Odcinek średni, byłby lepszy, gdyby wyrzucili z niego sceny z Grabiny. Nie wiem po co one były.
Chyba że po to, aby pokazać znów babcię uszczęśliwiającą na siłę wszystkich dookoła ("ja się nie wtrącam, ale dobrze byłoby, aby Marek też pojechał powdychać trochę jodu", "Mateuszek bardzo zżył się z ojcem, będzie tęsknił").
Poza tym na wsi nudy, że aż strach.
Sprawa z Marcinem bardziej interesująca i fajnie rozegrana. Oprócz rozpaczy na ławce. Trochę przesadzona scena z prysznicem z butelkowanej wody. Ale jak już mówiłam ogólnie podobało mi się. Chłopak miał prawo być zawiedziony. Panna potraktowała go jak plaster na ranę - był potrzebny to go użyła, gdy jej nieco przeszło, to go wyrzuciła.
Wizyta Tomka u pani "prokurator-widmo" - dobre posunięcie w zamierzeniu, ale zmarnowane, bo w sumie nic nie pokazano. Brakowało mi tu czegoś.
Nawet Ruda nie kapnęła się chyba o co chodziło Tomkowi, bo zaczęła się tłumaczyć nie w sensie, że skrzywdziła Marcina, a w sensie jakby zdradziła Tomka. Przynajmniej tak to zagrała.
I powraca chyba Marek lovelas. Tak właśnie wyglądają damsko-męskie przyjaźnie z tajemnicami w tle, czy też miłości bez zobowiązań

Kaśka o wiele lepiej prezentuje się w wersji nieszczęśliwie zakochanej niż zimnej ryby.
No i mamy kolejny brazylijski wątek - Agnieszka kocha Tomka, Marcin kocha Agnieszkę, Kaśka kocha Marcina, Maczeta kocha Kaśkę. Tylko Maczety nikt nie kocha
