Pogadam sama ze sobą, a co.
Ostatni odcinek serii mnie rozczarował. Nic nie było takie, jak bym chciała. Nie było żadnych ładnych scen z Alicją i Leonem, oczywiście oprócz tej malutkiej, ostatniej, ale nawet ta niespecjalnie mi się podobała, bo wkurzyło mnie takie dziwne zakończenie odcinka. Obawiam się, że druga seria może się zacząć w momencie, gdy wiele spraw się już wydarzy...
I nadal nie potrafię jednoznacznie stwierdzić kto mnie wkurza bardziej: Maks czy Alicja

Z jednej strony Maks zachowuje się strasznie, mógłby być przy Ali (jak przyjaciel), tak jak jest przy Beatce. Z drugiej strony skoro ta go tak odpycha, za każdym razem, gdy jest bliżej niej- zaczyna nawijać o tym, jaka Beata jest biedna i jak to musi jej pomóc, to nic dziwnego, że facet się wkurza. Poza tym Alicja jest w stosunku do niego straszną...babą, babsztylem wręcz

I to mi w serialach przeszkadza najbardziej. Zależy jej na nim, potrzebuje go, a jednocześnie nie rozmawia z nim. Nie kontaktuje się z nim. Nie zwierza ze swoich problemów. A ileż biedny facet może się uganiać za babą? No prooszę. Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby jednak nerwy mu puściły i przespał by się z Beatą. Oczywiście wkurzyłoby mnie to, bo nie lubię jej, ale to byłoby z jego strony bardzo ludzkie. Na szczęście Maks to Maks, mimo wszystko- super gość
Nie rozumiem za to zachowania Beaty w ostatniej scenie. Czy ona przypadkiem nie powinna się cieszyć, że Alicja może być dawcą? Że może będzie w stanie uratować ich ojca, który bez przeszczepu nie miałby szans przeżyć? Rozumiem, jest jej ciężko z tym, że to nie ona, a Alicja uratuje Leona, ale wydaje mi się, że w takim momencie nie powinno być ważne kto, ale jak. Skopali to trochę scenarzyści, byłby to dobry wstęp do początku jakiegoś pojednania między paniami...
Była jeszcze sprawa Ordy i Sylwii. Szczerze przyznam, że w tym odcinku nie podobali mi się już razem tak, jak kiedyś. Sylwia nadal jest super, ale Orda był odrobinę irytujący. Po pierwsze: kompletnie nie pasuje do niego stanowisko ordynatora, przecież wielokrotnie pokazał, że nie jest dobry w dowodzeniu ludźmi, nie potrafi podejmować decyzji w krytycznych sytuacjach, a i chirurg z niego nie jest jakiś tam niesamowity. A po drugie: mógłby się zdecydować co do Sylwii i zrozumieć ją trochę. A ten popada stale w dwie skrajności. Nie rozumiem...
Miłe było za to pojawienie się Krzysztofa

Dobrze, że to on będzie operował Leona. Dzięki temu jest nadzieja na szczęśliwe zakończenie tego wątku, choć mam jakieś złe przeczucia. Niby czytałam, że Leon ma przeżyć, ale póki nie zobaczę dowodów- nie uwierzę. Taki niewierny Tomasz ze mnie
Urocza scena z Elą...hmm, czyżby miało dojść w drugiej serii do jakiejś zmiany ich stosunków?
