To prawda, Marta odzyskała troszkę tego swojego pazura, zadziorności, umiejętności uroczego droczenia się. Aż przyjemnie było popatrzeć. I ten uśmiech - to jego brakowało mi u niej najbardziej. Dla mnie najlepszą sceną i jednym z najpiękniejszych momentów było:
Nie no, to znowu ty? To już się staje nudne. W pakiecie uśmiech, mina i urocze droczenie się
starej Marty. Choć moim number one jest reakcja na słowa Andrzeja, że chciałby zaprosić ją na kolację i późniejsze:
Hii! Chata wolna?! 
W rozmowie z Wiktorkiem też go pięknie sprowadziła na ziemię, mówiąc, że news o jej powrocie do Andrzeja to nie plotki, ale prawda. I rozmówki o
przyjaźni... o lekkim zabarwieniu erotycznym... 
Ostatnia scena rzeczywiście piękna, nieco wzruszająca, momentami zabawna (
To fajowsko 
). Szkoda, że Marta miała jeszcze ten cholerny aparat na zębach. Wielka szkoda, bo potencjał tej sceny był o wiele większy i biorąc pod uwagę całość odcinka - z pewnością mógł być wykorzystany, gdyby Dominika odważyła się na wspomniany już uroczy uśmiech.
Swoją drogą - odprowadzanie do pracy i rozmowa w kawiarni...

Aż byłam w szoku, iż Marta powiedziała to wszystko z pełną szczerością i... że Isia zagrała tę kwestię o Ani w tak wiarygodny, naprawdę przemawiający do mnie sposób. Kiedy oglądałam po raz pierwszy, byłam naprawdę pod wielkim wrażeniem.
Na to cały czas czekałam - na taką Martę. Niech jej jest coraz więcej, bo zdecydowanie warto.