A najlepsze w tym wszystkim jest to, że w zasadzie gromy na niego leciały, jak coś tam z Agnieszką było, jak się zbliżyli ciut za mocno, bo on taki niewierny mąż, okropny, bo się zabawia, a żona siedzi z dziećmi i w ogóle życia nie ma. To teraz żona ma życie, a on rogi...

A ja tam wcale nie uważam, że Ruda byłaby złą partią dla Tomka

Pytanie tylko, o co było tyle krzyku, podejrzeń zdrady, etc. ze strony Gośki, skoro chwilę później potrafiła wyjechać i tak perfidnie skrzywdzić. Ja naprawdę nie jestem za tym, żeby ludzie byli ze sobą na siłę. Nie wyszło? Ok. Istnieje coś takiego, jak separacja. W ich wypadku jednak wszystko jest łatwe i przyjemne, bo przecież nie przed Bogiem, a jedynie przed urzędnikiem przyrzekali. Zatem... co za problem wyjechać, zdradzić, wystąpić o rozwód? Grzech to wszak nie jest. Po prostu... odrobinka, ociupinka odpowiedzialności... już nie mówię, że za partnera i związek, ale dzieci? Czy ona naprawdę zapomniała, że ma Zośkę? Dziecko straciło matkę, dzięki Gośce jakoś się pozbierało, dostało dom i co? To już mogła jakoś tak.. no jasno postawić sprawę... "Tomek, nie kocham cię, nie chcę z tobą być, chcę wyjechać, pogadajmy, co będzie najlepsze dla dzieci". Bólu od diabła i trochę, ale jednak jakoś tak... lepiej? Podtrzymuję. Dla mnie to największa serialowa abstrakcja