Z tej Zuzy to jest niezły numer, ale tak się właśnie załatwia pracę w Polsce. Poza tym - na litość boską - co jej dadzą dwa miesiące praktyki w kancelarii? Nic tak naprawdę bo jak się nie ma pojęcia o prawie to nawet gdyby akta czytała (czego nie może) to się nie nauczy ni w ząb. Przy przyjmowaniu na studia też się nie będzie liczyło, że odbyła praktyki w kancelarii adwokackiej - czyli pic na wodę, fotomontaż, po to tylko by Łukasz potem cierpiał, że ma taką interesowną dziewczynę.
Kasia - cóż no. Struga teraz ofiarę losu. Żałuję tylko, że nikt jej nie przejechał. No i Roberta jakoś też nie jest mi żal. Rozumiem, że się chłopak zakochał, ale też pchał się w to wszystko na siłę. Gołym okiem było widać, że Kaśka go nie kocha... Aczkolwiek świetnie dziś zagrał. Te obrzydzenie i ta nienawiść jak na nią patrzył w mieszkaniu Marcina - boskie.
Zaimponował mi nawet Tomek! To, że odmówił Rudej i to w dość niegrzeczny sposób... No gdzie to napisać? Rewelacja. Swoją drogą ta to też ma pomysły. Zawracać komuś gitarę w sobotę pracą.
Marcin mnie irytuje. Myślałam, że może coś poczuł do tej nieszczęsnej Kaśki, że się zmieni, że przestanie być takim lekkoduchem, ale nie. Szkoda, bo tu akurat nie byłabym przeciwna cudownemu nawróceniu tej postaci.
Sceny nad Wisłą - fakt, miłe dla oka i przyjemne. Lukier istotnie, aż tak strasznie nie drażnił.
I przyjemnie się patrzyło na spotkanie "babci" z wnukami

Aczkolwiek Ania już mnie doprowadza do szewskiej pasji. Powaliła Zośkę na łopatki w sposobie wysławiania się.
Ale ogólnie - niezły odcinek.