Jedno z pierwszych opowiadań na stronie społeczności Prawa Agaty i pierwsze zamieszczone tutaj. Napisane koło listopada, akcja zaczyna się w rejonie siódmego odcinka II serii. Mam nadzieję, że będzie względnie dobrze

Nadszedł nowy dzień.Mecenas Przybysz obudziła się koło ósmej i od razu powitały ją słoneczne promienie, wdzierające się do pokoju przez niezasłonięte okno. Zbliżyła się do niego, otworzyła je i odetchnęła głęboko. Zbliżała się jesień, wyjątkowo lubiana przez Agatę. Przez chwilę cieszyła się,że jest tak piękna pogoda, ale po minucie jej radość zniknęła, gdyż przypomniała sobie wydarzenia z wczoraj, kiedy to jej chłopak tak samo jak przed laty z nią zerwał. Wszystko przez to,że znalazła ten pierścionek i powiedziała mu,że za niego nie wyjdzie. On poczuł się urażony i zakończył ich związek. Zabolało ją to,ale z drugiej strony poczuła ulgę. Jednak zadra pozostała,a kobieta nie miała najlepszego humoru. Postanowiła,że dziś dłużej popracuje nad papierkową robotą w kancelarii.Gdy powzięła to postanowienie, szybko się ubrała , umalowała się, zjadła śniadanie i ruszyła do pracy.
Gdy przyszła, wszyscy już byli. Szybko przemknęła do swojego gabinetu, nie miała ochoty na rozmowę z nikim. Szybko wzięła się do pracy i chwilę potem zapomniała o całym świecie. Minęło dwie godziny. Agata dalej siedziała w gabinecie, co nie uszło uwadze Dębskiego. Czuł,że coś jest nie tak i postanowił dowiedzieć się o co chodzi. Wiedział,że dalej jest na niego zła za to sprawę z Hubertem, ale... za bardzo się o nią martwił,żeby ją tak zostawić. Póżnym popołudniem zrobił jej kawę, kanapki i tak uzbrojony poszedł do gabinetu ambitnej pani mecenas. Wszedł i zobaczył kobietę, piszącą coś na komputerze. Bez zastanowienia położył na stole ekwipunek i usiadł na krześle, stojącym przed biurkiem. Nie zwracała na niego uwagi,ale on niezrażony powiedział:
- Agata pogadamy?
- Jest o czym?- zapytała oschle
- Tak. Posłuchaj, jeśli chodzi o Huberta, to ja nie wiedziałem,że Maria prowadzi jego sprawę.- wyznał
- Marek wiem,ale nie powinieneś wchodzić z buciorami w moje życie.Wtedy na komisariacie dałabym sobie rady bez twojej pomocy, jestem dużą dziewczynką- powiedziała zirytowana, nieco podniesionym tonem
- Ach tak? w takim razie możesz być pewna,że już nie stanę ci na drodze- wykrzyknął i wybiegł.
Agata została sama. W końcu poczuła zmęczenie i zaczęła zbierać się do domu. Po drodze zahaczyła o bar, zjadła coś ciepłego i udała się do domu. Gdy dotarła wzięła kąpiel i poszła spać.
Nazajutrz jak co dzień wyszła do pracy i w drzwiach natknęła się na Dębskiego, który wychodził do sądu. Minęli się bez słowa, obrzucając się wrogimi spojrzeniami. Gdy udał jej się wejść, zobaczyła Dorotę i Bartka. Chwilę z nimi pogadała, a potem wzięła ważne dokumenty i udała się na spotkanie na mieście.Potem poszła do sądu i wróciła koło 17 do kancelarii. Zaczęła wypełniać papierki. Nim się obejrzała była 19. Budynek opustoszał, był tylko Dębski, który też pracował. Pech chciał,że spotkali się w kuchni, gdzie udali się, aby zrobić sobie kawę. Panowała niezręczna cisz, którą przerwał Marek:
- Przepraszam Agata za wczoraj, może faktycznie za bardzo wtrącam się do twojego życia, ale to dlatego,że się martwię.
- Ja też nie byłam bez winy. Pomogłeś mi, a ja miałam tylko pretensje. Przepraszam.
- To może w ramach zakopania topora napijemy się wina, zamiast kawy?- zaproponował
- W porządku.
Marek wyciągnął wino, kieliszki i rozlał trunek do nich. Usiedli naprzeciwko siebie i zaczęli rozmawiać:
- Agata nie chce być wścibski,ale co się dzieje? Ostatnio jesteś jakaś inna, zamyślona. Dużo pracujesz, mało odpoczywasz. Co jest?- zapytał
- Nic - odpowiedziała szybko
- Przecież widzę.
- Dobrze skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to ci powiem.Nie jestem już z Maćkiem.- powiedziała podniesionym głosem
- Przykro mi Agata.
