Drodzy Państwo - nie wiem czy zauważyliście, ale we wczorajszym odcinku dowiedzieliśmy się, że Latoszek został ordynatorem interny. Wniosek płynie z tego taki, że Orlicka już nie pracuje. Druga szokująca wiadomość - pan kardiolog Marek miał czerniaka i z tego powodu już nie operuje. Niestety oglądając odcinek utwierdziłem się w przekonaniu, że scenarzyści chyba żyją na jakimś dziwnym świecie. Heroiczny James ratujący wioślarzy, nie pamiętający co się z nim stało, ale pamietający hasło do konta i mający kupę kasy - a przecież nie tak dawno gdy kupował kwiaty Hanie to "na piękne oczy". Kłótnie Witka i Leny ws. pacjenta były po prostu durnawe. Powrót Soszyńskiej do Leśnej Góry i zamieszkanie z Piotrem i Tosią i stworzenie nowej kochającej rodziny. Kontynuacja największej żenady sezonu 2010/2011 pn. Tosia córką Piotra. Magda zjawia się jak gdyby nigdy nic i przyjmuje propozycje Piotra, co już samo w sobie jest brakiem honoru. A i Piotr mógłby sobie odpuścić, powinien o Hanę walczyć zwłaszcza, że z zapowiedzi wiemy, że będzie z nią w ciąży, a to w praktyce oznacza, że zamiast serialu medycznego będziemy mieli romansidło - Hana nie mogąca zapomnieć o Jamesie, w ciąży z Piotrem, Piotr mający córkę Tosię z Magdą i drugie dziecko z Haną. Normalnie przypomina to seriale nadawane na kanale Romantica. Falkowicz, który mimo tego, że jest odpowiedzialny za śmierć Ludmiły dalej kontynuuje pracę w swoim zawodzie, z laską niczym dr House. Bez niego jak się pewnie okaże żadnej diagnozy nie postawią. Przemek jako dedektyw, który ujawnia dane osobowe pacjentów tylko po to, żeby odegrać się na Falkowiczu i Piotr, który jako milosierny samarytanin przyjmie na siebie jego winy. Naprawdę ten serial przestaje być powoli na moje siły - zdzierżyłem dużo od kretyńskich utarczek Witka z Leną podczas jej romansu z Edwardsem, poprzez zastępstwa internista za chirurga, cyganów, dyskryminację osób rudych, mordobicie, operowanie pod wpływem, Tosia córką Piotra, a na zmartwychwstaniu Jamesa kończąc. Tego serialu nie idzie już normalnie oglądać. Należałoby w nim wymienić całą ekipę od scenarzystów przez scenografów a na reżyserze kończąc. Ile tak chcą twórcy NDiNZ brnąć?