Odcinek wigilijny obejrzałam dopiero dziś, przez internet. Mam nadzieję, że obejrzałam właściwy

No i... Hm. Taki jakiś bez życia. Choć ucieszyło mnie, że asystencik przy wysyłaniu apelacji dał ciała

Choć trochę, ale jednak - mam nadzieję, że chodziło o Piotrusia.
Kaśka prawiąca morały Marcinowi w łazience... Może nie morały, ale nazwanie go dupkiem jak ten odprawił z kwitkiem tę starszą od niego kobietę, było nie na miejscu. Już zapomniała co zrobiła Robertowi? Szybciutko. Do tego te jej żałosne próby - pożal się Boże ćwiczenia na tarasie w celu pokazania się Marcinowi z wiadomej strony... Ech.
Miłe dla oka sceny w Grabinie z udziałem Ewy i Marka. Szkoda tylko, że oczywiście popsują ten wątek wplątując Marka w romans z Anną.
Wścibstwo Baśki jak zwykle irytujące i dalej drażni mnie ten cały Antoś. Mały, hej do przodu, cwaniaczek... Zośka to samo - stara maleńka, Wojtek rozwala płyty w mieszkaniu, a ta siedzi jak ta sierota i nic nie robi.
No jedyny plus dla Gosi i Tomka - urocze sceny na spacerze
