Ojciec Mirki jest postacią wielowymiarową. Facet jeszcze krzepki w kwiecie wieku. Co do jego młodego wyglądu to jakoś to dzisiaj usprawiedliwili Mirka powiedziała Kindze, że ojciec "zrobił ją" jak miał 18 lat, więc to by w jakiś sposób wyjaśniało.
Tylko mnie ten aktor drażni. Robią z niego takiego podstarzałego czubka, jak z Filarskiego. Grrrrrrr. Ostatnio oglądam stare odcinki Emki. I jak z takiego stonowanego faceta z zasadami, zrobili większą dupę wołową niczym Krzysztof? Przecież jego charakter z początkowych odcinków i teraz, jest tak jakby charakter przeszedł jakąś cudowną przemianę.
Po raz kolejny odcinek uratowała genialna Madzia

Która jak zwykle rozwalała mnie na każdym kroku, a jej dogryzanie sobie z Mirką, jest nawet zabawne i nie rażące. Dziewczyny grają to naturalnie. Widzi mi się niewinny flirt "Niani" z ojcem Mirki, ale błagam tylko nie niech mu nie wskoczy do łóżka! Do by było przegięcie w stosunku do Magdy i tak zawsze miała dość naiwny i łatwy stosunek do mężczyzn. Wystarczy to ciągłe skakanie z Pawła, na Michała.
Najlepsze oczywiście na koniec - mianowicie Budzyńskie. Szkoda, że było ich tak mało. I szkoda, że Marta była taka przygaszona. Ale Ania i tatuś mi to wynagrodzili

Niesamowite jak ta mała jest w niego zapatrzona i tak czule wykonuje jego polecenia. Marta jednak zgodziła się na ten wyjazd nad morze z Anią, tylko błagam nie na długo! Bo łebskiemu adwokatowi padnie psychika.
Wątek Zduńskich już się przejadł. Nie podobało mi się ta ich separacja w poprzednim sezonie, i teraz jak jest tak słodko mam wrażenie, że to tylko takie zapychanie odcinka. Tak samo jak z Kaśką, na którą nie ma pomysłu i takie głupoty sypią się z rękawa. Nawet Mirka mimo wszystko, ale też mi się przejadła. Gdyby nie Madzia omijałabym to szerokim łukiem, bo naprawdę nie ma do czego wzdychać niestety. (A przez weekend, takie fajne sceny były jak Kinga straciła wzrok, Piotruś płakał, cała rodzina go wspierała. Nawet Krzyś się zainteresował. Maryś poszła z nim do kościoła. Babcia dobra rada dała mu stówkę. To były czasy i emocje!) Teraz to już tylko taka wegetacja i przyzwyczajenie.