Poniedziałkowy odcinek bardzo mi się podobał. Pewnie to za sprawą dużej ilości scen z Martą, Andrzejem i małą Anią. Nie będę ukrywać, że w tej chwili to główny wątek, dla którego oglądam ten serial i który jest jeszcze jakoś w miarę utrzymywany na poziomie. Czekam na ten słynny happy end... I w poniedziałek wydawało mi się, że w Marcie naprawdę coś drgnęło, że dostrzegła jak takie zranienia nie mają znaczenia w obliczu tragedii - jaką mogłaby być przecież śmierć dziecka. Wczoraj jednak wróciła do normalności i kolejny raz zachwycała się przyjacielem Wiktorem. Wszakże zrobił tyle dla niej i dla jej córeczki.
I przepraszam, nic na to nie poradzę, ale drażnił mnie płacz Marty!
A już myślałam, że tylko ja tak to odebrałam.
Mam nową teorię

Andrzej zostanie aresztowany po tym jak policja zorientuje się, iż kontaktował się z mafią. Wtedy Martusia dowie się jak było naprawdę z tą operacją i kto, co, komu, i dlaczego załatwił. Tak się biedulka przejmie, że gdy Andrzeja wypuszczą, wybaczy mu wszelkie grzechy i wyzna jak bardzo za nim tęskniła, co zaobserwować można było na urywku sceny w kulisach

Wątek Deszczowej oraz Filarskiego z Elką dochodzi do granicy absurdu. Tak jak już Nareli wspomniała, wszyscy biegają, przestawiają, starają się, a Kinga siedzi na kanapie z telefonem w ręku i czeka na wiadomość w sprawie scenariusza. Zupełnie jakby nie mogła odebrać, gdyby usłyszała nadchodzące połączenie w trakcie przygotowywania przyjęcia. No cóż. Szkolenie Eli przez Zbyszka związane z poprawną polszczyzną bardziej mnie wkurzało niż bawiło. Mentor się znalazł

Dobrze, że mu Wojtek utarł troszkę nosa.
Brawa dla Aśki - i przede wszystkim jej mamy - za to, że wreszcie udało się tę sprawę zakończyć w godziwy sposób. Domyślam się, że byłą panią Zduńską musiało to wiele kosztować, ale zdobyła się na odwagę i naprawdę mi tym zaimponowała. Po tej scenie mogłabym się zastanowić czy nie obdarzyć jej większą sympatią. Madzia za to rzeczywiście jest prawdziwą przyjaciółką - w szpilkach pobiega, w ręczniczku, do łazienki Pawełka zawoła... Chciałabym, żeby byli razem i kibicuję im strasznie (i niezmiennie od kilku lat!), ale ten wątek jest prowadzony w beznadziejny sposób. Teraz nas czekają dramatyczne chwile, jednak pewnie w niedalekiej przyszłości nastąpi długo oczekiwany happy end, także nie ma się czym martwić.
Przestałam lubić Marysię i Artura (nie dzieje się tam nic ciekawego od jakichś 300 odcinków!), tak samo Gośkę i Tomka, do Agnieszki nigdy nie pałałam sympatią (brawa dla pani Magdy Walach, że potrafi tak dobrze zagrać, bo samą aktorkę naprawdę lubię), Grabina poza Mateuszkiem też bez rewelacji...
Do tej pory nie wiem o co chodziło z Kulką (mam braki, to fakt, ostatnio oglądałam serial bardzo wybiórczo), tak samo jak nie zauważyłam
subtelnej reklamy oleju Castrol, ale to wszystko pewnie przez to, że odcinek widziałam w przerwach rozwiązywania testów na prawko.