Potem opowiedziała mu całą historię i nagle nie wiedzieć czemu po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Radko płakała,ale teraz nie mogła się powstrzymać, choć bardzo chciała,żeby mężczyzna nie zobaczył jej słabości. Jego też zaskoczył ten widok, ale nic nie mówiąc podszedł do niej i mocno ją przytulił. Kiedy się uspokoiła, zaczął koniuszkami palców ścierać jej łzy, a potem gładzić jej policzek. Ona poddawała się temu bez żadnych protestów, Bardzo potrzebowała bliskości, kogoś kto ją pocieszy. Gdy w pewnej chwili Marek spojrzał w jej błękitne oczy, zrozumiał,że ta wariatka jest mu bliższa niż przypuszczał.Od dawna wiedział,że nie jest mu obojętna,fascynowała go pod każdym względem.W tym momencie odżyło to wszystko co czuł podczas ich pierwszego pocałunku i niewiele myśląc zrobił to samo co wtedy.Agata odpowiedziała na ten pocałunek, ale po chwili oderwała się od niego i wyszła bez słowa...Wsiadła do auta i udała się do domu. Tego dnia było wyjątkowo ślisko, padał od rana rzęsisty deszcz, a po niebie snuły się ołowiane chmury. Brzydka pogoda, ale nic dziwnego w końcu był początek listopada. Agata długo stała w korkach oddając się rozmyślaniom na temat Dębskiego, ich znajomości, pocałunków..... Miała mętlik w głowie, nie rozumiała jego zachowania, nie wiedziała co ma robić w tej sytuacji. Wreszcie, kompletnie skołowana dotarła do domu. Postanowiła się odstresować, przy "grzańcu" i dobrym seansie filmowym. Jak pomyślała, tak zrobiła. Obejrzała film , wypiła całą butelkę wina i mocno wstawiona poszła spać, nawet się nie przebierając. Następnego ranka, po przebudzeniu czuła jakby całe stado słoni przebiegało jej po głowie. Miała solidnego kaca, była otępiała i zła. Szybko zebrała się do pracy, po raz kolejny w drodze myśląc wbrew woli o Marku. Gdy dojechała do kancelarii, wiedziała jak się zachowa wobec niego po wczorajszych wydarzeniach. Pogadała chwilę z Bartkiem i Dorotą, a kiedy zjawił się Dębski, pod pretekstem nawału pracy czmychnęła z kawą, proszkami na ból głowy, do gabinetu. Tam oddała się papierkowej, zaległej robocie, aż do południa. O 12 poszła po nową porcję kofeiny i pech chciał, że natknęła się na Marka. Byli sami, bo pozostali współpracownicy byli w sądzie, Głośno przełknęła ślinę i niepewnie podeszła do ekspresu. Jej wspólnik, nie tracąc chwili, oznajmił:
- Agata, chyba musimy pogadać o tym co się stało . Chyba znowu nie powiesz mi, że nie było żadnego wczoraj.
- O ci chodzi?- zapytała, jednocześnie przewracając ze zniecierpliwienia oczami i robiąc sobie kawę
- O to, do jasnej cholery, że między nami coś zaszło i to dwukrotnie, nie zamiatajmy tego po dywan, udając, że nic nas nie łączy poza przyjaźnią- powiedział podniesionym tonem.
- Słuchaj, żeby było jasne. Między nami nic nie było, nie ma i nie będzie. Nasze pocałunki to tylko wynik impulsu, chwilowego mojego załamania, tyle- odpowiedziała chłodno. Sięgnęła ręką po filiżankę, A Dębski błyskawicznie uchwycił jej nadgarstki i usiłował ją przyciągnąć do siebie, jednak ona równie szybko i zręcznie uwolniła się od jego dłoni i powiedziała ostro wkurzona:
- Dębski, do cholery! Zostaw mnie w spokoju, przestań się mną bawić, odczep się. Od teraz łączą nas tylko kontakty służbowe i te w obecności Doroty i Bartka! Jasne?!- zapytała, a raczej wykrzyczała
- Jasne jak słońce, święta Pani mecenas! Spełnię chętnie twa prośbę, bo mnie doprowadzasz do szału, tylko nie przychodź wypłakiwać mi się w rękaw, kiedy Hubercik albo Maciuś, znów skrzywdzą waszą wysokość- powiedział podniesionym, kpiącym głosem i dostał siarczysty policzek, tak mocny ,że aż się zatoczył. Agata wybiegła, Marek za nią, gdy zdał sobie sprawę, że skrzywdził osobę, którą kocha! Tak kocha, wbrew sobie, ale jednak! Nie zdołał jej dogonić i poszedł na spacer do parku, z każdą sekundą coraz bardziej wyrzucając sobie swoje zachowanie, żałując swych słów i czynów.....
Tego dnia już ani Marek, ani Agata nie wrócili do kancelarii. Każde z nich, na swój sposób próbowało odreagować dzisiejszą kłótnię, która choć się do tego nie przyznawali, przysporzyła im wiele bólu. Marek spędził wieczór z Okońską w ich wspólnym mieszkaniu. Niedawno pokłócili się o tę sprawę z Hubertem, ale szybko doszli do porozumienia i wszystko pozornie wróciło do normy. Pozornie, ponieważ Dębski coraz częściej był niepewny swoich uczuć do Marii, nie był pewny czy ją kocha. A Agata... no cóż od dawna nie była mu obojętna. Na początku ich znajomości bardzo go irytowała, później gdy prowadzili razem sprawę, a następnie kiedy poznał jej historię, bardzo się do siebie zbliżyli. Marek coraz częściej szukał sposobności, żeby z nią przebywać, łapał się na tym, że coraz częściej myśli o niej, nie jak o przyjaciółce.....Jednak po tej kłótni stwierdził, że musi dać sobie z nią spokój, przecież ma Marię, planują wspólną przyszłość....
Zjedli razem kolację, po czym Dębski chwycił Okońską za rękę i skierowali się w stronę sypialni....Agata natomiast umówiła się na przyjacielskie spotkanie z Maćkiem, z tych samych pobudek co Dębski; żeby zapomnieć, nie myśleć. Jednak obojgu to nie wyszło. Następnego dnia spotkali się wszyscy , aby omówić sprawy organizacyjne, dotyczące finansów kancelarii. Dorota i Bartek wyczuli spięcie między Dębskim i Agatą, więc postanowili zainterweniować. Ustalili, że Bartek spróbuje wziąć na spytki Agatę, a Dorota porozmawia z Markiem. Nic jednak się nie dowiedzieli, oboje milczeli jak zaklęci, zapewniając, że jest wszystko ok, więc postanowili dać spokój i poczekać, aż emocje opadną i zainteresowani sami się dogadają. Jednak miesiące mijały, a ich relacje nie poprawiły się ani o jotę. Do pewnego marcowego dnia.....
