"Dirty Dancing" - jedynka i tylko jedynka. Oglądam zawsze, gdy jest w TV, mam też go w domowej filmotece i od czasu do czasu po ten film sięgam.
Uwielbiam "Dirty..." za przystojnego, świetnie poruszającego się w tańcu, zadziornego, buntowniczego, ale w głębi serca porządnego Johna Patricka Swayze, za bardzo dobrze zarysowaną bohaterkę Jennifer Grey, czyli "Baby", za muzykę, przy której można tańczyć tak, że sam taniec to wstępna gra wiadomo do czego

, i jeszcze raz za muzykę, która do dziś nie straciła nic ze swej przebojowości, za klimat lat 60-tych, za swego rodzaju humor.