.-odpowiedział.
Towarzystwo porozmawiało jeszcze trochę . Ojciec nie chciał zadawać im żadnych konkretnych pytań,by ich przypadkiem nie spłoszyć. Znał swoją córkę na tyle dobrze,że wiedział kiedy powinien odpuścić. Będą gotowi,to mi powiedzą -pomyślał. Na samą myśl o ich przekamarzankach i kłótniach chciało mu się śmiać. Odkad tylko zobaczył ich razem czuł, że coś między nimi jest. Wymagało tylko trochę czasu,by to dostrzegli.
Reszta dnia przebiegła im na rozmowach o dzieciństwie obojga i opowiadaniu różnych zabawnych historii.
Około godziny 17:00 towarzystwo postanowiło się wybrać na umówioną kolację. Wbrew temu co para przewidywała było bardzo miło i przyjemnie. Byli w bardzo sympatycznej ,niezbyt oficjalnej restauracji. Andrzej nie zadawał kłopotliwych pytań tylko rozmawiał jakby nigdy nic,dzięki czemu oni poczuli się swobodnie. Spotkanie zakończyło się około 21:30. Ojciec Agaty udał się taksówką do hotelu , zaś zakochani postanowili zrobić sobie spacer przez miasto. Po drodze wstąpili do kancelarii skąd zabrali klucze i samochód Marka. Potem tylko na chwilę podskoczyli do mieszkania Agaty po rzeczy i udali się do mieszkania Marka. Tam spędzili wspolnie noc. Następnego dnia o godzinie 12:00 ojciec Agaty miał spotkanie i nocnym pociągiem miał wrócić do Bydgoszczy. Para obiecała mu,że go odwiezie na dworzec. Jak planowali tak też zrobili. Rano ,w miarę punktualnie pojawili się w kancelarii. Obydwoje mieli co nadrabiać po,wczorajszej nieobecności. Potem Agata musiała jechać do sądu,bo miała rozprawę.Marek zaś w tym czasie miał klientów. Oczywiście między klientami nie obyło się bez przesłuchania urządzonego przez Dorotę. Agata została przesłuchana jako pierwsza,zanim pojechała do sądu. Obydwoje mieli się z czego tłumaczyć ;) Dorota była niestety dużo mniej delikatna niż ojciec Agaty,więc musieli jej opowiedzieć wszystko dokładnie od początku. Przed wyjściem z kancelarii i udaniem się po Andrzeja Dorota dopadła ich dwoje i powiedziała :- No wiecie co? To ja nie,wiedziałam,że z was takie,ziółka są. Żeby tak zupełnie nic przyjaciółce nie powiedzieć?! Wiecie co?-uśmiechnęła się. Cieszę się,że jesteście  razem. Dobrze jest widzieć was szczęśliwych. Po tych słowach wyściskała ich jak mogła i rzekła :-No to gołąbeczki lećcie,bo przez was ojciec się na pociąg spóźni.
- Cześć,do zobaczenia.-powiedzieli uśmiechnięci i wyszli.
Tym razem pojechali samochodem Marka. Najpierw udali się  pod hotel , w którym zatrzymał się Andrzej,a potem na dworzec centralny. Tam pożegnaniom nie było końca. Andrzej poprosił Marka,by opiekował się jego córką i zaprosił ich,żeby w wolnej chwili podjechali do Bydgoszczy. Obiecali ,że przyjadą jak najszybciej będą mogli. Zakochani zostali na peronie dopóki pociąg nie zniknął im  z oczu. Potem Marek zaprosił Agatę na romantyczną kolację po której mogli na spokojnie , w pełni nacieszyć się sobą.

Obydwie części znajdują się od jakiegoś czasu na streemo ;)