Agatę kiedyś lubiłam, ale po tym jak rozbiła związek Przemka i Wiki to naprawdę ciężko mi się na nią patrzy, momentami jest okej, mniej mnie drażni, ale momentami naprawdę aż mam ochotę ją wyłączyć.
Bzdura. Związek Wiki i Przemka rozbiła Wiki. Odpychała chłopaka od siebie, ciągle nie miała dla niego czasu, nie dzieliła się kłopotami, miała przed min tajemnice. Chłopak był zdezorientowany i wcale mu się nie dziwię. Podejrzewał ją nawet o zdradę. Tak się złożyło, że mniej więcej w tym czasie Agata miała wypadek. Przemek odepchnięty przez Wiki zaczął więcej przebywać ze zmagającą się z kłopotami zdrowotnymi Agatą. Ale chyba nawet wtedy za dużo to z Agatą i Przemkiem się nie działo. Jakby nawet, to pary Wiki - Przemek już nie było.
I nadal uważam, że jednak pośredni wpływ na kłopoty (poważniejsze niż wcześniej) u LiL ma właśnie Agata, okej to nie ona go pocałowała, to nie ona kazała mu się zatrzymywać, ale w takim razie po co wygadywała te wszystkie rzeczy, po co do niego miała pretensje, że jest taki nieskazitelny, że ma rodzinę itd? No po co? Nadal ma jakiś żal do Witka, bo o ile dobrze pamiętam to kiedyś coś między nimi było, wówczas gdy Lena była z tym Edwardsem, ale mogę się mylić bo miałam dłuższą przerwę w oglądaniu.
W ten sposób to można wszystko tłumaczyć, tylko nie winę zainteresowanych. Czy ja mogę być odpowiedzialna za uczucia innych, za myśli, poglądy, upodobania innych. Jeśli Witek ma w głowie Agatę, to jest tylko i wyłącznie jego wina, bo dziewczyna go w żaden sposób nie uwodzi. Nie może przestać się do niego uśmiechać, rozmawiać z nim, dzielić się kłopotami, bo to jego koleżanka, współpracownica i przyjaciółka, która w żaden sposób nie wtrynia się w małżeństwo Latoszków ani innych bohaterów . To co teraz ma zrobić? Zamknąć się w czterech ścianach i nie kontaktować się z przyjaciółmi, znajomymi, bo oni mają swoje połówki? Bezsens.
W rozmowie w Witkiem nie miała do niego żadnych pretensji. Po prostu rozżaliła się. Wam się nigdy to nie zdarza? "Dlaczego wszystkie znajome mają chłopaków a ja jeszcze nie, dlaczego innym się to, czy tamto udaje a mnie nic". Kobieta dowiedziała się, że facet, z którym mogłaby coś stworzyć chce wrócić do żony, przed chwilą z powodu jej błędu mało co ktoś nie umarł, przy tym wypiła parę głębszych. Na dodatek Witek dogryza jej, że się upiła. Więc wybuchła. A ten wybuch można interpretować tak "no i co z tego, że trochę wypiłam, mam kłopoty, ty może tego nie rozumiesz, bo masz fajne życie".
Żadnej pretensji, że Latoszek ją zostawił, czy coś w ten deseń.
Później Agata zauroczyła się Markiem (bo chyba jednak miłością nie można tego nazwać) dowiedziała się, że ma żonę i teraz oczywiście ona jest tą biedną i pokrzywdzoną dziewczyną, którą los kopie w tyłek. No bez przesady, Marek z nią flirtował to wszystko, nigdy nie dał jej do zrozumienia, że mogą być razem (chociaż może i by pasowali do siebie) chyba nigdy nie zaprosił ją na kolację, nie kupił prezentu, więc nie wiem o co teraz ma do niego pretensje i ma do niego taki a nie inny stosunek.
Oczywiście, że to zauroczenie. Miłość zawsze przychodzi później. Każda miłość zaczyna się zauroczeniem.
Flirt tego typu, to nie "to wszystko". Do etapu kolacji, prezentów i deklaracji przyszłościowej jeszcze nie dotarli. Tego się nie robi na łapu capu. Co nie oznacza, że facet swoim zachowaniem nadziei na coś nie dawał. Powinien zacząć od tego, że ma żonę. Flirt wyglądałby inaczej, a może wcale by go nie było.
Niektórym dziewczynom wystarczy uśmiech kolegi, a już mdleją i już uważają, że on się nimi interesuje

"Bo tak ładnie na mnie spojrzał"
A w przypadku Marka nie tylko był uśmiech, były podteksty, zauważalne (jak wspomniałam wyżej) przez innych, nawet jego własnego syna. Skoro osoby postronne mają takie wnioski, to co ma o tym myśleć sama zainteresowana?