Co do Hany i Piotra to oczywiście emocje górą, jak zwykle scenarzyści najlepszą scenę dają na koniec i trzymają w niepewności.
Przypadek mi się bardzo podobał. Mamie bardzo współczuję, ale uważam, że ojciec postąpił dobrze, że przestał się z nią pieścić i po prostu wziął sprawy w swoje ręce. W dodatku podobał mi się fakt, że nazwą dziecko Tosią, po córce Piotra, ujmujący gest. Ale nie dziwię się, w końcu gdyby nie Piotr to ten facet pewnie by się nie przełamał.
Żal mi dziś było patrzeć na Hanę, jak ta matka nie chciała córki. Wyobrażam sobie, co myślała, jak można być takim głupim i nie chcieć dziecka, skoro można je mieć. Podziwiam za cierpliwość. Nie umniejszam oczywiście tragedii matki, ale po prostu przeżycia Hany w tym momencie pewnie tak właśnie wyglądały.