Jak po tym odcinku ktoś mi powie, że nadal lubi bohaterkę graną przez Agnieszkę W. i że miło się ona zapowiada...to nie uwierzę
Odcinek cu-do-wny! Obok odcinka pierwszego zajmuje u mnie najwyższe miejsce na liście ulubionych. A piękny był pod wieloma względami. Ciekawe przypadki medyczne, nawet wzruszająco się zrobiło (i tutaj po raz pierwszy właśnie serial przypomniał mi "Chirurgów", kiedy to wzruszał mnie każdy odcinek), głównie za sprawą tej małej dziewczynki i Ordy. Miałam łzy w oczach już w momencie, gdy chwyciła go za fartuch w obecności Leona, mówiąc, że szuka jej mamy. A potem jak powiedziała swojemu tacie żeby nie płakał...

Pojawienie się Krzysztofa też na plus. Ciekawe jak długo będzie walczył o Alicję, czy teraz widząc ją całującą się z Maksem odpuści. Zresztą wiele by na to wskazywało, w końcu Ala wyraźnie dała mu do zrozumienia, że wybiera Toruń i Maksa- to też było piękne

Niemniej jednak mam nadzieję, że Krzysztof szybko wróci, bo lubię go z Leonem, no i z Elą też. Chciałabym żeby już ostatecznie wyjaśniło się co ich kiedyś łączyło.
A największą zaletą odcinka było oczywiście...wiadomo co...wiadomo kogo...i wiadomo z kim

A to trzymanie się za rączkę, ich uśmiechy były po prostu słodkie

Może sobie ktoś mówić, że to banalna historia, przesłodzona, ale mnie naprawdę poprawia humor taki widok. Szkoda tylko, że dokładnie w tym momencie pojawiła się ta była Maksa. Ciekawe jak Alicja na nią zareaguje. Wydaje mi się, że może się wkurzyć, bo sytuacja ta przypomina to, co jest między nią a Krzysztofem: ten przecież także wraca, by ją odzyskać. Ale jakie cudowne by to było zaskoczenie, gdyby scenarzyści wpadli na jakiś oryginalny pomysł...