Wg mnie, serial jest puszczany dostatecznie późno i kilkulatki już śpią, niech ich rodzice się nie martwią tym, że mogą trafić na scenę seksu. Co do ograniczenia wiekowego, no nie wiem czy potrzebny. Przecież już 10- latkowie wiedzą, czym jest seks i jak wygląda, myślę, że "niewinne" M jak miłość nie spowoduje, że będą mieć jakieś traumy z dzieciństwa.

Obserwując młodsze pokolenie, które ledwo spod ziemi odrosło, dochodzę do wniosku, że krzywda im się nie stanie, jak trafią na takie sceny. Ale to taka mała dygresja. Tak, jak Mintek powiedział, nie takie rzeczy w TV puszczają i to przed 22. Trudne sprawy, Dlaczego ja, Wawa non stop... To niby jest dla dzieci?
Dzisiaj trafiłam na Comedy Central, leciała tam polska Niania. Aż się łezka w oku kręci, że TVN miał kiedyś tak dobry smak, że fundowano ludziom coś naprawdę dobrego, a nie beznadziejne paradokumenty, jeden gorszy od drugiego. Gdzie ta dawna telewizja, która bawiła, śmieszyła, a nie wpędzała w troski?!
Świat dziczeje, bo komuś coś się ubzdurało, że ludzie uwielbiają patrzeć na problemy i kłopoty innych. Dopóki będą chętni na oglądanie programów w stylu Dlaczego ja, dopóty M jak miłość będzie płytkie w swej oprawie, dopóty fabuła będzie ocierać się o kryminał i thriller w jednym. A to wszystko wina nas- odbiorców. I za co płacimy abonament? Aż chce się wywalić telewizor za okno. Jednak mam nadzieję, że historia zatoczy koło i Polacy się "naprostują" na seriale komediowe, że zechcą w swoich domach taką Nianię, na przykład, i że znudzą się tymi żałosnymi paradokumentami. Szpitale, poradnie miłosne, awantury i krzyki... Czy tak mamy relaksować się po ciężkim dniu? Skoro nawet M jak miłość nie spełnia już roli serialu OBYCZAJOWEGO...

Jeśli chodzi o kulisy... Nie wiem, po co scenarzyści postanowili pomieszać w małżeństwie Zduńskich, które od dawna nie wiedzie pierwszych skrzypiec w serialu. Pytam retorycznie: dlaczego? Czy trzeba to komentować? Odpowiem więc sama sobie: bo scenarzyści wolą rozdrabniać się nad Mireczkami, Ireczkami, gwałtami i mafiami. Można mówić, że gra Mroczka jest drewniana, można psioczyć na Cichopek, ale małżeństwo Zduńskich przez długi czas uchodziło za przykładne, oczywiście, porównując z innymi związkami, w których to intrygi czy zdrada są wszechobecne. Nawet nie sądziłam, że ktoś jeszcze odważy się wsadzić palucha w ten związek, bo niby po co? Jest dobrze, to niech już będzie dobrze. Co to komu wadzi? A jednak...

Co do Marka i jego bab, niech już skończą ten wątek, bo jest żałosny. Z Marka poczyniono nagle donżuana, który skacze to z jednego łóżka, to do drugiego. Nie rozumiem tylko postępowania Anki, które mogłoby być usprawiedliwione w przypadku nastolatki. Serio, nie zdziwiłabym się, gdyby dziewczyna Łukasza (syna Marty), chcąc ocalić związek, stwierdziła, że jest w ciąży. No bo to taki wiek, że hormony buzują i w ogóle. Ale dorosła kobieta? I jeszcze głupota Marka, który łyknął to, jak młody pelikan. Podziwiam, bo nie jeden facet zażądałby badania ginekologicznego i nie zadowoliłby się wysłanym przez e- mail USG (które mogłoby być sfabrykowane).
Czytałam już tu kilkakrotnie wypowiedź mniej więcej w stylu: "Co te baby w nim widzą, powinny Marka kopnąć w dupę". Tylko pamiętajmy, że Ewa nic na razie nie wie o Ance, natomiast Anka wie o Ewie, bo niejednokrotnie, domyślając się, że z nią właśnie jest, dzwoniła do niego.
I powtórzę się, wolałam "stare" M jak miłość, kiedy wszyscy siadali do stołu, kiedy głowni bohaterowie nie byli porozjeżdżani po różnych stronach świata. Czytałam kiedyś na pudelku, że Koroniewską ma zastąpić odtwórczyni roli Janki, ale plan nie wypalił. Drażni mnie również wkręcanie pobocznych bohaterów do serialu, i to coraz to nowszych. Po co? Nie lepiej rozwinąć już istniejące wątki? Ja rozumiem, że jest kryzys i taka Olga Frycz rachunki musi płacić, ale przez ten serial przewinął się każdy. Wolałabym, żeby wróciła dawna ekipa z Deszczowej, łącznie z Kamilem, Bogusiem czy Asią. O, tak!