Początkowo zaczynał on się zupełnie normalnie. Wszyscy stawili się w czwartkowy ranek, w kancelarii, nawet Dorota która była w 9 miesiącu ciąży. Od pewnego czasu miała mniej spraw, ale chodziła do pracy, żeby, jak mówiła nie zwariować w domu Wraz z Agatą wypiły kawę, poplotkowały i rozeszły się do obowiązków.
Po południu przyszedł Dębski i zwołał zebranie, jak zwykle pod koniec miesiąca. Rozmawiali akurat o finansach, gdy nagle na twarzy Doroty ukazał się grymas bólu i strachu. Agata zareagowała błyskawicznie i zapytała:
- Dorota wszystko ok?
- Ja zaczynam rodzić! Odeszły mi wody i skurcze zaczynają być coraz...- nawet nie skończyła, gdyż Marek złapał kluczyki od auta, Agata pomogła jej wstać i zawieźli ją do szpitala. Bartek został wysłany po jakieś osobiste drobiazgi do jej domu, Gdy dotarli do szpitala, szybko wzięto Dorotę na porodówkę, a im kazano czekać przed salą. Czas mijał, a oni nic nie wiedzieli. W końcu Agata mocno zdenerwowana krzyknęła:
- Dlaczego nikt nie wychodzi? Mam nadzieję, że wszystko jest ok- dodała cicho
- Spokojnie Agatko, wszystko będzie w porządku- wyrwało się Dębskiemu
- Agatko? A od kiedy ty jesteś taki miły?- powiedziała zirytowania
- Posłuchaj, może to nieodpowiedni moment, ale bardzo chciałbym przeprosić za tamtą kłótnię i wyjaśnić...- nie dokończył, bo Agata oschłym głosem stwierdziła:
- Tak, to nie jest odpowiedni czas i miejsce
- Wrócimy jeszcze do tej rozmowy, nie odpuszczę- skwitował Dębski, który od pewnego czasu nosił się z zamiarem pogodzenia się z Przybysz. Agata nie zdążyła zaprzeczyć, bo jednocześnie z sali wyszedł lekarz i przyjechał Bartek z zawiadomionym Wojtkiem. Gdy byli w komplecie, lekarz zapytał, czy ma do czynienia z bliskimi Doroty, a gdy otrzymał twierdzącą odpowiedz, powiedział:
- Podczas porodu wystąpiły komplikacje, jednak Pani Gawron i jej córce nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Obie są zdrowe, jednak będą musiały zostać na dłuższej obserwacji
- A czy możemy do niej wejść?- zapytał Wojtek.
- Dobrze, ale tylko na chwilę i nie wszyscy, bo Pani Dorota jest dość osłabiona- powiedział z wahaniem
- To w takim razie może pójdę ja i Bartek? Ktoś musi pojechać do domu i ogarnąć sytuację, zająć się dziećmi, bo zostały same- tu popatrzył na Agatę i zapytał:
- Agata mogłabyś?
- Jasne, nie ma sprawy- odpowiedziała
- Zawiozę cię- zaofiarował się Marek.
Chciała zaprotestować, ale Wojtek przytaknął Dębskiemu i nie chcąc wszczynać kłótni, niechętnie się zgodziła. Podróż mijała im w milczeniu. Gdy dotarli do domu, zastali straszny bałagan i chłopców, którzy siedzieli i oglądali telewizję. Szybko zaczęli sprzątać, a gdy z tym się uporali, wytłumaczyli chłopcom zaistniałą sytuację. Później okazało się, że nie ma nić do jedzenia, a wszyscy są bardzo głodni. Mały Filip upominał się o naleśniki, więc Agata przy pomocy braci wzięła się do pracy, uruchamiając swoje zdolności kulinarne. Chwilę potem dołączył się Marek, który na kilka minut opuścił pomieszczeni, aby zadzwonić do Marii i wszystko jej wytłumaczyć. Ochoczo przyłączył się do pracy. Na początku Agata i Dębski byli trochę skrępowani sytuacją w jakiej się znaleźli, ale z upływem czasu atmosfera dzięki chłopcom się rozluźniła i w kuchni Gawronów co chwilę wybuchał śmiech. Okazało się, że Marek i Agata tworzą zgrany duet i świetnie gotują. Chłopcy chętnie im pomagali, z zainteresowaniem słuchając ich wspomnień z studenckich lat. Ponadto wszyscy bez sprzeciwu jedli naleśniki, nawet te lekko przypalone. W takiej miłej atmosferze minęło trzy godziny, nastał wieczór. Przybysz i Dębski zagonili Jaśka do nauki, a sami podzielili między sobą zadania do wykonania: Marek sprzątał w kuchni, a Agata miała wykąpać Filipa, a potem wszyscy razem mieli obejrzeć bajkę. W międzyczasie zadzwonił Wojtek, aby upewnić się, czy wszystko ok i informując, że przyjedzie rano, bo chce być przy żonie i nowo narodzonej córce. Prawnikom to nie przeszkadzał, no nie mieli na jutro zaplanowanych żadnych ważniejszych spraw, tylko spotkania z klientami. Gdy kuchnia była sprzątnięta, Filip wykąpany, cała trójka usiadła przed telewizorem. Agata usadowiła się koło chłopca, a parę minut później między nimi usiadł Marek i zaczęli oglądać ulubiony seans młodego Gawrona. Filip oglądał bajkę z zainteresowaniem, w przeciwieństwie do pary prawników, którzy raz po raz obdarzali się ukradkowymi spojrzeniem, myśląc o sobie nawzajem. Oboje zdali sprawę, że cieszą się z takiego obrotu sprawy, uświadomili sobie, że cała złość już nich się ulotniła i ,że bardzo im siebie brakowało. Tak rozmyślając nie zauważyli ,że Filip już śpi. Nie chcieli go budzić, więc dalej oglądali bajkę, aż ich zmorzył sen. Gdy rano wrócił Wojtek ujrzał niecodzienny widok przytulonych do siebie prawników, a obok jego syna, który głowę miał na kolanach Dębskiego. Po cichu zrobił śniadanie i zaczął ich budzić. Agata i Marek byli dość zawstydzeni, tym że spali