Pierwszy odcinek...taki sobie, źle nie było, zachwycać też nie ma się nad czym. Wydaje mi się po prostu, że sezon ten stopniowo będzie się rozwijał, w końcu końcówka jest tego najlepszym przykładem. Dlatego ja czekam na kolejne odcinki.
Najlepszym akcentem było dla mnie...pojawienie się Olgi

Wiem, wiem, będzie tą złą, pewnie prędzej czy później relacje Alicji i Maksa ulegną pogorszeniu za jej sprawą, ale lubię Magdę Boczarską. Poza tym połączenie Maksa z Olgą swego czasu też mi się podobało, teraz jestem raczej na nie, bo to byłoby powielenie schematu z poprzedniego sezonu: pierw jest dobrze, odcinek-dwa, a potem BUM i dramat, Alicja dochodzi do siebie powoli, zyskując wielu wielbicieli, a w końcu i tak wracają z Maksem do siebie, bo serial tak przewiduje, że w ostateczności para ta musi być razem.
Ale to że Olga zostanie w Toruniu...fajnie

Wydaje się być fajną bohaterką, tylko szkoda, że z konkretnymi zamiarami przyjechała - tylko stanęła w drzwiach mieszkania Maksa, widząc że oczekuje on kogoś innego, wali prosto z mostu, że odeszła od męża. Oby nie straciła przez to mojej sympatii.
Dlatego ja bardziej czekam na sceny z Elą i Krzyśkiem oraz z Leonem i tą studentką (o którą ponoć Ela może być zazdrosna, ale moim zdaniem to raczej wymysł dziennikarza, piszącego artykuł - w ostatnim sezonie jasno było widać, że Ela i Leon to tylko przyjaciele). Tylko w pierwszym odcinku krucho z tym, oj krucho

ale tak czy siak to będą moje dwa ulubione wątki w tym sezonie

Dobrze zapowiada się też wątek Piotra i jego żony-narkomanki, która ma wrócić z odwyku w następnym odcinku. Nieco mniej interesujące wydają mi się za to: wypadek Ordy i Sylwia, która go przecież kocha, ale nie chce się do tego przyznać, bo Orda to pajac głupi, no i wątek Beaty i Filipa. Czy ona zawsze musi trafiać na jakichś popaprańców? Taka karma za to jaka była kiedyś?