Cóż... Będę bronić Magdy. Dziewczyna się zakochała w niewłaściwym facecie i mimo, iż wie, że to jest dla niej złe to niestety leci jak ta ćma... A że się potem wypłakuje Pawłowi? Jest jedną z najbliższych jej osób, trudno się dziwić.
Ale Magdy wczoraj nie było więc przejdźmy do meritum.
Teraz się mogę narazić większości fanek D.O. ale naprawdę irytuje mnie na siłę wprowadzony wątek z rzekomym synusiem po to tylko by dziecię Dominiki mogło sobie pograć w serialu a mamusia mogła zgarnąć parę tysiaków więcej. Pięknie jest pokazane jak w tym naszym cudnym kraju działają znajomości.
Młody jakimś zbytnim talentem aktorskim póki co nie grzeszy - przypomina mi raczej Krzysia, syna Olgi, ten sam typ.
Sceny w Grabinie. Z Baśki jest niezły numerek, specjalnie na tym ganku dogadywała Ance i ją tylko niepotrzebnie nakręcała, stąd późniejszy pocałunek z Markiem, żeby pokazać Ewie kto tu rządzi.
Ewa - może i jest bezpośrednia, ale chyba za wcześnie na takie teksty. Widać było, że Marek jest zakłopotany i odetchnął z ulgą jak do kuchni wparowały dziewczyny z Anką.
Kaśka i Marcin? Może ja jestem jakaś staroświecka, ale jak dla mnie za krótką spódniczkę miała wczoraj, a raczej ten pasek na biodra był zbyt wąski... Marcinek pięknie pobił się z troglodytami, ale byłam zdziwiona, że tak długo mu idzie walka. Zawodowy bokser, a nie mógł sobie poradzić z lekko wstawionymi facetami...
Powrócę jeszcze na chwilę do Marty - samej Marty - istotnie, wyglądała wczoraj korzystniej niż zazwyczaj. Metamorfoza zaczyna być widoczna

Pożegnanie Rudej - a krzyż na drogę! Żałosna kobieta od początku do końca.
I miło było popatrzeć na powrót uczuć Gośki i Tomka, na grających w piłkę Marka i Ewkę, na rozmowę Lucka z Mateuszkiem (ja się wzruszyłam), ale drażniło mnie zbyt odstające ucho Zosi.
Tyle