w swoich objęciach i tak zastał ich Wojtek. Nie mieli pojęcia jak to się stało, ale udawali, że to nic takiego. Zjedli śniadanie, porozmawiali o narodzinach nowego członka rodziny, dowiedzieli się, że Dorota ma wyjść dopiero na weekendzie. Prawnicy postanowili, że udadzą się do niej jeszcze przed pracą. Pół godziny później pojechali. Po drodze mieli podjechać pod pod mieszkanie Dębskiego i Przybysz. Gdy udali się pod pierwszy adres Marek zorientował się ,że Marii nie ma. Początkowo był tym zdziwiony, ale przypomniał sobie, iż miała wyjechać do Krakowa w sprawach służbowych na tydzień. Ucieszony faktem, że nie musi się jej spowiadać, wykąpał się, przebrał i wrócił do Agaty czekającej na dole. Później zahaczyli o mieszkanie Agaty . Mężczyzna wprosił się na górę pod pretekstem obejrzenia mieszkania. Tak naprawdę chciał podpatrzeć ją gdy się przebierała, podobnie jak tamtego wieczoru w hotelu i miał zamiar porozmawiać z nią o ich relacji. Poszła się kąpać, a on lekko i dyskretnie ją podpatrywał, ciesząc oko. Gdy wyszła, momentalnie ścięło go z nóg. Miała na sobie czarną sukienkę sięgającą jej przed kolano, która podkreślała jej wspaniałe długie nogi. Włosy miała rozpuszczone, była bez butów. Szybko założyła jakieś stojące w przedpokoju i zaczęła malować usta błyszczykiem. To już było już za wiele jak dla niego. ?Cholera, jestem tylko facetem?. Postanowił przerwać krępującą ciszę i zagadnął:
- Ładnie wyglądasz- zmierzył ją świdrującym spojrzeniem i uśmiechnął się szelmowsko
- Dziękuję- odpowiedziała
- Słuchaj mamy sporo czasu, możemy pogadać?
- A o czym?- zapytała
- Jeszcze pytasz? O tym co nas łączy..
- A łączy nas coś?- zapytała, udając że nie wie o co mu chodzi
- Dobrze wiesz o co mi chodzi- stwierdził zbliżając się na taką odległość, że stykali się nosami Oho, robi się niebezpiecznie- pomyślała i szybko powiedziała:
- Dobra Dębski zbieramy się- oddaliła się i potem poszli do samochodu. Pojechali do szpitala, gdzie zobaczyli Dorotę i jej córkę. Dowiedzieli się, że wszystko ok. Największą niespodzianką okazało się imię dziecka, wybór padł na Agatę. Jakby tego było mało zostali poproszeni o to, żeby byli rodzicami chrzestnymi. Bardzo się ucieszyli z tej propozycji i naturalnie zgodzili się. Po godzinie musieli jechać do kancelarii. Byli sami, bo Bartek był w sądzie. Rozeszli się do swoich obowiązków. Przez resztę dnia pracowali, nie mieli czasu nawet dokończyć rozmowy. Minęły dwa tygodnie. Powoli wszystko wracało do normy. Dorota zajmowała się dzieckiem, więc jej obowiązki przejął Bartek, który choć miał 2 razy więcej roboty, cieszył się z każdej sprawy. Relacje między Dębskim a Przybysz były coraz lepsze. Oczywiście kłócili się, nawet bardzo często, ale ich stosunki była bardzo bliskie, spędzali dużo czasu razem, co nie uszło uwagi Okońskiej. Coraz częściej wybuchały nieporozumienia o Agatę i sprawę Huberta, którą Maria prowadziła. Czuła, że między Markiem a jego wspólniczką jest coś więcej niż przyjaźń. Starała się ratować swój związek, ale na próżno, było coraz gorzej. Już nie umieli ze sobą rozmawiać, nie potrafili pójść na kompromisy, coraz rzadziej ze sobą sypiali, a gdy już sypiali, on zamiast Marii widział Agatę..... Ostateczna kłótnia i rozstanie miały miejsce na początku maja, dwa tygodnie przed chrztem Agatki Gawronównej i trzy tygodnie przed ostateczną rozprawą Huberta. Kłótnia Dębskiego z Okońską zaczęła się niewinnie. Marek przejęzyczył się i do swojej ?ukochanej? powiedział Agata. Początkowo Okońska nie zwróciła na to większej uwagi, ale po chwili ocknęła się i zaczęła wypytywać prawnika o jego relacje z wspólniczką. Słysząc jego mętne tłumaczenia, domyśliła się wszystkiego i zrobiła mu karczemną awanturę, która zakończyła się rozstaniem pary w mało przyjemnych okolicznościach. Maria rozwścieczona wyrzuciła walizkę mężczyzny przez okno. Dębski nie chciał dolewać oliwy do ognia, więc postanowił, że wyjaśni sytuację z mieszkaniem. Tymczasem wziął walizkę i po dłuższych wahaniach postanowił, że pójdzie do Agaty pogadać o tym co się stało, bo choć nie kochał Marii był z nią bardzo długo i jakaś zadra po zakończeniu tego związku pozostała. Wsiadł do samochodu i ruszył ulicami Warszawy do mieszkania wspólniczki. Był wieczór, więc na drogach nie było specjalnie dużego ruchu. Marek dotarł do mieszkania Agaty w piętnaście minut. Gdy znalazł się przed drzwiami kobiety, zadzwonił dzwonkiem. Po chwili usłyszał lekkie kroki kobiety i kilka minut później zobaczył ją w drzwiach. Na jej widok po raz kolejny stanął jak wryty. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Zdał sobie sprawę, że ona nawet w worku po ziemniakach wyglądałaby pięknie. Wtedy miała na sobie króciutką, ciemnoniebieską sukienkę. Najwyraźniej była zdziwiona jego wizytą i nie czekając na wyjaśnienia zagadnęła:
- Hej co ty tu robisz?- w tym momencie zobaczyła walizkę stojącą obok i bez ogródek zapytała:
- Stało się coś?
