Już sobie wyobrażam Wasze ucieszone mordki jak zobaczycie scenę z Elą i Krzysztofem, szczególnie ten słodki pocałunek w policzek

mnie samej się ona bowiem baaardzo podobała, miła odmiana po tym dystansie, jaki był między nimi w pierwszym sezonie. Piękna z nich para! Będzie mi przykro, jak nic z tego nie wyjdzie.
Alicja z Leonem...oj, no uwielbiam ich! Leon promienieje, kiedy jest przy nim córka. Takie ładne rady jej dawał na życie, tak fajnie się o nią troszczył. Chociaż i tak najlepszy tekst to ten o Krzysztofie, że po co jej taki stary dziad

A w ogóle stale odnoszę wrażenie, że Leon "współpracuje" z Maksem i że o wielu rzeczach, które Keller czuje do Alicji, wie lepiej od samej Alicji

Intrygujące było zachowanie Piotra względem tej narkomanki, ale szybko przyszło mi do głowy, że to pewnie wprowadzenie do przedstawienia jego żony, choć nie pamiętam czy w spoilerach było coś na temat tego, że brała narkotyki. Musiało go to jakoś osobiście dotknąć, choć dziwię się trochę, że naprawdę nikomu nie chciał o tym powiedzieć. Przecież przyjaźni się z Alicją, ta już dawno dała mu do zrozumienia, że nic między nimi nie będzie, więc mógłby już zacząć traktować ją normalniej.
Za to aktorka, wcielająca się w rolę matki-narkomanki, szczególnie w scenie pod szpitalem, gdy spotkała Alicję i powiedziała jej, że zapisała się na odwyk...no mistrzostwo! Bardzo dobrze zagrana.
Za to najważniejszy punkt odcinka...MAKS! Matko przenajświętsza, jeśli on ma się TAK zmienić to absolutnie jestem za tym. W tym odcinku był cudowny pod każdym względem! Szczególnie jak rozmawiał z Ordą o tym, że zrzekł się miejsca specjalizacyjnego dla Alicji, a ten osioł Orda nic nie rozumiał

Maks tak uroczo się wtedy śmiał. Widać jak cholernie mu na Ali zależy, wcześniej głównie na ten temat żartował, teraz traktuje to z większą powagą, rozsądnej chce ją zdobyć.
No i mu się udało! "3 godziny dla Maksa" najlepszym momentem w tym odcinku

Scena w szatni piękna, potem jacy byli radośni, gdy szli objęci w stronę niespodzianki, jaką Maks sprawił Ali...potem jak ją niemalże siłą musiał do tego samolotu załadować

buziaki w trakcie "rozbierania"! I skooook. Dżizas, to musiało być fantastyczne przeżycie, przełamanie wszelkich barier. Zresztą to, co zdarzyło się na dole, to potwierdza

A niech mi to scenarzyści teraz równie szybko popsują...POZABIJAM!