Przemek na pewno poczuje się zdradzony, zwłaszcza, że Falkowicz jest jego wrogiem numer jeden i za wszelką cenę chciałby, żeby dostał za swoje.
(...)
Przemek będzie mieć żal, tym bardziej, że on nie pogodził się jeszcze ze śmiercią Ludomiły i cały czas Falkowicz jest dla niego tym, który ją zabił. Dla niego nie będzie mieć znaczenia, że go uratował i nie znajdzie w tym argumencie usprawiedliwienia/zrozumienia dla Wiktorii.
Tak, ale zachowanie Przemka nie jest w tym momencie sprawiedliwe:
Wiktoria nie potrzebowała jego wsparcia, bo mu o tym nie powiedziała? To takie rzeczy trzeba mówić? On sam powinien się domyślić, przecież tyle ją zna. Naprawdę uważasz, że Przemek był na tyle ślepy, że nie widział jej poirytowanych min i zawiedzionego, gdy mówił dobrze o Falkowiczu? Zresztą ona sama raz czy dwa wprost mu powiedziała, że jest zawiedziona tym, że on bagatelizuje ten konflikt i nadal wychwala Andrzeja pod niebiosa, ale on nic sobie nie robił z uczuć Wiki. Ta cała sytuacja nie spływała po niej jak po kaczce, przecież raz się nawet z powodu Falkowicza upiła. Ja nie twierdzę, że Przemek nie ma prawa czuć się zdradzony. Chodzi mi jedynie o to żeby od kogoś wymagać bezwzględnej lojalności samemu trzeba takim być. Zresztą, Przemek jest bardzo niesprawiedliwy dla Wiktorii, bo z tego, co pamiętam to ona pierwsza zobaczyła plamy na rękach Ludmiły i skojarzyła, że ta nadal może mieć guza, ale Przemek jej nie wierzył, bo był zaślepiony podziwem dla profesora, a teraz Przemek uważa ją za zło wcielone, bo ta ma czelność jechać z Falkowiczem na sympozjum.
W tej wypowiedzi też jest mnóstwo prawdy. Tak naprawdę Falkowicz od początku nie lubił Wiktorii, z wzajemnością zresztą. On ją ciągle o coś oskarżał, ona ciągle się z nim kłóciła. Widać było, że niejednokrotnie sprawiało jej to przykrość, a profesora irytowało jej zachowanie. Nie mogli dojść do porozumienia. Ale czy Przemek się tym przejął? Wiktoria jest dzielna i radzi sobie bardzo dobrze, lecz nie jest niezniszczalna. Profesor chciał nawet wyrzucić ją z pracy. Ona oskarżyła go o oszustwo, złożyła na niego skargę. A przecież nie tylko on był jej zmartwieniem, profesor też miał sporo problemów. Nie aż tak dawno temu Wiktoria miała nieprzyjemności z Januszem, z Piotrem jej się nie ułożyło, Tomasz był pomyłką, która miała pozwolić zapomnieć jej o Przemku. Teraz zaczęła bronić Falkowicza i ociepliła z nim relacje, a za to prawie wszyscy inni się od niej odwracają. I, tak jak napisała
Marciocha - gdzie był Przemek, gdy Wiktoria miała nieprzyjemności z Falkowiczem? Przemek rozmawiał sobie z nim, nie szczędząc słów uznania, nie wspominając słowem o tym, by postarał się dostrzec w Wiktorii jeśli nie dobrą osobę, to przynajmniej dobrego lekarza. Gdzie był Przemek, kiedy Wiktoria dostrzegła pierwsze niepokojące objawy Ludmiły? Otóż robił to samo, co powyżej. I wreszcie, gdzie Przemek jest teraz, gdy Nina się na Wiktorię obraża, Sambor nawet nie stara się zrozumieć ani jej, ani profesora, a po szpitalu niebawem zaczną krążyć plotki na ich temat (zapewne nieszczególnie miłe)? Otóż Przemek odwraca się od niej, tak jak reszta.
A dla odmiany, gdzie była Wiktoria, kiedy zmarła Ludmiła? Była przy Przemku. Wspierała go. Gdzie była, kiedy chłopak chciał włamać się do pomieszczenia z dokumentacją pacjentów Falkowicza? Pomagała mu się tam dostać. Gdzie była, kiedy zarządzono ewakuację szpitala, a profesor i Przemek byli najbliżej wybuchu? Weszła do środka, aby odnaleźć przyjaciela.
Mimo tylu przykrości, jakich doznała od niego Wiktoria, była przy Przemku "na dobre i na złe". A on co teraz robi? Ona ma ciągle go bronić choćby miała zupełnie inne zdanie, a on na nic oprócz obrażania się i ignorowania nie może się zdobyć? To już nawet nie chodzi o to, że Przemek zachowuje się nie fair. Chodzi o to, jak Wiktorii jest przykro. I trudno się jej dziwić.
Teraz, kiedy Falkowicz naprawdę zasłużył sobie na uznanie i Wiktoria stara się go zrozumieć, gdzie jest Przemek? Chowa w sobie urazę, nie chcąc nawet jej słuchać.
Wiktoria miała pełne prawo zmienić zdanie o Falkowiczu, tym bardziej po tym, jak uratował Przemka, jego siostrę i stanął w obronie jej samej przed policją. Przemek sam zmienił wcześniej zdanie o profesorze Andrzeju, miał ważny powód, to prawda. Ale czy Wiktoria nie ma ważnych powodów, żeby szanować Falkowicza? Narażanie życia, więzienia i podejmowanie decyzji dla dobra Przemka (którego nadal zaślepia nienawiść, a Falkowicz miał pełne prawo po prostu wyprowadzić go ze szpitala, aby gdzieś odwieziono i nie myśleć o tym, że chłopak nie będzie mógł dalej być chirurgiem i straci rękę, a może nawet życie) to takie nic?
I teraz wsparciem dla Wiktorii będzie Falkowicz. Za to ona pomoże mu wyplątać się z kłopotów. A Przemek, wieloletni przyjaciel, będzie chciał się od niej odciąć. Bo prawda jest taka, że profesor mógłby ratować wszystkich bliskich Przemka kilka razy, a dla niego i tak będzie liczyło się tylko to, że oszukał (a w jego mniemaniu zabił) Ludmiłę.