- Jak mnie wpuścisz to ci wyjaśnię- powiedział trochę zirytowany.
- Jasne, wejdź i rozgość się- to mówiąc, zrobiła mu przejście Wszedł do mieszkania i rozsiadł się w kuchni. Kobieta krzątała się do kuchni, a on w zamyśleniu podziwiał jej sylwetkę? Wreszcie z rozmyślań wyrwał go jej głos:
- Czego się napijemy, do tego ciasta?- zapytała kładąc na stole pokrojoną szarlotkę - Herbaty, wina?- kontynuowała
- Może wina- odparł. Po chwili z ciekawością przyglądając się szarlotce, zapytał:
- Sama piekłaś?
- Owszem, a co boisz się, że cię otruję?- powiedziała ironicznym głosem.
- No nie wiem, z tobą nigdy nic nie wiadomo- stwierdził rzucając jej zagadkowe spojrzenie
- Spokojnie, jeszcze parę lat chcę popracować w zawodzie- prychnęła, jednocześnie mocując się z butelką czerwonego wina.
- Daj, pomogę ci- zaofiarował się
- Spoko, dam radę. Muszę tylko zamiast tego przeklętego otwieracza użyć nożyczek
- Nożyczek?- zapytał zdziwiony.
- Tak, to stara sprawdzona metoda bydgoska.
-Ta, której użyłaś w kancelarii, jak oglądaliśmy ten film- upewnił się
- Tak, ta sama. Kurczę zdradzam ci moje największe sekrety- zaśmiała się, a potem dodała:
- Pamiętasz ten wieczór? Przecież dawno to było- stwierdziła
-Chcąc, nie chcąc pamiętam wszystkie chwile spędzone z tobą- odparł poważnie patrząc jej w oczy
- Serio?- zapytała, zauważając, jednocześnie że Marek się do nie przysunął
- Naprawdę- to powiedziawszy zbliżył się na taką odległość, że ich usta dzieliły milimetry... Prawnik ciężko westchnął i ruszył za kobietą. Chwilę później rozsiedli się obok siebie na podłodze i wtedy mężczyzna opowiedział Agacie o zerwaniu z Okońską, w międzyczasie dolewając im wina i jedząc szarlotkę. Wkrótce wino podziałało na Dębskiego, rozplątał mu się język i powiedział jej dlaczego rozstali się z Mari. Agata była w szoku, gdy Marek powiedział jej o przyczynie swego rozstania z Marią i wyznał, że jest dla niego kimś bardzo ważnym, choć po części wbrew jego woli. Ona nic nie mówiła, tylko słuchała zwierzeń Dębskiego i biła się z myślami. Z jednej strony czuła to samo, co i to od dawna. Broniła się przed tym tak samo, jak on, ale serce nie sługa. Jednak, gdy zaczynała myśleć o ich ewentualnym związku, w jej głowie zapalała się czerwona lampka. Bała się kolejnego związku, który mógł się skończyć fiaskiem, jak dwa poprzednie, obawiała się, że znowu zostanie skrzywdzona. Tak rozmyślając, nawet nie zauważyła jak Dębski z powodu ilości wypitego alkoholu i wrażeń z całego dnia, położył głowę na jej kolanach i usnął. Właśnie jego pochrapywanie, sprawiło, że ocknęła się z letargu. Nie za bardzo wiedziała co ma zrobić. Nie chciała go budzić, ale też nie za bardzo uśmiechało jej się spędzić pół nocy w pozycji siedzącej. Postanowiła, że jak najdelikatniej uwolni się od jego ciała, wstanie i pomoże mu dotrzeć do kanapy. Nie chciała, żeby nazajutrz oprócz kaca doskwierał mu ból pleców z powodu spania na podłodze. Troszczyła się o niego, bo.....go kochała, choć wtedy nie była w stanie się do tego przyznać przed samą sobą, Jak pomyślała, tak zrobiła. Nie bez trudu, ale doprowadziła Marka na kanapę i przykryła go kocem. Sama z pustą butelką, talerzem i kieliszkami udała się do kuchni. Zmyła naczynia, posprzątała trochę kuchnię, a gdy zobaczyła na zegarze ,że jest trzecia w nocy, wzięła prysznic i poszła spać.
Następnego dnia, Agatę obudziły jakieś dźwięki pochodzące z kuchni. Czym prędzej wstała i udała się w tamtym kierunku. Gdy doszła, zobaczyła Marka ubranego we wczorajsze ciuchy, który kończył przygotowywać śniadanie. Kiedy ją zobaczył zagadnął
- Hej wyspałaś się? Mam nadzieję, że nie jesteś zła za to, że się tak panoszę po twoim mieszkaniu- zażartował
-Co ty, dzięki tobie pierwszy raz od dawna zjem normalnie śniadanie, na spokojnie, bez pośpiechu. Dzięki- mówiąc to obdarzyła go tym uśmiechem, który najbardziej u niej lubił.
- No widzisz, bardzo dobrze zrobi ci to śniadanie, jesteś bardzo szczupła- powiedział mierząc ją od stóp do głów. Tą uwagą nie chciał jej urazić, pragnął podtrzymać rozmowę i zobaczyć jak złości. ?Jest wtedy taka piękna, bardziej niż zwykle? pomyślał. Efekt został osiągnięty, kobieta lekko zirytowana powiedziała:
- Proszę, jaki opiekun się znalazł
-Oj nie złość się, żartowałem- powiedział z szelmowskim uśmiechem, jednocześnie , obejmując Agatę w talii. Zbliżał się do niej, aby skraść jej buziaka, ona specjalnie się temu nie opierała.... Początkowo bardzo delikatnie musnął jej policzek, a później trochę śmielej zaczął kierować się do jej ust...., a wtedy Agata odepchnęła, go sama nie wiedząc dlaczego. Coś w jej głowie ostrzegało ją, żeby tego nie robiło, a serce, że naprawdę kocha tego facet, który teraz zdezorientowany stał koło niej. Zdrowy rozsadek zwyciężył... Po chwili niezręcznej ciszy, Marek z wyraźnym smutkiem w głosie powiedział:
- Co się stało? Myślałem, że czujesz to samo co ja.... Agata nie odpowiedziała nic na jego sugestie, tylko stwierdziła
- Słuchaj Marek, to jest dla mnie za wcześnie. W ostatnim czasie byłam w dwóch związkach, które zakończyły się katastrofa, zresztą ty też niedawno skończyłeś swój związek. Musimy ochłonąć i przemyśleć czego tak naprawdę chcemy. Nie spieszmy się, dajmy sobie trochę czasu.
-Jak chcesz- odpowiedział z pozoru obojętnie, ale Agata wiedziała, że jest trochę zawiedziony. Chwilę porozmawiali o jakiś głupotach, sytuacja była dość napięta, więc czym prędzej udali się do pracy. Pojechali osobno do pracy, źli na siebie nawzajem, a Agata postanowiła, że musi wyjechać z Warszawy, chociaż na kilka dni. ?Poukładam swoje sprawy i wyjadę. Tylko gdzie??- myślała. Po momencie ją olśniło" Bydgoszcz"- na tą myśl uśmiechnęła się do samej siebie. W kancelarii wpadła na Dębskiego odbierającego pocztę od Bartka. Zdawkowo przywitała się z nim, a on równie lakonicznie odpowiedział. Odebrała korespondencję, pogadał z Bartkiem i poszła do gabinetu pracować. To samo zrobił Dębski. Napiętą atmosferę zauważył Bartek, nawet chciał zainterweniować, ale zaraz potem pomyślał, że prędzej czy później prawnicy się pogodzą, jak zwykle. Doroty nadal nie było, całą swoją uwagę poświęcał małej Agatce, której chrzest miał się odbyć za miesiąc. Wszyscy pozostali, nie narzekali więc na brak zajęcia. Agata postanowiła, że wszystkie sprawy pozamyka tego dnia, poprosi współpracowników o urlop, a sprawy przekaże Bartkowi, który nadal trochę się dąsał, że dostaje za mało spraw. Nie wiedziała na ile wyjedzie, ale los sam jej to określił. W porannej poczcie przyszło pismo z sądu, w którym Agata została powołana na świadka w sprawie Huberta. Termin ją trochę zdziwił, bo został przesunięty o 2 tygodnie, ale później gdy, była w sądzie, dowiedziała się na korytarzu od znajomego adwokata o chorobie Okońskiej, która była powodem przesunięcia rozprawy. Wieczorem poinformowała panów z kancelarii o swojej prośbie, oni początkowo trochę niechętnie, ale zgodzili się. Później pojechała do Doroty i ona też się zgodziła. Zasiedziała się u niej trochę i gdy wróciła do domu był 19. Szybko spakował się, ogarnęła się i swoje mieszkanie, a potem ruszyła na dworzec. Nie chciała jechać swoim mocno sfatygowanym autem takiej trasy, więc postanowiła pojechać pociągiem. Nie uprzedzała też ojca o swojej wizycie, chciała zrobić mu niespodziankę. Gdy dotarła na dworzec, okazało się ,ze pociąg jej zwiał i na następny musi czekać godzinę. Po 60 minutach przyjechał i wreszcie skierowała się do celu. Po kilku godzinach, w środku nocy stała zmęczona i głodna przed drzwiami domu rodzinnego. Nie miała kluczy, więc zadzwoniła dzwonkiem. Ojciec rozespany, w piżamie, otworzył drzwi i gdy zobaczył swoją córkę, wyglądał jakby zobaczył ducha. Oczywiście wpuścił ją, zrobił jej posiłek, przygotował posłanie w jej dawnym pokoju, a ona w międzyczasie się wykąpała. Oczywiście tatuś obiecał, że jutro weźmie ją na spytki. Agata lekko się zaśmiała, zjadła i poszła spać. Następnego dnia, obudziły ją dopiero koło 10, promienie kwietniowego słońca, wdzierające się przez niezasłonięte okno do pokoju Agaty w jej pokoju, w jej rodzinnym mieszkaniu. Wstała, poprzeciągała się, podeszła do okna. Otworzyła je i uśmiechnęła się sama do siebie, widząc widok jej ukochanej Bydgoszczy. Wróciła do najlepszych lat jej życia, burzliwego okresu młodości, czasu pierwszych miłości, rozczarowań, cierpienia, ale i radości. Z tych rozmyślań wyrwał ją brzęk naczyń, dochodzący z kuchni." Oho, pewnie ojczulek robi śniadanie. Jak za dobrych, starych czasów"- pomyślała. Poszła do kuchni, zobaczyła nakryty stół i ojca siedzącego przy nim. Przywitała się buziakiem i wzięła się do jedzenia. Wcinała aż się jej uszy trzęsły, pyszne zapiekanki z serem i szynką, a wszystko popijała aromatyczną, zieloną herbatą. Andrzej chwile przyglądał się jej z rozbawieniem, a później poważniejąc spróbował się dowiedzieć, dlaczego jego jedyna córeczka pojawił się tak nagle w domu. Podejrzewał, że ma to związek z Markiem, ale gdy o to zapytał, nie chciała mu nic powiedzieć, zresztą jak zwykle i natychmiast zmieniła temat na bardziej neutralny. Zapytała ojca o jego plany, a on uprzedził, że idzie na stadion przeprowadzić trening z młodymi piłkarzami koło 13. Postanowiła, że pójdzie z nim, potem pojedzie na grób mamy i wieczorkiem posiedzi w domu. Powiedziała mu o tych planach, on zaproponował jej swoje towarzystwo, a Agata z radością się zgodziła. Posiedzieli trochę, gawędząc ze sobą. Agata była silnie związana ze swoim ojcem, choć ich relacje były nieco szorstkie. Kochała go nad życie i gdyby było trzeba skoczyłaby za nim w ogień, podobnie było z jego strony. Od zawsze, choć tego nie okazywał, był z niej dumny i uważał ją za największe szczęście, które mu się przytrafiło. Nim obejrzeli się, było za piętnaście 13. Wstali od stołu i ruszyli spacerkiem na stadion. Punktualnie doszli na miejsce, Andrzej zajął się pracą, a Agata przysiadła na trybunach i z rozbawieniem patrzyła jak jej poczciwy ojciec surowo strofuje młodych chłopaków. Dwie godziny później trening się zakończył, oni wypełnili swój plan, a wieczorem zasiedli z winkiem na tarasie. Wieczór był ciepły, Agata piła jeden kieliszek za drugim, ojciec przyglądał się jej z niepokojem, ale nic nie powiedział tylko słuchał. Po kilku głębszych Agacie rozwiązał się język i opowiedziała Andrzejowi całą historię z Markiem, o swoich uczuciach i obawach. Agata była wstawiona, ale kontaktowała, wiec Andrzej udzielił jej kilku rad. Tego wieczoru oboje poszli późno spać, a następny dzień spędzili na miłym odwiedzaniu starych kątów. W takiej fajnej, sielankowej atmosferze minęły 2 tygodnie. Pewnego piątkowego wieczoru, jak co dzień zadzwoniła Dorota i zaprosiła Agatę na chrzciny swojej córki, a jej chrześnicy, które miały odbyć się za dwa dni. Kobieta oczywiście obiecała, że przyjedzie. W sobotę rano kupiła małej prezent, w międzyczasie wytłumaczył wszystko ojcu, który zgodził się ją puścić, dopiero wtedy, gdy obiecała przyjechać jeszcze w tym roku. Późnym popołudniem, żegnana przez ojca, wracała do Warszawy z nową energią, wypoczęta, zdystansowana. Wieczorem po powrocie, zadzwoniła do Doroty ,żeby zapytać ją o szczegóły, po czym przygotowała ubranie, zjadła kolację, wykąpała się i poszła spać, nie mając świadomości jak wiele się jutro wydarzy?. Następnego dnia, obudziła się koło ósmej spokojnie zjadła śniadanie, ubrała małą czarną i czarne, eleganckie szpilki. Następnie zrobiła lekki makijaż, związał włosy, ubrała płaszczyk, wzięła prezent i tak uzbrojona udała się do kościoła. Tam już byli wszyscy goście, łącznie z Dębskim, którego dosłownie wbiło w podłogę, gdy zobaczył Agatę. Głośno przełknął ślinę, a chwilę później odbyła się ceremonia, z której niewiele pamiętał, ponieważ cały czas patrzył się i myślał o stojącej obok Agacie. Jej nieobecność doprowadzała go do furii, czuł jakby brakowało mu powietrza, nie mógł nigdzie znaleźć sobie miejsca. Tęsknił i to bardzo, był pewny, że kocha tą drobną, nieco stukniętą brunetkę, która teraz obecnością sprawiała, że czuł się najszczęśliwszym facetem na świecie. Chłonął jej wygląd, zapach, każdy gest. Po półtora godzinie msza dobiegła końca i wszyscy udali się do domu Doroty na małą imprezę. Mijały kolejne minuty, godziny, a Marek nie miał nadal sposobności, żeby pogadać z Agatą sam na sam. Prawniczka czuła się trochę obco w tym towarzystwie, wiec postanowiła pod byle jakim pretekstem się zmyć. Wymówiła się bólem głowy, ale zamiast do mieszkania pojechała do kancelarii, aby w pracy zapomnieć o swoich smutkach, o Marku. Jej zniknięcie zanotował adwokat, który po krótkim odstępie czasu również zmył się po angielsku z tej imprezy, jako powód podawszy nawał pracy. Tak naprawdę chciał pogadać z Agatą, wytłumaczyć i pierwsze kroki skierował do jej mieszkania, ale pocałował klamkę. Udał się więc do kancelarii, gdzie zastał kobietę. Spotkali się w kuchni, a gdy mężczyzna ją zobaczył zażartował:
- Ładnie to tak kłamać i z imprezy uciekać?
- Kompletnie nie wiem o co ci chodzi- powiedziała Agata
- Dobrze wiesz- mówiąc to zmierzył ją takim spojrzeniem, że aż ją ciarki przeszły.
- Oj tam, po prostu mam sporo pracy, a Dorota uznałaby mnie za nienormalną, gdybym jej tak powiedziała
- Akurat- prychnął- Przyznaj się, że zwiałaś z mojego powodu- powiedział przechwalczym głosem. Mówiąc to oparł się rękami o blat szafki, o którą Agata opierała się biodrami. W ten sposób znaleźli się w ścisłym kontakcie, a ich twarze dzieliło kilka centymetrów.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo Dębski- powiedziała z ironią. On na to nie zwrócił większej uwagi, tylko patrzył w jej błękitne tęczówki, swoim iskrzącymi oczami. Po chwili milczenia powiedział: - Masz dużo pracy? Może uda mi się cię wyciągnąć w moje ulubione miejsce, na mały spacer?
- No nie wiem, nie wiem. Napisz podanie, załącz zdjęcia, a ja rozważę twoją propozycję w ciągu miesiąca- nadal się z nim drażniła.
- Hmmm, nie odpowiada mi to, możemy negocjować?- zapytał zbliżając się do niej jeszcze bardziej
- No w sumie....- nie dokończyła, bo Dębski wziął ją za rękę, porwał marynarkę i wyprowadził na zewnątrz, nie przyjmując sprzeciwu. Zresztą Agata nie protestowała, posłusznie wyszła za nim.
Gdy znaleźli się na polu, przeszył ją dreszcz, nie wzięła swojego płaszcza, a Dębski widząc jej dygotanie, odstąpił jej swoją marynarkę.
- Dzięki- Agata obdarzyła go uśmiechem
- Nie mogę pozwolić, żebyś się przeziębiła- odparł
Udali się na spacer ruchliwymi ulicami Warszawy. Przy przebieganiu jednej z nich, Marek chwycił dłoń Agaty, czemu ona się nie sprzeciwiła. Po półgodzinie byli w ulubionym miejscu Marka nad Wisłą. Agata oparła się o barierkę i przyglądała się na przemian gwiazdom i szumiącej cicho wodzie. Dębski robił to samo, stojąc koło prawniczki. Zapanowała cisza, którą przerwała Agata:
- No dobra, po co mnie tu przyprowadziłeś?- zapytała nieco wojowniczo.
- Żeby ci coś powiedzieć
- Niby co?- powiedziała zirytowana.
- To- odpowiedziała i zanim kobieta się obejrzała, objął ją w pasie i pocałował. najbardziej namiętnie jak potrafił. Prawniczka poddała się temu, bez żadnych oporów. Wiedziała, że kocha tego" bufona" i chce z nim być. Przez kilkanaście minut całowali się, a ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Agata objęła mocniej Dębskiego w pasie, za to on zaczął błądzić rękami po jej plecach. Dotarł do zamka sukienki i gdyby nie to, że byli na dworze, bez oporów by go rozpiął. Po dziesięciu minutach oderwali się od siebie i niemal równocześnie zaśmiali. Później chwycili się za ręce i ruszyli przed siebie. Po drodze Marek powiedział Agacie, że wyjaśnił wszystko z Okońską i wrócił do swojego mieszkania. Później zaczęli wspominać swoje młodzieńcze lata, przerywając je pocałunkami. Wreszcie dotarli pod mieszkanie Agaty. Kobieta oparła się o drzwi i zapytała Dębskiego
- Wejdziesz, na herbatę? On uśmiechnął się szeroko, popatrzył na nią iskrzącymi tęczówkami i przyjął propozycję. Ledwo przekroczyli próg mieszkania, zaczęli się całować, pozbywając się w kolejnych pomieszczeniach swojej garderoby. Gdy dotarli do jej sypialni, przeszli do sedna, robiąc to o czym oni od dawna marzyli. Kilka godzin później, gdy leżeli w łóżku zaczęli wspominać początek swojej znajomości, jak zwykle się drażniąc, a później zasnęli wtulenie w swoje ramiona? Rano, gdy Dębski się obudził, zauważył, że nie ma Agaty, ale chwile potem usłyszał hałas w kuchni i tam też się skierował. Prawniczka stała przodem do blatu, w jego koszuli, a tyłem do nadchodzącego Dębskiego. Ten zmierzył ją wzrokiem podszedł do niej i przytulił ją w pasie. Ona odwróciła się do niego i zapytała: - Jak się spało?
- Świetnie- odpowiedział z uśmiechem. Potem zapytał:
- Śniadanie robisz?
-A tak, Zjesz ze mną?- powiedziała rozbawiona Agata
- Wiesz, chętnie, ale mam lepszy pomysł- skwitował i nie czekając na jej reakcję wziął ją na ręce i zaniósł w stronę sypialni.... Cały dzień spędzili razem, oglądali zdjęcia rozmawiali i pili wino. Nazajutrz, gdy już poszli do pracy od progu, powitały ją pytania Bartka i Doroty. Udzielili im bardzo wymijających odpowiedzi i udali się do swoich gabinetów, aby chociaż udawać, że pracują. Zdradzili się jednak przed Dorotą, kiedy to wpadła bez zapowiedzi do gabinetu Agaty i zobaczyła prawników w niedwuznacznej sytuacji. Dębski i Przybysz przerwali swoje pocałunki, uśmiechnęli się znacząco, a Dorota nie czekając na wyjaśnienia, powiedziała rozbawiona:
-No proszę. Ładnie to tak oszukiwać najlepszą przyjaciółkę? Para nic nie powiedziała, a Dorota stwierdziła z dumą
- A nie mówiłam, że się polubicie?- puściła im oczko i wyszła, aby nie przeszkadzać zakochanym. Oboje wy buchnęli śmiechem, a później Marek zapytał żartobliwie:
- Kobieto, co ty ze mną wyprawiasz? - Ja?- udała oburzenie- No ty, a kto? Mówiłem ci już, że cię kocham jak wariat- zapytał, a ona pokręciła przecząco głową
- No to ci mówię- powiedział i po raz kolejny ją pocałował, a między pocałunkami Agata powiedziała
- Też cię bardzo kocham. Wrócili do pracy, wieczorem dla odmiany udali się do mieszkania Dębskiego, spędzili razem noc zjedli śniadanie i pojechali do pracy. Od tamtej pamiętnej nocy u niej, tak było już codziennie. Spędzali ze sobą prawie cały czas, chodzili na randki, a ich przyjaciele obserwując ich szczęście byli pewnie, ze są dla siebie stworzeni. Oni sami nie wyobrażali sobie już życia bez siebie, W międzyczasie odbyła się rozprawa Huberta, na której Agata zeznała całą prawdę, obciążając swojego byłego " narzeczonego". Nawet Okońska była dla niej miła, bo jak się później okazało związała się z mecenasem Olszewskim, tym przed którym Marek " obronił" Agatę. Zapadł wyrok skazujący na Sułeckiego, wtedy widziała go po raz ostatni. Zamknęła tamten rozdział i zaczęła nowe życie z Markiem u boku...Kilka miesięcy później zaręczyli się, a po roku, dokładnie w rocznicę pierwszego spotkania wzięli ślub.
KONIEC